Roy z ciężkim sercem szedł ulicami Centrali. Zmierzał do domu swojego najlepszego przyjaciela, Maesa Hughesa. Czuł się winien, bo w końcu to nieładnie wyciągać ojca sześcioletniej dziewczynki na piwo, gdy powinien pomagać jej pisać literki…
…ale potrzebował tego piwa, kurczę blade, a cholernie nie lubił pić sam.
Zapukał. Rozległo się szuranie, kroki, a potem Hughes otworzył mu drzwi.
-Dzień dobry, panie Naczelniku – powiedział. Roy żachnął się.
-Maes, jak nie mam munduru, to nie jestem „panem Naczelnikiem" tylko twoim starym kumplem, Royem, który chce cię wyciągnąć na piwo.
-Co jest, znowu pokłóciłeś się z Rizą o minispódniczki?
-E, nie… ja to już wprowadziłem…
-Gratulacje… a to chyba reakcja Rizy? – zapytał Maes, wskazując podbite oko Roya.
-No… ale warto było. Dla samego widoku Rizy w mini. To jak, dasz się namówić na piwo?
-Słowo Naczelnika jest dla mnie rozkazem – uśmiechnął się Hughes. – Tylko skończę pomagać Elici w lekcjach i już idę.
-Czy to bardzo boli?
Obaj mężczyźni spojrzeli w dół, na Elicię, która również wskazywała podbite oko Roya. Naczelnik się zaśmiał.
-Nie bardzo, maleńka, prawdziwy mężczyzna nie przejmuje się bólem… - powiedział. Elicia zmarszczyła brwi.
-Pochyl się! – rozkazała.
-C…co? – zdziwił się Roy.
-Pochyl się! – powtórzyła Elicia. Roy schylił się odrobinę.
-Jeszcze! – rozkazała Elicia. Roy schylił się bardziej, tak, że jego twarz była na poziomie twarzy Elici. Dziewczynka objęła go za szyję i szybko cmoknęła w poszkodowane oko.
Obaj mężczyźni zbaranieli.
-Mama mówi, że jak się pocałuje to mniej boli i się szybciej zagoi! – zawołała rozanielona Elicia. Roy uśmiechnął się.
-Dobrze, maleńka, ale poradzę sobie bez takich lekarstw, jasne? – powiedział. Maes poklepał go po ramieniu.
-Spokojnie, stary, wszystko w porządku…
-Nie, Maes, nie jest w porządku… wiesz, jak to jest: być pocałowanym przez sześciolatkę?
-W porządku… wszystko w porządku… w końcu to nie był twój pierwszy pocałunek…
Roy westchnął ciężko.
-Wiesz, Maes… cały problem w tym, że był.
