Hej, oto i ono, moje pierwsze w życiu tłumaczenie. Naprawdę niektóre rzeczy brzmią lepiej w ich ojczystym języku, ale robiłam co mogłam :) Jeśli znajdzie się rzeczywiście ktoś kto chce to przeczytać to przy okazji proszę o komentarze i oceny. Być może sama nie dostrzegam własnych błędów, więc byłabym wdzięczna gdyby ktoś mi je wskazał palcem :D

Oryginał: Scattered by Kagehime3


Trzy dni

Tylko szum wiatru tłumiony przez przeźroczystą barierę, która ją otaczała podczas lotu w przestworzach. Chmury i niebieskie niebo, czasem jakiś dziwny ptak, to wszystko co od trzech dni mogła zobaczyć. Jej niepokój nie pozwalał jej zasnąć, wciąż zastanawiała się czemu będzie musiała stawić czoła gdy w końcu wyląduje.

Była sama, znowu i tym razem wiedziała że nie ma co liczyć na miękkie lądowanie pośród ludzi na których mogła polegać. Mogła się tylko zastanawiać co tym razem zostało przewidziane dla niej i jej przyjaciół. Chaos i zgiełk Nowego Świata w końcu ich dopadł. Marines i Światowy Rząd opanowali nowe sposoby na okiełznanie mórz pełnych szalonych piratów i bezprawia.

Już nikt nie jest bezpieczny. Najbardziej niewinne państwa, najbardziej pokojowi cywile musieli patrzeć na to wszystko. Patrzeć jak piracki statek wylądował na ich wybrzeżu, a Marines próbowali zmiażdżyć swoich przeciwników. Każdy kto stanął im na drodze był nie lepszy niż marny robak pod stopą. To po prostu była wojna. Każdy spodziewał się tego, że sytuacja wymknie się spod kontroli, ale nikt nie przewidział, że liczba ofiar wśród cywilów będzie tak wysoka.

Umysł Nami został wyrwany ze swych rozmyślań, gdy poczuła, że zaczyna opadać. Zmęczonymi oczami próbowała dostrzec czemu będzie musiała stawić czoła. Za pierwszym razem byli rozdzieleni przez Kumę, a wszystko to miało na celu zapewnienie im szans na ucieczkę i powrót jako ludzie silniejsi niż kiedykolwiek. Tym razem to nie sprawka Kumy, tym razem to dzieło Marines, których celem było osłabienie ich załogi. Wszyscy Słomiani z pewnością lecieli prosto w pułapkę, ślepi i samotni, bez żadnych właściwie szans na przetrwanie.

Nami mogła dostrzec małą trawiastą wysepkę, gdy wyprostowała kark. Wydawała się całkowicie opuszczona, z wyjątkiem okrętu Marines, który zrzucił kotwicę na jej wybrzeżu. Im bardziej się zbliżała, tym wyraźniej mogła dostrzec poszczególnych żołnierzy czekających na jednym ze wzgórz. Ustawieni w jednej linii, gotowi w każdej chwili do strzału. Byli ustawieni w taki sposób, że powstało dla niej coś w rodzaju lądowiska.

Westchnęła z rezygnacją i zamknęła oczy gotowa na bolesne spotkanie z ziemią. Z impetem w nią uderzyła i potoczyła się w kierunku żołnierzy. Gałązki wplątywały się w jej włosy, a kurz i brud osadzał się na jej ubraniach. Z bolesnym jękiem zatrzymała się tuż u stóp Vice Admirała. Na dźwięk odblokowywanych broni uniosła głowę ku górze i spojrzała swoim zmęczonym i beznadziejnym wzrokiem wprost w oczy Vice Admirała.

Tym razem nie uciekała.

Jej głowa opadła i ogarnęła ją ciemność. Gdzieś, podświadomie była wdzięczną że jedyne co poczuła przed utratą przytomności to kajdany na nadgarstkach, a nie kula wbijająca się w jej ciało.