Wybaczcie, że nie wytłumaczyłam nic, a nic w pierwszym rozdziale, ale nie do końca mój mózg pracuje o takich godzinach, jak druga w nocy. W każdym razie, chciałam powiedzieć, że jest to mój pierwszy FanFic Kuroshitsuji i choć moją ulubioną postacią jest Undertaker, o wiele łatwiej pisze mi się o Willu, Grellu i innych takich. Uprzedzam, że z czasem postacie mogą stać się trochę OOC, ale mam nadzieję, że aż tak źle nie będzie

Co do Emily. Jest to mój własny charakter, tak zwany OC. Jest to dwudziestoletnia córka hrabi Bachet, a właściwie była, bo już nie żyje, choć jak Grell twierdzi, wyrwanie stron może przywrócić życie. (Oj gdyby wyrwanie stron z podręcznika od fizyki oznaczałoby koniec optyki, prądu, fal i innych takich, życie byłoby cudowne) W każdym razie Emily jest dość wysoką, szczupłą blondynką o ex-niebieskich oczach ( jak każdy wie, shinigami mają zielono-złote). Póki, co, tyle powinno wystarczyć A teraz rozdział drugi…

Aha, jeszcze jedno William, Grell i ogólnie wszyscy z Kuroshitsuji należą do Yany Toboso (sorry, nie wiem, jak to się odmienia).

William, trochę zestresowany, szedł w stronę pokoju narad. Sytuacja, jaka zaistniała przez niekompetencje jego podwładnego, poruszyła radę shinigami i choć Will był jej przewodniczącym, nie mógł od tak sam tego wszystkiego załatwić. Wraz z całą dokumentacją, czyli .: nagraniem Emily Bachet, podaniem do akademii, papiery rozpoczęcia treningu oraz przy okazji kosą Grella wszedł do sali. Gdy tylko to zrobił wszyscy wstali i lekko się ukłonili. Will bez entuzjazmu kazał im usiąść.

- Zebraliśmy się dziś w dość nietypowej sprawie. Otóż mój podwładny, pan Grell Sutcliffe, przez swoją niekompetencje i moją nieuwagę doprowadził do sytuacji, która zmusza nas do przyjęcia w nasze progi kolejnego shinigami, a konkretniej… Emily Bachet. – Pomiędzy członkami rady rozeszły się szepty, niektórzy z zadziwieniem, inni rozbawieniem czy ekscytacją, a jeszcze inni z pogardą obmawiali przyszły „nabytek" ich gatunku. – Wiem, że do tej pory, jeszcze nigdy żadna kobieta nie była shinigami. Jednak naprawdę nie ma innego wyjścia. Zgodziłem się też osobiście zając się jej edukacją w akademii oraz pilnowaniem jej poza nią. Nikt z nas nie chce pewnie, aby, mimo wszystko, pierwsza kobieta shinigami, i w przyszłości pewnie legenda, przyniosła nam wstyd i hańbę, prawda? – Część członków rady pokiwała twierdząco głowami i pomrukiwała do sąsiadów. – W takim razie, to już tylko formalność, zagłosujmy. Czy Emily Bachet może zostać shinigami? Kto jest na tak niech podniesie rękę. – W górę uniosło się jedenaście rąk, pomijając oczywiście Willa. – Kto na nie? Zero. A kto wstrzymuje się od głosu? – tylko mężczyzna siedzący najdalej od Willa podniósł rękę. – Dobrze… wszystko jasne. Dziękuje wam wszystkim za przybycie. Do widzenia. – Gdy tylko Will opuścił salę złapał normalnie powietrze i przestał się trząść. Poprawił okulary i zrobił krok na przód, jednak przeszkodziła mu w tym pewna czerwona osóbka.

- I jak Willuś? Jak poszło? Czy Emi z nami zostanie? – Grell kokieteryjnie zatrzepotał rzęsami i złożył ręce.

- Emi? Eh, nieważne. Tak, zostanie. Teraz proszę się oddalić panie Sutcliffe i wziąć się wreszcie do roboty. Ja natomiast musze odwiedzić w końcu pannę Bachet.- Grell stał przez chwilę osłupiały, po czym pobiegł za Willem.

