Rozdział jest bardzo krótki, ale chcę dodawac je tak, jak napisała je autorka. Za to następny ma ponad dwadzieścia stron.


Rose Weasley był w okropnym stanie.
Gdy została przydzielona do Slytherinu, nie zdawała sobie sprawy, jak duża jest rywalizacja pomiędzy domami. Teraz została postawiona przed wyborem wrzucenia łajnobomb do pokoju wspólnego Gryffindoru albo uznaniem jej za tchórza i zakwestionowanie jej lojalności co do Ślizgonów. Nie powinna pozwolić, aby James ją tam zaprosił.
Ale, z drugiej strony, była pewna, że zrobił to, aby naśmiewać się z niej i żartować z tego, że trafiła do Slytherinu. Miała ogromną chęć odwdzięczenia się mu.
Ale jeśli to zrobi, na pewno trafi to do jej matki…
— Ej, Rose.
Rose rozejrzała się, starając dostrzec osobę, która ją wołała i zobaczyła Scorpiusa wymachującego gazetą w jej kierunku. Nadal nie była w stosunku co do niego. Nie była także pewna, dlaczego jest co do niego niejasne, czy to ze względu na ojca, który mówił jej, aby się z nim nie zaprzyjaźniała, co uważała za uprzedzenie, tylko dlatego, iż uważał Scopriusa za takiego samego jak jego ojca.
W sumie w ogóle nie była pewna co do chłopca, gdy do niego podchodziła.
— Co? — zapytała zerkając na gazetę.
— Czytałaś już to? — dopytywał się siadając na sofie obok niej i rozkładając gazetę obok. Rose podniosła ją i omal nie umarła zszokowana.
Malfoy i Granger skazani za morderstwo, przeczytała tytuł. Pod nim znajdowało się zdjęcie, którego nigdy nie widziała, ale było bardzo podobne do tego, jakie stało na najwyższej półce regału w domu obok dziwnej rzeźby kobiety bez ubrania karmiącej kozy. To było zdjęcie weselne przedstawiające jej matkę i ojca Scopriusa.
Rose zmarszczyła czoło z zastanowieniem i spojrzała na Scorpiusa.
— Co to jest? — zapytała.
— Co mówi nagłówek? — odparł. Rose z powrotem spojrzała na gazetę i zaczęła czytac.

Draco Malfoy i Hermiona Weasley (z domu Granger, wcześniej Malfoy) zostali aresztowani wczoraj na miejscu morderstwa. Ich przypuszczalna ofiara, Pansy Parkinson, została uznana za zaginioną w dwutysięcznym drugim roku. Jej ciało zostało znalezione w poniedziałek w mieszkaniu, w którym wcześniej żyło małżeństwo. Para złożyła wniosek o rozwód zaledwie miesiąc później. Czy to może mieć jakieś powiązania? Więcej na stronie trzeciej…

— Czy to jakiś dowcip? — zapytała Rose. — Bo to nie śmieszne.
— Jeśli to byłby żart, myślisz, że nazwisko mojego ojca by tam było? — odparł Scorpius nerwowo. — Cała szkoła teraz prawdopodobnie to czyta. Nie podoba mi się to, że będą mnie po tym osądzać. Musimy coś zrobić!
— Na przykład co? Uwolnić ich z więzienia? — Rose zdała sobie sprawę, że nie powinna była tego mówic — myśl, że jej matka może być w więzieniu sprawiła, że poczuła się źle.
— Tak! Ale… nie. Coś legalnego.
Rose spojrzała na chłopaka.
— Mówisz poważnie, prawda?
— Oczywiście, że tak! Nie chcę być znany jako „chłopiec, którego ojciec zabił człowieka"! Niektórzy ludzie mogą uznać to za imponujące… ale nie! Lubię mojego ojca.
— Cóż… sądzisz, że to zrobili? Bo nie wyobrażam sobie, jak moja matka zabija kogoś. Trudno mi także wyobrazić jej sobie, gdy poślubiała twojego ojca, więc to może możliwe. — Złe samopoczucie powróciło, Rose przełknęła ślinę. — Boże, nie wierzę, że to mówię…
— Mój tata nie zabiłby nikogo — odpowiedział Scorpius stanowczo.
— Ok. Dobrze. Do tego jesteśmy pewni.
— To nadal nam nie pomoże. To znaczy, my to wiemy, ale inni?
Rose rozważała jego słowa.
— Musimy to jakoś rozwiązać. Naprawdę potrzebujemy — kontynuował — dowiedzieć się, co się stało.
Scorpius parsknął.
— Jedynym sposobem jest powrót do przeszłości i zobaczenie na własne oczy.
Coś zaświtało w pamięci Rose.
— Cóż… może możemy.
Scorpius zmarszczył czoło.
— Co masz na myśli?
Dziewczyna odwróciła do niego twarz nagle rozentuzjazmowana.
— Moja mama powiedziała mi, że kiedyś używała zmieniacza czasu, aby uczęszczać na więcej zajęć. Jestem pewna, że w bibliotece są książki, które mogłyby nam powiedzieć, jak to zrobić. Potem moglibyśmy cofnąć czas i…
— Zobaczyć, co naprawdę się stało. — Scorpius dokończył za nią. Uśmiechnął się i skoczył na równe nogi. — Spotkamy się w bibliotece podczas przerwy na lunch?
— Jasne.

