AN Długo zastanawiałam się nad tym, czy wstawić ten ff na stronę, jednak w końcu poddałam się. Bo dlaczego by nie? HG/SS jest moim ulubionym paringiem i prawdę mówiąc jedynym, jaki czytam. Nie przedłużając, mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu ;)

Prolog

Hermiona została wezwana nagle do gabinetu dyrektora. Z wielką niechęcią ubrała się w mugolskie spodnie i sweter, po czym wyszła, trzymając cały czas różdżkę w pogotowiu.

Czarodziejski świat trwał w stanie zimnej wojny. Zwolennicy Voldemorta porywali i zabijali każdą osobę mugolskiego pochodzenia. Dziewczyna była w większym niebezpieczeństwie, ponieważ ze względu na jej najlepszego przyjaciela - Harryego Pottera, była głównym celem wszystkich śmierciożerców. Jednak nikt nie wiedział, że od śmierci jej innego przyjaciela, ona i Harry nie pozostawali w… zbyt przyjaznych stosunkach. Została sama.

Och, Boże…Hermiono, idź stąd! Idź! Nie, nie patrz…!

Ron? O mój Boże, Ron!

Tak, Ron Weasley. Jej przyjaciel…został zamordowany przez nią. Wszyscy dobrze o tym wiedzieli i zawsze dawali jej to odczuć. Najbardziej Harry i Ginny, co było zbędne, bo sama się już dostatecznie winiła. Voldemort chciał jej…a Ron nie mógł na to pozwolić. Bronił ją i teraz nie żyje. Słyszała w myślach jego ostatnie słowa, które były tylko gwoździami do jej trumny.

Zrób co musisz, ale bądź bezpieczna…

Za każdym razem, gdy nie była czymś zajęta, te słowa powracały w jej umyśle. Chciał, by była bezpieczna. Pragnął tego, a jednak teraz została sama. Porzucona, bez nikogo…

Wyrwała się z zamyślenia. Mruknęła hasło i po chwili już weszła na schody, które powędrowały do góry. Spojrzała na nie z obrzydzeniem. Nienawidziła tej szkoły, tego świata… Zapukała dwa razy i usłyszała ciche „proszę". Z kamienną twarzą, weszła do środka i stanęła przed dyrektorem.

Albus Dumbledore, który liczył ponad 150 lat, nigdy nie wyglądał starzej, niż teraz. Zaciśnięte usta, zmarszczone czoło i te oczy. Bez iskierek, bez błysku. Smutne, utrapione ostatnimi wydarzeniami. Wojną, pomyślała.

Dyrektor wskazał jej krzesło. Usiadła, ale jej mina wcale nie ukazywała zadowolenia. Patrzyła zimno przed siebie. Usłyszała prychnięcie z prawej strony. Odwróciła powoli głowę. Przy oknie stał Severus Snape - Mistrz Eliksirów w Hogwarcie. Nadal wyglądał tak, jak zawsze. Śmierć tylu niewinnych osób i Rona nie robiła na nim większego wrażenia. Zimny, wyrachowany łajdak…

- Panno Granger, chciałbym…

- Tak, dyrektorze? Co by pan chciał? – spytała, unosząc brew. Nie miała zamiaru się z nim bawić. Dobrze wiedział co dziewczyna o nim sądzi. Sam wpuścił do zamku człowieka, który tak brutalnie zamordował jej przyjaciela.

Zrób co musisz, ale bądź bezpieczna…

- Panno Granger, wiem, jak przeżyła pani śmierć pana Weasleya, ale… - Zatrzymał się, patrząc jej w oczy. Zimne oczy, wyrażające tylko ból i cierpienie. Ze zwykłej nastolatki, musiała nagle stać się kobietą. – To nie jest mądry wybór.

- Doprawdy? – spytała z niechęcią. – Od kiedy pan decyduje mądrze?

- Wiem, że popełniłem kilka błędów, ale… Ucieczka nie jest rozwiązaniem.

Zaśmiała się ponuro. Ona wcale nie uciekała. Przez ostatnie siedem lat pozostawała i znosiła: upokorzenia, porażki, niebezpieczeństwo i wiele innych rzeczy.

- A czy ja uciekam? – spytała chłodno. – Odchodzę od czegoś, czego nienawidzę. To nie ucieczka.

- Ale sama musi pani przyznać, że to nie najlepszy wybór - powiedział spokojnie starzec. Hermiona patrzyła na niego chłodno. Nie obchodziło jej, co on myśli, sądzi. Gdyby on dobrze wybrał, to jej by tu nie było. Siedziałaby z przyjaciółmi w pokoju wspólnym i śmiałaby się. To on wszystko zniszczył.

Hermiona westchnęła głośno.

- Nie interesuję mnie to. W piątek wyjeżdżam – odparła.

- Tak, tak, tak – usłyszała głos Snape'a. Przeniosła powoli na niego wzrok. Jakoś nie była zainteresowana jego zdaniem. – Jednak uciekamy? – zadrwił. Zignorowała go.

- Nie jest pani bezpieczna w naszym świecie, w mugolskim jest pani narażona na jeszcze większe niebezpieczeństwo – mówił cierpliwie Dumbledore. Wściekła się. Wstała i obrzuciła starca nienawistnym spojrzeniem.

- To nie wasza sprawa. Potrafię o siebie zadbać. A teraz przepraszam, muszę wrócić do pakowania – powiedziała bezczelnie i ruszyła do drzwi.

- Panno Granger… Voldemort nie chce już pani zabić. Chce, by została pani śmierciożercą.

Dziewczyna zamarła z ręką na klamce. Przymknęła oczy, nie wierząc własnym uszom. Śmierciożercą? Ona? Bez zastanowienia nacisnęła klamkę i wyszła w ciemną noc.