Postacie wystêpuj¹ce w tym fanficku nale¿¹ do JK Rowling... wiêc ¿adnego profitu dla mnie. Szkoda, bo potrzebujê kasy...

O jeden krok za daleko - romans (tak jakby)

Autor: Bluszczynia vel Portillia

Korekta : Toroj

I . Nocne wêdrówki - z³ego pocz¹tki.

Miêkka pierzyna snu nadal przykrywa³a Katie, choæ powoli przebija³a siê przez ni¹ rzeczywistoœæ. Niejasne uczucie w okolicach ¿o³¹dka, które usi³owa³o staæ siê zupe³nie klarownym przekazem. Przekrêci³a siê na bok, staraj¹c ze wszystkich si³ spaæ dalej. Uczucie ssania w ¿o³¹dku jednak sta³o siê bardziej natarczywe. Naci¹gnê³a na g³owê ko³drê z cichym jêkiem. Natura by³a jednak nieub³agana, zupe³nie bezlitosna, wrêcz sadystyczna. Informacja o narastaj¹cym g³odzie dotar³a w koñcu do uœpionego mózgu, który zareagowa³ zadziwiaj¹co szybko. Powieki unios³y siê i Katie zrezygnowana przewróci³a siê z powrotem na plecy.

" Na Merlina" pomyœla³a," Nawet nie chcê wiedzieæ, która jest godzina. Czy ja zawsze muszê byæ g³odna o..." spojrza³a na stoj¹cy obok ³ó¿ka zegarek "...czwartej nad ranem? Wkurzaj¹ce." Próbowa³a skupiæ siê na czymœ, by zignorowaæ natarczywe burczenie w ¿o³¹dku. Jednak nie uda³o jej siê osi¹gn¹æ celu. Zrezygnowana, siêgnê³a poprzez szparê w zas³onach do szuflady swojego nocnego stolika i przez chwilê zapamiêtale w niej grzeba³a. Zmarszczka skupienia pojawi³a siê na jej czole, pog³êbiaj¹c siê z ka¿da sekund¹. Przechowywane na wypadek nag³ego wypadku czekoladowe ¿aby dziwnym trafem nie chcia³y daæ siê znaleŸæ. Zirytowana, zaprzesta³a poszukiwañ i z rêk¹ nadal zanurzon¹ w szufladzie pozwoli³a sennym marzeniom znów przykryæ j¹ niewidzialn¹ ko³derk¹. Pewnie zasnê³aby ponownie, gdyby nie zdecydowane sygna³y, pêdz¹ce neostrad¹ nerwów do mózgu, o ma³o skomplikowanej treœci: G£"D. Jej powieki znów unios³y siê, lecz tym razem z niema³ym wysi³kiem.

" Katie skup si" wyszepta³a do siebie " Na pewno masz gdzieœ coœ jadalnego". Co tu du¿o mówiæ, czwarta nad ranem nie jest akurat najlepszym czasem na twórcze myœlenie, wiêc sekundy, nawet minuty p³ynê³y nieub³aganie a ona nadal myœla³a. Pewnie trwa³oby to jeszcze jakiœ d³u¿szy kawa³ek czasu, gdyby nie fakt, i¿ chodzi³o o pusty ¿o³¹dek. Ten organ naszego grzesznego cia³a rz¹dzi siê w³asnymi prawami i egzekwuje je w zdecydowany sposób. Malutka iskierka oœwiecenia b³ysnê³a w u³amku milisekundy i spowodowa³a oœwietlenie myœli brzmi¹cej krótko i zwiêŸle: Pokój wspólny. Z ciê¿kim sercem, metaforycznie rzecz ujmuj¹c, zsunê³a z siebie ko³drê i wzdrygnê³a siê, kiedy ch³odne powietrze zetknê³o siê z jej rozgrzan¹ skór¹. Staraj¹c siê zachowywaæ mo¿liwie jak najciszej, zsunê³a nogi z ³ó¿ka i nie zaprz¹taj¹c sobie g³owy szlafrokiem i kapciami ruszy³a w kierunku drzwi. Ch³odne kamienie posadzki zmusi³y j¹ do krótkiego sprintu. Delikatnie otworzy³a drzwi dormitorium i wychyli³a siê na ciemny korytarz. Nikogo nie by³o z zasiêgu wzroku a ca³a wie¿a Gryffindoru pogr¹¿ona by³a w ciszy, nocnej ciszy dok³adnie rzecz ujmuj¹c. Co prawda nie by³o to równoznaczne z tym, ¿e wszyscy Gryfoni grzecznie tulili siê do swoich poduszek. Zreszt¹ sama by³a tego najlepszym przyk³adem. Ruszy³a wiêc raŸno schodami na dó³. W ostatniej chwili przekroczy³a skrzypi¹cy stopieñ i szybko skierowa³a siê w stronê stolika, pogr¹¿onego w zupe³nej ciemnoœci, przy którym dzisiaj odrabia³a zadanie i gdzie powinna siê znajdowaæ, w tej chwili jeszcze ca³a, czekoladowa ¿aba. Prze³knê³a œlinê na myœl o smako³yku.

