Uwaga: zainspirowane dialogiem its-sweet-jade znalezionym na tumblerze. Zgoda obecna!

- Błagam, wytłumaczcie mi raz jeszcze. Dlaczego do cholery wzywacie mnie tutaj o trzeciej w nocy?! - zapytał Draco Malfoy głosem wyraźnie przepełnionym rozpaczą, odwracając swoją bladą twarz w stronę goblina.

Goblin chrząknął.

- Widzi pan, panie Malfoy, jako jej mąż był pan pierwszym po kogo mogliśmy posłać...

- Co w takim razie robi tu ta dwójka? - warknął mężczyzna, kreśląc ręką w powietrzu szeroki łuk. Wewnątrz niego znaleźli się: ubrany jedynie w czerwony szlafrok wyszywany w znicze i białe skarpetki Harry Potter, a także Ron Weasley w pidżamie prezentującej conajmniej trzy odmienne poglądy na temat tego, jak dokładnie powinna wyglądać szkocka krata.

- Jesteśmy aurorami, a w dodatku jej najlepszymi przyjaciółmi – stwierdził nieco zażenowany Harry, przestępując z nogi na nogę. Draco nie chciał wiedzieć, jak bardzo zła będzie jego żona, kiedy zobaczy co zrobił z jasnym materiałem skarpetek.

- Plus, jeśli zostałby wezwany ktokolwiek inny, już by ją aresztowano. A ty dowiedziałbyś się o tym następnego dnia dzięki sowie, która przyniosłaby ci Proroka Codziennego. - Ron uśmiechnął się do niego w ten wcale-nie-złośliwy sposób, przeczesując dłońmi włosy.

- W każdym razie... powodzenia – mruknął Potter, tłumiąc rozbawienie potężnym ziewnięciem.

- Jakby co, chronimy ci tyły – zarechotał jego przyjaciel, po czym dodał konspiracyjnym szeptem:

- ...z roku na rok staje się coraz bardziej nieprzewidywalna!

Malfoy westchnął i uniósł ramiona w wyrazie rezygnacji.

- Więc? - rzucił w stronę goblina, wciąż stojącego cierpliwie obok. Zza jaego pleców wystawały głowy czterech innych pracowników banku z minami wyraźnie wskazującymi na niepewność. I strach.

- Trudno nam to mówić, ale... nie potrafimy wyprosić stąd pańskiej żony. Kiedy próbujemy, po prostu robi na nas "ćśśśś".

- Próbowaliście użyć waszej magii? - mężczyzna przewrócił oczami na tak jawną oznakę ignorancji.

Goblin uniósł go góry swoją szeroką dłoń i podrapał się za uchem.

- Niestety... - mruknął – ...nie działa na nią.

- A więc chcecie powiedzieć mi, że po pierwsze: ta urocza dama włamała się właśnie do najpilniej strzeżonego skarbca Gringotta, po drugie: ominęła wszystkie wasze bariery ochronne i sprawiła, że wasze czary na nią nie działają, oraz po trzecie: po prostu sobie tutaj siedzi i nikt nie potrafi jej przerwać?

- Obawiam się, że tak, panie Malfoy.

Draco parsknął głośnym śmiechem. Zaraz jednak kąciki ust powędrowały mu do dołu w sposób, który gwarantował mu pierwsze miejsce w konkursie na najlepszą pokerową twarz. Wyprostował się, w dłoni ścisnął smukłą różdżkę i strzepnął niewidoczny pyłek z lewego ramienia.

A potem wszedł do skarbca.

Pomieszczenie wydawało się całkiem puste, nie licząc czterech kandelabrów z zapalonymi świecami rzucającymi rozdygotane cienie na kamienne mury. Dopiero po chwili jego wzrok przyzwyczaił się do ciemności, a wtedy w kącie w głębi zauważył jakiś ruch.

Podszedł ostrożnie w tamtą stronę, starając się nie okazać żadnych oznak zdziwnienia na widok swojej żony siedzącej na zwykłym drewnianym taborecie, trzymającej w dłoniach jedną z najgrubszych i najstarszych ksiąg, jakie w życiu widział.

Draco odkchrząknął lekko i zwrócił się do kobiety.

- Hermiono, kochanie...

- Ćśśś!

Mężczyzna zawahał się przez moment i spojrzał w tył tylko po to, by ujrzeć uniesione wysoko w górę kciuki Rona i Harry'ego. Posłał im swój grymas numer jeden i powrócił do rozmowy z żoną.

