Uważaj na przyjaciół
Rozdział 1
Trudno było zmieścić wszystkich muzyków w obiektywie. Było ich cholernie dużo. Cała orkiestra symfoniczna. Na oko ze czterdzieści osób, większość z instrumentami.
Takaba po raz kolejny uniósł głowę znad aparatu i zaczął przestawiać dwóch mężczyzn, którzy trzymali przed sobą monstrualne kontrabasy. Jakby ich nie ustawił albo kogoś zasłaniali albo nie mieścili się w kadrze. Tym razem prawie całkowicie zasłonili chłopaka stojącego w drugim rzędzie. Dzięki jasnym lokom, układającym się niczym aureola wokół jego głowy, rzucał się w oczy wśród ciemnowłosych Japończyków. Takaba już miał zamiar zawołać, żeby stanął bliżej, ale wtedy uchwycił wyraz jego twarzy. Widać było, że nie czuje się swobodnie. Skrzypce trzymał nerwowo przed sobą, trochę jakby się chciał nimi zasłonić. Patrzył gdzieś w bok, zagryzając usta. Takaba zwrócił już na niego uwagę wcześniej. Na żadnym z pozowanych zdjęć nie udało mu się go dobrze uchwycić. Zawsze albo odwracał głowę albo chował się gdzieś za plecami kolegów. Nie zareagował na żadne „proszę o uśmiech!". Jedyne udane z nim zdjęcie to było to zrobione po kryjomu, w czasie próby, gdy zajęty był graniem. Nie było sensu przestawiać go bliżej. Tylko zepsułby kolejne zdjęcie grymasem albo odwróconą głową. Poza tym grupa zaczynała się niecierpliwić. Wiercili się jak małe dzieci. Takaba po raz kolejny krzyknął „uśmiech!", po czym zrobił kilka zdjęć.
-Dziękuję państwu, to wszystko – powiedział, po czym skinął głową.
Od razu zapanował harmider, a muzycy zaczęli się rozchodzić. Była pora lunchu. Takaba był głodny i miał zamiar szybko coś zjeść, zanim wróci do redakcji. Zdjął aparat ze statywu, sięgając po swoją torbę. Odkręcił obiektyw, ułożył go w odpowiedniej przegródce i zajął się składaniem statywu. Kątem oka zauważył, że blondyn nie zszedł ze sceny jak reszta muzyków, ale przygląda mu się, obracając nerwowo skrzypce w dłoni. Takaba odruchowo skinął mu głową, zastanawiając się, o co chodzi. Chłopak zrobił krok do przodu, jakby chciał podejść. Wtedy zza kulis wyłonił się dyrektor filharmonii – staruszek pełen wigoru z pokaźnym brzuchem wystającym spod rozpiętej marynarki. Od razu skierował się w stronę Takaby. Skrzypek wycofał się za kurtynę.
-I jak? – rzucił dyrektor, poprawiając krawat. – Zdjęcia się udały?
-Tak myślę.
-To świetnie! Doskonale! To naprawdę będzie wyborny koncert. Tej symfonii jeszcze nigdy nie grano na żadnej japońskiej scenie. W Stanach i w Europie zrobiła furorę. To bardzo ekscytujące. Ludzie muszą się o tym dowiedzieć!
Takaba pokiwał głową, nawet nie siląc się na komentarz. Informacja o tym, że tokijska orkiestra symfoniczna przygotowuje się do wystawienia koncertu nie była newsem na pierwszą stronę gazety. Będzie dobrze jeżeli znajdzie się w wydaniu na jednej z ostatnich stron. Najwidoczniej dyrektor filharmonii nie zdawał sobie z tego sprawy. Takaba nie miał zamiaru go o tym informować. Był trochę zły, że wysłali go do robienia zdjęć właśnie tu. Takie tematy nie miały szansy na sukces.
-Cóż – powiedział, zarzucając torbę ze sprzętem na plecy. – Będę się zbierał. Życzę powodzenia.
Dyrektor uścisnął dłoń.
-Odprowadzę pana. Główne wejście jest zamknięte…
Takaba uśmiechnął się, potrząsając głową.
-Nie trzeba. Pamiętam drogę. Za sceną, koło garderoby i cały czas prosto.
Dyrektor kiwnął głową. Rzucił jeszcze kilka zapewnień o tym jak świetny będzie koncert, ponownie się pożegnał i odszedł gdzieś do swoich spraw.
Takaba ruszył wąskim przejściem za scenę. Na korytarzu słychać było gwar rozmów, dochodzący z garderoby. Pewnie wszyscy szykowali się do wyjścia. Wszyscy poza obcokrajowcem. Ten stał, oparty o ścianę, bawiąc się smyczkiem. Skrzypce trzymał kurczowo przy sobie. Kiedy zobaczył fotografa, wyprostował się. Takaba zwolnił, będąc pewnym, że to na niego czeka mężczyzna. Gdy tylko podszedł wystarczająco blisko, blondyn się odezwał:
-Czy mogę zająć Panu chwilę?