- To ty nawet jeszcze z nią nie rozmawiałeś? A skąd wiesz, że będzie chciała zostać shinigami? Nie wiesz jaka jest, jak wygląda i w ogóle…

- Nie ma wyboru. To jedyne wyjście odkąd nie może pozostać na ziemi, a my nie możemy ocenić jej życia, bo tobie zachciało się powyrywać karteczki. Nie ważne też jak wygląda czy jaka jest. Ma tylko wykonywać poprawnie swoja pracę. Z czego poprawnie znaczy nie tak, jak ty. Jesteś jedynym znanym mi osobnikiem, który potrafi spaprać każdą, nawet najłatwiejszą robotę. Nawet porządnie umrzeć nie umiałeś! – Grell stanął ze smutna miną, odwrócił się i odszedł gdzieś daleko… może nawet do pracy, co byłoby przyjemną odmianą. Spears kroczył szybko do tak zwanej „poczekalni" to tu trafiały najtrudniejsze przypadki. Ani to do piekła się nie nadaje, ani do nieba. Często zmarli czekają tu latami, aż wreszcie odsyłani zostają na ziemię w nowej formie. Niektórzy z nich są zmanipulowani przez demony i decydują się zostać ich pomocnikami, aż kiedyś sami owymi demonami zostaną. Są też ci, którzy wolą tą jaśniejszą stronę i zostając podwładnymi aniołów. Oraz ci… ten najmniejszy procent. Mniej więcej jeden na milion… zostają shinigami. Dziś nadszedł dzień, kiedy po raz pierwszy w progi świata shinigami zawita kobieta, gdyż oprócz Angel, która nawiasem była dwupłciowcem, nigdy żadnej tu nie było. Will otworzył drzwi i podszedł do „recepcjonisty", podał mu kartkę, a już chwilę później słychać było ogłoszenie: „ Panna Emily Bachet proszona jest o podejście do okienka numer 4! Powtarzam, Panna Emily Bachet proszona jest o podejście do okienka numer 4!". Chwilę później z tłumu wyłoniła się całkiem wysoka, jednak niższa od Willa, blondynka o niebieskich oczach. Ubrana była w suknię pod kolor oczu, gorset ukazywał jej talię, a szeroki dekolt eksponował, godny pozazdroszczenia, biust. W pomieszczeniu nastało milczenie, a jedynym odgłosem był stukot jej obcasów. Podeszła dumnym krokiem do okienka i zerknęła na Willa.

- Jestem Emily Bachet. Czy coś się stało? – Spears ukłonił się nisko, po czym bez większych emocji wyrecytował przeprosiny.

- Chciałbym gorąco przeprosić za niekompetencję mojego pracownika, pana Grella Sutcliffe, a przy okazji chciałbym oznajmić, że przez wyczyn pana Sutcliffe zmuszona jest pani do podjęcia życia shinigami. Będzie musiała pani nauczyć się, jak pracować, jak walczyć i jak żyć jako shinigami. Ogólnie będzie trudno, jednak nie ma pani innego wyjścia.

- Dobrze, dam radę.

- Oczywiście, nie śmiem wątpić. W takim razie zapraszam za mną. – Will otworzył drzwi prowadzące do świata shinigami i przepuścił Emily. Gdy tylko przeszła, mruknął pod nosem.- Mój Boże… czeka mnie dużo pracy. – i sam wyszedł z „poczekalni". Przez chwilę szli w milczeniu, gdyż William nie do końca wiedział, jak to wszystko jej wytłumaczyć. Kiedy mijali innych pracowników, oglądali się oni za dziewczyną ze zdziwieniem.

- Em… czemu oni się tak dziwnie patrzą, panie… - Emily nie znając imienia shinigami, i właściwie nie wiedząc nic, urwała w pół zdania i spojrzała na mężczyznę.

- Spears. William T. Spears. Chwilowo proszę nie przejmować się nimi. Wszystko wyjaśnię, gdy tylko dojdziemy do mojego biura… przedtem zabierając pani ciało od pewnego grabarza. Bo póki co, jest pani jedynie duszą.- Powiedziawszy to Spears otworzył jeden z portali prowadzących prosto na zaplecze zakładu pogrzebowego.

- Proszę za mną. – Dziewczyna złapała go za rękę i weszła za nim do portalu. Poczuła dziwny chłód, a kiedy otworzyła oczy zobaczyła wokół siebie ciemne ściany, póki z książkami, słojami, zlewkami i innymi dziwnymi rzeczami. – Undertaker? Undertaker! – Emily usłyszała skrzypienie drzwi i kiedy odwróciła się w stronę dochodzących dźwięków, ujrzała parę świecących, żółtych oczu wyłaniających się z ciemności. Postać w długiej, czarnej szacie wyszła z, jak się okazało, trumny i powolnym krokiem ruszyła ku nim. Emily, mała przestraszona, schowała się za plecami ciemnowłosego. W blasku świecy ujrzała twarz nadchodzącej osoby, a dokładniej jej uśmiech. Szeroki, wręcz nienormalny, przypominający uśmiech kota z Cheshire. W pewnym momencie, owy podejrzany osobnik, jak go Emily nazwała, zatrzymał się i splótł dłonie pod szyją.

- Słucham, kochani? Coś się stało? – W każdym słowie można było usłyszeć odrobinę drwiny, ironii, czy sarkazmu, jak kto chce. William poprawił swoje okulary za pomocą kosy i westchnął.

- Potrzebuję ciała. – Powiedział szybko i wlepił wzrok w Undertakera. Ten natomiast na chwilę zgubił swój uśmiech, lecz nie na długą.

