Jedenaste: nie pragnij
Oczy. Miał oczy. I głowę, i nogi. Wszystko miał. To było dziwne uczucie. Mieć. Żyć.
Chwila, czy komuś właśnie udało się go wskrzesić?
Zabawne, jeśli na tym miała polegać jego nieśmiertelność. Zawsze miał znaleźć się sposób i powód, by ktoś zechciał go przywrócić do życia.
Był tym mile połechtany. To było pierwsze odczucie, które towarzyszyło mu po powrocie do rzeczywistości.
Otworzył oczy. Nie od razu coś zobaczył, zapewne dlatego, że nigdy ich nie używał. Poczuł przy tym dłonie, chyba całkiem drobne... kobiece dłonie na swojej twarzy.
- Może zaszczypać. – Usłyszał ewidentnie kobiecy głos i po chwili syknął cicho, gdy te nowe oczy piekielnie go zapiekły. Wlała mu coś do nich, sssuka.
Po minucie jednak obraz zaczął się wyostrzać, po dwóch widział już całkiem wyraźnie.
Przed nim, z założonymi na siebie rękoma, stała niewysoka kobieta o brązowych włosach i piwnych oczach. Mimo że byli w ciepłym, zamkniętym pomieszczeniu, miała na sobie czarny, okrywający ją szczelnie płaszcz. Nie był jeszcze pewien, czy gdzieś jej kiedyś nie widział. Mogło więc nie minąć zbyt wiele czasu od jego śmierci... Świetnie.
Uśmiechała się nieznacznie. Widział jednak, że powstrzymywała się od uśmiechnięcia się znacznie szerzej.
Szybko pojął, że siedzi w fotelu, więc postanowił wstać. Zachwiał się przy tym, bo również jego mięśnie nie były przyzwyczajone do ruchu. To było całkiem nowe ciało. Szybko jednak odzyskał pion i kiedy już stał – stał sztywno i pewnie.
- Ostrożnie – powiedziała, wyciągając ręce i przytrzymując go. Wzdrygnął się i szybko zabrała rękę. – Sama nie wiem, jak długo powinieneś się przystosowywać – mruknęła pod nosem. Jej oczy bardzo zachłannie powiodły wzdłuż jego postaci. Zerknął w dół. No tak, tym razem był nagi. Wciąż nic nie mówił, nie był pewien, jak zabrzmi. - Zapewne masz w głowie parę pytań… - zaczęła i zawiesiła głos.
Skinął głową. Widział, jak pod wpływem jego wzroku wiedźma czerwieni się, ale... nie z przestrachem. W jej oczach dominowała ekscytacja.
Spodziewał się tego, że teraz powie mu, dlaczego go wskrzesiła, do czego był jej potrzebny, jak bardzo tęsknili za nim jego dawni wyznawcy. Spodziewał się, że kobieta otrząśnie się wreszcie z tego podziwiania go i padnie mu do stóp.
Nic nie mogło jednak przygotować go na słowa, które nadeszły.
- Widzisz, mój mąż, Ron… nie zaspokaja mnie – zaczęła nieco niepewnie, odwracając wzrok. Przez chwilę zastanawiał się, czy dobrze słyszy. Mąż jej nie zaspokajał? – To znaczy, może i zaspokaja, ale naprawdę brak mu pewnego wyrafinowania. Nie potrafi dać mi tego, o czym wciąż marzę, ale boję się poprosić. Wiesz, nie ma tej odwagi w łóżku. Może ja też nie do końca… W każdym razie, długo nad tym myślałam, bo długo moja seksualna frustracja nie mogła znaleźć ujścia, aż wreszcie w jednej z książek, w jednej z tych książek, których naprawdę nie powinnam dotykać, ale cóż, może nie jestem taką grzeczną dziewczynką – wtrąciła, uśmiechając się nagle odważnie i zbójecko – znalazłam odpowiedź na swój problem. Rytuał, dzięki, któremu stoisz tu przede mną. Stworzyłam cię, ponieważ choć raz w życiu ktoś mnie porządnie… - przełknęła głośno ślinę - zerżnął.
Stworzyła go? Był pod wrażeniem. Bardzo starał się, by jego twarz nie zdradziła tego, co właśnie myśli.
- Jak masz na imię?
Zmarszczyła brwi, zdziwiona tym, że po jej wyznaniu postanowił zapytać ją o imię.
- Hermiona.
Wyciągnął rękę i dłonią dotknął jej policzka.
- Hermiono, jestem twoim… marzeniem. Czy naprawdę potrzebujesz się tak przede mną tłumaczyć?
- Muszę ci wyjaśnić, dlaczego tu jesteś i czym jesteś. Nie chciałabym…
- Nieporozumień? Czy twój wymarzony mężczyzna nie wie czasem doskonale, czego pragniesz? – Pochylił się ku niej, by szepnąć jej do ucha. – Ja wiem.
Była taka podatna, już drżała z niecierpliwości.
- Tak, ale…
- Ale?
