Nazwa: Stracona szansa
Pairing: SS/HP, HP/LM
Gatunek: Romance
Kanon/Czas/Miejsce: Fanfick zaczyna się w wakacje przed siódmym rokiem nauki w Hogwarcie. Kanon do piątej części zachowany.
Ostrzeżenia i A/N: Uwaga! Ten ff nie jest i prawdopodobnie nigdy nie będzie zbetowany więc w tekście pojawi się zapewne mnóstwo błędów, zwłaszcza interpunkcyjnych. Z interpunkcji jestem słaba a mądrość hejtów zwykle głosi, że wyznaczam własne zasady pisowni. Z góry za to przepraszam.
Tak, przyznaję, fanfick jest trochę inspirowany sequelem "To Have And To Hold".
Stężenie cukru w niektórych momentach może nieco wymykać się spod kontroli.
Nadmiar Angstu pojawia się głównie w pierwszym rozdziale, później będę się starać go unikać.
Lawliettxox.
Jednym z najważniejszych momentów w życiu Harrego był moment, gdy nauczył się zostawiać przeszłość daleko za sobą. Ta chwila nastąpiła niedługo po śmierci jest ojca chrzestnego, Syriusza. Harry był wówczas zdruzgotany, zły na siebie i na cały świat. Nie chciał jeść, nie chciał spać, nie chciał istnieć. Ten okres czasu wydaje mu się teraz istnieć jedynie w odcieniach szarości. Miał momenty, gdy odpychał od siebie wszystkich. Jedynie pogrążał się żałośnie w swojej rozpaczy i tęsknocie. Usłyszał wtedy słowa, które z biegiem czasu wydają mu się coraz bardziej trafione;
"Przestań bez końca rozgrzebywać wczorajsze śmieci i weź się w garść!". Słowa choć tak proste, uderzyły w niego trafiając prosto w szczątki rozumu, które jeszcze udało mu się zachować.
Dlatego rozpacz po drugiej stracie, choć równie bolesna, nie była już aż tak okrutna. Śmierć Dumbledore'a przyszła nagle i była ciosem dla wielu. Harry wiedział już wtedy, że nie zwróci mu życia pogrążając się w żałobie. Każda bitwa zabiera ze sobą ofiary. Wiedział to i nic nie mógł na to poradzić. Najbardziej zabolała go trzecia strata, która przyszła niespodziewanie. Mogło by się wydawać, że gdy wojna się skończyła, czas przyniesie już jedynie pozytywne nowości. Choć śmierć nie zabrała już nikogo, to porzucenie przez osobę, której ufał najbardziej i na której najbardziej polegał wydawała mu się niemal równie tragiczna. Przyjął to z godnością. Postanowił skupić się na teraźniejszości i już nigdy więcej nie pozwolić się zranić. Na początku wydawało mu się to trudne. Nie pozwolić się zranić jednocześnie musząc codziennie widywać obiekt swojego cierpienia. Choć przez cały czas przekonywał sam siebie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Snape, osoba, która pokazała mu jak zostawić przeszłość za sobą, teraz sama stała się tą przeszłością, o której Harry tak uparcie chciał zapomnieć. Severus Snape był jego... no właśnie, kim? Harry sam nie wiedział. Chłopakiem? Kochankiem? Partnerem? Każde z tych określeń brzmiało w tej sytuacji absurdalnie. Snape zostawił go a Harry przekonywał sam siebie, że nic to dla niego nie znaczy. Prawie mu się to udawało.
Po raz pierwszy ucieszył się z nadejścia wakacji. Zwykle ich nie lubił ponieważ oznaczały one rozstanie z przyjaciółmi i Hogwartem. Teraz były ubłaganą przerwą od widywania go. Na wakacje nie wrócił na Privet Drive. Nie wytrzymałby dwóch miesięcy z Dursleyami. Mieszkał w starym domu Syriusza na Grimmauld Place. Lubił to miejsce. Ron bardzo często go odwiedzał a Hermiona codziennie wysyłała im listy.
- Kto wynalazł pierwszy mikser? - Zapytał Ron, który siedział na fotelu rozwiązując mugolską krzyżówkę, którą jego ojciec przyniósł pewnego dnia do Nory. Chłopak założył się z Hermioną, że uda mu się rozwiązać całą do jej powrotu. Niestety mimo tłumaczeń, Ron i tak nie do końca rozumiał o co chodzi. Hasła przeważnie były błędne lub źle wpisane. Chłopak nie potrafił zapamiętać, ze właściwe hasło powinno mieć tyle liter aby móc idealnie dopasować je w puste rubryki. Często wpisywał po dwie litery do jednego pola gdy hasło było niepoprawne.
- Co? Och, ja nie wiem – odpowiedział lekko rozkojarzony Harry.
