Dziękuję za komentarze. Dodaję teraz drugi rozdział. Dziękuję Ath za zwrócenie uwagi na pewne kwestie. I uprzedzam, piszę bo lubię, piszę żeby mieć jakieś zajęcie, żeby ćwiczyć styl, język i wyobraźnię, i póki mam wenę tak będzie. Rozdziały będą już tej długości lub dłuższe, nie obawiajcie się.


Co do twojego komentarza Ath, to dzięki za zwrócenie uwagi na miejsce notek od autora w opowiadaniu. Cóż człowiek całe życie się uczy, a ja na fanfiction mam krótki staż i pewnych rzeczy się po prostu nie wie. Nie rozumiem dlaczego miałaby cię rozśmieszyć długość tekstu. Widziałam wiele opowiadań z rozdziałami po 500 słów i były bardzo ciekawe. Nie ilość tylko jakość. Teraz przechodzę do samego opowiadania.

1) Tak, zmiana wyglądu jest konieczna dla dalszej fabuły. Sama też nie lubię zmieniać Harry'ego, bo Harry to Harry, ale bez tego całe opowiadanie nie miałoby sensu.

2) Co do listy Horkruksów to w zamyśle nie miało być to żartem. Chodziło mi o pokazanie napiętych relacji. Kiedy ktoś na siłę próbuje żartować to oznacza, że z atmosferą jest coś nie tak (mam tu nawet cytat "Hermiona popatrzyła na niego [ na Rona ] z politowaniem. Za wszelką cenę próbował rozluźnić atmosferę"). Nawet jak na moje spaczone poczucie humoru to nie jest śmieszne. Kontynuując, gdyby się tak dokładniej przyjrzeć, to cała ich rozmowa jest nie naturalna, za wszelką cenę unikają kłótni. Kiedy gdzieś panuje normalna atmosfera to ludzie (a tym bardziej przyjaciele) tak się nie zachowują. Za żarty się nie biorę bo napisanie czegoś zabawnego jest trudną sztuką.

3) Ostatnia rzecz. Co do początku, to tak ma być. Wątek to w literaturze ciąg przyczynowo skutkowy, a tu chodziło po prostu o fragment tego dziennika. Właściwie to mogłam tak napisać ("Fragment z Dziennika..."), ale jak dla mnie to lepiej brzmi (zresztą cechą dziennika jest to, że uzupełniany jest codziennie, a ja nie mam zamiaru przytaczać tu całego dziennika, dzień po dniu, tylko kilka konkretnych wpisów).

Dzięki za konstruktywną krytykę. Mam tylko prośbę. Nie możesz komentować ze swojego konta? Mam nadzieję, że tak jak obiecałaś będziesz tu zaglądać i komentować, ale tak nie wiem czy przeczytałaś moją odpowiedź. Dzięki prywatnym wiadomościom można by prowadzić coś na kształt dyskusji i wiedziałabym, że odpowiedź do ciebie dotarła.

Kończę to i zapraszam do czytania.

Miłej lektury!


Rozdział Drugi

Wyjątek z dziennika Toma Marvola Riddle

2 maja 1941

Postanowiłem przestać przejmować się tym co było. To zabawne, że jeszcze cztery dni temu byłem taki nieszczęśliwy. Postanowiłem odbić się od dna na którym byłem, potrzebuję jakiś cel. Teraz, kiedy Go nie ma w Hogwarcie zrobiło się potwornie nudno. Moi koledzy (jak zabawnie to brzmi, powinienem raczej napisać słudzy) zajęci są wtłaczaniem do swych tępych głów wiedzy. Jest dopiero maj, ale wielu z nich obawia się egzaminów. Przecież to nie SUM-y!

To właśnie On podał mi pomysł na zajęcie. Ostatniego dnia przed zniknięciem zająknął się o Komnacie Tajemnic. Gdy zapytałem Go o nią zmieszał się. Teraz szukam informacji na jej temat. Myślę że może to być coś w rodzaju pokoju życzeń, jak ten który znalazłem w zeszłym roku. Czym innym może być? Kto ją stworzył? Szukałem o niej w bibliotece. Jak na razie bez skutku, jednak dział o historii Hogwartu jest dość duży i sądzę, że długo zajmie mi odszukanie jej. Mam nadzieję że jest tego warta, a nie jest po prostu ukrytym schowkiem na miotły.

