Sześć lat pózniej...
- Dam radę, dattebayo! - krzyknęła, wchodząc do gabinetu Hokage.
Mężczyźni spojrzeli na pomarańczową bombę chaosu z uśmiechem. Dziewczynka jak zwykle była ubrana w pomarańczową bluzę, z której wystawała głowa maskotki lisa, a jej włosy były spięte w dwa, wysokie kucyki. - Albo nie nazywam się Naruko Uzumaki!
Tak naprawdę nie miała pojęcia, o czym rozmawiał staruszek z tym zamaskowanym mężczyzną, ale dzięki zaawansowanej technice podsłuchiwania, którą tak swoją drogą musiała jeszcze dopracować, usłyszała, że nie da rady czegoś zrobić, a nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała udowodnić innym, że tak właśnie nie było. To był jej cel - pokazać, że jest wiele warta i bronić tych, którzy tego potrzebują. Dlatego chciała zostać Hokage.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł Hokage-sama - powiedział zamaskowany. Spojrzał na dziewczynkę, oceniając ją. - To niebezpieczne. Ile ma lat? Jedenaście?
- Jedenaście i dziewięć miesięcy! - poprawiła mężczyznę przyjmując groźną postawę, a przynajmniej tak jej się wydawało, bo wyglądała uroczo.
- Widzisz, Kakashi? Skoro Naruko już tu jest, nie możemy jej zostawić z niczym. - Hokage podrapał się po brodzie i podał jouninowi zwój. - To twoja misja.
Szarowłosy tylko westchnął, odebrał zwój i położył lewą dłoń na głowie nic nierozumiejącej dziewczynki.
- Tak jest - mruknął, odwrócił się i skierował się do wyjścia. - Idziemy! - nakazał jedenastolatce, która posłusznie za nim ruszyła.
- Poradzisz sobie, Naruko - powiedział cicho Hokage, patrząc przez okno na wyrzeźbioną twarz Minato Namikaze. - Jesteś zdolna po ojcu. No i oczywiście po matce.
Pierwszy dzień treningu...
- Wiesz dlaczego tu jesteś?
Stali na polu treningowym. Mężczyzna opierał się o jeden ze słupów, a dziewczynka stała przed nim, wpatrując się w niego zaciekawiona.
- Yy... Żeby trenować?
Dokładnie. A robisz to ze mną, a nie z twoim nauczycielem z akademii, bo Czcigodny polecił mi nauczenie cię techniki na poziomie jounina, bo... - Nie zdążył dokończyć, bo dziewczynka szybko do niego podbiegła, złapała go za zieloną kamizelkę i zaczęła piszczeć:
- Nowa technika?! Na poziomie jounina?! Jak ją opanuję to zostanę Hokage?!
Kakashi westchnął. Słyszał, że Naruko była dość... żywiołowa, ale nie był przygotowany na taką dawkę energii. Wolałby teraz siedzieć w swoim mieszkanku i śledzić losy swoich ulubionych bohaterów w książce Icha Icha Paradaisu. Miał ją jak zawsze przy sobie, ale zadanie, które otrzymał, wymagało dużo uwagi, a nie mógł pozwolić, żeby córce jego dawnego mentora stała się krzywda.
- Tak. Właśnie to powiedziałem... A tego w ogóle nie mówiłem - odparł zrezygnowany.
Dziewczynka jednak go zignorowała i nadal zadawała pytania, ekscytując się tym, jakby dostała darmowy ramen - zdarzył wychwycić, że go lubi. W końcu powiedziała, że pierwsze co zrobi po zdobyciu tytułu kage to wydanie rozporządzenia, które uczyni ramen darmowym.
- W ogóle jak ty masz na imię? - zapytała w końcu. - Sensei? - dodała szybko, uświadamiając sobie, że powinna być uprzejma w stosunku do kogoś, kto miał ją nauczyć nowej techniki.
Mężczyzna zadowolony z uwagi, którą jego podopieczna w końcu mu poświęciła, uśmiechnął się.