Biblioteka była prawie pusta, jako że był to pierwszy dzień semestru i większość ludzi nie miała jeszcze prac domowych. To zdecydowanie działało na korzyść Rose i Scorpiusa: musieli wędrować między półkami szukając książek, które mówiłyby coś na temat zmieniacza czasu.
Po pewnym czasie zauważyli, że przerwa na lunch minęła już dawno temu. Żadne z nich jednak o tym nie wspomniało. Pracowali równo, robiąc notatki i sekretnie zyskując większe uznanie co do zdolności.
Było już dobrze po północy, gdy wreszcie znaleźli coś, co mogłoby im pomóc. Dwa słoiki z różnymi magicznymi składnikami były zaklejone, jednak z małymi otworkami w powiekach. Wyglądało to trochę, jak namiastka klepsydry, jednak nic nie pasowało to otworów.
Teoretycznie — na szczęście — to nie powinno mieć żadnego znaczenia. Stali po obydwu stronach stołu patrząc z niepokojem.
— Mam nadzieję, że zadziała — szepnęła Rose.
— Ja też — dodał Scorpius. — Mam wielką nadzieję, że nie zabije nas.
— Musiałeś wspomnieć o tej możliwości, prawda? — zapytała dziewczyna zaciskając zęby. Wzięła głęboki oddech i złapała zmieniacz czasu. — Gotowy?
Scorpius złapał zmieniacz czasu.
— Gotowy.
— Gdy policzę do trzech. — Rose przełknęła ślinę. — Raz… dwa… trzy.
Przekręcili zmieniacz czasu dziewiętnaście razy.
I czekali.
— Nic się nie dzieje — powiedział Scorpius po chwili.
— Masz rację — przyznała dziewczyna zawiedziona. — Powinniśmy odpuścić?
Scorpius przytaknął, więc Rose podeszła do stolika, aby odłożyć zmieniacz czasu. Potem krzyknęła. Jej matka tutaj była.
Oprócz… to nie jej matka. Ta kobieta była… cóż, prawie kobieta. Spojrzała na znacznie młodszą Hermionę Weasley. Po chwili Rose zorientowała się, że osobą, która siedziała przy stoliku, była Hermiona Granger.
Hermiona skończyła to co miała napisać i zamierzała opuścić bibliotekę. Rose chwyciła ramię Scorpiusa podekscytowana.
— Wiesz kto to jest?
Chłopak przytaknął nic nie mówiąc. Potem stało się coś dziwnego. Biblioteka… wyblakła. Podobnie jak zamazywanie tablicy kredą, wszystkie kolory zaczęły blednąc… a potem układać w nowy obraz. Rose i Scorpius znaleźli się teraz w Wielkiej Sali.
— Co —zaczął chłopak wstrząśnięty — to było?
— Myślę — powiedziała Rose powoli, rozglądając się dookoła — że to coś związanego ze zmieniaczem czasu. Może zrobiliśmy coś nie tak.
— Mmmm, zauważyłaś, że nikt na nas nie zwraca uwagi?
— Może nie mogą nas zobaczyć?
— Ale powinni. Przecież nauczyciele musieli widzieć twoją mamę, gdy go używała, prawda?
— Tak myślę — odparła dziewczyna. — Ale z drugiej strony to dobrze, że nas nie widzą. Nie możemy zrobić nic, co mogłoby pomieszać przeszłość.
— Mam nadzieję, że nie odkryjemy żadnych efektów ubocznych tego zrobienia nie całkiem dobrze — narzekał Scorpius rozglądając się dookoła ostrożnie.
Ale Rose go nie słuchała. Znów patrzyła na swoją matkę.