Takaba zatrzymał się, spoglądając z zaciekawieniem na obcokrajowca.
-To ważne – powiedział. Mówił dobrze po japońsku, ale z mocnym akcentem. – Proszę…
-Coś się stało? – zapytał Takaba.
Chłopak pokazał wolną ręką duże metalowe drzwi na końcu korytarza.
-Na osobności, jeżeli można.
Takaba był zaskoczony, ale bez słowa poszedł za skrzypkiem. Zastanawiał się, czego od niego mógł chcieć obcokrajowiec.
Pomieszczenie okazało się niewielkim magazynkiem, w którym w równych rzędach poukładane były głośniki. Mężczyzna od razu opadł na jeden z nich, kładąc instrument obok siebie. Chyba zupełnie odruchowo uniósł dłoń do twarzy i przyłożył palec do ust. Wydawało się, że zastanawia się nad tym, co ma powiedzieć.
Takaba dopiero teraz dokładnie mu się przyjrzał. Skrzypek był młody, może nawet młodszy od niego. Nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia-kilka lat. Jasne włosy skręcały mu się w sprężyste fale opadając na czoło. Sylwetkę miał szczupłą, twarz lekko dziecinną i okrągłą. Dla Takaby wyglądał bardzo egzotycznie.
-O co chodzi? – zapytał fotograf, przysiadając na jednej ze skrzyń.
-Cóż… Powiem wprost, bo tak będzie najłatwiej. W prasie nie może ukazać się żadne zdjęcie, na którym jestem.
Takaba mrugnął zdziwiony. Chłopak rzeczywiście nie owijał w bawełnę. Nie spodziewał się takiej prośby… Właściwie nie była to nawet prośba.
-Bardzo mi na tym zależy – ciągnął dalej skrzypek. W jego głosie słychać było nutkę desperacji. – Jeżeli jakiekolwiek moje zdjęcie ukaże się w gazecie, będę miał kłopoty.
-Ale dlaczego?
-Mogę zapłacić, jeśli trzeba.
Chłopak podniósł się, sięgając do tylnej kieszeni. Wyciągnął z niej skórzany portfel.
-Nie, nie… - rzucił szybko Takaba. – I tak, na większości zdjęć pana nie widać. Robił pan niezłe uniki.
Skrzypek wcale nie wydawał się uspokojony. Stał dalej, ściskając portfel. Był zakłopotany.
-To naprawdę ważne – powiedział jeszcze raz.
Takaba westchnął, sięgając do torby.
-Proszę zobaczyć – powiedział. Wyciągnął z niej aparat. Muzyk niechętnie podszedł i pochylił się nad wyświetlaczem. – Widzi pan? Na większości nie widać pana twarzy. Zresztą wydawca pewnie wykorzysta jedno, góra dwa zdjęcia. Pewnie grupowe, na którym schował się Pan za kolegami.
-Ale…
Na ekranie pojawiło się zdjęcie przedstawiające mężczyznę. To było jedno z tych niewielu zdjęć, na którym dobrze było go widać. Muzyk podbródek oparty miał na skrzypcach, twarz skierowaną prosto w obiektyw. Odmalowało się na niej skupienie, ale i uczucia. Oczy miał przymknięte, wargi ściągnięte w wąską linię, brwi zmarszczone. To nie było złe zdjęcie. Miało w sobie dużo nostalgii, ale zupełnie nie nadawało się do gazety.
-Poza tym, jeżeli pan sobie nie życzy, to nie wykorzystam tych zdjęć. Więc…
Fotograf jednym kliknięciem usunął zdjęcie z pamięci aparatu.
-Dziękuję – powiedział skrzypek, a kąciki jego ust uniosły się do góry. Takaba odruchowo odwzajemnił uśmiech. Twarz obcokrajowca pojaśniała, gdy kąciki jego ust poszły w górę. Ten uśmiech był zaraźliwy.
-Naprawdę dziękuję. Ratuje mi pan życie. Mógłbym się jakoś odwdzięczyć?
-Nie ma potrzeby – powiedział Akihito, wrzucając aparat do torby.
-Może chociaż mógłbym postawić lunch?
-Naprawdę nie trzeba…
-Ale ja nalegam.
Takaba westchnął i powiedział:
-Nazywam się Takaba Akihito.
Muzyk od razu wyciągnął do niego rękę, obdarzając fotografa jeszcze jednym olśniewającym uśmiechem.
-Simon Evans – przedstawił się. – Mam rozumieć, że to oznacza zgodę?
Takaba kiwnął głową. Lunch w towarzystwie był znacznie lepszy niż w samotności.
-Wezmę tylko futerał na skrzypce i swoją torbę. Poczekaj na mnie.
Skrzypek wyskoczył ze składziku. Takaba uśmiechnął się lekko. Mężczyzna bez pardonu przeszedł z nim na ty. Zdaje się, że był dość bezpośredni. Takabie to nie przeszkadzało. Wyszedł na korytarz, zamykając za sobą drzwi. W garderobie było już zupełnie cicho. Muzycy się rozeszli.
