Prolog.

- Nie ma takiej możliwości, Molly – powiedział Snape, patrząc na kobietę jadowitym wzrokiem.

Była to jej trzecia wizyta w tym tygodniu. I choć po każdych odwiedzinach wydawało mu się, że przekonał ją, iż jej pomysł jest absurdalny, nie dawała za wygraną.

- Severusie, do prawdy, mógłbyś w końcu skończyć się nad sobą użalać!

- Dla twojej wiadomości, wcale się…

- Ależ oczywiście, że się użalasz! Siedzisz zamknięty w czterech ścianach od dwóch lat! Nawet zakupy robisz sowią pocztą!

- Nie powinno cię to obchodzić.

- A jednak mnie obchodzi! Obiecałam Minerwie, że jeśli cokolwiek jej się stanie, postaram się ci pomóc.

Snape wzdrygnął się na dźwięk imienia swojej najlepszej przyjaciółki. Zginęła podczas ostatniej bitwy, biorąc na siebie klątwę przeznaczoną dla Granger. Jakaż to głupia dziewczyna! Ślepo zapatrzona w Pottera walczącego z Voldemortem nie zauważyła zielonej błyskawicy lecącej w jej stronę… I w taki sposób Severus został sam, pozbawiony jedynej osoby, której ufał ponad wszystko i za którą oddałby życie.

- Ona by tego chciała. Zgódź się.

- Nie. To moje ostatnie słowo.

Molly wstała i podeszła do drzwi wyjściowych. Gdy je otworzyła, obejrzała się jeszcze raz i powiedziała:

- Wiesz, że wrócę jutro?

- I efekt osiągniesz ten sam, co dzisiaj.

- Wierzę, że w końcu uda mi się ciebie namówić.

- Cóż, nadzieja matką głupich.

Kobieta uśmiechnęła się lekko.

- I jak każda matka kocha swoje dzieci. Do zobaczenia jutro, Severusie.

Mężczyzna nie odpowiedział. Gdy za panią Weasley zamknęły się drzwi, zapatrzył się w ogień płonący w kominku.

Nie miał pojęcia, co jej strzeliło do głowy, z zapraszaniem go na święta w tym roku. Od dwóch lat spędzał je tak jak inne dni: sam, zamknięty, jak to określiła, w czterech ścianach. A do tego chciała, aby przybył tydzień wcześniej i pomógł im w przygotowaniach. Całkowicie postradała zmysły. Cenił sobie prywatność, o której zapewne nie było mowy w domu pełnym ludzi.

Poza tym, jak ona sobie wyobrażała świąteczny obiad? Naprawdę myślała, że zdolny byłby do takiego poświęcenia, jak siedzenie przy jednym stole z Granger, przez którą stracił Minerwę? Z Potterem, który teraz wyglądał identycznie jak swój ojciec i był jeszcze bardziej irytujący, ponieważ wszystkie zasługi za pokonanie Voldemorta przypisano jemu? Z młodym Malfoy'em, który omal nie zabił go podczas bitwy, i któremu nawet nie było przykro z tego powodu? Naprawdę myślała, że chce spędzać święta z ludźmi, którzy go nienawidzą?

Najwyraźniej tak.

Wróciła następnego dnia. Usiadła obok niego na kanapie, nalała mu czegoś parującego do kubka, który to wcisnęła w jego rękę. Severus upił łyk i przez chwilę poczuł się szczęśliwy. Przymknął oczy w przyjemności, delektując się smakiem świątecznego kompotu z suszu. Dokładnie taki sam smak miał napój przygotowany przez jego matkę, podczas tych najwspanialszych, jedynych świąt, które spędził tylko z nią, ponieważ ojciec dostał pracę na okres świąteczny. Było to kilka dni, które uważał za najwspanialsze z całego swojego dzieciństwa.

Molly siedziała cicho i patrzyła na twarz Severusa. Wychudł jeszcze bardziej, a jego skóra była niezdrowo szara. Na policzkach i brodzie widniał pokaźny zarost. Cienie pod oczami były sine i głębokie. Gdzieniegdzie we włosach błyszczały siwe kosmyki.

Wyglądał na dwadzieścia lat starszego. O ile zdawała sobie sprawę, że wojna odbije się na wielu ludziach, nigdy nie wierzyła, że cokolwiek da radę złamać Severusa Snape'a.

Pamiętała, jakby to było wczoraj, kiedy dowiedział się o śmierci Minerwy i roli, jaką odegrała biedna Hermiona. Zachowywał się, jak szalony, wrzeszcząc i wyzywając biedną, zapłakaną dziewczynę. Po tym, jak wywróżył jej długą i bolesną śmierć wybiegł z Wielkiej Sali i nikt go więcej nie widział.

Tylko Molly odwiedzała go od czasu do czasu. Czasem sprzątała, innym razem coś gotowała. Próbowała z nim rozmawiać, zbywał ją jednak zaczytany w kolejnych księgach, których stosy piętrzyły się wokół niego. I tak obserwowała, jak Severus stacza się coraz bardziej. Aż w końcu powiedziała dość. Nie pozwoli mu na to. Gdyby nie on, prawdopodobnie przegraliby wojnę. Nie można mu pozwolić na takie życie, jakie prowadził przez ostatnie dwa lata. Już ona się o to postara…

- Smakuje? – spytała cicho, uśmiechając się szeroko i głaszcząc go po ramieniu.

Odsunął się nieznacznie, patrząc na nią z nienawiścią, bo wiedział, że nie jest w stanie znów jej odmówić. Molly, widząc jego reakcję, uśmiechnęła się triumfująco i wstała.

- W piątek o osiemnastej widzę cię w Norze – powiedziała, podchodząc do drzwi.

- Przestań się tak uśmiechać. Zrobiłaś to podstępem i nigdy ci tego nie wybaczę.

- Oczywiście, że nie. Do zobaczenia.

Gdy za kobietą zamknęły się drzwi w przypływie złości złapał książkę leżącą obok i chciał nią rzucić, powstrzymał się jednak. Księga nie jest tego warta. Ukrył za to twarz w dłoniach.

Molly Weasley pokonała go kompotem z suszu.