1.
Świat wydawał się lepszym miejscem. Słońce mocno przygrzewało, lekki wietrzyk znad jeziora chłodził skórę, a zielona trawa pod stopami przyjemnie je łaskotała. Do tego ograniczały się myśli Harry'ego w pewne piątkowe popołudnie, a przynajmniej starał się sobie wmówić, że tak właśnie było. Wolał nie przypominać sobie o owutemach, które czekały go za trzy miesiące, o Lunie, która trzymała go za rękę, a która była w wielkim niebezpieczeństwie tylko dlatego, że była jego dziewczyną, o Voldemorcie, który wciąż terroryzował świat… A przede wszystkim nie chciał myśleć o tym, że to on był jedynym lekiem na to zło- jeśli chodzi o to, to przepowiednia była aż zbyt dokładna. Westchnął ciężko i wrócił do eseju z Transmutacji.
- Nie mam bladego pojęcia o co w tym chodzi- mruknął ponuro. Luna współczująco poklepała go po dłoni i wróciła do czytania „Żonglera". Hermiona zaś prychnęła, jak rozjuszona kotka.
- Gdybyś na dzisiejszej lekcji odpowiednio uważał, to byś wiedział. Ale ty wolałeś grać z Ronem w bierki! Cud, że profesor McGonagall was na tym nie złapała!
Ron ziewnął i uśmiechnął się leniwie.
- To nie był cud. Wydawało jej się, że uważnie słuchamy. Takie sprytne zaklęcie. Jeśli jednak jesteśmy przy cudach i złym zachowaniu, to może mi powiesz co cię ugryzło?
Hermiona rzuciła mu jadowite spojrzenie i syknęła:
- Nie wiem o co ci chodzi! Zachowuję się normalnie!
Harry parsknął.
- Dziwne, że Ron w ogóle jeszcze żyje. Ale serio- co jest z tobą? Od rana do wieczora chodzisz, jak struta. Stresujesz się owutemami? Przecież jesteś idealnie przygotowana!
- Wcale nie jestem! Jak tak dalej pójdzie to obleję Transmutację i Eliksiry!
- Skoro ty masz szansę na oblanie, to ja mogę przestać się uczyć, bo i tak nie zaliczę. Daj spokój, jesteś obkuta na cztery nogi.
- A może to chodzi o chłopaka?- podsunął Ron, śmiejąc się. Dziewczyna odwarknęła:
- Och, oczywiiiiście. Jakbym nie miała nic innego do roboty, tylko przejmować się jakimś pustogłowym szczeniakiem! Idę do biblioteki, bo z wami nie da się uczyć!
Miała już się podnieść, gdy szara, niewielka sowa upuściła pod jej nogi zapieczętowany list. Podniosła go, przeczytała i uśmiechnęła się ponuro.
- Harry, mógłbyś pożyczyć mi na chwilę pióro?
- Eee… Jasne, ale co…
- Spotkanie z McGonagall w sprawie tych fajerwerków w jej sali. Muszę odpisać, że będę dzisiaj u niej.
- Jeszcze nie wiecie kto za to odpowiada?
- Nie, ale jako Prefekt Naczelna muszę w tym pomóc, chociaż nie jestem z tego specjalnie zadowolona.
- Jasne, że nie- zaśmiała się Ginny, która przed chwilą do nich podeszła- Nie jesteś Percym.
Hermiona przywiązała list do nóżki sowy, a gdy ta odleciała wstała i rzuciła:
- Jakby co, to jestem w bibliotece.
Kiedy zniknęła z pola widzenia rudowłosa gwizdnęła i rzuciła się na trawę.
- No, no, no… Hermiona kłamiąca swoim przyjaciołom. Coś niesamowitego!
Harry poczuł przypływ irytacji. Ona by ich nigdy nie okłamała! Ron posunął się nieco dalej niż do pełnych oburzenia myśli.
- Uważaj co mówisz, Ginny! Wiem, że wy dwie nie jesteście ostatnio w najlepszych stosunkach, ale…
- Nie idzie na spotkanie z McGonagall, bo słyszałam dzisiaj, jak postanowiły zająć się tą sprawą dopiero w przyszłym tygodniu- nie przejmując się tym, że przerwała swojemu bratu i nie zwracając uwagi na ich miny, kontynuowała- Wy w ogóle jesteście święcie przekonani, że ona jest taka niewinna i anielsko dobra, co? Więc nie wiecie pewnie, że ma chłopaka?
- Nie ma- Ron wzruszył ramionami- Hermiona nie interesuje się niczym poza książkami.
