Sanji w wyjątkowo kiepskim humorze chodził od ściany do ściany, miażdżąc w zębach już kolejną zapałkę. By ulżyć swojemu cierpieniu kopnął szafkę stojącą nieopodal, z frustracją stwierdzając, że nie otrzymał zamierzonego efektu.

-Powinieneś się czymś zająć – zaproponował Ace chichocząc pod nosem.

-Najlepiej tobą, co? - burknął mężczyzna, nie przerywając swojej wędrówki.

-Cóż, niezaprzeczalnie jestem najbardziej odpowiednią do tego osobą.

-Skromność nie jest twoją mocną stroną – warknął Sanji, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów, po czym schował ją z powrotem z ciężkim westchnieniem.

-Po co być skromnym, jak można być zajebistym?

Blondyn przystanął i wiedziony genialnym pomysłem władował się swojemu chłopakowi na kolana.

-Wiesz tak sobie pomyślałem – wymruczał, obniżając głos – że może pozwoliłbyś mi zapalić jednego, no przecież nawet nie zauważysz – ostatnie słowa wyszeptał wprost w jego wargi, czując zbliżające się zwycięstwo.

Portgas pozwolił się pocałować i triumfalnie oblizał wargi.

-Nie, zakład to zakład. Dobrze ci idzie jeszcze tylko – zerknął na zegarek – dwa tygodnie, trzy godziny i dwadzieścia siedem minut. Nie wiem czy już wspominałem, ale seks na pewno by w takiej chwili pomógł.

-Zapomnij, nie ma seksu bez papierosa „po" - naburmuszył się Sanji i odtrącił dłoń, która spoczęła na jego głowie. - zobaczymy, który z nas wytrzyma dłużej.