Kogo ja oszukuję? Na początku napisałem, że przestałem się przejmować. Muszę być szczery wobec siebie, nikt inny tego nie przeczyta. Komnata miała mnie zająć, a tylko mi o Nim przypomina. Cały czas jestem zdruzgotany jego zniknięciem. Nie, najbardziej jestem wściekły. Już nie smutny. WŚCIEKŁY. Zostałem zdradzony przez najlepszego przyjaciela.

Przyjaciel? Jestem żałosny. Kto by się chciał ze mną przyjaźnić? A z kim ja miałbym się przyjaźnić? Wszyscy w tej szkole to idioci. Banda idiotów! Są ze mną tylko dla swojego zysku! Wazeliniarze. Niczego nie chcą poza tym. Przy bliższym kontakcie uciekają. Bo kto z nich może się równać ze mną inteligencją? Ich słabe umysły nie potrafią znieść przebywania z kimś o takiej sile.

Kiedy to piszę czuję coraz większą złość. To nie tak miało być! Miałem się odciąć! Nienawidzę go!

Łajdak.

Łotr.

Drań.

Dupek.

TO WSZYSTKO JEGO WINA!

Harry wytrzeszczył oczy ze zdumienia. Wiedział że ludzie się zmieniają. Ale tak szybko? Tak gwałtownie? Z coraz większym zainteresowaniem czytał dziennik. Może zaraz będzie mógł przeczytać o sprawie teraz najważniejszej, o horkruksach.

"Dlaczego nigdy nie spytałem Slughorna o jego rozmowę z Tomem na temat horkruksów? Kiedy to się wydarzyło?"

17 maja 1941

Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się tak na poważnie nad problemem czystości krwi. Większość ludzi ze Slytherinu pochodzi z rodzin czysto krwistych czarodziei, rzadko, ale zdarzają się czarodzieje półkrwi. Wiem, że Salzar Slytherin był za oczyszczeniem szkoły z mugolaków (chociaż dużo ciekawszym i dosadniejszym określeniem jest szlama). Wiele osób jest za podporządkowaniem nam mugoli. I mają racje. Gdyby nie było mugoli ile rzeczy byłoby prostszych? Nie mogę wybaczyć mojemu ojcu tego, że tak podle potraktował moją matkę. Gdyby to ona miała władzę nad nim, coś takiego nigdy by się nie wydarzyło. Nie musiałbym mieć do czynienia ze światem mugoli, nigdy nie byłbym w sierocińcu. Mugole z sierocińca również byli niezmiernie głupi. Rozumiałem jeszcze dzieci, przerażone moją mocą. Ale dorośli? Widziałem przerażenie w ich oczach. Mugoli powinno się zniewolić.

Nawet te rozmyślania przypomniały mi o Nim. Wspomniał kiedyś że, któreś z jego rodziców pochodziło z mugolskiej rodziny. Nie pamiętam czy mówił o matce czy o ojcu. Może to o ojca chodziło? Ach, o ile lepiej by było gdyby nigdy nie pozwolono mu uczyć się magii, o ile lepiej by było gdyby nigdy się nie urodził? Nigdy nie pojawiłby się tutaj, nigdy nie wbiłby mi tego sztyletu w serce.

Wszystko więc przemawia za tym czysto krwistym punktem myślenia. Jednym z rodów, od wieków czysty, jest "szlachetny i starożytny" ród Blacków. W tej chwili w Hogwarcie przebywa bardzo wielu członków tej szacownej rodziny.

Cały czas szukam Komnaty Tajemnic. Nic nie mam, jednak nie poddaję się. Wiem, że kiedyś mi się uda.