- To, że nie poddała się twojemu „urokowi osobistemu", to nie znaczy, że jej nie interesują. Przez całe wakacje miałyśmy pokoje obok siebie i, co było dziwne, co drugi, czy trzeci wieczór, a już na pewno na całe weekendy, wokół jej pokoju rzucone było pełno zaklęć przeciwko podsłuchiwaniu, podglądaniu, czy wejściu do środka bez zgody lokatora. Kilka razy musiałam z nią porozmawiać i zawsze otwierała mi drzwi ubrana jedynie w szlafrok, z włosami w nieładzie, a stan jej łóżka wyraźnie wskazywał na obecność jakiegoś… gościa. Do tego dochodzą jeszcze listy.
- Listy?- Harry ściągnął brwi myśląc intensywnie. Faktycznie, wieczorami Hermiona nie była z nimi, ale uznali z Ronem, że kuje do owutemów.
- Tak. Każdego ranka sowa przynosiła jej zapieczętowany list, taki jak dzisiaj. Otwierała go i czytała tak, by nikt nie zauważył choćby linijki tekstu. Czasami się uśmiechała, czasami rumieniła, a czasami wściekała. Jestem pewna, że wciąż ma te listy, bo słyszałam, jak Lavender i Parvati mówią, że Hermiona co wieczór otwiera małą szkatułkę i albo chowa do środka nowy pergamin, albo wyjmuje starsze i czyta. Próbowały raz się włamać, ale zaklęcia były zbyt silne i złożone, by mogły sobie dać z tym radę. Brzmi to podejrzanie, no nie?
Ron pokręcił głową z wyrazem pogardy.
- Pewnie w wakacje nie chciała, żeby ktoś jej przeszkadzał, stąd te zabezpieczenia. A listy to pewnie jakiś korespondencyjny kurs do owutemów. Percy taki miał, więc może się wstydziła. A gdyby miała chłopaka, to na pewno by nam o tym powiedziała!
- A niby dlaczego miałaby?- Luna podniosła wzrok znad gazety- Wy zaraz chcielibyście wiedzieć kto to, jakie ma zamiary i czy jest odpowiedni. A ona nie lubi, jak ktoś podejmuje za nią decyzje.
- Bez przesady!- Harry spojrzał na swoją dziewczynę ponuro, ale ona nawet nie zamrugała- To oczywiste, że się o nią martwimy, bo jak dotąd miała tylko Kruma, i to krótko, ale powinna wiedzieć, że będziemy tolerować jej związek.
- No, chyba, że to jakiś skończony dupek w stylu Malfoya!- mruknął Ron, a po jego stwierdzeniu zapadła cisza. W końcu rudowłosy roześmiał się sztucznie- Ludzie, to był żart! Poza tym, do kwatery mają dostęp tylko członkowie Zakonu.
- Których liczba powiększyła się w tym roku i absolwentów i siódmy rok Hogwartu- dodała wesoło Ginny- Widocznie jest to ktoś, co do kogo Hermiona ma wątpliwości, że zostanie… stolerowany.
Luna zaśpiewała kilka taktów z „Kociołka pełnego miłości" i ponownie zajęła się artykułem dotyczącym chrapaka krętorogiego. Harry tymczasem zastanawiał się kto byłby nieodpowiedni dla jego przyjaciółki. Na pewno Dean, bo ten wciąż wzdychał do Ginny. McLaggen? Wolne żarty. Smith? Po jego trupie. O świeżo nawróconym Malfoy'u nie wspominając. Po kilkunastu minutach głębokich rozważań doszedł do wniosku, że jedynie Neville, Charlie i Ron by się nadawali. Ale Neville był lata świetlne za nią, jeśli chodzi o intelekt, Charlie miał skłonności w… hmmm… inną stronę, a Ron był dla niej bardziej jak brat. Czyżby więc Luna i Ginny miały rację? Ron najwidoczniej doszedł do podobnych wniosków, bo minę miał nieszczególną. Kiedy szli na kolację, wciąż w milczeniu, Harry zaczął rozważać różne opcje.
- Po prostu ją spytajmy- powiedział znad tosta. Ron pokręcił głową.
- A jak zamierzasz się jej o to spytać? „Hej, Hermiono, ukrywasz jakiegoś faceta, z którym, według mojej siostry- panikary, sypiasz od wakacji?". Nie powie nam. Veritaserum?
- A umiesz je uwarzyć, czy może miałeś w planach pójść i poprosić Snape'a o kilka kropel?
- Fałszoskop?
- Wiesz jak działają. Pytanie wydaje mi się najlepsze.
- Możemy ją śledzić!
- To… nie byłoby fair.
- A Veritaserum byłoby? Harry, znasz Hermionę. Jak się na coś uprze, to nie ma siły.
- Ale we dwóch nie zmieścimy się pod peleryną! Jesteś za wysoki.
- Pochylę się. Nie rób takiej miny! A jeśli to Malfoy albo Smith?
