Rozdział pierwszy: Nadchodzi zima


Podejrzliwe spojrzenia otaczały ich zewsząd. I nieważne, że od dnia, w którym Oscar zginął, minęło już prawie pięć lat.

Bianca z ciężkim westchnieniem odwróciła się tyłem do grupy ludzi, którzy szeptali właśnie między sobą kolejne plotki na temat jej szwagra, Sama Wilde'a. Został on skazany na trzy lata za rzekome zabójstwo seryjnego mordercy, Artysty, lecz ostatecznie przesiedział w więzieniu nieco ponad rok. Nie było bowiem wystarczających dowodów na to, aby to właśnie Sam go zabił. Młody dziennikarz zarzekał się i przed sądem, i w wywiadach, że Oscar zaplanował to wszystko, aby upokorzyć go i zwalić całą winę na niego.

Bianca miała wtedy nie więcej niż osiemnaście lat. Wkraczała właśnie w dorosłość, gdy chłopak jej siostry został oskarżony o owo zabójstwo. Ani Anna, ani Bianca nie uwierzyły jednak medialnej nagonce – uwierzyły słowom Sama, który przysięgał im na wszelkie świętości, że Artysta popełnił samobójstwo, sam zatapiając się w swojej mazi do balsamowania ciał.

Przed całym tym zdarzeniem Bianca chciała zostać lekarzem. Od szkoły podstawowej uczyła się zawzięcie biologii, chemii i matematyki, jednocześnie stawiając wysoko w hierarchii przedmioty humanistyczne takie jak języki obce, historię, czy jej rodzimy język angielski. Po całej tej farsie dziewczyna zobaczyła jednak, jak zakłamane są media, i jak łatwo manipulują one faktami. Zdecydowała się zatem wybrać kierunek dziennikarstwa, aby móc przekazywać ludziom prawdę, a nie tylko fałsz. Chciała chronić niewinnych przed linczem, a winnych ujawniać światu.

Jak planowała, tak też zrobiła. W ciągu trzech lat od ukończenia dziewiętnastego roku życia Bianca dzięki indywidualnemu tokowi nauczania zdała ona najpierw studia licencjackie, a potem magisterskie, obroniła doskonale swoją pracę, po czym na własną rękę zaczęła wyszukiwać ciekawe tematy na artykuły, wysyłając je do tych gazet, które skłonne były opublikować jej historie. Nie minął rok, a Bianca stała się jedną z najpopularniejszych i najbardziej lubianych reporterek w Anglii.

Nie przyćmiło to jednak mroku, jaki ciągle otaczał jej rodzinę. Ludzie wciąż pamiętali oskarżenia pod adresem Sama, błagalne zapewnienia Anny o jego niewinności czy niewinną, delikatną twarz Bianki, regularnie pokazywaną wbrew jej woli przez regionalną telewizję.

To wszystko wciąż żyło – cała ta maskarada dziwactw i kłamstw wciąż była napompowywana przez głodne sensacji media, a Bianca nie mogła zrobić prawie nic, aby to powstrzymać.

Starała się jednak żyć normalnie – przynajmniej na tyle normalnie, na ile pozwalały jej owe nieufne spojrzenia, szepty za plecami czy ciągłe oskarżenia pod adresem Sama Wilde'a. Bianca wierzyła, że kiedyś one się skończą. Pytanie tylko, kiedy to miało nastąpić, i ile jeszcze stresu miało to kosztować jej najbliższych.

Bianca siedziała właśnie w małej kawiarence na mieście, i ze znużeniem przyglądała się na przelatujące na ekranie telewizora wiadomości dnia. Na wstępie reporterka opowiedziała o kolejnym mordzie na nastolatce, jaki miał miejsce w Birmingham. Bianki i jej rodziny to jednak nie dotyczyło – oni od urodzenia mieszkali tutaj, w Wellshire. Była to mała, senna miejscowość, pełna starych dworów i will. Największą atrakcją był tutaj punkt wypoczynkowy położony niedaleko jeziora Wellshire.

- Bianca? – Głos jej bliskiej przyjaciółki, Audrey Mitchell. Audrey, podobnie jak Bianca, w ogóle nie wyglądała na swoje dwadzieścia trzy lata. Obie dziewczyny miały jasne, złote blond włosy i jasną, naturalną karnację. Jedyne, co dzieliło Biancę i Audrey poza rysami twarzy był ich wzrost i kolor oczu – podczas gdy Bianca była wysoka i miała niebieskie oczy, Audrey była od niej niższa o dobrych sześć cali, a jej oczy były w odcieniu ciepłego brązu.

- Tak? – spytała się Bianca swojej towarzyszki, wytrącając się z zamyślenia.

Audrey westchnęła ciężko, po czym wskazała na grupkę mężczyzn stojących niecałe dwie stopy za nimi.

- Tamta banda idiotów ciągle się na ciebie gapi. – Audrey prychnęła zdegustowana, gdy jeden z mężczyzn roześmiał się donośnie. – Zupełnie jakby nigdy w życiu nie widzieli dziewczyny.

