"Acromantula Venom" by Little Darling

Tłumaczenie za zgodą autorki.

Severus Snape nigdy nie traci kontroli. Nie jest sentymentalny czy romantyczny, nie usychał z tęsknoty czy nie chodził bezmyślnie, a nawet nie patrzył czule. Właśnie to było to, co mówił sobie, gdy jego czarne oczy upajały się jej śpiącą sylwetką. Wyblakła pościel była splątana na jej nogach i talii, pozostawiając mu ją nagą od pępka w górę. Jej kasztanowo-brązowe loki rozłożyły się wachlarzem na poduszce, tak dziko i nieujarzmienie, jak nigdy wcześniej nie widział, a jej uczucia przepływały przez jej twarz otwarcie – jak u kogoś, kto na długi czas zagubił się w świecie snów.

- Jesteś tak piękna – wyszeptał. – Co, na Merlina, robisz tutaj ze mną?

- Em, profesorze, spałam. Ale teraz, gdy zostałam obudzona, wygląda na to, że poleniuchuję z tobą. – Jej głos był tak samo delikatny jak jego, gdy odpowiadała, a jej oczy pozostały zamknięte, nawet gdy jej łukowate wargi ułożyły się w nieśmiały uśmiech.

- Czego oczekujesz od starego mistrza eliksirów? – spytał ją. Nie mógł zmusić się do podniesienia głosu ponad szept ze strachu, że jeśli powie coś normalnym tonem, obudzi się i dostrzeże, że to był tylko wspaniały sen. Wiedział, że gdyby to była tylko fantazja, nie byłby w stanie tego znieść (ale był, jak zwykle, nieromantyczny. – Możesz mieć każdego chłopaka w tej szkole, a ja jestem prawie dwa razy starszy od ciebie.

Otworzyła swoje oczy koloru whisky i popatrzyła w jego obsydianowe tęczówki.

- Nie chcę chłopca. Chłopak nie zadowoli mnie w sposób, w jaki ty to zrobiłeś. W żadnym razie. – Splotła swoje szczupłe palce z jego, unosząc jego dłoń do swoich ust, zanim kontynuowała. – Nie czuj się winny, Severusie. Chciałam tego tak bardzo, jak ty. – Delikatnie przycisnęła swoje usta do jego.

- Jak się tu znaleźliśmy? - spytał, nie kierując pytania do nikogo konkretnego.

- Em, profesorze, sądzę, że zaczęło się od przydzielenia mi przez pana raczej niezasłużonego szlabanu – odpowiedziała, przysuwając się do niego.

- Jeśli dobrze pamiętam, panno Granger, szlaban był całkiem zasłużony. Chyba, że nie próbowałaś ukraść dość dużej ilości jadu akromantuli z moich prywatnych zapasów?

- Oh, profesorze, przypuszcza pan, że próbowałam nie być złapana – zaśmiała się Hermiona. – Okradałam pana prywatne zapasy od pierwszego roku. Ostatniej nocy w końcu zdecydowałam się ukraść coś, co naprawdę chciałam od kiedy zaczęłam dojrzewać.

- A co to? – spytał Snape.

- Pan, profesorze. – Pomimo uśmiechu, słychać było pewność w jej głosie, która powiedziała mu, że jej słowa są prawdą. – I jad akromentuli oczywiście.