Przy stoliku blisko kominka siedzia³ ch³opak i z zapa³em notowa³ coœ na wielkim zwoju pergaminu. Nie zauwa¿y³ dziewczyny, która zbieg³a ze schodów prowadz¹cych do ¿eñskich dormitoriów i praktycznie rzuci³a siê w stronê jednego ze stolików. Jego twarz wyra¿a³a pe³ne skupienie i nikt, kto nie zna³by go osobiœcie, nie domyœli³by siê, i¿ w³aœnie w tej chwili zapisuje kolejn¹ strategiê gry w quidditcha. No có¿, dla Olivera Wooda ka¿da pora by³a dobra na myœlenie i rozmowê o jego ulubionej grze sportowej. W ca³ym Hogwarcie nie by³o nikogo, kto móg³by mu dotrzymaæ w tym kroku. Nawet je¿eli zauwa¿a³ istnienie p³ci ¿eñskiej, to by³o to jedynie z powodu umiejêtnoœci i talentu danej jej przedstawicielki. Dzisiejszej nocy obudzi³ siê z bardzo ekscytuj¹cego snu i postanowi³ od razu zapisaæ go na pergaminie, póki mia³ go œwie¿o w pamiêci. Dotyczy³ w koñcu quidditcha i rewelacyjnej nowej techniki, która pozwoli jego dru¿ynie zdobyæ puchar. Takich okazji siê nie marnuje, bo mog¹ siê ju¿ nie powtórzyæ, a tego by sobie nie wybaczy³. Podrapa³ siê piórem po brodzie i uniós³ g³owê znad swojego dzie³a. Wtedy te¿ zda³ sobie sprawê, i¿ nie jest sam. Po drugiej stronie pokoju, zatopiona w fotelu siedzia³a Katie Bell, jedna z jego œcigaj¹cych i z zapa³em pa³aszowa³a czekoladow¹ ¿abê. Mimowolnie spojrza³ na zegarek, by³a czwarta dwadzieœcia nad ranem. Nic dziwnego, ¿e na porannych treningach trudno dojœæ z dru¿yn¹ do porozumienia, czy te¿ w ogóle do niej dotrzeæ, skoro nocny odpoczynek poœwiêcaj¹ na dojadanie i to do tego s³odyczy. Przecie¿ œcigaj¹cy powinien byæ zwinny, zwrotny i na pewno nie objedzony do granic mo¿liwoœci. Nawet nie chcia³ myœleæ, jakim bezeceñstwom oddaj¹ siê inni cz³onkowie jego dru¿yny. Jako kapitan powinien zdecydowanie coœ z tym zrobiæ i to ju¿ teraz natychmiast. Chrz¹kn¹³, próbuj¹c zwróciæ uwagê Katie na swoj¹ osobê i podniós³ siê z fotela.

Katie koñczy³a w³aœnie konsumpcjê nocnej przek¹ski, kiedy us³ysza³a chrz¹kniêcie. Zmusi³a oczy do trochê szerszego otwarcia i rozejrza³a siê po pokoju wspólnym. W œwietle rzucanym przez p³on¹ce w kominku drewno zobaczy³a Olivera Wooda, który najwyraŸniej coœ od niej chcia³. Spojrza³a na trzymane w rêku resztki czekolady, potem ponownie na miejsce gdzie zobaczy³a Wooda. Nadal tam sta³.

- Nie - powiedzia³a do siebie i wepchnê³a do ust ostatni kawa³ek przek¹ski.

Obliza³a palce lepkie z roztopionej czekolady i podnios³a siê z westchnieniem z miejsca. Teraz mog³a spokojnie znów po³o¿yæ siê spaæ. Niestety, Wood prawie jak ¿ywy, nadal stoj¹cy w miejscu z dziwnym wyrazem twarzy nie da³ jej spokoju. Podesz³a powoli do niego i spojrza³a mu w oczy.

- No takie jak u Wooda - stwierdzi³a na g³os i szturchnê³a go przy tym lekko palcem w ramiê. - W zasadzie to nie wiem, jaki jest w dotyku, ale te¿ jakby woodowaty.

