Rozdział 1

Vegeta leciał bez pospiechu ponad miastem. Musiał wyrwać się z CC, Kobieta doprowadzała go do szału ciągłym nagadywaniem. Zaczynał poważnie żałować, że nie opuścił planety tuż po Cell Game. Nie mógł jednak zostawić swojego syna i dziedzica na pastwę ludzkiego wychowania. Zrobiliby z niego takiego samego mięczaka, jakim był Gohan, który pomimo swojej siły wciąż był tym samym mazgajem. Miał właśnie wracać do West City, gdy jego uwagę przykuł gęsty słup dymu. Saiyan zwykle nie interesował się ludzkimi sprawami, ale potrzebował każdej wymówki by nie lecieć spowrotem.

Minutę później znalazł się na dziwnie znajomej autostradzie po środku, której stała przewrócona cysterna z przygniecionym pod nią samochodem osobowym. Wokół rozlana była benzyna a z silnika mniejszego pojazdu unosił się dym. Nikt jednak nie próbował się do nich zbliżyć i książę miał już odlecieć, gdy dostrzegł drobną postać desperacko próbującą wydostać się z przygniecionego samochodu. Z zaskoczeniem wyczuł gromadzącą się dość imponującą jak na niewytrenowanego człowieka ki. Nim zdał sobie sprawę z tego, co robi wylądował i ignorując gapiów podbiegł do pojazdu. W środku zmiażdżonej osobówki leżała nieruchoma postać kobiety. Nie wyczuwał od niej żadnej energii, przez co wiedział, że nie żyje. Na siedzeniu obok znajdowało się ludzkie dziecko na oko w wieku Gohana może trochę młodsze. Miała zakrwawione czoło i siłowała się z drzwiami przyzywając w niekontrolowany sposób swoją ki. Niespodziewanie spojrzała prosto na niego i coś między nimi zaszło. Dzieciak miał takie samo spojrzenie jak on sam podczas lat służby Friezie. Zimna chęć przetrwania bez względu na wszystko. Kimkolwiek był ten bachor był taki jak on. Bez zastanowienia wyrwał drzwi zmiażdżonego samochodu i wziął dzieciaka na ręce. Chwile później wszystko pochłonęły płomienie a krzyk przerażenie został stłumiony przez jego zbroję. Vegeta nie zwrócił na to jednak uwagi i wzbił się w powietrze otoczony energetyczną tarczą.


Vegeta siedział w pokoju, w którym Bulma umieściła bachora. Dziewczyna wyszła z wypadku tylko z kilkoma siniakami i wstrząsem mózgu. Wojownik sam nie wiedział, dlaczego przy niej został, lecz nie potrafił się zmusić do wyjścia. Coś między nimi zaszło, gdy wyciągnął ją z tego wraku i póki nie zrozumie, co nie zamierza spuszczać jej z oka. W miedzy czasie może planować jak uchronić Trunksa przed byciem rozpieszczonym przez ludzi. Widział siłę, do jakiej zdolne były hybrydy i nie pozwoli by jego własna zmarnowała szanse na bycie najpotężniejszą wśród demi-saiyan.

Vegeta sam nie wiedział jak długo był pogrążony we własnych myślach, ale gdy do rzeczywistości przywrócił go cichy jęk było już późne popołudnie. Saiyan skupił się na budzącej się na łóżku dziewczynie. Dziecko powierciło się trochę nim gwałtownie usiadło łapiąc się za obandażowaną głowę.

- Gdzie jestem? – zapytała mała skupiając na nim wzrok.

- CC w West City. Ty i jak sądzę twoja matka miałyście wypadek na autostradzie. Tylko ty przeżyłaś – poinformował ją obojętnym tonem.

Saiyan skrzywił się w duchu, gdy przez twarz dziewczynki przeleciało mnóstwo emocji. Szok, niedowierzanie, zdziwienie, po czym strach by ostatecznie zatrzymać się na zagubieniu.

- Nic nie pamiętam – wymamrotała, marszcząc brwi – Kim jesteś? Jak ja się nazywam? – dodała już histerycznie.

- Jestem Vegeta a ty nazywasz się Videl – oświadczył Saiyan podając jej złoty medalion z wygrawerowanym imieniem – Tylko to przy sobie miałaś gdy wyciągnąłem cię z wraku.

Dziewczyna chwyciła łańcuszek i dokładnie go obejrzała po czym założyła na szyję. Jej błękitne oczy emanowały dziwnym blaskiem. Vegeta mógł nie być najbardziej empatyczną osobą Lae doskonale zdałam sobie sprawę że powstrzymywała się od płaczu. Trwało to tylko chwile nim jej twarz zimny obojętny wyraz. Saiyan po chwili zdał sobie sprawę że miał taki sam wyraz gdy icejin powiadomił go zniszczeniu Vegetesai. W tym właśnie momencie podjął decyzję, niezależnie od tego, co się stanie bachor pozostanie z nim.


AN: To moją pierwsza historia którą publikuje proszę wybaczcie błędy jakie możecie znaleść jestem dyslektykiem.

DBZ nie należy do mnie. Gdyby należał Vegeta podbił by wszechświat ;p