Tekst miał być miniaturką, ale się rozrósł. Rzecz się dzieje po uratowaniu Maedhrosa z Thangorodrimu. Duża doza angstu i relacji międzyfeanorskich.

Ogromne podziękowania dla Tici za godziny wałkowania pana M i spółki :)


Prolog

Fingon zniknął, od tego się zaczęło.

Trudno było zapomnieć tamten moment, gdy Turgon wpadł do obozu synów Feanora na spienionym koniu. To był pierwszy raz, gdy kuzyn pofatygował się na tę stronę jeziora; dotąd obie strony konsekwentnie trzymały się polityki niewchodzenia sobie w drogę. Jak widać trzeba było zniknięcia brata, by Turgon przemógł swą niechęć i przyjechał ich zawiadomić. Wszak synowie Feanora dłużej siedzieli na tych ziemiach i zdążyli lepiej poznać okolicę, argumentował gniewnie, przyparty przez Caranthira.

Maglor niechętnie wspominał tamten dzień. Trzeba było całego jego autorytetu, jako najstarszego, by Caranthir i Turgon nie skoczyli sobie do oczu; nie po to przecież kuzyn przyjechał. Gdy w końcu upewnił się, że młodsi bracia mają pilne zajęcia na drugim końcu obozu, udało mu się uzyskać od Turgona więcej szczegółów.

Fingon opuścił obóz przed trzema dniami. Zabrał konia, broń, harfę, pewnie jakiś prowiant, tego nie zdołali ustalić. Wyjechał zupełnie sam przed świtem, nie rozmawiał z nikim o swoich planach. Gdyby go nawet naszła chęć na samotne polowanie, dziwna jak na niego i raczej niebezpieczna fanaberia, już dawno powinien był wrócić.

Maglor przyjął to wszystko do wiadomości, zapewnił, że będą mieć oczy bardziej otwarte niż zwykle, a potem odprowadził Turgona aż na skraj obozu, żałując losu, jaki mógł spotkać Fingona; nie życzył mu źle.

Maglor nie rzucał słów na wiatr, myśliwi i zwiadowcy patrolujący okolice mieli się na baczności. Dni zamieniły się jednak w tygodnie i zaczynano powoli uznawać, że Fingon zginął czy też został podstępnie uprowadzony. Żadne wieści o nim nie docierały także z drugiej strony jeziora, choć Maglor w skrytości ducha liczył, że wuj będzie próbował nawiązać jakiś kontakt. Wyglądało jednak na to, że Fingon podzielił smutny los Maedhrosa, a oni nie mieli dość sił, by wziąć Angband szturmem i przekonać się, czy słusznie podejrzewają.

A potem, po prawie trzech miesiącach, Fingon nieoczekiwanie wrócił. I wywrócił im świat do góry nogami.