Obesz³a go jeszcze dooko³a, mamrocz¹c przy tym coœ, czego Oliver mimo szczerych chêci nie potrafi³ zrozumieæ. Ca³a sytuacja wydawa³a mu siê co najmniej absurdalna. Co w tym dziwnego, ¿e jest tutaj, przecie¿ ona te¿ tu jest, wiêc o co jej chodzi? Nie wiedzia³ zupe³nie, co ma powiedzieæ. Te nocne wêdrówki za s³odyczami zdecydowanie nie wp³ywa³y pozytywnie na jej zdrowie. Je¿eli tak sprawa siê przedstawia, to musi natychmiast coœ z tym zrobiæ. Spojrza³ jeszcze za powracaj¹c¹ do dormitorium Katie, która mamrota³a coœ nadal pod nosem i potrz¹sa³a przy tym g³ow¹. Kiedy tylko zniknê³a mu z pola widzenia, usiad³ ponownie w fotelu, wyj¹³ nowy arkusz pergaminu i siêgn¹³ po pióro. Wiedzia³ ju¿, co musi zrobiæ i to szybko. Inaczej mo¿e byæ za póŸno i strac¹ szanse na puchar, a to by³aby katastrofa. Po chwili znów by³ zatopiony w twórczej pracy.

Katie wróci³a do ³ó¿ka w przeœwiadczeniu, i¿ zdecydowanie powinna skoñczyæ z tym na³ogiem, jakim by³o dla niej podjadanie w nocy s³odyczy. Dostawa³a od nich halucynacji. No, bo na pewno to, co widzia³a w pokoju wspólnym to nie by³ Oliver, w koñcu, co by tam robi³ o czwartej nad ranem? To musia³a zdecydowanie byæ wina przek¹ski. Porzuciwszy dalsze dywagacje na ten temat, przykry³a siê po sam nos ko³dr¹ i pogr¹¿y³a we œnie. W koñcu o takiej porze i pe³nym ¿o³¹dku nie powinno siê podejmowaæ ¿adnych decyzji, szczególnie tych dotycz¹cych diety. Mog¹ okazaæ siê zbyt pochopne. Sen nadszed³ bardzo szybko i trwa³ zdecydowanie zbyt krótko. Kiedy zadzwoni³ budzik, dopiero zaczyna³a porz¹dnie zasypiaæ. Niestety wciœniêcie g³owy pod poduszkê nie by³o ¿adnym rozwi¹zaniem i z ciê¿kim sercem zabra³a siê za porann¹ toaletê. Najgorsze by³o to, ¿e musia³a tak wczeœnie wstaæ ze wzglêdu na trening quidditcha.

- Szlag by trafi³ Wooda!- wymamrota³a po raz kolejny, wci¹gaj¹c skarpetkê, która z jakiegoœ powodu nie chcia³a pasowaæ na jej stopê.

Siedz¹ca na s¹siednim ³ó¿ku Angelina ze zrozumieniem pokiwa³a g³ow¹. W koñcu Katie uda³o siê zapanowaæ nad niesforn¹ skarpet¹ i razem z Alicj¹ wysz³y, kieruj¹c siê na boisko do gry. Po chwili do³¹czy³a do nich Angelina.

- Nie rozumiem dlaczego musimy mieæ treningi o tak barbarzyñskiej porze - stwierdzi³a, doganiaj¹c je w wielkim holu.

- Co ty nie powiesz - odpar³a Katie, ziewaj¹c. - Wood nawet œni mi siê z tymi swoimi taktykami po nocach.

- Serio?! - zainteresowa³a siê obudzona na u³amek sekundy Alicja.

- To chyba wina tych nocnych przek¹sek - stwierdzi³a po chwili zastanowienia Katie.

Angelina pokiwa³a ze zrozumieniem g³ow¹ i doda³a:

- Mnie te¿ siê to zdarza po przejedzeniu.

W koñcu dotar³y do szatni i przebra³y w stroje do gry. Wood by³ ju¿ na miejscu i z szaleñczym b³yskiem w oczach przemierza³ tam i z powrotem mêsk¹ przebieralniê. Dziewczyny nie zwracaj¹c na niego uwagi zajê³y miejsca i, podpieraj¹c siê jedna o drug¹, zapad³y w p³ytk¹ drzemkê. Zaraz za nimi pojawili siê bliŸniacy Weasley - Fred i George, a na koñcu Harry Potter. Wszyscy niezbyt jeszcze wyrwani z krainy snów. Nie zwa¿aj¹c na stan dru¿yny, Oliver ods³oni³ zakryt¹ do tej pory tablicê i rozpocz¹³ swój wyk³ad.