- Chciałabym cię o czymś poinformować i o coś cię spytać.
- Słucham więc. – Jego dłoń przeczesywała jej włosy. Widział, jak przymyka oczy z przyjemności. Podobało mu się to wszystko. Najlepsza ironia losu, jaka kiedykolwiek mu się przytrafiła.
- Po pierwsze, muszę cię przeprosić. - Uniósł wysoko brew. – Nie jesteś człowiekiem. Jesteś jedynie powidokiem, może wspomnieniem czy na wpół duchem, czymś materialnym i w pewnym stopniu myślącym – tu miał ochotę prychnąć – ale tylko dzięki temu, że ja myślę. Jesteś czymś, co nie ma prawa żyć dłużej, niż życzę tego sobie ja. A tak się składa, że mam tylko tyle mocy, by przytrzymać cię przy życiu najwyżej przez tę noc. - Spuściła wzrok, jakby naprawdę czuła się winna. Nie miał pojęcia, dlaczego mu o tym mówi. - Kiedy nadejdzie twój czas, rozpryśniesz się, znikniesz, wrócisz tam, skąd przybyłeś, gdziekolwiek to jest. - Westchnęła głośno. - Możliwe też i to mnie właśnie gnębi, że masz odrobinę czyichś wspomnień. Więc… czy masz jakieś wspomnienia?
Kłamliwie pokręcił głową, a ona odetchnęła z ulgą. W istocie śmiał się w duchu, na tyle głośno, że dziwił się, iż go nie słyszy. Wciąż bawił się jej włosami. Drobna czarownica przed nim (był od niej co najmniej o stopę wyższy) drżała pod wpływem jego dotyku.
Tylko myślała, że wie, co może jej zrobić.
Znów go oceniała, za każdym przelotnym spojrzeniem chwilę dłużej poświęcając jego męskości. Patrzyła, jakby coś właśnie przerosło jej wyobrażenia.
- Podoba ci się to, co widzisz?
Zarumieniła się.
- Naprawdę jesteś idealny – wydyszała.
Uśmiechał się, nawet swoimi cudownymi, ciemnymi oczami. Wszystko działo się tak, jak tego chciała. Kiedy patrzyła mu w oczy, niemal widziała tę inteligencję i diabelskość, której poszukiwała u mężczyzny. Nawet w jego oczach mogła wypatrzeć to, czego brakowało Ronowi. Nie wspominając już o innych, fizycznych walorach. Był wspaniałą kompilacją i miała gdzieś, że najpewniej robiła sobie krzywdę, powołując go do życia, nawet na tę parę godzin.
Chciała wiedzieć, ponad wszystko chciała wiedzieć, jakie to uczucie.
Patrząc dosłownie chwilę na tę wiedźmę, zrozumiał, że ma przed sobą kobietę, która nie spotkała nigdy wystarczająco silnego mężczyzny. Wyraźnie potrzebowała kogoś, kto by ją zdominował, a jeśli była kimś, kim myślał, że była, nic dziwnego, że miała problem z odnalezieniem kogoś odpowiedniego.
Hermiona wreszcie zebrała się w sobie i przylgnęła do niego. Dobrze wiedział, czego dokładnie pragnie, więc uprzedził ją i pochylił się, by ją pocałować.
Odczuł to bardziej, niż przypuszczał. Możliwe, że wskutek rytuału, który odprawiła, istniała jakąś łącząca ich magiczna więź. Przycisnął ją mocniej do siebie i mógł teraz wyraźniej poczuć, że jest całkiem dobrze zbudowana. W dodatku miała miękkie, pełne usta, z którymi wiedziała, co zrobić.
Po chwili jego mocnego pocałunku, poczuł, jak Hermiona mięknie w jego objęciu, jak nie tyle przestaje odpowiadać, co poddaje się mu. Wreszcie to ona przerwała ich połączenie, dysząc ciężko. Wydawała się być lekko oszołomiona.
- Chodź do łóżka – powiedziała i pociągnęła go za rękę.
Zdziwiła się, kiedy ani drgnął. Obróciła się i spojrzała na niego jednocześnie z wyrzutem, jak i niepokojem.
- Może lepiej nieco uważniej przyjrzyj się swojej fantazji, Hermiono. – Przyciągnął ją do siebie gwałtownie. Patrząc na nią z góry, syczał: - Na pewno chcesz, bym był takim łatwym obiektem zaspokajania twoich potrzeb? A może jednak ma to być jakieś wyzwanie? Obawiam się, że musisz przekonać mnie do tego, bym cię zerżnął. Zachęć mnie. Pokaż mi, dlaczego właściwie miałbym to zrobić.
Wypuścił ją z ramion. Hermiona nieprzerwanie drżała z podniecenia. Bardzo podobało mu się to, jak reagowała na jego bliskość. Zmrużyła oczy i mruknęła coś niezrozumiale pod nosem. Zobaczył, jak pociąga za sznureczek. Długi, czarny płaszcz, który właściwie okazał się swego rodzaju peleryną, opadł na posadzkę, ukazując mu całkiem apetyczne kształty czarownicy.