- Nie o to im chodzi. – odparła natychmiast Bianca, nie spoglądając nawet w ich stronę. – Patrzą się na siostrę kobiety zamieszanej w śmierć seryjnego mordercy. Sądzą, że Sam jest Artystą, tylko nie mają jaj, aby podejść i powiedzieć mu to prosto w twarz. Boją się Sama i Anny tak samo jak mnie.

- Nie przejmuj się takimi troglodytami. – powiedziała Audrey, uśmiechając się przyjacielsko do przyjaciółki. –Gdzieś na świecie jest facet, który nie będzie zwracał uwagi na cały ten szajs, i który okaże się być dla ciebie idealny. – Bianca w tej chwili rzuciła Audrey pobłażliwe spojrzenie. Wiedziała jednak, że dziewczyna ma rację.

Bianca od blisko dwóch lat nie miała stałego chłopaka. Większość spotkanych przez nią chłopaków rezygnowało z dalszej znajomości po najdalej drugiej randce. Ostatnim poważnym chłopakiem w jej życiu był James Lee, starszy od niej o dwa lata student prawa. Bianca chodziła z nim trzy lata temu przez prawie osiem miesięcy, nim ich drogi się nie rozeszły.

- Nigdy nie znajdę takiego drugiego Jamesa. – powiedziała nagle Bianca, wzdychając głośno. – Tylko on był w stanie zaakceptować ten cały chaos, który wokół nas się dział. – Kolejne ciężkie westchnięcie. –Zapewne skończę jako stara panna, zwariowana do reszty na rozpracowywaniu spraw maniakalnych morderców. – Bianca roześmiała się po chwili z własnych słów.

Bianca naprawdę bała się tego. Miała już dwadzieścia trzy lata, i nie chciała skończyć jako wypalona dziennikarka, której jedynym zajęciem będzie szukanie dziury w niczym, bo będzie koniecznie chciała rozwiązać jakąś sprawę.

Musiała ruszyć ze swoim życiem do przodu. Najlepszym wyjściem byłby wyjazd za granicę, gdzieś, gdzie nikt nie słyszał o skandalu z Samem i Artystą. Gdzieś, gdzie mogłaby zacząć życie od nowa.

- Muszę już iść. – powiedziała nagle Bianca, zerkając na zegarek.

- Już? – jęknęła Audrey, wznosząc oczy ku górze. – Jesteśmy tu dopiero od pół godziny. Serio, Bianca, twój szwagier może zaczekać.

- Gdybyś z nim mieszkała, wiedziałabyś, że jest to niemożliwe. – odparła Bianca, uśmiechając się słabo do przyjaciółki. – Sam jest strasznie przewrażliwiony, jeśli chodzi o punktualność. Od czasu tej sprawy z Artystą i końcem wszystkich procesów prawie nie śpi, a na dodatek pilnuje, abyśmy z Anną były z nim w stałym kontakcie. Boi się, że ktoś nas porwie, aby się na nim zemścić, czy coś podobnego. – Bianca pożegnała się z Audrey, po czym wyszła pospiesznie z centrum handlowego, odprowadzana przez cały ten czas spojrzeniami mijanych ludzi.

Bianca odetchnęła z ulgą dopiero wtedy, gdy znalazła się na zewnątrz budynku. Tam ludzi było mniej, i ci przynajmniej zdawali się nie zwracać na nią takiej uwagi jak ci, którzy znajdowali się w centrum.

Bianca skierowała się powoli w dół ulicy. Po drodze minęła szereg postawionych przy krawężniku samochodów. Właśnie niedawno minęła starą, niepozornie wyglądającą furgonetkę, gdy nagle zadzwonił jej telefon.

Bianca automatycznie sięgnęła do swojej torebki. Pewna, że to Sam dzwoni po to, aby upewnić się, że dziewczyna wraca już do domu, Bianca odebrała telefon już po drugim sygnale, nie patrząc się nawet na wyświetlacz.

- Sam, już wracam. Nie musisz się o mnie martwić. – zaczęła Bianca. Wyminęła młodą parę z dzieckiem, gdy osoba dzwoniąca wreszcie zdecydowała się odezwać.

- To nie Sam. – Bianca momentalnie przystanęła, słysząc ten głos. Nie znała go, ale spowodował on, że mimowolnie zadrżała.

- Kto to? – spytała się Bianca. Nie powinna panikować. Był przecież dwudziesty pierwszy wiek, i równie dobrze mógł to być jakiś pracownik call center, który zaraz zechce wepchnąć jej jakąś „intratną" ofertę, która w rzeczywistości będzie zwykłym marnotrawstwem czasu i pieniędzy. – Halo? – spytała się ponownie Bianca, gdy odpowiedź nie nadeszła.

- Tu Oscar. – Krew w żyłach Bianki na moment przestała płynąć, gdy usłyszała to imię.

