"Rysując, kiedy chcesz oddać pełnię blasku światła, rysujesz otaczające go cienie."
- gienekshofer
Czasami Zarya miała wrażenie, że mimo iż były otoczone takim a nie innym gronem ludzi, to, że naprawdę niewielu zdawało sobie sprawę z tego, kim naprawdę była Ziva.
Wielu opisywało ją jako przyjazną, pomocną, otwartą na innych. Zawsze będącą tam, kiedy ktoś potrzebował wsparcia. Jej siostra to wiedziała, zawsze to czuła, nieważne gdzie były. To był taki jeden z wielu plusów mienia więzi.
I Ziva tym była. Tu nie było dyskusji.
Ale była też skryta.
Niekiedy Zarya po prostu śmiała się na to, jak niektórzy mylnie ją postrzegają
Czasami ludzie mieli w sobie to coś, że mówili wiele i odczuwali innym znać, że wiedzą dużo, kiedy w rzeczywistości, nie wiedzieli nic.
Ziva potrafiła gadać i gadać w kółko i inni wokół mieli wrażenie, że nie miała za grosz szacunku dla swojego życia prywatnego. Takie momenty sprawiały, że Zarya się śmiała.
Jako artystka, uważała, że kiedy rysowało się jasny obiekt, musiało się też skupić na tych ciemniejszych.
Ziva nigdy nie wydawałaby się taka radosna i szczęśliwa, gdyby nie te tak zwane cienie wokół niej. Nikt nie postrzegałby jej wesołości aż tak, gdyby tych cieni nie było.
Prawda była taka, że chcąc uwiecznić ten wielki blask, trzeba było się skupić na ciemności wokół niego.
Dlatego Ziva była tym małym promyczkiem ognia, który mógł wydawać się nagi, ale tak naprawdę jeszcze nigdy nikt nie zobaczył, co dokładnie jest w środku.
