Epizod 1 - „Wielki bohater"

- ...Żarówka melduje się na pozycji. Nienawidzę was. Zgłoś się, Królu.

- Przyjąłem. My Ciebie też. Jak wygląda sytuacja?

- Żaba i Cień stoją przy kawiarni. Wyglądają jakby chcieli tam wejść.

- Zrozumiałem. Ślicznotko, przygotuj się do wkroczenia.

-...przyjąłem... Królu...

Kise Ryota powodzenie u dziewczyn miał zawsze. Żadna nie była w stanie oprzeć się jego błyszczącym, złotym oczom, delikatnemu uśmiechowi i urokowi towarzyszącemu mu od najmłodszych lat. To właśnie było jednym z jego największych utrapień, w tym momencie okazującym się jednak całkiem niezłym atutem.

Kise wyjrzał niepewnie zza rogu budynku za którym się ukrywał i jeszcze raz przypatrzył się uważnie stojącej przed kawiarnią parze. Obrzucił ich nieco niechętnym spojrzeniem i westchnął głęboko, wychodząc z ukrycia i kierując się w stronę kawiarni. Z głowy zdjął skrywający jego twarz w cieniu kaptur i nagle cały świat przysłoniły piszczące przedstawicielki płci pięknej. Kise ubrał swój najlepszy uśmiech z grupy piątej i udając iż nie zauważył parki wszedł do kawiarni. Po chwili była ona wypełniona po brzegi, choć wcześniej wręcz świeciła pustkami.

Chłopak skrzywił się lekko i mruknął coś do dziewczyny, po czym odeszli w inną stronę, najwyraźniej zmieniając swe plany.

- On tam zginie, ty popierdoleńcu!

- Uspokój się, Pszczółko. Ślicznotka poświęciła się w imię sprawy wyższej wagi. Jej wkład i zaangażowanie zostanie wynagrodzone.

- Jebanym epitafium!? Idę po niego, nie powstrzymasz mnie!

- Czekaj! Zapomniałeś dlaczego wszyscy tu jesteśmy?

- Co Ci do tego, Żarówko!? Nie zostawię go tam!

- Aominecchi!

- Kise!?

Chmara kobiet przysłaniała Kise widok zza przeszklonej frontowej ściany kawiarni. Uczepiały się go, ściskały, piszczały do uszu i wrzeszczały podekscytowane. W pewnym momencie było ich tak wiele, że Kise nie był w stanie nawet się poruszyć. Bał się oczywiście, ale nie żałował swej decyzji. Był przynętą i świetnie odegrał swą rolę. Momoi i Kuroko nie weszli do kawiarni która była wylęgarnią par. Jego misja została spełniona, a czasem misje wymagają swych ofiar. Nagle coś zatrzeszczało w słuchawce przy uchu Ryoty. Mimo ogłuszających pisków zdołał on usłyszeć głos Aomine.

...on tam...!

...poświęciła się... wynagrodzone...

...idę...nie powstrzymasz...!

Czekaj!

...nie zostawię go tam!

Kise uśmiechnął się słabo, wyrywając dłoń z uścisku zawiedzionej fanki. Przycisnął do ucha wysuwającą się słuchawkę i usiłując ukryć swe zdenerwowanie zaczął mówić.

- Aominecchi!

- Kise!?

- Aominecchi... jak dobrze...

- Kise, nic Ci nie jest!? Odezwij się!

- ...wszystko w porządku. Posłuchaj mnie uważnie, Aominecchi. Nie wolno Ci po mnie wracać.

- Co ty pierdolisz!? Nie mogę pozwolić żeby ten tęczo-oki typ zostawił Cię na pożarcie tym chodzącym cyckom!

-...zapamiętam to sobie, Pszczółko.

- Aominecchi! Misja jest teraz najważniejsza! Nie możemy pozwolić by Kurokocchi i Momoicchi byli razem! Oto nasze priorytety!

- Wiem!

- ...Aominecchi...

- Wiem...wiem, ale ja...ja nie mogę...

- Aominecchi. Proszę, zrób to dla mnie. Nie pozwól by to wszystko poszło na marne. Kocham Cię, Aominecchi. Żegnaj.

- Kise!?

Kise upuścił słuchawkę. Niedługo po tym dokonała ona swego żywota pod obcasem blond „piękności". Pamiętaj o mnie, Aominecchi. - pomyślał, nim słodkie słoneczne światło zniknęło, zastąpione licznym parami oczu baczne obserwujących każdy jego ruch.