- No dobra, ch³opaki i dziewczyny... - mówi³ w zasadzie sam do siebie, bo bliŸniacy pochrapywali cicho, podpieraj¹c siê nawzajem g³owami, a Harry wygl¹da³ jakby za wszelk¹ cenê chcia³ nie zasn¹æ, kiwaj¹c siê w przód i ty³. -...mamy najlepsz¹ dru¿ynê od wielu lat, mamy za sob¹ ostre treningi przy ka¿dej pogodzie, jesteœmy na naszych miot³ach najlepsi z najlepszych, ale czegoœ nam brakuje. Dlatego wymyœli³em dla nas nowy program szkoleniowy. Jesteœmy jak zawodowcy, wiêc musimy do treningów podchodziæ zawodowo - przerwa³ na chwilê i z p³on¹cymi oczyma przyjrza³ siê swojej dru¿ynie.

Zdawa³ siê nie zauwa¿aæ ich duchowej absencji. Po chwili podj¹³ wêdrówkê po szatni i znów zacz¹³ mówiæ uderzaj¹c piêœci¹ o d³oñ po ka¿dym s³owie:

- Bêdziemy trenowaæ i wprowadzimy...dietê...

- Dietê?

- Dietê?

- Czy on powiedzia³ dietê?

Dziewczyny patrzy³y na siebie zupe³nie os³upia³e. Przed chwil¹ jeszcze spokojnie drzema³y, jedynie gdzieœ w podœwiadomoœci zdaj¹c sobie sprawê ze s³ów Olivera.

- Fred, œni³a mi siê dieta - wyrwa³ siê George, odrywaj¹c nagle swoj¹ g³owê od g³owy brata.

- Brrrrrr... - wzdrygn¹³ siê Fred, przecieraj¹c oczy.

- On powiedzia³: dietê - oznajmi³ g³os Harry'ego, dobiegaj¹cy spod ³awki, pod któr¹ znalaz³ siê w wyniku zbyt du¿ego przechy³u cia³a w przód.

- Nikt przy zdrowych zmys³ach nie stosuje diety - stwierdzi³a Angelina, pukaj¹c siê znacz¹co w czo³o.

- No chyba, ¿e jest niespe³na rozumu kretynk¹, która chce wygl¹daæ jak wieszak na ubrania - doda³a Alicja.

- Dok³adnie. Tak jak ta Œlizgonka z... - Katie nie zd¹¿y³a poinformowaæ ogó³u o ostatniej ofierze anoreksji w szkole, bo Wood wszed³ jej w s³owo.

- Doskonale zrównowa¿on¹ dietê, odpowiedni¹ dla ka¿dego z graczy.

Fred spojrza³ najpierw na Olivera, potem na George'a i znów na Olivera, po czym wykrztusi³ ze zgroz¹:

- Maniak.

- Popieram - wyszepta³ George.

Wood jednak nie przejmowa³ siê zupe³nie ich uwagami, mo¿na by wrêcz powiedzieæ, ¿e wcale ich nie s³ysza³. Z chorobliwym b³yskiem w oku t³umaczy³ szczegó³y. Brzmia³y ona dla wszystkich jak wyrok do¿ywocia w Azbakanie.

- ...œcigaj¹cy wykreœl¹ ze swojego jad³ospisu czekoladê i wszelkie inne s³odycze. Powinni je zast¹piæ owocami. Pa³karze... - kontynuowa³ w absolutnej ciszy, jaka panowa³a w przebieralni. - ...Koniec z marnowaniem czasu na g³upoty i zarywaniem nocy na randki i inne pierdo³y...

To by³ koszmar, absolutna zag³ada, totalny kataklizm i armageddon w jednym. S³owa Wooda dociera³y do mózgu Katie, ale ten broni³ siê przed ich akceptacj¹. Fred i George w miarê przyswajania kolejnych szczegó³ów nowego programu szkoleniowego omawiali kolory wyœció³ki ich trumien, a tak¿e rodzaj materia³u, z jakiego maj¹ zostaæ wykonane. Angelina oblicza³a po raz kolejny trajektoriê, jak¹ powinien pokonaæ le¿¹cy nieopodal kafel, by zostaæ now¹ twarz¹ Wooda. Mia³a tylko jeden rzut i nie chcia³a go zmarnowaæ. Natomiast Alicja przekonywa³a sam¹ siebie, i¿ wszystko, co tu s³yszy, jest tylko wytworem jej wyobraŸni i za chwilê pewnie obudzi siê we w³asnym ³ó¿ku. Dieta po prostu jest tylko sennym koszmarem.

Harry nie myœla³ wcale, nie robi³ te¿ zupe³nie nic, poza siedzeniem niczym s³up soli. Oliver przesadza³ ju¿ wczeœniej, ale teraz trafi³ w samo sedno absurdu. By³ pewien, ¿e to, co us³ysza³, nie stanie siê prawd¹. Po prostu nie mog³o. Nie chcia³ dopuœciæ do siebie takiej myœli, wiêc nie myœla³, nie s³ucha³, nie rusza³ siê. Dobrze, ¿e nie przesta³ oddychaæ.