Autorka: SanSz

The one that got away

Kiedy zobaczyłam Cię tamtego dnia na Pokątnej, nie mogłam oderwać od ciebie wzroku.

Wyprzystojniał - pomyślałam - nawet bardzo. Wtedy spojrzałeś w moją stronę z tym swoim złośliwym uśmiechem i podszedłeś do mnie.

- Co się tak gapisz, Granger? - zapytałeś z jadem w głosie, lecz twoje oczy wyrażały coś innego. Nie wiedziałam, jak to nazwać... zamyślenie? O czym mógł myśleć ten "arystokratyczny dupek" ze Slytherinu, który gardził szlamami?

- Po to mam oczy, Malfoy. Ale jak na ciebie patrzę to wolałabym ich nie mieć - odpowiedziałam ze złością i odeszłam.

Kiedy weszłam w uliczkę obok, usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się I zobaczyłam Ciebie.

- Czego chcesz? – zapytałam ze strachem.

Podszedłeś bliżej, chwytając mnie za ręce.

- Ciebie - powiedziałeś, zaskakując i jednocześnie strasząc dziwnym tonem, w którym odkryłam… pożądanie?

- Zostaw mnie! - krzyknęłam, próbując się wyrwać.

Zacząłeś się śmiać. Bałam się.

- Zamknij się, idiotko. Jak śmiesz podnosić głoś w mojej obecności? -szepnąłeś złowieszczo i uderzyłeś mnie mocno w twarz.

Zabolało. Poczułam krew w ustach.

Przyparłeś mnie do ściany całym swoim ciałem, wciąż się śmiejąc i zacząłeś zrywać ze mnie ubrania. Po moich policzkach spływały łzy.

- Dlaczego? - pytałam rozpaczliwie.

- Bo na nic innego się nie przydasz. A teraz się zamknij.

Poczułam następne uderzenie, tym razem w brzuch.

Po kilku chwilach stałam przed tobą naga. Czułam się tak upokorzona… I wtedy poczułam jak się odsuwasz, by zdjąć spodnie. Zrobiłeś to. Zgwałciłeś mnie bez żadnych skrupułów, bez wyrzutów sumienia. Czułam twoje ręce zaciskające się boleśnie na mojej szyi. Próbowałam się wyrwać, szarpałam się, płakałam, ale to nic nie dało.

Teraz stoisz tutaj, czytając napis na moim nagrobku. Teraz z twoich oczy płyną łzy . Teraz ty płaczesz, myśląc: " Co ja zrobiłem? " Zrobiłeś coś, czego zawsze się bałeś – zabiłeś. Jesteś tchórzem, Draconie Malfoy. Chowasz się pod maską obojętności, dumy i odwagi, a w głębi duszy żałujesz…

Tylko na to trochę za późno. Twoje łzy nie przywrócą mi życia, nie sprawią, że cofnie się czas i żadne z tych strasznych rzeczy nie będą miały miejsca. Teraz jest mi lepiej, nie myślę już o tym, jak mnie biłeś i gwałciłeś. Odchodzę do lepszego świata, szeptając ci do ucha: "Żegnaj...", mając nadzieję, że widok mojego grobu i wyrzuty sumienia będą Cię prześladować do końca życia.