Nie… to tylko ktoś robi sobie ze mnie głupie żarty – pomyślała dziewczyna. Była przecież dziennikarką, i jej numer telefonu mógł dostać każdy, kto chciał się z nią skontaktować. Redakcja Wellshire Telegraph bez większych problemów podawała takie informacje, jeśli sądziła, że dzwoniący chce przekazać dziennikarzowi jakieś ważne i ciekawe informacje.

- Bardzo śmieszne. – powiedziała Bianca. Dziewczyna przystanęła niedaleko bramy wjazdowej na pobliski płatny parking. – Kto naprawdę dzwoni? – Cisza. – Mark Price, zgadłam? Albo Dennis Kendrick. Tylko wy dwaj mogliście wymyślić coś tak głupiego i niedojrzałego.

- To żaden Mark czy Dennis. – Głos w słuchawce stał się bardziej zdecydowany i agresywny. Bianca przełknęła ciężką gulę, która stanęła jej w gardle. – Tu Oscar. Jedyny i prawdziwy. Zadzwoniłem już do naszego kochanego Sama, aby powiedzieć mu, że wkrótce cię na trochę… zabiorę. – Oczy Bianki powiększyły się dwukrotnie, gdy to usłyszała. Dziewczyna rozejrzała się gwałtownie dookoła, szukając w tłumie ludzi kogoś, kto wyglądałby jej na osobę, która do niej dzwoniła. Bianca była bowiem prawie stuprocentowo pewna, że jej rozmówca obserwuje ją teraz. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że wreszcie będę mógł cię poznać. Twoja siostra postawiła poprzeczkę dość wysoko, ale… tak coś czuję, że chyba podołasz moim zadaniom.

- Czego ode mnie chcesz? – wykrzyknęła Bianca do słuchawki telefonu. Kilku przechodniów odwróciło się na moment, aby się jej przyjrzeć, ale szybko przeszli dalej, nie interesując się nią zbytnio.

Kompletna znieczulica, pomyślała Bianca, łapiąc na ułamek sekundy spojrzenie dorosłej kobiety grubo po pięćdziesiątce. Równie dobrze mogłaby zostać porwana z tego miejsca, w którym teraz stoi, i prawdopodobnie nikt by nie zareagował. Może jedna osoba zadzwoniłaby po policję, góra dwie – ale nie więcej. Reszta stałaby w miejscu, przyglądając się wszystkiemu. Kilka osób pewnie nawet wyciągnęłoby swoje telefony, aby to nagrać i wrzucić do Internetu.

- Chcę udowodnić Samowi, że nadal żyję, i że nadal mogę odebrać mu wszystko, co jest dla niego drogie. – Bianca momentalnie poczuła, jak łzy strachu i desperacji zaczynają wypływać z kącików jej oczu, i dalej płynąć w dół, po jej policzkach pokrytych drobnymi, ledwie zauważalnymi piegami.

- A ja? – spytała się po chwili Bianca, starając się ze wszystkich sił powstrzymać łkanie. – Czego chcesz ode mnie? – Osoba po drugiej stronie zaśmiała się cicho.

- Od ciebie? Od ciebie chcę tylko, abyś wzięła udział w mojej grze. To wszystko. – Bianca zbyt wiele razy słyszała historie Sama na temat Oscara i jego stanu mentalnego. Jeśli to faktycznie był on, lub jeśli przynajmniej był to jakiś jego naśladowca, to Bianca nie mogła liczyć na szczęśliwe zakończenie swojej historii. – A teraz radziłbym ci zasłonić uszy. Nie chciałbym, aby tak urocza młoda dziewczyna ogłuchła. – Bianca zamarła, próbując zrozumieć znaczenie jego słów.

O co mu chodziło? Jakie ogłuchnięcie?

Nagle, w jednej sekundzie, Bianca zdała sobie sprawę, co ten „Oscar" planuje zrobić.

Nie mógł jej przecież porwać z ulicy pełnej świadków. Mimo całej tej znieczulicy ktoś na pewno by spróbował go powstrzymać, lub przynajmniej wezwać pomoc, i cały jego plan spaliłby na panewce. Gdyby jednak wywołał jakiś chaos… wtedy miałby znacznie większe szanse.

Bianca nie była nawet w połowie świadoma tego, co robi. Dziewczyna rzuciła swój telefon na bok, gdzieś na mały skrawek trawnika, po czym zasłoniła szybko uszy, zamykając dodatkowo oczy.

W tej samej chwili niedaleko niej, na parkingu, wybuchła ponad połowa samochodów.

Fala uderzeniowa odrzuciła Biancę daleko w tył, na ulicę. Ostatnie, co dziewczyna zanotowała w swojej świadomości, to fala gorąca, jaka ją zalała, silny ból ogarniający całe jej ciało, oraz to, że zaraz potem zaczęła dosłownie frunąć w powietrzu.

A potem nie było już poza wszechogarniającą ciemnością.