Autor: Arrow'Nash
Tytuł: Merlin's accidental confession
Link do oryginału: www. fanfiction. net/s/6439847/1/Merlins_accidental_confession
Zgoda na tłumaczenie: Jest
Tłumaczenie:chupa-Chak
Arthur stał tam, jedynie wpatrując się we mnie.
— Ja… nie chciałem, żebyś dowiedział się w ten sposób … — zamilkłem, przeszywany jego wściekłym spojrzeniem (które mogłoby być zakłopotanym, ale nie mogłem tego naprawdę stwierdzić). — Dlaczego mi przynajmniej nie powiesz… nie powiesz, że jesteś, wiesz… — Wcisnąłem głowę w ramiona i rozpłakałem się.
Retrospekcja
Śmiałem się, gdy Gwen podeszła do mnie w podskokach z paczką w dłoni.
— Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Merlinie! — Uśmiechnąłem się, a ona wepchnęła mi prezent do rąk. — Wiem, że to niewiele, ale myślę, że pomoże ci przestać czuć się tak zestresowanym.
Roześmiałem się i podziękowałem jej. Czekała z szeroko otwartymi oczami aż rozpakuję prezent. Rozwiązałem cienki sznurek i rozdarłem opakowanie. Trzymałem w rękach niewielką, oprawioną w skórę książkę z napisem na okładce głoszącym: "Pamiętnik Merlina". Otworzyłem go, ale w środku nie było nic, poza czystymi stronami.
— Uch… pamiętnik? — zapytałem, a uśmiech zastygł mi na twarzy.
Gwen skinęła głową i zachichotała.
— Cieszę się, że ci się podoba! Zajęło mi sporo czasu wymyślenie doskonałego prezentu dla ciebie! Och, jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Merlinie. Mam nadzieję, że to będzie dla ciebie udany dzień. — Potem odwróciła się i wróciła do pracy, zostawiając mnie stojącego na środku korytarza z pamiętnikiem w dłoni.
Pamiętnik? To trochę dziewczyńska rzecz, prawda? No cóż, przypuszczam, że to jednak miło z jej strony,pomyślałem sobie. Wzruszając ramionami, podjąłem powrotną drogę do mojego pokoju.
Jednak Gwen była cudotwórczynią, stwierdziłem. Miała rację. Poczułem się o wiele lepiej, spisując wszystko, co mnie niepokoiło i wręcz czułem jak zrzucam z ramion olbrzymi ciężar. Przeczytałem notatkę jeszcze raz.
Witaj, kochany pamiętniku.
Dała mi ciebie Gwen, która jest moim najlepszym przyjacielem. No dobra, z wyjątkiem Artura. To głupio powiedzieć, że "Artur jest moim najlepszym przyjacielem", ale jest. Cóż, przynajmniej chciałbym tak myśleć. On jest księciem Camelotu, a ja jego osobistym służącym. Naprawdę nie wiem, dlaczego ci to mówię, ponieważ nie jesteś w pełni osobą, ale do diabła z tym.
Muszę ci coś wyznać. Nigdy nikomu tego nie mówiłem, a niepokoi mnie to od ponad roku. Widzisz, pamiętniku, jestem... To trudna rzecz do powiedzenia, ale moja mama zawsze mi powtarzała, że wspólny problem jest o połowę mniejszym problemem... więc... jestem gejem. Co więcej, jestem gejem dla Artura. To głupie i wiem, że nigdy nie może się zdarzyć, ale nic na to nie poradzę.
Czuję tylko zazdrość i nienawiść, gdy Artur jest swatany przez ojca z kobietą. I jestem zachwycony za każdym razem, kiedy je odrzuca. Mój żołądek wywija koziołki, a serce przyśpiesza zawsze, gdy widzę jak słońce igra w jego złotych włosach i jak się uśmiecha jakby specjalnie dla mnie. Ale rzecz w tym, pamiętniku, że on nie jest dla mnie i nigdy nie będzie.
