Autor: cybermirror
Puk, puk,
delikatnie stuknąłem w metalowe drzwi.
„Wejdź", usłyszałem
cichym głosem.
Chwyciłem za uchwyt przypominający klamkę i
powoli ciągnąc do siebie usłyszałem przeraźliwy zgrzyt zawiasów.
Wejdź, nie krępuj się usłyszałem po raz drugi, tym razem
głos dochodził z za kotary w rogu.
I zamknij za sobą.
Zamykając zgrzytające drzwi odpowiedziałem: muszę gdzieś
poszukać smaru, ten zgrzyt jest przerażający.
Nie trzeba,
dziękuję. To jest nasze ostrzeżenie w razie jak by ktoś się
zakradał do nas.
Poczekaj chwileczkę, przebieram się.
Nie
przeszkadzaj sobie Allis, mam czas.
Pokój o ile można go tak
nazwać przypominał pomieszczenie gospodarcze. Bez okien, na
ścianach ślady desek od szalunku. W rogu nad kotarą mały otwór
wentylacyjny. Po lewej stronie dwa łóżka rozdzielone szafką a
dalej coś przypominające stolik. Na szafce i stoliku palące się
świece rozjaśniały swym blaskiem plakat powieszony nad jednym z
łóżek. Nieogolona twarz spoglądała na mnie jakimś błagającym
wzrokiem.
Kto to jest na tym plakacie? Spytałem
Marcus.
Powiedziała, a po chwili dodała: Sam Worthington aktor, to plakat
mojej współlokatorki.
Co on w sobie ma? Pomyślałem.
No i
jak wyglądam? Usłyszałem z tyłu.
Obracając się, ujrzałem
Ją i…….
Jej promieniejącą buzia częściowo zakryta pękami
loków, sprawiła opadnięcie mojej dolnej wargi do jej stóp. Nie
mogłem wykrztusić żadnego słowa.
To dla mnie? Spytała.
Halo
słyszysz mnie?
Zebrałem się na odwagę:, ale jesteś piękna,
wysepleniłem.
Tak, tak dla Ciebie. Nie było w pobliżu bazy
żadnych kwiatów pomyślałem, że te liście kasztanowca tez Ci się
spodobają.
Dziękuję. Ten duży pękający kasztan na tle
listków jest piękny. Postawię na stole.
Mam jeszcze to.
Specjalnie dla Ciebie zrobiłem.
Podając butelkę wiśniówki
dodałem: nie było cukru w stołówce, ale miałem trochę
landrynek, powinno ci smakować.
Chcesz mnie upić a potem
wykorzystać? Zażartowała.
Gdzież bym śmiał. Odpowiedziałem.
Ale przez głowę przeszła mi taka myśl.
Nie mamy krzeseł,
więc siadaj tu. To jest moje łóżeczko, przyniosę kubki.
Gdy
się odwróciła spostrzegłem jak kombinezon podkreśla jej
krągłości. Nie, nie musisz stąd wyjść, bo to się źle skończy.
Pomyślałem. Już miałem wstać, gdy wróciła do stolika i
stawiając plastikowe kubki usiadła na łóżku koleżanki,
naprzeciw mnie.
To nalej, skosztujemy, co Ci wyszło.
Powiedziała.
Szybko otwarłem butelkę, i nalewając spytałem:
połowę czy do pełna.
Połowę, nie musimy się spieszyć,
współlokatorka ma dyżur, przyjdzie dopiero rano.
To za nasze
spotkanie, wzniosłem toast.
Za ten wieczór. Odpowiedziała.
Odstawiając kubek. Dobre, mocne, niezłe Ci to wyszło.
Starałem się.
Dla Ciebie. Dodałem.
Opowiedz mi coś o
sobie. Rzekła.
No cóż. Jestem prostym chłopakiem.
Walczę
tak jak inni, nie zawsze wychodzi mi to dobrze, ale żyję i myślę,
że dożyję końca wojny.
Mam swoje ambicje i plany może będzie
mi dane je zrealizować.
A ty? Co powiesz o sobie? Spytałem.
Wychowała mnie wojna, rodzice zginęli w dniu sądu.