Jej ciało osłaniały jedynie czarne, skąpe figi i koronkowy stanik. Miała dość długie, ładnie wyrzeźbione nogi i naprawdę smakowitą, wydatną pupę. Obróciła się lekko i chwytając za zapięcie stanika, odpięła go i powoli z niego wysunęła, uwalniając kształtne piersi. Nie za duże, jędrne, dobre do ściskania.
Patrzyła teraz na niego zalotnie, w miejscu nieznacznie kręcąc biodrami. Nie drgnął mu ani jeden mięsień na twarzy, oczy zdawały się oceniać ją chłodno. Nie tego chciała. Chyba.
- Trzeba czegoś więcej – powiedział, zakładając ręce na siebie, choć w rzeczywistości mając ochotę sprawdzić już, jak ma się w tym wcieleniu jego nowy, odświeżony członek.
Obróciła się gwałtownie, niemal ze złością, i energicznie wdrapała na łóżko. Postąpił parę kroków naprzód, stając tak, by mieć dobry widok.
Szykowała się naprawdę dobra zabawa.
Zobaczył, jak czarownica przekręca się na plecy i układa wygodnie na łóżku, z dużą poduszką pod plecami; jak wsuwa w usta i zaczyna prowokacyjnie ssać swój palec. Uniósł oczekująco brwi, udając, że wciąż nie robi to na nim żadnego wrażenia. To była przecież prosta sztuczka. Pociągnęła więc dłońmi do swoich piersi i zaczęła pieścić je, zapewne celowo nie poświęcając wystarczająco wiele uwagi swoim sutkom. Jej dłonie wędrowały dalej wzdłuż talii, by dotrzeć do koronkowych, prześwitujących fig. Jednocześnie nie spuszczała z niego oczu, wiedział o tym, mimo że nie mógł odwdzięczyć się jej spojrzeniem w tym momencie. Uważnie obserwował, jak końcem wciąż wilgotnego palca obrysowuje skraj swoich majteczek i wreszcie wślizguje palce pod materiał. Najpierw nieznacznie, niewystarczająco, powodując, że drgnął w miejscu, z niecierpliwości, chcąc, by już to zrobiła. Cofnęła jednak dłoń z powrotem do ust i oblizała palce, które nie wróciły na dół, na swoje miejsce, a z powrotem zaczęły drażnić jej piersi i sutki. To drugą dłoń wsadziła sobie do majtek, tym razem docierając do celu. Całkiem wyraźnie widział, jak jednym palcem pieści swoją łechtaczkę, a koniec drugiego zanurza w sobie.
Zerknął przelotnie w dół. Czuł przyjemnie mrowienie w lędźwiach. Mały Lord zaczynał radośnie budzić się do życia.
- O, szkoda, że jesteś tak daleko i nie możesz mi pomóc – wydyszała, wciąż się pobudzając, i pisnęła, kiedy dosłownie sekundę później poczuła na sobie jego dłonie. Jedna wyrwała dłoń z jej fig, druga pchnęła ją dalej, ku wezgłowiu łóżka.
- Zrobię ci tyle rzeczy, wiedźmo – powiedział, przyciągając jej dwa, wilgotne pachnące palce do swoich ust. Była wyśmienita. Jęknęła, obserwując, jak spija jej soki.
Tyle że on zaraz miał już inne plany. Nawet się nie zastanawiając, zdarł z niej i odrzucił za siebie ostatni skrawek odzieży. Zaczynała już wić się i lekko cofać na łóżku z niecierpliwości. Nie obdarzył jej jeszcze żadnym, szczególnie pożądanym dotykiem, a ona aż nazbyt dobrze wiedziała, jak bardzo go pragnie. Wszak był ucieleśnieniem jej marzeń.
Klasnął dwukrotnie dłońmi i zgasły światła. Sekundę po tym to ona pstryknęła palcami i wokół nich zapaliły się świece. Dobrze było nieco wyciszyć wzrok na rzecz innych zmysłów.
- Skąd to wiedziałem? – spytał. Popukała się w głowę. Zamyślił się na chwilę. – Ach tak. - Jednak była jakaś nieznaczna więź między nimi.
Siedział przed nią, jego dłonie znalazły się na jej kolanach, które rozchylił szeroko. Chciał lepiej obejrzeć sobie jej cipkę. Uśmiechnął się szeroko, zawadiacko, kiedy wypięła się lekko, ukazując mu swoją kobiecość. Jednak nie przystąpił do akcji, której się spodziewała.
- Skoro mam tylko parę godzin życia, Hermiono…
Zerknął sugestywnie na swojego członka.
No tak, jej sumienie mogłoby mieć taki pomysł. Nie czułaby się dobrze, gdyby góra przyjemności miała leżeć tylko po jej stronie. Unosząc się na łokciach, znów spojrzała na jego penisa, którego teraz głaskał lekko, a który wyraźnie domagał się jej uwagi.
