Koniec gry
Wiedział. Po prostu wiedział, że to się tak skończy. To musiało się tak skończyć, więc dlaczego czuł się tym taki zaskoczony?
Patrzyli sobie w oczy. W jej nie było żadnego wahania, nawet krzty wyrzutów sumienia po tych wszystkich miesiącach udawania. Perfekcyjna kłamczucha. W jego pewnie wyczytała zawód, bo mimo wszystko był zawiedzony. Nawet w obliczu tego, że nigdy nie była mu wierna. Od początku to wszystko było grą.
Czuł delikatny dotyk tłumika przy skroni. Pistolet – to była jego domena.
– Aż tak źle ci tutaj? – zapytał.
– Nie, ale nie mogę pozwolić ci żyć, moje drogie Grzmiące Niebo – odparła.
– Oni i tak go nie posłuchają.
– Resztą Varii już nie musisz się przejmować – uśmiechnęła się uroczo. – Gra skończona, Xanxus.
– Nie dostanę nawet buziaka na pożegnanie od mojej kłamliwej Chmurki?
Coś kliknęło. Zanim uświadomił sobie, że pociągnęła za spust, nie żył. Pochyliła się i pocałowała jego martwe usta.
– Nigdy nie byłam twoja, Xanxus.