- No, świetnie, ale jak zamierzasz zmienić jej zdanie co do tego gościa?
Ron zbaraniał.
- Eee… O tym pomyśli się później. Może wystarczy pogadać z tym fagasem i będzie.
- Nie sądzę, żeby to było takie łatwe.
- Co nie będzie łatwe?- Hermiona usiadła obok Rona i wzięła pasztecik z półmiska. Harry przyjrzał się jej dokładnie. Wciąż była niska, a przez to, że ciągle siedziała w bibliotece, była przyjemnie zaokrąglona w odpowiednich miejscach. Nie była pięknością, ale była ładna w taki zwyczajny, prosty sposób. Duże, orzechowe oczy ładnie obramowane ciemnymi rzęsami, krótki i prosty nos, piegi na policzkach i nosie, oraz te wiecznie nieujarzmione włosy sięgające za łopatki. Nie miała idealnej figury, ale mogła przyciągać koneserów krągłości i z tego Harry zdawał sobie sprawę. Jednak o ile fizycznie sprawiała, że niektórzy mogli się nią interesować, to jej charakter ich odrzucał. Dla osób najbliższych potrafiła być miła, dowcipna i wyrozumiała, ale wszyscy inni widzieli jedynie zarozumiałą i wiecznie zakopaną w książkach ponurą dziewczynę, która rozkazuje innym na prawo i lewo. Wielu chłopaków odrzucał również fakt, że była wyjątkowo inteligentna, a niewielu lubi, jak ich partnerka jest bystrzejsza od nich- i ma silniejszy kręgosłup. Bo Hermiona miała naprawdę silną wolę i Harry doszedł do wniosku, że ona nie tylko potrzebowałaby kogoś, kto dorównywałby jej inteligencją, ale również kogoś, kto byłby na tyle silny, by nie dać sobą sterować. I kto pokochałby ją za to, kim jest. Dopiero po chwili dotarło do niego, że Hermiona coś do niego mówi.
- Przepraszam, zamyśliłem się. Co mówiłaś?
- Pytałam czy dobrze się czujesz? Wpatrujesz się we mnie od kilku minut i nawet nie mrugnąłeś. To nie jest kolejna… wizja, prawda?
- Nie, oczywiście, że nie. A co z tobą? Wydajesz się być w dobrym humorze.
Uśmiechnęła się wesoło i zakręciła młynka widelcem.
- Bo odrobiłam wszystkie zadania domowe, prócz eseju z Eliksirów, ale za to wezmę się po kolacji, przed spotkaniem z McGonagall. Chociaż pewnie skończę dopiero jutro, bo to dość obszerny materiał. Radzę wam wziąć się za to dzisiaj, bo jeśli będziecie robić w niedzielę, to na pewno nie skończycie do poniedziałku.
- Przypomnij mi jaki temat tym razem wybrał ten sadystyczny dupek?
- „Teoria a praktyka w zastosowaniu kamienia księżycowego w eliksirach leczniczych". Na sześć stóp, ale obawiam się, że wyjdzie mi dwa razy tyle, bo…
- Oszczędź nam streszczenie swojej pracy- jęknął Ron- Znowu obleje cię za przekroczenie limitu.
- Ale gdybym nie napisała wszystkiego, to oblałby mnie za powierzchowność. A tak przynajmniej mam świadomość, że napisałam wszystko.
- Bez sensu. Ja i tak wiem, że obleję, więc napiszę cokolwiek.
- Ron! Owutemy już niedługo, a to jest, wyobraź sobie, jedno z najczęściej zadawanych pytań na egzaminie! Jeśli chcesz być Aurorem, to musisz mieć przynajmniej Powyżej Oczekiwań z Eliksirów!
- Zlituj się… Moja matka wciąż mi to powtarzała. Przez całe wakacje.
- Ale widocznie nie odniosło to żadnego skutku.
Odpowiedź Rona, na szczęście, została zagłuszona przez bułkę, którą przeżuwał, ale jego przyjaciele domyślili się jakich słów chciał użyć. Hermiona zacisnęła usta i posłała mu mordercze spojrzenie.
- I dlatego właśnie nie zaczęłam z tobą chodzić. Jesteś bezczelny i brak ci elementarnych podstaw kultury osobistej! Idę do biblioteki, ale nie czekajcie na mnie, bo nie wiem, o której wrócę.
Harry odczekał chwilę zanim się odezwał.
- To co robimy?
- Bierzemy pelerynę, idziemy do biblioteki, siadamy gdzieś tak, żeby nas nie widziała i kiedy wyjdzie założymy pelerynę i pójdziemy za nią.
- A jeśli będzie siedziała do późna w bibliotece?
- Zostały dwie godziny do ciszy nocnej, a sądzę, że jeśli ma się z kimś spotkać, to po tych godzinach.