- Coś za coś. Udowodnij, że jesteś go warta.
Choć bardzo pragnęła, by zajął się już jej cipką, która wręcz skomlała o uwagę, zmieniła pozycję i klęknęła przed nim. Mogła przecież trochę się potorturować. Nie przypominała też sobie, by kiedykolwiek miała szansę zrobi loda takiemu facetowi. Było warto, z pewnością. Spojrzała na niego, dokładnie w momencie, w którym postanowił chwycić jej twarz. Pocałował ją mocno w usta i zaraz pociągnął jej głowę w dół. Zdziwiła się nieco, że dała mu tyle wolności, bo, szczerze mówiąc, gdy znów zaczął ją całować, nagle miała ochotę nigdy tego nie przerywać. Pasowali do siebie idealnie, każde muśnięcie jego skóry wywoływało przyjemne uczucie bezsilności, któremu towarzyszył jednocześnie pożar w lędźwiach. To było czyste pożądanie.
Merlinie, jego penis. Wpierw zebrała językiem wilgoć z główki. Westchnęła i przymknęła oczy. Wreszcie nie zastanawiając się wiele, powoli i delikatnie wzięła go do ust. Nie spieszyło się jej i spotkało się to z jego niecierpliwymi pomrukami. Poklepał ją nagląco po tyłku i wreszcie wzięła go do ust niemal całego. Początkowo ostrożnie. Nie była pewna, czy mimo wszystko jest już gotowy również w tym miejscu, ale kiedy jego członek zaczął tak szybko i przyjemnie twardnieć i pulsować w jej ustach, zrozumiała, że trzeba wziąć się do roboty. Z zapałem ssała więc i pieściła go językiem, co spotykało się z jego syknięciami. Jej dłonie sięgnęły do jego jąder i zaczęły je uciskać. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że to może nawet sprawiać jej taką przyjemność. Szybko chwycił ją za włosy, by pomóc jej utrzymać odpowiedni rytm. Był coraz mniej delikatny, więc i ona ssała z coraz większym zapałem.
Wreszcie jego uścisk stał się desperacki niemalże, czuła drżące z napięcia mięśnie jego ud. Dochodził, sycząc, i nagle zdała sobie sprawę, że jej usta wypełnia jego nasienie. Tak ją pochłonęło sprawianie mu przyjemności, że zupełnie zapomniała o tym, by przerwać to w porę. Nagle musiała się zastanowić, czy nie spieprzyła sprawy. Musiał to wyczytać z jej oczu, kiedy wciąż trzymając ją za włosy odciągnął ją od swojego penisa.
- Spokojnie, nie minie mi zapał. Nie jestem człowiekiem, a więc mogę znacznie więcej – wymruczał, popychając ją do tyłu i przygwożdżając ją sobą do łóżka. – Być może jestem nawet bardziej napalony, niżbyś sobie tego życzyła.
Tak, jego oczy wyrażały nieugaszone, a właściwie świeżo rozniecone pożądanie. Była w szoku, kiedy dosłownie minutę po tym, jak doszedł pod wpływem jej zaskakująco wprawnych ust, wszedł w nią, zupełnie nie pytając o zgodę. Wciąż trzymał ją za włosy i penetrował teraz energicznie, jak gdyby nigdy nic. Jego duży członek rozciągał ją bardziej niż cokolwiek wcześniej. Uderzał o punkt w środku niej, do którego chyba jeszcze nikt nie dotarł. Nie przypominała sobie tego uczucia, w ogóle, żeby ktokolwiek tak prostą czynnością, jak wsadzanie i wyjmowanie z niej swojego penisa, kiedykolwiek uruchamiał w niej taką gamę odczuć. Nie mogła wyzwolić się przy tym od jego spojrzenia. Nie była pewna czy na tę parę godzin nie wyrwała z nicości samego diabła. Tam nie było litości, w tych ciemnych oczach. Kolejne pchnięcie i jej jęk, zaduszony jego pocałunkiem. Był tak jasny, nienaturalnie i podniecająco blady i jego ciężkie ciało tak rozkosznie wgniatało ją w łóżko. Czuła, że jest w najprzyjemniejszej pułapce, jaką mogła sobie wyobrazić. Tyle że…
- Wypieprzę z ciebie wszelkie wątpliwości, bo teraz, kiedy jesteś ze mną, nie masz prawa myśleć o nikim ani niczym innym, rozumiesz? - Pokiwała głową. – Odpuść, musisz całkowicie sobie odpuścić. Przestać tyle myśleć.
Godzinę później musiała przyznać mu, że spełnił swoją obietnicę. Była tylko wszechogarniająca rozkosz. Wypróbowali już większość mebli i ścian, a nawet parapety. I ani on, ani ona wciąż nie wydawali się być usatysfakcjonowani tym, co zrobili przy pomocy swoich ust i narządów płciowych. Przestała też liczyć orgazmy, nie przejmując się zupełnie tym, jak po czymś takim będzie czuła się rano, kiedy uwolni się spod wpływu rytualnej magii.
