Opis: Hogwart jest jeden, ale ma wiele pomieszczeń.
Status: Zakończone
Paring: Wcale nie tak trudno się domyślić.
Długość: [M]
Gatunek: dramat – nic innego mi tu nie pasuje, ale jestem otwarta na propozycje
Dodatkowe informacje: Jeden z tekstów, który powstał wciągu naprawdę krótkiego czasu i który był pisany na tzw. żywioł.
Ostatnia aktualizacja: 04.05.2013r.
I nie jest ważne „długo i szczęśliwie", ale „szczęśliwie" teraz.
Skrzydło szpitalne
Wszędzie krew, wrzaski rozpaczy, ciche słowa pożegnania wypowiadane przez zaciśnięte gardło, łzy smutku i szczęścia, niepewne uśmiechy, szeptane modlitwy i szybkie kroki pielęgniarki i sanitariuszy.
Sala transmutacji
Rozdarte szaty i gorączkowe pocałunki przy akompaniamencie cichych jęków. Przewrócone krzesło o które niemal się nie potknęli. I dwie odznaki prefektów leżące pod drzwiami.
Wieża astronomiczna
Czarne oczy wpatrujące się w dal i równie czarne szaty łopoczące na wietrze. Szkoda tylko, ze zamiast horyzontu i zachodzącego słońca widzą wciąż i wciąż te jasne oczy.
Wielka Sala
Wolne miejsca przy stołach. Nawet po tym jak przebywający w szkole członkowie Zakonu Feniksa i sanitariusze ze świętego Munga zasiedli przy nich.
Minerwa McGonagall nigdy dotąd nie widziała by niebo w Wielkiej Sali było niemal czarne. Stuknęła łyżeczką w kielich i zaczęła mówić.
Wielki holl
Ciche kroki, właściwie niesłyszalne. Postać kierująca się w stronę wielkich hogwarckich wrót.
- Gdzie idziesz?
Naszczycie schodów pojawił się niewysoki chłopiec.
- Daleko. Możliwe, że nawet do mugolskiego świata.
- Dlaczego?
- Bo tak będzie lepiej, dla wszystkich, dla ciebie.
-…
- No co?
- A nie tylko dla ciebie?
- Nie, to…
- Zostań, poradzimy sobie. Wszyscy wiedzą, że byłeś po naszej stronie.
- To nie jest…
- Najlepszy pomysł? Ależ skąd. Lepiej uciec. Dobrze wiesz, że nie odpuszczę póki cię znowu nie znajdę, prawda? Więc może daruj sobie uciekanie i zamiast tego pocałuj mnie wreszcie.
Potem były już tylko pocałunki.
Korytarz w lochach
Cicho. Słychać ciche miauczenie na które nikt nie odpowiada.
Chata Hagrida
Jest cicho. Pusto. Tylko wiatr porusza kilkoma pożółkłymi listami, a kolejny płatek przeschniętej róży w wazonie bez wody wiruje w powietrzu.
Gabinet dyrektora
Płomień. Feniks pochłonięty przez ogień. I to już ostatni raz.