Też
mam marzenia, ale na razie się nie spełniają.
Spostrzegłam
natomiast, że często spotykają się nasze spojrzenia i nie
ukrywam, że spodobałeś mi się.
No masz rację. Rzekłem.
Często chciałem podejść i zagadać, ale moja odwaga nagle
rozpływała się.
Cieszę się z twojego przyjścia tutaj.
Mówiła dalej.
Myślałam, że nie będziesz miał na tyle
odwagi.
Tutaj na spokojnie możemy porozmawiać. Bez tych
zazdrosnych oczu.
Marzyłem o tym jak tylko pierwszy raz
zobaczyłem Ciebie. Odparłem.
Uwierz mi, śnię, co noc o Tobie.
Jakie to słodkie? To wypijmy za te sny. Powiedziała podnosząc
kubek.
Ale ze mnie kretyn. Pomyślałem Opowiadać o snach na
pierwszej randce.
Gorąco tu. I rozpinając dwa guziczki białej
bluzki oparła się na łóżku dając ręce do tyłu.
Myślę
sobie, gorąco? Ja jestem zalany potem od wejścia tutaj.
To
chyba ta wiśniówka, odparłem.
Wiesz, co? Jak już sobie
wyjaśniliśmy niektóre sprawy. Podnosząc się z łóżka
koleżanki.
To możemy przypieczętować chyba to wszystko. I
usiadła koło mnie.
Zaraz, zaraz nie za szybko. Wydusiłem.
Pocałuj. Szepnęła, zbliżając się do mnie.
Jej brązowe
duże oczy, przedzierające się przez równie brązowe włosy,
dopełnione lekkim uśmiechem spowodowały dreszcz całego mojego
ciała.
No pocałuj mnie. Powtórzyła szeptem drugi raz
zamykając oczy i rozchylając szerzej usta pokazując biel swoich
równych ząbków.
Zbliżyłem się i przywarłem wargami na
kilka sekund do jej wilgotnych ust.
Było to dla mnie
nieoczekiwane, dziwne, nieznane przeżycie.
Co tak drżysz?
Spytała.
Bo to mój pierwszy raz. Nieśmiało odpowiedziałem.
Nie martw się, mój też. I położyła się w poprzek łóżka.
I jak było?
No, nie wiem, musiałbym spróbować jeszcze
raz. Odparłem w przypływie odwagi.
Spryciarz.
Połóż się
obok. Pokazała ręką.
Zaraz, chce podziwiać twoje piękne duże
oczy.
Nie są duże. Podkreśliłam je trochę. John pożyczył
mi cieni do powiek i kredki.
Ale i tak są piękne. Powtórzyłem.
Brąz twoich oczu jest tak intensywny jak ten kasztan, co wystaje
z pękniętej łupinki.
A blask świec tylko to piękno
podkreśla.
I oparłem swe wargi drugi raz w te cudownie wilgotne
usta. Tym razem na dłużej.
Jej dłonie powędrowały powoli na
mój kark, przyciągając mnie do swoich ust jeszcze mocniej.
Namiętnie obsypywaliśmy się gorącymi pocałunkami. Nigdy
dotąd nie całowała mnie dziewczyna w taki sposób i ja nigdy
nikogo tak nie całowałam.
Zachęciło to Allis do jeszcze
śmielszych poczynań. Zdjęła rękę z mojej szyi i zaczęła
wędrować dłonią wzdłuż mojego ciała. Wyszarpała koszulkę ze
spodni i ręką gładziła moje gołe plecy, delikatnie
podszczypując. Chwilę później wzięła mnie za rękę i
poprowadziła moją dłoń po swojej bluzeczce, kierując ją na
swoje miękkie, krągłe piersi. Nasze usta cały czas nie rozstawały
się. Czułem mrowienie całego ciała i przychodzący skurcz drugiej
ręki, na której się wspierałem. Odsunąłem się na moment i w
tym momencie: Auuuu, ręka, skurcz mnie chwycił i padłem obok niej
na łóżko.
Allison podnosząc się szepnęła: czekaj zaraz
wrócę.
Podeszła do drzwi i przekręciła klucz w zamku.