Po godzinie dzikiego pieprzenia on natomiast gotów był powiedzieć, że to ona była stworzona, by ją pieprzył, a nie odwrotnie. Sposób, w jaki zaciskała się na jego penisie, zupełnie wyprowadzał go z równowagi. Zdawało mu się, że za każdym razem wstępują w niego nowe siły, właśnie dzięki temu jak to robiła.
Zarówno w przeszłym, jak i w zaprzeszłym życiu nie zdarzyło mu się nic takiego.
Tymczasem było też coś, o co chciał ją spytać. Zauważył to już wcześniej w jej oczach. W życiu nie widział takiej rozpaczy, pogoni za czymś i jednocześnie ucieczki od czegoś, co musiało stanowić jego zaprzeczenie.
Nie powiedziała mu wszystkiego, bo sobie też wszystkiego nie powiedziała.
Robiła to wszystko nie tylko dlatego, że marzyła, pragnęła, ale dlatego, że musiała. Nie było dla niej innego wyjścia, jak rzucić się w ramiona swojego wyśnionego i ucieleśnionego ideału. Tylko czy Hermiona Granger wiedziała, co sobie wyśniła? Co dokładnie było jej ratunkiem od rzeczywistości?
- Powiedz mi, Hermiono – wysyczał, rżnąc ją szybko, mocno, bez litości, wciąż łamiąc chyba jakieś prawa natury. Jej pupa obijała się głośno o zimne łazienkowe kafelki. Była zlana potem, patrzyła na niego już nieco nieprzytomnie, ale wciąż dochodziła na nowo. Wciąż jęczała z rozkoszy, przeklinając głośno, błagając go, by rżnął ją mocniej lub zmienił pozycję, bo ta czy tamta strona jej pochwy wydawała jej się jakaś taka niedoceniona, a może zwyczajnie mniej obolała. – Powiedz mi, przed czym jeszcze uciekasz? – spytał, kiedy zbliżali się do kolejnego orgazmu i była wystarczająco rozproszona.
- Och… Nie wiem. Jestem… cholernym… Ministrem Magii. Jest wiele rzeczy…
Była zbyt zajęta tym, co jej robił, by zwrócić uwagę na to, o co pytał. By zastanowić się, dlaczego o to pytał i że szybko przerwał jej odpowiedź pocałunkiem.
Im więcej by mu powiedziała, tym większe byłoby prawdopodobieństwo, że zorientuje się, co mówi.
- Chcę… – wyjęczała. – Pod prysznicem.
- Twoje życzenie – przygryzł przy tym jej sutek - jest dziś dla mnie rozkazem. Przecież zasłużyłaś.
Oplotła go swoimi nogami, kiedy nie zdejmując jej sobie z penisa, ruszył w stronę prysznica. Chichotała, w przerwie całując jego szyję. Znalazł coś, co wyglądało jak półka na kosmetyki. I zrzucił je wszystkie za jednym zamachem. Wolną ręką odkręcił kurki. Letnia woda przyjemnie zaczęła zraszać ich spocone ciała, kiedy przez jakiś czasu posuwał ją szybko i mocno o wewnętrzną ścianę prysznica.
- A teraz moja droga… - Zdjął ją z siebie i obrócił wokół własnej osi. – Spróbujemy czegoś nowego.
Zmarszczyła brwi, sama nie wiedząc czemu. I zaraz szybko wiedziała, co jest nie tak. Jego wilgotne palce wciskały się w jej odbyt. Przez chwilę była w takim szoku, że widocznie musiała tego pragnąć, skoro on jej to robił, że nie mogła niczego z siebie wydusić.
- Nie zrobisz… - zaczęła wreszcie, lekko sztywniejąc w jego objęciu.
Zanim mogła zaprotestować, wysunął palce, które powędrowały do jej łechtaczki i zaczął wsuwać się w jej ciasny, dziewiczy tyłek swoim grubym penisem.
- Tom! Proszę, nie…
Chciało mu się śmiać. Nawet nie zauważyła, co powiedziała. Oczywiście, chciała, by miał tak na imię. Nie mógł się już doczekać. Wymyśli coś, by to był wyjątkowy moment olśnienia.
- Ależ tak – syknął tymczasem i zanurzył się w niej głębiej. Mimo przyjemności, którą odczuwała w związku z jego posuwającymi ją jednocześnie palcami, pisnęła z bólu. – To jest dokładnie to, o czym bałaś się pomyśleć, o co nie śmiałaś prosić. Wszystko, czego ci trzeba – mruczał jej do ucha.
Pchnął lekko, usilnie starając się nie wcisnąć w jej rozkosznie wąski tunel w jednym ruchu. Mimo wszystko, nie chciał zrobić jej krzywdy. Później - może, ale jeszcze nie teraz.
W końcu zanurzył się do końca, pchnął kilka razy i choć widział, że zaczyna się powoli rozluźniać, postanowił się wycofać. Uznał, że skoro i tak nie będzie mógł iść na całość w jej tyłku, pora wrócić w bardziej znajome rejony.