- Jestem Kakashi Hatake i jestem tu po to, żeby nauczyć cię techniki klonowania. Nie będą to jednak zwykle klony, bo masz za dużo czakry, ale takie "specjalne". - Hokage zdarzył go uprzedzić, że Naruko nigdy nie słuchała teorii i zbyt długie tłumaczenia kompletnie olewała, więc ograniczył się do minimum. Dla niego było to nawet lepsze. Nie musiał się produkować. - No, to zaczynamy! Najpierw pokażę ci, jak to wygląda. Kage Bunshin no jutsu!
Trzynasty dzień treningu...
- Może zrobisz sobie przerwę?
- Wróciłeś! - krzyknęła.
- Tak. Nie mogłem bez ciebie wytrzymać!
- Nie jesteś zmęczona?
- Nigdy więcej mnie nie zostawiaj - wyszeptała, przytulając się do jego piersi.
- Nie zostawię.
- To trudna technika. Nie opanujesz jej od razu.
- Obiecaj! - Jej głos był pełen bólu.
- Obiecuję.
- Odpocznij trochę.
- Złapał ją za rękę.
- Bądź tylko moja - szepnął. Uśmiechnął się, widząc jej zaróżowione policzki.
- Będę - odparła, pozwalając jego dłoniom na badanie każdego skrawka jej ciała.
- Może... Egh... Zresztą jak tam chcesz...
Ujął jej twarz w dłonie i opuszkami palców delikatnie pogładził jej policzki. Przysunął się do niej tak, że stykali się nosami. Z zamkniętymi oczami znalazł drogę do jej ust i...
- Sensei!
- Sensei! Sensei!
- Sensei!
Kakashi oderwał wzrok od książki i spojrzał na grupę idealnie utworzonych kopii Naruko. "Hn, ciekawe" pomyślał. Był pewien, że tylko marnował z nią czas.
- Udało mi się, dattebayo! - Dziewczynka podskoczyła, piszcząc z zachwytu.
- W nagrodę stawiam ramen! - powiedział Kakashi, uśmiechając się.
Jego zadanie dobiegło końca. Miał nauczyć Naruko techniki, dzięki której zda egzamin i zostanie geninem. Wiedział, że starszyzna nie będzie z tego zadowolona, ale dla niego liczył się tylko Hokage, któremu zależało na córce Czwartego. Gdyby nie ukończyła akademii, nie miałaby możliwości na spełnienie marzeń, a co najważniejsze, nie mogłaby kontrolować Kyuubiego.
- Tak! Ramen! Ramen! Ale jestem głodna! - zaczęły krzyczeć kopie dziewczynki.
- Płacę tylko za jedną Naruko - uprzedził od razu Kakashi, ruszając już w stronę baru.
- O nie! - pisnęła nerwowo ta "prawdziwa" i pognała za jouninem ścigana przez siebie samą. - Nie oddam wam mojego ramen!
- Wiesz, że możesz je po prostu odwołać? - krzyknął, ale niebieskooka już go nie słyszała. - Eh... Dlatego nie chciałem drużyny geninów. - Westchnął. Jednak pod jego maską pojawił się szczery uśmiech.
Podczas egzaminu...
- Dobrze, Naruko. Twoje ostatnie zadanie to stworzenie klona. - Iruka odłożył papiery na biurko i uśmiechnął się do dziewczynki. - Wiem, że jeszcze ci się to nie udało, ale wierzę, że dasz sobie radę.
- Przecież mi się uda, dattebayo! Kiedyś zostanę Hokage więc jakieś tam klony to dla mnie ramen z makaronem! - powiedziała oburzona.
Iruka zaśmiał się i nerwowo podrapał się w głowę.
- To co powiesz na to, że tyle ile utworzysz klonów, tyle porcji ci postawię?
- Zgadzam się, dattebayo! - krzyknęła, uderzając pięścią w biurko, na co nauczyciel zareagował grymasem. - Kage Bunshin no jutsu!
Iruka nie miał pojęcia, jak to zrobiła i nie miał nawet czasu o tym myśleć. Miał ważniejszy problem do rozwiązania, a mianowicie, skąd on miał wytrząsnąć pieniądze na dwadzieścia sześć porcji?!