Teraz już pójdę – zobaczyć go i spędzić kolejny dzień przepełniony tęsknotą i bólem. Wezmę cię ze sobą, w ten sposób nikt nie będzie o tobie wiedział. Nie mam wystarczająco zaufania do mojego pokoju, nie chcę by cię ktoś znalazł. Poza tym, jeśli Artur by się dowiedział i odrzucił mnie, umarłbym od środka. Dlatego nie powiem nikomu. Nigdy. Nikomu nie powiem, że jestem zakochany w Arturze, księciu Camelotu.
Z poważaniem,
Merlin.
— Cześć, Merlinie, jesteś dzisiaj w dobrym nastroju! Zresztą, zawsze jesteś w dobrym nastroju. Szczerze mówiąc, to nieco irytujące! — Artur jak zwykle zachowywał się jak palant, ale nawet jego z lekka zabawne obelgi nie mogły mnie wkurzyć w moje urodziny. Podszedł do mnie. — Co tam ściskasz w ręce? — spytał, wyrywając mi mój prezent i przeczytał okładkę. — Ha! Pamiętnik? Trochę to dziewczyńskie, nie sądzisz? — powiedział, potwierdzając moje domysły. — Zawsze wiedziałem, że masz w sobie kobiecą stronę, Merlinie i jestem bardzo dumny z ciebie, że to pokazałeś! Hmm, ciekawe, co takiego kobiecy Merlin ma tutaj do powiedzenia?
Przełknąłem kolejną zniewagę i próbowałem odebrać dziennik.
— Nie czytaj! — krzyknąłem, starając się powstrzymać go przed otwarciem stron i odsłonięciem jedynej rzeczy, którą trzymałem zamkniętą w sercu. Bez skutku. Artur po prostu zaśmiał się i odepchnął mnie. Upadłem na podłogę. Zwinąłem się w kłębek tak mocno jak tylko mogłem. Czekałem na ból.
Powrót do teraźniejszości
Arthur stał tam, jedynie wpatrując się we mnie.
— Ja… nie chciałem, żebyś dowiedział się w ten sposób … — zamilkłem, przeszywany jego wściekłym spojrzeniem (które mogłoby być zakłopotanym, ale nie mogłem tego naprawdę stwierdzić). — Dlaczego mi przynajmniej nie powiesz… nie powiesz, że jesteś, wiesz… — Wcisnąłem głowę w ramiona i rozpłakałem się.
Poczułem, że przykucnął obok mnie i otoczył ramionami.
— Nie płacz, Merlinie. To takie dziewczęce.
Jego słowa tylko pogorszyły sprawę. Krzyknąłem:
— Takie gejowskie, miałeś na myśli!
Podniósł mi głowę, bym na niego spojrzał.
— Merlinie. Nie masz powodu do płaczu. Masz rację, mówiąc, że jestem twoim najlepszym przyjacielem. Jesteś także moim. Lecz jesteś w błędzie, myśląc, że mógłbym kiedykolwiek, nawet za milion lat... — Przygotowałem się na ból. — ... odrzucić ciebie!
Szczęka mi opadła.
— Wah? Huh? — tylko tyle mogłem wyartykułować, jąkając się, kiedy się uśmiechnął. To był uśmiech przeznaczony specjalnie dla mnie.
— Kocham cię, Merlinie. — Pochylił głowę i złączył swoje usta z moimi. Zadrżałem, tak długo na to czekałem. — Kocham cię, Merlinie — powtórzył.
Tych słów mógłbym słuchać ciągle, aż do końca świata. Byłem naprawdę szczęśliwy, wiedząc, że człowiek, którego kochałem... odwzajemnia moje uczucie. Uśmiechałem się podczas pocałunku i nie przestałem, kiedy przerwaliśmy.
— Też cię kocham — wyszeptałem, nieprzytomny ze szczęścia.
-koniec-