- Oooo… - jęknęła z ulgą, kiedy wreszcie wysunął się z niej całkowicie.
- To nie koniec.
Złapał ją pod kolanami i w talii i uniósł do góry.
- Biurko. – Tym razem to on wydał komendę. – Gdzie pracujesz?
- Tam. – Wskazała i nieco bezsilnie oparła głowę o jego pierś. Ten mężczyzna był bezlitosny, ale wspaniały, upajający. Choć, stwierdziła, że jeśli jej Pan Fantazja zechce posunąć się za daleko, pozbędzie się go. Nie mogła pozwolić, by sprawy wymknęły się spod kontroli, mimo że trochę chciała, by tak się stało… Nie, jednak niektóre rzeczy pozostawały lepsze nieodkryte czy nieuświadomione.
Rzucił ją na biurko tak, że jej piersi wylądowały na ministerialnych dokumentach. Rozstawił kolanem jej nogi. Jedną dłonią głaskała ją po pośladku, druga ściskała jej piersi. Wsunął palce między jej mokre fałdki i wysmarował jej sokami całą jej cudną pupę. Pochylił się, by wyszeptać jej do ucha.
- Sam widok twojego zaczerwienionego, jędrnego tyłka…
Jęknęła i cholera, słysząc to musiał się w nią wepchnąć, natychmiast! Oto jego kutas znów zupełnie przejął nad nim kontrolę i znów zanurzył się w jej pochwie. Jeśli jednak myślała, że zostawi jej tyłek w spokoju, niestety, choć może tym razem stety, myliła się. Poczuła coś długiego i zimnego w swoim odbycie. Nie miała pojęcia, co to było, ale wspaniale wzmacniało jej doznania.
Pieprzył ją przy biurku przez następne kilka minut. Do szału doprowadzał go odgłos jej obijających się o drewno piersi. Hermiona wydawała z siebie nieziemskie wręcz odgłosy, ponieważ zagłębiał się w niej bardziej niż ktokolwiek przed nim. Miał jednego z zacniejszych penisów, jakie widziała, nic dziwnego. A może to była przede wszystkim sprawa jego umiejętności? I to coś, w jej tyłku… Było zimne, ale rozchodziło się od tego przyjemne ciepło.
W końcu znów oboje doszli, uciszając skrzypiące biurko. Był to chyba najmocniejszy orgazm z wszystkich, przynajmniej dla niego. Stwierdził przy tym, że pościel musiała już nieco ostygnąć przez tę godzinę czy dwie, kiedy ich tam nie było, i przełożywszy ją sobie przez ramię, udał się do sypialni. Znów w drodze mamrotała coś, czego nie mógł dosłyszeć.
Kiedy rzucił ją na łóżko i Hermiona spostrzegła, że ma w dłoni jej różdżkę, naszło ją jakieś zrozumienie.
- Wsadziłeś mi moją różdżkę do dupy, ty dupku! – wrzasnęła, zrywając się natychmiast z pościeli i dopadając do niego. Widok jej różdżki w czyjejś dłoni, to było jak trzeźwiące chlaśnięcie w policzek. Zawsze. W dodatku uśmiechał się dość perfidnie. Złapała się za włosy. - Mogłeś? Powinieneś? Tam nie było napisane nic o tym, że to będzie magiczna istota?
- Może autor zapomniał o tym wspomnieć, a może było to oczywiste – odparł spokojnie.
Chciał ją do siebie przytulić, ale nie pozwoliła mu na to.
- Oddaj mi ją – powiedziała całkiem trzeźwym, choć nieco zmęczonym głosem.
- Hermiono, spokojnie – powiedział, ponownie przyciągając ją do siebie. Usiadł koło niej na łóżku i posadził sobie na kolanach. Szybko zaczęła się rozluźniać. Przecież to był on, mógł być nieco irytujący, zbyt pewny siebie, ale to było on. A teraz w dodatku zaczął tak przyjemnie gładzić jej włosy, szeptać do ucha. – Pomyśl, czy nie tego pragnęłaś? By ten mężczyzna był przy okazji potężnym czarodziejem?
- Tak… tak. Tylko trochę mi z tym nieswojo.
- Miałaś tyle nie myśleć. Pozwól więc, że zajmę się twoim niepokojem.
Zamienię go w strach.
Z tymi słowami uniósł ją w ramionach i przeniósł na jej miejsce na łóżku. Ułożył ją na pościeli. Nie zauważyła złośliwego błysku w jego oczach.
- Boli mnie tam – mruknęła. – Właściwie już wszędzie mnie boli.
- Będę więc łagodny.
Była coraz bardziej świadoma tego, że ich czas się kończy. Wracała do swojej normalnej, ludzkiej kondycji, zaczynała dostrzegać różne szczegóły. Powoli kończył się jej sen.
Na razie jednak położył się koło niej i pozwolił jej na to, by się w niego wtuliła. I tak, czuła, że to było właśnie rozwiązanie - po tym całym szaleństwie zrobić na koniec coś czułego i zwyczajnie miłego.
