Autorką części od 1 do 13 jest niezastąpiona kasssumi, która po długich namowach pozwoliła mi zaadoptować to opowiadanie. Mam nadzieję w przyszłości korzystać z jej rad i wskazówek jako o wiele lepszej pisarki ode mnie.
-o0o-
I
Harry zamknął drzwi w swoim pokoju w Ośrodku Wychowawczym Świętego Brutusa dla Młodocianych
Recydywistów i przeszedł do stołówki. Zdziwił się, nie widząc rzeczy Dave'a, ale wiedział, że wszystko odnośnie jego współlokatora wyjaśni się po kolacji. Ponieważ byli obserwowani, musieli jeść dokładnie to, co dostawali.
Ten pierwszy posiłek zawsze był dla Harry'ego najgorszy — w domu wujostwa nie dostawał nawet połowy z tego do jedzenia, a w tym roku od kilku dni głodował. Wiedział, że jak zje to wszystko, to nie będzie spać całą noc, męcząc się ze zwracaniem jedzenia. Ale nie mógł nic na to poradzić.
Rozejrzał się dyskretnie po otoczeniu. Nadal nigdzie nie widział Dave'a. Był spięty z powodu tego braku informacji, ale starał się jeść. Pod okiem czujnej kucharki Margaret nie mógł nawet schować niczego w kieszeniach, aby potem spłukać w toalecie. Margaret skupiła się na nim od samego początku jego pobytu tutaj.
Mawiała zawsze: „Nikt nie będzie chodził wychudzony, kiedy ja podaję obiady". A ponieważ Harry już w wieku jedenastu lat wyglądał niemal jak szkielet, stał się jej ulubionym osobnikiem do tuczenia. Harry był nią przerażony, odkąd usłyszał baśń o Jasiu i Małgosi, gdzie chłopczyk był tuczony przez Wiedźmę, która chciała go zjeść.
Teraz, kiedy miał już piętnaście lat i wiedział, że kucharka go nie zje, trochę raźniej zabierał się za to wszystko, co miał na talerzu. Jednak co roku, w pierwszy dzień, po prostu wolałby móc zjeść tyle, ile zmieści, a nie tyle, ile powinien. Nie zostawił nic na talerzu.
Wstał, kiedy była ku temu pora i razem z innymi dziećmi wracał do pokoi. Jak wielu innych, skupił uwagę na chłopaku, który zatrzymał się przy drzwiach i czekał na dyrektora. Oczywistym było, że jest to ktoś nowy, jednak Harry zdziwił się, ponieważ chłopak wydawał się już dorosły.
Wyminął go razem z resztą i przyspieszył, aby znaleźć się w swoim pokoju przed ciszą nocną. Rzucił nerwowe spojrzenie na puste łóżko, które było w lepszej kondycji niż jego, ale bał się rozłożyć na nim swoje rzeczy. Bał się, że może Dave tylko się spóźni. A gdyby zastał swoje łóżko zajęte przez Harry'ego… nie byłoby to ciekawe. Harry przełknął głośno i zaczął rozpakowywać ubrania po kuzynie. Każdy jego ruch był powolny i spokojny; nie chciał wywołać wymiotów, chociaż czekał na nie.
Kiedy drzwi się otworzyły, Harry zdusił pisk i odwrócił się, aby widzieć wejście. Stał tam dyrektor
Puckleberry, a za nim ten sam chłopak, którego Harry mijał w drzwiach.
— Potter, to twój nowy współlokator…
— A Dave? — wtrącił Harry.
— Rodzice stwierdzili, że już nie musi tutaj przebywać, że zmienił się na lepsze.
Harry powstrzymał się przed prychnięciem. Dave na pewno nie zmienił się na lepsze — cały czas dręczył
Harry'ego i kazał mu odrabiać swoje zadania, i, i, i…
— Twój nowy współlokator jest o dwa lata wyżej niż ty, jednak nie było innego miejsca i musicie obaj być umieszczeni w tym pokoju. Przedstawiłem mu już zasady.
Dyrektor wyszedł bez kolejnego słowa. Harry opadł na łóżko i odetchnął głośno z ulgą, a potem z przestrachem spojrzał na nowego chłopaka. Nie był taki pewny, czy to, że tamten jest starszy nie czyni całej tej sprawy gorszą.
— To łóżko jest moje? — zapytał beznamiętnie chłopak, wskazując na łóżko Dave'a.
— Tak — odpowiedział cicho Harry.
Chłopak spojrzał na niego i lekko uniósł brew, jakby wyczuł strach Harry'ego. Kiwnął jednak tylko głową i rzucił na materac swoją torbę.
Po paru minutach odwrócił się do Harry'ego zirytowany, a Harry szybko udał, że wcale się na niego nie gapił.
— Czy czegoś ode mnie chcesz?
— Ja… nie. Przepraszam — wymamrotał Harry, mnąc swoją koszulkę. W przypływie chwilowej odwagi rzucił szybko: — Jestem Harry Potter.
Chłopak spokojnie skończył wykładać koszulę z torby, zanim ponownie odwrócił się do Harry'ego.
— Tom Riddle.
