Już czas. Słowa rozbrzmiały w pokoju zagęszczając powietrze. W jednej chwili temperatura spadła do zera, a tobie przeszły ciarki po plecach. Wiedziałaś, że to kiedyś nastąpi, przygotowywałaś się na tę chwilę już od dłuższego czasu. Nie ma mowy o pomyłce, żadnego kroku wstecz. Zdecydowałaś się mu pomóc i teraz nie możesz zrezygnować.

Och, jakie to by było łatwiejsze, gdybym mogła to zrobić na odległość - pomyślałaś biorąc do ręki grubą teczkę i wszystkie potrzebne akta. Spojrzałaś na swojego kolegę stojącego w drzwiach twojego biura. Czekał aż się zbierzesz, żeby móc cię odprowadzić pod bramy więzienia. Jako twój wspólnik od lat, doskonale wiedział, że nawet profesjonalistka taka jak ty, potrzebuje wsparcia przy tak trudnej sprawie. Mimo to nie pozwoliłaś mu uczestniczyć w spotkaniu. Ani dać po sobie poznać, że się boisz. Zamiast tego, w drodze do więzienia, ograniczyliście się do podsumowania zebranych informacji o obiekcie i sposobie jego złamania. Tak, złamania. Byłaś pewna, że trzeba będzie go najpierw złamać, żeby cokolwiek uzyskać.

Będąc już w środku więziennych murów minęliście strażników pokazując przepustki, które wydał wam sam Odyn i bez zatrzymywania się przeszliście od razu do ostatniego sektora dla najcięższych przypadków. Stanęłaś przed mosiężną bramą zwracając się do strażnika.

- Jestem umówiona na spotkanie z więźniem nr 6. To moja pierwsza wizyta.

Wypowiadając ostatnie zdanie przełknęłaś głośno ślinę mając nadzieje, że strażnik jednak tego nie usłyszał.

- Więzień nr 6 znajduję się w odseparowanej celi, która pochłania część jego magi, jest niegroźny dla otoczenia pod warunkiem, że się stoi na zewnątrz jego celi. Z racji jego niestabilności Wszechojciec podjął decyzję o konieczności komunikowania się z nim jedynie poprzez szkło.

- Jestem zapoznana z tymi procedurami. Poza tym, to jedynie wizyta zapoznawcza z obiektem, nie potrwa długo.

Strażnik kiwnął głową sięgając po klucz do bramy. Ty natomiast zwróciłaś się do swojego wspólnika dziękując mu za wsparcie i zapewniając go, że wizyta powinna pójść zgodnie z planem.

Idąc korytarzem powtarzałaś sobie scenariusz rozmowy i zarys jego postaci. Obiekt był niestabilny emocjonalnie. Trzeba będzie ugruntować jego osobowość. Będzie zaprzeczał wszystkiemu, co się do niego powie. Będzie złośliwy, prawdopodobnie agresywny. Będzie chciał kontrolować sytuację w każdy możliwy sposób. Trzeba będzie zastopować jego życzeniowe myślenie i uzyskać sytuacje, w której będzie myślał racjonalnie...

Nie tak szybko - pomyślałaś zaglądając do jego akt. Tego się nie da zrobić od razu. Skoro nawet jego brat nie jest w stanie się z nim porozumieć, jedyne co mogę od niego teraz uzyskać, to jego uwagę. Uśmiechnęłaś się na myśl, że przy jego narcystycznej osobowości, nie powinno to być takie trudne. Zamknęłaś akta i podążając za strażnikiem omiotłaś wzrokiem otoczenie. Korytarz był ciemny, ponury, jedyne światło dawał ogień rozmieszczony w stalowych koszach. To co cię zdziwiło, to cele. Były białe, jasne i puste. Klatki, które jakby je urządzić, równie dobrze mogłyby służyć za pokoje hotelowe. Albo za stylowe akwaria.

Znajdujące się w nich istoty śledziły każdy twój krok nie odzywając się jednak ani słowem. Nie patrzyłaś im w oczy. W 95% takie zachowanie jest odbierane jako coś negatywnego: wyzwanie, arogancja, kpina. Byłaś już w wystarczająco wielu różnego typu więzieniach, pracując z rzeszą takich typów, by wiedzieć czego unikać.

Szłaś dalej trzymając swój wzrok na plecach strażnika, do momentu aż ten obrócił się gwałtowanie przy jednej z klatek.

- Więzień numer sześć - strażnik kiwnął lekko głową dając znak, że w razie czego będzie stał obok. Podeszłaś parę kroków i obróciłaś się w lewo. Twoje oczy zauważyły więźnia, ale powędrowały szybko dalej. Omiotły wzrokiem pomieszczenie. Każdy jego kąt. Standardowa procedura, określić otoczenie, w jakim znajduje się obiekt.