Mimo tego przez co właśnie przeszli, wciąż pachniał jak noc. Bo to właśnie był jej ulubiony zapach, letniej nocy, przyrody zroszonej deszczem. Wplotła palce w jego wciąż wilgotne, kruczoczarne włosy. Przyglądała się zachłannie jego twarzy, kiedy powoli, choć zwiększając tempo, zagłębiał się w niej. Całował ją w mostek, sycząc coś. Była jak w transie. Nie mogła oderwać od niego oczu. A kiedy głaskał jej włosy, miała ochotę je zamknąć. Koił. Jak nikt nigdy dotąd.
Matko, będzie tęskniła.
Pomyślała to i właśnie ten moment wybrał sobie, by przerwać jej idyllę, jej nadzieję na to, że wszystko jednak skończy się dobrze.
- Powiedz mi, Hermiono, kochanie, czy użyłaś swojej krwi w tym rytuale?
- Oczywiście – odparła prosto i szybko się zdziwiła. - Powinieneś mnie pytać o takie rzeczy? Czy ja chcę, byś o to pytał? – spytała samej siebie. – Dlaczego… och, jesteś niesamowity, ale dlaczego pytasz?
- Szszsz… – uspokoił ją, całując i jednocześnie mocniej nadziewając na siebie. - Pytam, ponieważ mogłem właśnie mieć przebłysk czegoś, na co ty nie zwróciłaś uwagi.
- Na co? – wyjęczała wręcz.
- Krew był zalecana, ale czy niezbędna?
Zmarszczyła brwi. Dyszeli sobie w usta, prowadząc te rozmowę półgłosem – trochę ze zmęczenia, trochę chcąc uratować nastrój.
- Nie, nie była niezbędna, ale...
Zmarszczyła nagle brwi, poważnie zaniepokojona. Co jeśli coś zupełnie źle zinterpretowała. Myślała, że wszystko świetnie rozumie, ale... to była naprawdę bardzo czarnomagiczna księga. Nie miała z nimi nigdy zbyt wiele do czynienia. Przypomniała sobie te zdania:
Jeśli chcesz wzmocnić i ustabilizować efekt, użyj swojej krwi. Krew znacząco zwiększa moc obrzędu, który masz zamiar odprawić. Pamiętaj jednak o długotrwałych konsekwencjach rytuału.
Wszystko nie tak. Wyczytała tu najpewniej to, co chciała wyczytać. To był oddzielny akapit, którego ukrytego znaczenia mogła nie dostrzec. Wcześniej dokładnie opisano skutki, ale co jeśli one nie odnosiły się do przypadku, w którym używało się krwi. Co znaczyło to „znacząco"? Co należało rozumieć przez te długotrwałe konsekwencje?
Powoli, powoli zaczynało jej się robić słabo i źle. Zwłaszcza, gdy pokój wypełnił jego głośny śmiech. W międzyczasie doszedł w niej z jednym ostatnim, ostrym pchnięciem. Ona niemal przegapiła swój własny, ostatni tej nocy orgazm.
- Niegrzeczna, bardzo niegrzeczna pani Minister! – Pocałował ją, ale nie odpowiedziała mu już tak chętnie. – Która zabrała się za książkę, której podstępnego języka nie rozumie. Która niechcący kogoś wskrzesiła.
Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. W jednej chwili nie mogła oddychać i właściwie to była przerażona. Zamarła w jego objęciu. Wskrzesiła kogoś...? Kogo do cholery wskrzesiła?!
Jego wzrok i stalowy uścisk. Wszystko się zmieniało, jakby wskakiwało na swoje miejsce. Naprawdę nie podobało jej się to, jak ją teraz osaczał, jak patrzył na nią zimno, choć wciąż łapczywie. Przecież widziała to w jego oczach na samym początku, powinna była się zorientować, że coś jest nie tak!
Więc był prawdziwym człowiekiem, kimś, kto już kiedyś istniał i najwyraźniej o nim marzyła. Może znała już odpowiedź, ale jeśli był dla niej choć cień nadziei, wolała zadać to pytanie.
- Kim jesteś? – Wyszło z jej gardła i nie brzmiała przy tym jak ktoś, kto stoi na czele całego magicznego społeczeństwa.
- Kim chciałaś bym był, Hermiono? Zastanów się. Czyje oblicze, czyje dłonie stały za twoimi najskrytszymi, a jednocześnie najmniej rzeczywistymi fantazjami? Czyj kutas rżnął cię w twoich snach, pani Minister? Czyje imię nadałaś mi nieświadomie? Zastanów się dobrze, ponieważ nie życzę sobie niepoprawnej odpowiedzi.
Zobaczył, jak łzy napływają jej do oczu.