- Janiew iem – rudzielec mówił powoli jednocześnie wpisując coś do krzyżówki. - To Rosjanin?
Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu. Ron nie miał pojęcia co oznacza większość słów z krzyżówki. Nie wiedział również czym jest mikser. Był natomiast zawzięty by uzupełnić ją do końca. Harry był ciekawy, jaką minę będzie miała Hermiona gdy Ron odda jej skończoną książeczkę.
Dźwięk pohukiwania przypomniał mu o głodnej Hedwidze, czekającej na przysmak. Pod pretekstem kupna karmy, Harry postanowił udać się na ulicę Pokątną, która jak zwykle, od zakończenia wojny, była zaludniona. Odkąd Voldemort został pokonany a większość Śmierciożerców złapana, ulice były znacznie bezpieczniejsze. Mimo tego i tak można było dostrzec kręcących się aurorów. Harry wszedł do sklepu, w którym zwykle kupował pokarm dla Hedwigi. W pomieszczeniu było zaledwie kilka osób. Harry ku swojemu zdziwieniu dostrzegł Lucjusza Malfya, który został uniewinniony ze wszystkich zażutów gdy Dumbledore wstawił się za niego przed swoją śmiercią. Harry już wcześniej zdawał sobie sprawę i z Śmierciożerczej działalności mężczyzny i z tego, że zmienił strony i został szpiegiem Dumbledore'a gdy szpiegostwo Snape'a zostało wykryte. Wszyscy wiedzieli, że mężczyzna zrobił to głównie dlatego, ponieważ zaczął bać się o swoją skórę gdy okazało się, że Voldemort ma coraz mniejsze szanse na wygraną a Zakon Feniksa rośnie w siłę. W zamian za szpiegostwo chciał jedynie pewności, że uda mu się wyjść bez szwanku z wojny nie hańbiąc dobrego nazwiska oraz oczywiście nie trafiając do Azkabanu.
- Cześć Harry – usłyszał głos miłej staruszki, właścicielki sklepu, którą dobrze znał i lubił. Malfoy nagle odwrócił się na pięcie w jego stronę.
- Pan Potter – powiedział lustrując go wzrokiem lecz Harry zupełnie go zignorował.
- To co zawsze, Sally – zwrócił się do kobiety, które odwróciła się i zdjęła z półki paczkę suchej karmy dla sów.
- Co dla pana, panie Malfoy? - Sally przestała się uśmiechać gdy zwróciła się do mężczyzny. Nie wyglądała na szczęśliwą z faktu, że musi rozmawiać z Lucjuszem. Harry zapłacił i skierował się w stronę wyjścia. Malfoy wyglądał przez chwilę, jakby siłował się z myślami zanim zdecydował. Zignorował pytanie kobiety. Poszedł za Harrym, który wychodził właśnie z sklepu. Chłopak miał właśnie zamknąć za sobą drzwi gdy napotkał przeszkodę. Odwrócił się by zobaczyć laskę Malfoya utkwioną pomiędzy drzwiami a framugą. Lucjusz otworzył drzwi ponownie a po chwili przeszedł przez nie i zamknął za sobą.
- Panie Potter, miałby pan coś przeciwko krótkiej rozmowie? - zdziwił go uprzejmy ton blondyna.
- Jak bardzo krótkiej? - odpowiedział pytaniem.
- Zależy.
- Od czego?
Mężczyzna rozejrzał się.
- Może nie tutaj, lepiej będzie porozmawiać w zamkniętej przestrzeni. Bez wścibskich gapiów – rzucił gniewnym, pełnym obrzydzenia wzrokiem na mężczyznę, który przyglądał im się uważnie z drugiej strony ulicy. Harry mógłby przysiąc, że widział go już wcześniej w towarzystwie Rity Skeeter.
- Nie mam zamiaru postawić nogi w pańskim dworze – odrzekł twardo Harry.
Malfoy nie wyglądał na rozdrażnionego gniewnym tonem Harrego. Wręcz przeciwnie, uśmiechnął się do niego szarmancko.
- Znam doskonałą restaurację. Jest co prawda na drugim końcu kraju lecz...
- W Dziurawym Kotle – przerwał mu. Malfoy nie wyglądał na przekonanego. Jego wyraz twarzy wyrażał zniesmaczenie.
- W Dziurawym Kotle albo wcale – dodał.
- W porządku, jeśli tak właśnie chcesz. Dobrze. Więc wierzę, że jesteśmy umówieni. Czy ósma ci pasuje?
Harry przytaknął.
- I jeszcze jedno. To nie jest randka.
Lucjusz postał w jego stronę kolejny szarmancki uśmiech.
Co sądzicie? Od następnego rozdziału postaram się bardziej. Nie zapomnijcie zostawić po sobie komentarza żebym wiedziała, czy publikować rozdziały dalej.
Pozdrawiam :))
