Znowu to samo. Tak jest zawsze. Nie wiem po co on wraca do domu. Za granicą ma przecież kochankę. Nie potrzebuje nas. Wraca tutaj tylko po to, żeby znowu się upić i robić awantury. A ja płaczę za każdym razem. Krzyczy na mamę, a ja nie mogę nic zrobić. Jeżeli wyjdę z pokoju, rozładuje swoją złość na mnie. Nikt, kto mnie zna, nie wie, co czuję. Chciałabym mieć normalną rodzinę. Niedzielne, wspólne obiadki, kochający rodzice, a nie ich jedna druga. Reszta siedzi w innym kraju i pracuje „dla nas", przy okazji co chwilę wypominając nam, jak jemu jest tam źle i jak tęskni. Z inną kobietą to taki samotny nie jest. Słyszę płacz mamy i jego krzyk.

Czasami chciałabym zasnąć i obudzić się w mojej krainie, gdzie nikt mnie nie krzywdzi. Jestem sama. Zamknięta w swoim własnym, zawiłym i niezrozumiałym świecie, pełnym tajemnic. Mam znajomych, ba, przyjaciół, ale wątpię, by ktokolwiek wiedział o mnie wszystko. Zawsze byłam inna, a pozostali mieli mnie za dziwną. Od kiedy pamiętam, nie było tygodnia bez wyzywania mnie, wyśmiewania, albo odwracania się z byle powodu. Przyzwyczaiłam się i wiem, że mogę liczyć tylko na siebie.

Gdybym miała wybrać, komu powierzyć swoje życie, byłaby to Śmierć. Odkrywam siebie krok po kroku. Słyszę trzask. Chwila ciszy. Nie znam normalności. Jestem inna. Jestem wyjątkowa.

Krzyk, płacz. Koniec! Zdecydowałam. Zero udawania, zero dążenia do ideału. Szukam siebie. Jestem sobą. Postanawiam. Nie wyleję już nigdy żadnej łzy spowodowanej strachem czy smutkiem. Chociaż wątpię czy istnieją inne.

– Nie zapłaczę. Nigdy... – słyszę własny cichy szept.