Witajcie
To moja pierwsza notka na FF, więc pewnie pełno w niej błędów i w ogóle, jednakże mam nadzieję, że wam się spodoba.
Sama nie wiem jeszcze co to będzie. Oby coś zjadliwego
Zatem: Enjoy!
PS. Postać Shinshiro należy do mnie, reszta należy do: Marvela, Biblii, demonologii, każdego szanującego się bądź nie okultysty i Kij od Szczotki wie kogo bądź czego jeszcze.
Kolejny dzień, kolejna audiencja u władcy Pandemonium.
Siedząc po prawej stronie Lucyfera, wodziłem znudzonym wzrokiem po wszystkich zgromadzonych. Wszyscy „Ważni Piekielni" znów zapragnęli zobaczyć swego Cesarza w towarzystwie Żywej Śmierci. Osobiście mam tego dość, Lucyfer też ma tego dość, ale co on może poradzić? Panuje nad Piekłem ale i tak musi spełniać zachcianki Demonicznej Szlachty….
Wszędzie czarno, czarno, czarno, aż nagle z tłumu wyłaniają się białe skrzydła Gabriela.
Ciekawe co Król Serafinium robi w Piekle…
Lucyfer najwidoczniej również go zauważył. Nie wyglądał jednak na zdziwionego. Nie łamał sobie, tak jak ja, głowy pytaniem, co sprowadziło tu Archanioła.
- Shinshiro, podejmij naszego gościa w Srebrnym Gabinecie – Srebrny Gabinet…Miejsce, gdzie są przyjmowani wszyscy posłowie Niebiescy.
- Oczywiście Lucyferze. – Cieszę się, że mam przywilej mówienia mu po imieniu. Gdybym musiał wymienić wszystkie jego godności, przydomki czy jak to się tam nazywa, to…
Leniwie, z szelestem drogich, czarno-srebrnych szat podniosłem się z marmurowego tronu. Pomimo iż wykładany miękkimi poduszkami wciąż niewygodny… Zadziwiające.
Zerknąłem raz jeszcze na Główny Tron. Władca Demonów z kamienną twarzą przyjmował kolejnych gości. Wsłuchiwał się w ich monotonną paplaninę z tym samym obojętnym wyrazem twarzy. Jak zwykle. Idealne maska. Doskonale wiedziałem, że Lucyfer jest tym wszystkim zmęczony. Wolałby teraz siedzieć w swoim gabinecie i pisać…pisać wiersze…a może nie tylko wiersze. Kto go tam wie….
Niespiesznie oddaliłem się podążając za bielą archanielskich skrzydeł. Nie zważałem na to czy kogoś potrącam. Z resztą i tak każdy robił mi miejsce, kłaniał się…
- Witaj, Gabrielu. Czyżbyś się tak za mną stęsknił, że aż do Piekieł zstąpiłeś by mnie ujrzeć? Wszakże nie widzieliśmy się ledwie miesiąc. – zaśmiałem się tuż przy jego uchu. Archanioł raptownie się odwrócił co spowodowało, że zderzyliśmy się.
- Witaj Shinshiro, witaj. – Gabryś rozglądnął się nerwowo. Wcale nie chciał tu być. Nigdy nie lubił odwiedzać Piekła.
- Lucyfer prosił, bym przyjął cię w Srebrnym Gabinecie, zatem pozwól za mną. – Jasno-skrzydły skinął głową.
Zadziwiająco szybko dotarliśmy do pomieszczenia.
Całe utrzymane w srebrnych i białych barwach.
Wydaje się proste, ale dla mnie to coś niesamowitego. Te wszystkie ornamenty…
Zawsze lubiłem ten pokój. Po tym jak zstępuję z Nieba do Pieła przypomina mi się czas spędzony w Serafinium.
Gabriel zasiadł na wygodnym, białym fotelu, dokładnie naprzeciw mnie.
Przez długi czas bez słowa wpatrywałem się w jego hipnotyzujące, lazurowe oczy, a on prześwietlał nimi mój umysł. A przynajmniej mi zawsze się tak wydaje.
Odchrząknąłem.
- Więc…Gabrielu…. Co cię tu sprowadza?
- Ty.
