Półtora drabbla zainspirowane przez sugestię Mahti i uwagi myszyny. Et voila.
Oszukany
Dla wszystkich był martwy. Skoczył, zabił się, koniec tabloidowych historii. O ileż ciekawsze były trzy zabójstwa, które nastąpiły dokładnie w tym samym czasie. Nie, nie samobójstwa, a morderstwa. Trzy kule, trzech strzelców, troje przyjaciół, dokładnie tak, jak obiecał mu Moriarty, nim odebrał sobie życie.
Tyle rzeczy mogło pójść źle w układanym pospiesznie planie. Sherlock liczył się z ewentualnością, że skoczy w niewłaściwe miejsce i porani się, bądź nawet zginie. To było ryzyko, które zgodził się podjąć. Nie mógł jedynie przewidzieć, gdzie będzie snajper Moriarty'ego. Nie wiedział, że w chwili, gdy on padł oszołomiony na worki ze śmieciami, ktoś pociągnął za spust.
Zakładał jeden, własny pogrzeb. Miał być medialny skandal, miała być zapłakana pani Hudson i wściekły John, męczący reporterzy i niesława. Sherlock podejrzewał, że jego pogrzeb przyciągnie masę gapiów, szukających taniej rozrywki.
Nie wiedział, że zamiast tego on jeden odwiedzi samotnie trzy groby pod osłoną nocy. Nie miał już nikogo.