- Hermiono kochanie, powiedz mi proszę, co ty właściwie robisz? - wyrzucił z siebie niemal jednym tchem.

- Czytałam jedną z moich kopii 'Historii Hogwartu', którą dostałam na urodziny od Harry'ego i zauważyłam, że jest tam dziwny dopisek mówiący o tym, że pierwowzór 'Historii...' przechowywany jest w skarbcu szkoły w podziemiach Gringotta. Nigdy wcześniej go nie widziałam i zaciekawiło mnie to.

- Więc pierwszym, co przyszło ci do głowy, było pojawienie się w banku i wejście do skrytki bez poprzedniego uzyskania zgody dyrektorki, żeby zaspokoić tą ciekawość?

- Och, jestem pewna, że gdybym wysłała McGonnagall sowę, zgodziła by się natychmiast. Tylko że wtedy musiałabym czekać, aż sowa do niej doleci, poczeka na odpowiedź, a potem jeszcze wróci, a wiesz, jak powolne potrafią być te cholerne ptaki. Tak było szybciej.

Draco musiał użyć całej swojej siły woli, żeby nie parsknąć śmiechem po raz kolejny tej nocy. 'To było szybsze!' Za to właśnie kochał Hermionę.

Za jego plecami wciąż jednak stała cierpliwie grupka goblinów, z przerażeniem wychylająca ciemnozielone twarze zza wrót skarbca. Sprawa niechybnie musiała zostać rozwiązana.

- Więc chcesz mi powiedzieć, że po prostu obudziłaś się w środku nocy i poczułaś tak przemożną chęć przeczytania dokładnie tego jedynego egzemplarza 'Historii Hogwartu', że przeniosłaś się tu z naszej posiadłości leżącej sześćdziesiąt kilometrów od Londynu, jakimś sposobem weszłaś do zamkniętego w nocy Grongotta, wyminęłaś magiczne bariery dopracowywane przez pokolenia goblinów, aurorów i łamaczy zaklęć, a dodatkowo wzmocnione po twoim ostatnim włamaniu tutaj podczas wojny, odnalazłaś jeden z najlepiej ukrytych i strzeżonych skarbców a następnie po prostu się do niego włamałaś ponieważ... nie mogłaś się doczekać, żeby to przeczytać?

Hermiona podniosła głowę znad księgi leżącej na jej kolanach i spojrzała prosto w oczy Draco, posyłając mu przy tym najbardziej uroczy ze wszystkich swoich uśmiechów.

- Tak – odpowiedziała po prostu.

W pomieszczeniu zaległa cisza. Po krótkiej chwili Draco nie mając innego wyjścia po prostu pokręcił głową i podszedł do żony, całując ją w czoło.

- W porządku, kochanie. Tylko odłóż wszystko na miejsce, kiedy już skończysz. - szepnął jej do ucha i wyszedł szybkim krokiem na zewnątrz.

Gobliny wlepiły w niego oczy z wyczekiwaniem. Przedłużającą się ciszę przerwał jednak Harry.

- I co ci powiedziała?

- Czy teraz stąd wyjdzie? - dorzucił swoje pytanie ośmielony przez aurora bankier.

- Ha – odparł Draco, opierając się plecami o otwarte wrota i strzelił palcami. - Dobre pytanie.

Atmosfera powoli robiła się tak gęsta, że można by było kroić ją nożem. Zaraz, ale czy przypadkiem bliźniacy Weasley nie stworzyli już takiego wynalazku?

- Nie wyjdzie stąd, dopóki nie skończy czytać.

Ron wypuścił z siebie powietrze z przeciągłym sykiem.

- Nie wiem jak wam, ale mi już wystarczy wrażeń na dzisiejszą noc. Kto ma ochotę na podkurek? Zapraszam do siebie, Hanna zrobiła wczoraj boskie roladki wieprzowe.

Grupa goblinów z rosnącą paniką w oczach patrzyła, jak trójka czarodziejów najzwyczajniej w świecie odwraca się i zaczyna wspinać po schodach prowadzących na zewnątrz banku.

- Ale... ale... ONA NIE MOŻE! - zrozpaczony goblin krzyknął do odchodzących, doskonale prezentując pełnię możliwości swojej przepony.

Z wnętrza skarbca dało się słyszeć szelest przewracanej kartki i najgłośniejsze spośród wszystkich wcześniejszych, soczyste:

- ĆŚŚŚ!