- Lord Voldemort – wyszło z jej ust i zmartwiała, gdy zobaczyła, jak uśmiecha się zwycięsko. Pozwoliła zerżnąć się na wszystkie możliwe sposoby Lordowi Voldemortowi… Którego wskrzesiła… Niechcący! Trzęsła się pod nim jak osika. To nie było jej marzenie. To koszmar. - Nie, nie… To niemożliwe. To musi się skończyć. Chcę byś zniknął. Nie mogłam tego pragnąć. Zniknij!
Ale mężczyzna przyciskający ją do pościeli i do siebie, nie miał nawet cienia takiego zamiaru.
- Może zniknąłbym, gdybyś nie użyła swojej zacnej, potężnej w tym przypadku krwi. To naprawdę była czarna magia. Tak czarna, moja droga, jak to tylko możliwe. Niewielu ludzi śmiałoby coś takiego uczynić, niewielu byłoby w ogóle w stanie, nie mówiąc już o tym, że z takim zamysłem, jaki miałaś ty. Tak po prostu. Zrobiłaś to tak po prostu! – Zaśmiał się. – Nie dysponując moim horkruksem czy jakąkolwiek inną pozostałością po mnie. Miałaś tylko swoje pożądanie i moc. I to wystarczyło, by wyrwać mnie śmierci.
Jego dłoń ponownie zaczęła wodzić po jej ciele, pieścić ją. Zamknęła oczy i wydała z siebie cichy, pełen rezygnacji jęk. Wciąż nie mogła zapobiec temu, jak na nią działał. Nie mogła wyobrazić sobie tego, co będzie, kiedy oderwie od niej dłonie i przestanie go czuć.
- Widzisz? Jestem Czarnym Panem, a jednocześnie jedynym mężczyzną, któremu naprawdę nie możesz się oprzeć. I choć ty powoli wracasz do siebie, ja nigdzie się nie wybieram. I, moja droga, kiedy minie ta noc i ona nie okaże się twoim mokrym, odważnym snem, nie miej złudzeń, wtedy coś zrozumiesz. I będziesz miała się z czego tłumaczyć. Nie tylko przed samą sobą, ale i przed całym światem.
Zajrzał jej w oczy, chcąc sprawdzić, czy dociera do niej to, co mówi.
Świetnie. Było tam teraz więcej złości, być może na nią samą, niż czegokolwiek innego, niż strachu przede wszystkim.
- Nie śmiej więc zapominać, co i z kim robiłaś tej nocy, myśląc, że nie ogranicza się żadna śmieszna moralność, a przede wszystkim – jak się wtedy czułaś.
Pochylił się ku niej ostatni raz i pocałował ją. Hermiona chcąc nie chcąc znów przylgnęła do niego, nagle panicznie bojąc się, że zaraz zostanie zupełnie sama. Miała dziwną, obcą świadomość, że to jakby pożegnanie, że nie zobaczy go przez dłuższy czas, a kiedy zobaczy…
Nie wiedziała skąd to wie, po prostu samo nasunęło jej się to na myśl i zwyczajnie miało sens.
Uwolnił ją ze swojego objęcia i stanął koło łóżka, wciąż przyglądając się jej uważnie.
- Obawiam się, że muszę zwinąć ci różdżkę. Nie martw się, odeślę ci ją, kiedy tylko odzyskam swoją. – Uśmiechnął się zawadiacko i z tym zniknął jej z oczu, ot tak łamiąc jej zabezpieczenia aportacyjne.
No jasne, płynęła w nim jej krew…
Hermiona przez długi czas leżała na swoim łóżku, zwyczajnie trzęsąc się z przerażenia.
~o~o~o~
Jednak kiedy zaczęło świtać i zaczęło dochodzić do niej świergotanie ptaków, ocknęła się. A tak dokładnie obudził ją jej własny, choć nieco obco brzmiący głos.
- Kurwa, dobrze, że nie Salazar.
Zerwała się z łóżka, mając nagle gdzieś to, że każdy mięsień jej ciała dosłownie stoi w ogniu.
Mogła rąbnąć się z tą krwią, ale nie było mowy by ona, pierwsza Minister Magii sprawująca swój urząd dłużej niż przed dwie kadencje, miała pozwolić na to, by ktoś tak wystrychnął ją na dudka. Bez względu na to kim był, Czarnem Panem czy Świętym Mikołajem, miała zamiar go odzyskać i przykuć do swojego cholernego łóżka, gdzie było jego pieprzone miejsce.
Mimo że w bliższej przyszłości czekało ją wpierw i na przykład uporanie się z tymi trzema słowami:
- Kochanie, chcę rozwodu - rzuciła pewnie w rozjaśniającą się przestrzeń, dobrze przy tym wiedząc, że później nie będzie to takie łatwe, że w ogóle najpewniej będzie trudniej niż podczas inwazji rumuńskich wampirów przed trzema laty.
Wzdychając głośno, ruszyła z powrotem do łóżka. Na szczęście, była niedziela. Mogła sobie odespać.
Wyśpię się, przestanie mnie boleć, to pomyślę, stwierdziła, okrywając się szczelnie kołdrą; zapach potu i seksu szybko tulący ją do snu.
