Prompt był piosenkowy, piosenka o przyzywaniu demonów. : -) Fandom nie jest mój, także wszelkie zarzuty są najpewniej uzasadnione.

Nie smok? Dobra, to turoń. ; )


Dla DageRee.

Czarna magia


Artur, zgodnie z najlepszymi tradycjami swego narodu, knuł jak tu zdobyć władzę nad światem. Tym razem postanowił skorzystać z demona: księgi znalazł w bibliotece, odpowiednie ingrediencje zdobył wyprawą łupieżczą – po czym wziął się do pracy.

Przyzwanie demona było sprawą niełatwą. Wymagało godzin skupienia, szeptania inkantacji, siedzenia w jednej pozycji, ćwiczenia giętkości mięśni oraz stawów, ubierania się w starożytne, niewygodne szaty, wreszcie: znoszenia dymu oryginalnych kadzideł, których zapach dla współczesnego człowieka jest nieznośny.

Anglia zniósł wszystko i wysiłki jego zostały nagrodzone. Na podłodze, pośród kurzawy, błysków, huku, coś się pojawiło. Artur podszedł ostrożnie, ledwie opadł pył. Po czym zamarł, zdumiony, ze szczęką na wystrojonym podołku.

Na samiutkim środku magicznego symbolu siedziało sobie stworzonko, owszem, z rogami, owszem, z kopytkami, owszem, karym włosem pokryte – ale zdecydowanie słodkie. Patrzyło przyjaźnie tudzież ufnie wielkimi, piwnymi oczami. Ot, turoń, skrzyżowanie kozła z psem, łaszczące się, wesoło merdające ogonem. Demoniątko.

Anglia skoczył ku księgom. Pojął, że w transkrypcji zaszła pomyłka! Straszliwa pomyłka! Zamiast pogromcy światów dostał pupila z zaświatów, miłą maskotkę dla osób samotnych albo czarnoksiężników z dziećmi!

Jęk wyrwał się z ust Artura. Demoniątko radośnie wydało z siebie dźwięk między piskiem a wyciem, podbiegło do pana, drapiąc mu diabelskie trzewiki – oryginały, sprzed wieków, z Krakowa.