Jeśli można by było zobaczyć, co stanie się w przyszłości, to chciałbyś to zrobić?
Gdyby ktoś zadał Jamesowi Potterowi to pytanie na pierwszym roku nauczania w Hogwarcie, chłopak z pewnością odpowiedziałby, że chętnie by z tego skorzystał. Przecież zobaczenie swojej przyszłości byłoby nie lada piękną rzeczą. Mógłby się pochwalić tym przed swoimi przyjaciółmi z dormitorium. Mógłby opowiedzieć o tym swoim krewnym. Mógłby również napisać o tym piękną historię, jak to on – James Potter – jako pierwszy zobaczył przyszłość.
To pytanie nie zostało mu jednak wtedy zadane.
Lata mijały, a James Potter rósł. Jego myśli się zmieniały, jego twarz wydoroślała, a z dawnego chłopaka nie zostało już nic. Na jego miejscu pojawił się mężczyzna, który powoli kończył swoją przygodę ze Szkołą Magii i Czarodziejstwa. Dlatego nie ma w tym nic dziwnego, że gdy pewnego razu pojawił się w gabinecie dyrektora, a zostało mu właśnie zadane pytanie odnośnie poznania przyszłości, James Potter odpowiedział rozważnie, że tego nie potrzebuje.
Miał już inne priorytety. Zdawał sobie sprawę z tego, jakie mogą wyniknąć konsekwencje igrania z czasem. Chciał żyć dla siebie oraz dla Lily i nie znać tego, co dopiero było przed nim. Dlatego też mężczyzna zrezygnował z tego.
Bo przecież gdy wychodził z gabinetu, nie mógł myśleć, że w życiu czeka go tyle okropieństw. Nie mógł również zauważyć tych błękitnych oczu, które jak zawsze migały smutno, kiedy ich właściciel wiedział zbyt dużo.
James Potter nie zastanowił się nawet dlaczego to jemu przypadło to pytanie.
I to go zgubiło.
Kiedy nadeszła chwila jego śmierci, James zastanawiał się co by było, gdyby wtedy postąpił inaczej. Co by było, gdyby ktoś zadałby mu pytanie odnośnie przyszłości, kiedy skończył jedenaście lat. Czy mógłby uniknąć swojej śmierci? Czy mógłby zapobiec cierpieniu swojej żony? I najważniejsze – czy mógłby uratować swojego małego synka, Harry'ego?
James Potter nie zdążył pomyśleć więcej o „co by było gdyby…". Nie zdążył, bo gdy z jego oczu wypływały łzy smutku i zmartwienia, w jego stronę nadlatywał już zielony promień.
A gdy jego oczy powoli gasły i mężczyzna upadł na ziemię, nie było już więcej przyszłości. Została mu odebrana już wtedy, kiedy zostało mu zadane te ostateczne pytanie.
Bo James Potter zdał sobie w końcu sprawę, że ktoś wiedział.
Wiedział, co się stanie, a mimo to nie pomógł.
Jednak nie pozostał już nikt, kto zdawałby sobie z tego sprawę. James Potter umarł.
A gdy pewien starzec ze smutnymi niebieskimi oczami, spojrzał przez okno swojego gabinetu, jakby wiedząc, co się wydarzyło, nic się nie zmieniło.
To nie był jeszcze czas zniknięcia Voldemorta.
To było tylko dobro w imię wyższych zasad.
