Nie mógł, a może nie chciał uwierzyć. Siedział za biurkiem i patrzył na nią ze zdziwieniem. Choć wyraźnie słyszał jej słowa to nie docierał do niego ich sens. Widział, że jej usta się poruszają, wiedział co wypowiadają, ale jego mózg nie chciał ich rozumieć. Miał wrażenie, że nagle stał się strasznie ciężki, że jest w wodzie i tonie. Nie mógł się poruszyć, nawet mrugnąć, opadał powoli w beznadziejną pustkę. Nie wyobrażał sobie co teraz, jak będzie miał żyć. Jeszcze wczoraj siedzieli w barze i pili razem drinki, śmiali się, a dziś? Wiedział, że nie zniknie na zawsze, ale bez niej nic już nie będzie takie samo. Musiał się z tym pogodzić, ale nie umiał, jak na jakimś filmie, poszczególne klatki z ich wspólnie spędzonych lat, przelatywały mu przed oczami. Jej wesołe oczy wpatrzone w niego, burza brązowych loków. Zawsze cenił jej zaangażowanie, jej wkład w prowadzone śledztwo, upór którego nie spotkał u nikogo innego. Nawet on sam czasem się poddawał, ale ona nigdy, była przy nim w najgorszych momentach jego życia. Kiedy zginęła jego żona, nie potrafił się pozbierać, ale ona pomogła mu, wyciągnęła z rozpaczy. Nie wyobrażał sobie, że od teraz nie będzie go witać każdego dnia w pracy, że będzie musiał obejść się bez najlepszej przyjaciółki. Nie rozumiał jej decyzji, jej argumentów, każdy wydawał mu się głupi i kompletnie nieracjonalny. Była zmęczona, wciąż przecież patrzyła na śmierć, bliscy jej ludzie często byli w niebezpieczeństwie, ona sama również. Dość miała oglądania reakcji rodzin, gdy mówiła im o stracie najbliższych. Prawda głosi, ze jeśli w tej pracy ma się jakieś uczucia, to prędzej czy później się wypali. Człowiek nie jest w stanie żyć wiedząc, ze każdy kolejny dzień to kolejne morderstwo. Często okrutne. Na dzieciach, te były najgorsze. Jednak on zdawał sobie pytanie „Jeśli nie my to kto?". Wiedział, że musi uszanować jej decyzję, tak trzeba, ale on miał gdzieś to co trzeba. Jego serce rozpadało się powoli na kawałki, znowu. Najpierw przez lata sklejała je, a teraz w ciągu kilku sekund znów obróciła w proch. Czuł, że brakuje mu oddechu, a ona przestała mówić, bo zrozumiała, że jej nie słucha. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, była jak maska, twarda i nieprzenikniona. Podała mu papier, który wcześniej trzymała, ale nie chciał go wziąć. Jeśli go zabierze to będzie oznaczało koniec. Nie mógł, nie chciał, wiedział jednak, że przedłużanie tej chwili nie wpłynie na jej decyzję. Przeczytał nagłówek na papierze i skręciło mu żołądek „Rezygnacja", słowo, które będzie mu się śniło po nocach w najgorszych koszmarach. Podpisał drżącą ręką, a wtedy ona wyszła. Zatrzymała się jednak w progu i odwróciła w jego stronę:
-Żegnaj Mac.
-Żegnaj Stella.
I poszła, nawet nie objęła go na pożegnanie. Po prostu odeszła, taj jakby nigdy jej tu nie było, a zresztą powiedziała „Żegnaj", czy to znaczyło, że mieli się więcej nie zobaczyć? Nie dopuszczał do siebie tej myśli, dlaczego właśnie tak miała się skończyć ich przyjaźń? Bolała go też jej oschłość i łatwość z jaką go zostawiła. Gdyby tylko wiedział, że to była najtrudniejsza decyzja w jej życiu, że gdy tylko wyszła z budynku zalała się łzami, które zmieszały się z deszczem. Właśnie zrobiła coś czego miała żałować do końca życia, ale gdyby została tam choć dzień dłużej, już by się z tego nie wyrwała. Miała okazje zacząć wszystko od nowa, wyjechać do Grecji, nie babrać się w naprawianie miasta, w którym z roku na rok przybywało przestępców. Poradzą sobie bez niej, na pewno… Na pewno…