Klatka o tych samych rozmiarach co reszta, ale nie pusta. Stolik, łóżko, książki w rogu, krzesło. Specjalne przywileje. Syn Odyna, to jednak syn Odyna. Westchnęłaś wiedząc, że takie zachowanie jedynie podtrzymuje przekonanie o wyższości nad innymi.

Nie śpieszyłaś się zbytnio z nawiązaniem kontaktu z obiektem. Dopiero po chwili skierowałaś wzrok w jego stronę. Wysoki, z długimi czarnymi włosami, ubrany na zielono. Patrzył ci prosto w oczy oczekując wyjaśnień. Ba, żądając wyjaśnień. Wyraz jego twarzy mówił ci wszystko.

Kolejna chwila ciszy i obiekt odwrócił się do ciebie tyłem. Wystarczyła sekunda, żeby stracił tobą zainteresowanie.

- Ładnie urządzona cela. Z więziennego katalogu?

Obiekt popatrzył na ciebie zza ramienia. Przeszywające spojrzenie. Czyżbym już zdążyła go zirytować?

Patrzyliście sobie w oczy dopóki obiekt znowu nie obrócił się do ciebie plecami. Dwu sekundowy kontakt z obiektem - odnotowałaś w myślach. Czas się przedstawić.

- Nazywam się Evelyn Portrait. Jestem więziennym psychologiem - zapauzowałaś na moment czekając na jakąkolwiek reakcję - Między innymi - dokończyłaś nadal mając jego plecy przed swoimi oczami. Nasłuchiwałaś jego oddechu, był miarowy, spokojny. Opanowany.

- Będziemy się spotykać na godzinne sesje terapeutyczne co drugi dzień - przeszłaś wolnym krokiem obok jego celi - Choć mam nadzieje, że twoje plecy nie będą moimi jedynymi towarzyszami rozmowy.

Usłyszałaś cichy śmiech - Więzienny psycholog? - głos rozszedł się po celi. Głęboki, władczy. Taki, który nie znosi sprzeciwu. Obiekt obrócił się do ciebie twarzą.

- Wszystkie karty wypadły im z rękawa, że chwytają się takiego żałosnego sposobu kontrolowania mnie?

- Terapia nie ma na celu kontrolowania cię, ma za zadanie pomóc ci zrozumieć.

- Zrozumieć co? Że nie jesteście w stanie mnie pokonać? - obiekt poruszył się w twoją stronę. Zauważyłaś, że zacisnął pięści.

- Że wasze starania spełzły na niczym? - rozluźnił dłonie - Nie wystarczy wam, że mnie zamknęliście w magicznej puszce jak jakiegoś podrzędnego opryszka?

Chwila oddechu. Żadnej reakcji z twojej strony. Pozwalasz mu mówić.

- Nie potrzebuję niczyjej pomocy. W przeciwieństwie do was, ja rozumiem wszystko.

- Wszystko, to znaczy? Co dokładnie rozumiesz czego my nie rozumiemy?

Obiekt zlustrował cię wzrokiem. Jego zielone oczy były chłodne i trzymały cię na dystans.

- Powiedz mojemu bratu, ojcu, czy komukolwiek, kto cię tu przysłał, żeby przestał się upokarzać.

Nie odpowiadając wyjęłaś długopis i notes z kieszeni.

- Czy sesja jutro po popołudniowej sjeście - urwałaś na moment kierując wzrok na owoce znajdujące się w paterce - ci odpowiada?

Obiekt podszedł pod samą szybę kładąc na nią dłoń. Cela znajdowała się na podeście, co sprawiło, że prawie dwu metrowy mężczyzna wydawał się być gigantem w porównaniu z twoim wzrostem. Skierowałaś wzrok ku górze starając się nie podnosić zbyt wysoko głowy. Nie chciałaś, żeby obiekt poczuł nad tobą przewagę.

Niestety nie mogłaś nie odnieść wrażenia, że znajdujesz się niżej w łańcuchu pokarmowym od niego. Że jesteś słabsza. Jak żaba, nad którą właśnie stanął bocian.

- Tylko jeśli na obiad dostanę ciebie pokrojoną na kawałeczki. W panierce. Z pozdrowieniami od Odyna.

Uniosłaś lekko brew. Trzymanie go na diecie mającej zredukować agresje, chyba przynosi odwrotne skutki.

- Omówimy to następnym razem - powiedziałaś odchodząc od szyby - Do jutra więźniu numer sześć.

- Więźniu numer sześć? - Obiekt odprowadził cię wzrokiem podchodząc do bocznej szyby. Czułaś jego świdrujący wzrok z tyłu swojej głowy kiedy powiedział z pretensją ale i nieukrywaną dumą w swoim głosie:

- Jestem Loki. Z Asgardu.