- To już jedno na to twoje ego ci nie starcza? Heh, Oh William. Odkąd cię pamiętam, zawsze tylko chciałeś, a to mieć najlepsze stopnie, a to najwyższe stanowisko, a to się wszystkim zająć. A teraz chcesz drugiego ciała? To chyba trochę za dużo, nawet jak na ciebie, nie sądzisz~ ? – Will zrobił się czerwony i już chciał coś powiedzieć, ale Emily wyszła zza jego pleców, aby przyjrzeć się lepiej grabarzowi. – O, ty jednak poważnie mówisz. Ale właściwie… po co ci ta dziewczyna? Chyba nie chcesz …

- Nie! – Undertaker chwilami bywał mniej poważny niż Grell, więc Will, aby zapobiec kłopotliwej sytuacji, uciął koledze po fachu i zaczął tłumaczyć całą sytuację.- To wszystko przez Grella. Przez przypadek ją zabił nie w porę i sądził, że jeśli wyrwie kartki z owym czynem z książki, to będzie tak, jakby nic się nie stało. Jednak chyba domyślasz się, co było dalej. – Undertaker zrobił zdziwioną minę i gestem ręki kazała Willowi kontynuować. – Mianowicie teraz ona nie żyje, ale nie ma tego w dokumentach, więc jest, ale jej nie ma oraz nie ma jej, ale jest. Jedynym wyjściem, aby jej dusza nie utknęła gdzieś, niewiadomo gdzie jest zrobienie z niej shinigami i do tego potrzebuję jej ciała. Jesteś chyba jedynym grabarzem w całym Londynie, więc posądziłem, że to do ciebie powinienem się udać.

- Hmmm, zaraz sprawdzimy. Jak się nazywasz? – Undertaker zwrócił się do dziewczyny i spytał.

- Emily Bachet. Zmarłam bodajże dwa dni temu, ewentualnie trzy. – Spears stał cały czas na baczność i uważnie obserwował ich każdy ruch.

- Emily… Bachet. A tak, racja! Masz szczęście, jeszcze nie zakopane… szczerze to… nikt nawet do mnie nie przyszedł z twojej rodziny. – Undertaker sprawdzał trumny, gdyż nie pamiętał w której dokładniej umieścił ciało dziewczyny.

- Może dlatego, że jej nie mam. Jestem jedynaczką. Moja mam umarła, kiedy mnie urodziła, a ojciec … zniknął, kiedy miałam siedem lat. Od tej pory mieszkałam na ulicach, pomagałam w sklepach i w ten sposób jestem tu, gdzie jestem.

- Czy Bachet to czasem nie nazwisko tego hrabi… Hrabia Edward Bachet… - zastanawiał się na głos grabarz.

- Tak… teoretycznie jestem ze szlacheckiej rodziny, jednak… kiedy mój tata zniknął. Służba odwróciła się ode mnie, zabrali pieniądze i znikli, a ja zostałam sama. – Emily spuściła wzrok i wbiła go w czubki swoich butów.

- Jest! – Undertaker zdjął wieko czarnej trumny, w której spoczywało ciało dziewczyny. Jedyne czym różniło się od wyglądu jej duchowego, to rana w brzuchu od piły mechanicznej. – Zabrzmi to dziwnie, ale… czy mogłabyś położyć się w trumnie i wejść z powrotem w swoje ciało? – zapytał Will stając obok grabarz, którego nie opuszczał uśmiech. Dziewczyna skinęła głową i weszła do trumny. Dziwny dreszcz przeszedł jej ciało, kiedy w nie weszła. Po chwili otworzyła oczy i zobaczyła tuż nad sobą twarze Undertakera i Williama. Przestraszona krzyknęła i natychmiast usiadła, zderzając się czołowo z grabarzem, który nie zdążył odchylić się na czas.

- Kuku~ - Undertaker przyłożył sobie rękę do czoła i spochmurniał.

- Prze…przepraszam. – powiedziała Emily wstając z trumny, przy okazji omal nie wywracając się na Willa. – Wszystko dobrze? – spytała podchodząc do srebrnowłosego mężczyzny.

- Taaak… - odparł potrząsając głową. Zza pleców wyciągnął urnę, a kiedy ją otworzył spytał z niczym diabelskim uśmiechem – Ciasteczko?

Mam nadzieję, że ten rozdział jest dłuższy od poprzedniego. Tak jak mówiłam, postacie są ciut niepodobne do swoich oryginałów, choć się naprawdę staram. Może nie będzie tak źle dalej? Oby . Mam też nadzieję, że uda mi się wyciągnąć z tej historii „kilka" rozdziałów. A co będzie dalej… to nawet ja nie wiem jeszcze.

Oceny mile widziane : Albo raczej rady, co zmienić xD Bo wątpię, aby komukolwiek to pasowało.