-Harry, tu jesteś - Hermiona cicho wkroczyła do pokoju. Ostatnio przyjaciele prawie nie rozmawiali. Wszyscy zajmowali się swoimi sprawami, bez takich urozmaiceń jak w szkole praktycznie nic się nie działo. Hermiona była bardzo zajęta wertowaniem książek, Ron z braku innego zajęcia ćwiczył zaklęcia i obronę przed czarną magią, a Harry zagłębiał się w wspomnienia Riddle'a. Siedzieli, każde gdzie indziej, spotykali się tylko w czasie posiłków. A czasem nawet i wtedy się nie widzieli. Ron nagle zaczął unikać Hermiony. Dziewczyna zagłębiona w swoich myślach jeszcze tego nie zauważyła. Harry miał pewne podejrzenia co do stanu chłopaka. Był bardzo nerwowy w towarzystwie dziewczyny i prawie w ogóle się do niej nie odzywał.

-Cześć Hermi. Co z horkruksami?

-Klapa, totalna klapa. Nic nie ma - Harry zauważył, że rozgląda się nerwowo. Nagle rzuciła kilka zaklęć niewerbalnych.

-Harry mam do ciebie kilka pytań. Nie chcę żeby Ron mógł nas zobaczyć ani usłyszeć - powiedziała szybko i... nagle pochyliła się i go pocałowała. A potem wybuchła płaczem. Harry nie mógł zrozumieć co tu się dzieje. Siedział obok Hermiony podczas gdy ona pochlipywała cicho.

-Hermiono, o co chodzi? Co takiego się stało?

Dziewczyna spojrzała na niego swoimi załzawionymi oczami. Po policzku spływała jej łza.

-Chodzi o Rona, tak? - pokiwała smętnie głową.

-O-o-n mni-e-e unika - powiedziała jąkając się. Od płaczu zabrakło jej tchu - Myśli, że tego nie widzę.

"Czyli jednak spostrzegła"

-Harry, a co jeśli on c-a-a-ły czas coś cz-u-uje do ni-e-ej? Do L-a-a-vend-e-r? -rozpłakała się ponownie. Po kilku minutach uspokoiła się.

-Harry, ty wiesz co jak czuję - dodała uspokajając się - Ja, ja już chciałam mu powiedzieć. A potem się tak zmienił. Nawet na mnie nie patrzy.

-Hermiono, po pierwsze uspokój się - widział, że dziewczyna jest bliska kolejnego wybuchu - Tak, wdech, wydech, wdech, wydech. Teraz, dlaczego sądzisz, że to unikanie może znaczyć o jego miłości do Lavender? Przecież widziałaś, że kategorycznie ze sobą skończyli. Spytaj się go o co chodzi.

-Ale, jak stracę jego przyjaźń? Jak mu powiem, że, że... go kocham? - To wyznanie ledwo przeszło jej przez gardło. I rozpłakała się na nowo.

"Czy ci dwoje muszą robić do siebie takie podchody?"

Pocieszając i uspokajając przyjaciółkę przypomniał sobie wczorajszą rozmowę z Ronem.

Harry zamierzał iść właśnie na kolację. Otworzył drzwi pokoju, który teraz zajmował. Zobaczył stojącego na progu Rona z ręką uniesioną by zapukać. Miał bardzo zdziwiony wyraz twarzy. Szybko otrząsnął się jednak.

-Stary, musimy pogadać - zaczął rozmowę.

-Właśnie to robimy - odpowiedział Harry z uśmieszkiem. Ron speszył się.

-Ok, ale... Chodzi mi o bardziej osobistą rozmowę, możemy wejść do ciebie? - wkroczył do pokoju. Usiedli. Chłopiec z blizną czekał aż przyjaciel rozpocznie rozmowę. Jak na razie nie zanosiło się na to. Ron nagle wstał i rzucił kilka zaklęć niewerbalnie. Domyślił się, że były to zaklęcia wyciszające i uniemożliwiające wejście do pokoju. Potem ponownie usiadł. Czekali kolejne minuty. Po tym czasie Harry stwierdził, że powinien zacząć tą rozmowę.

-Chodzi o Hermionę?

-Tak.

-Ron, czemu jej unikasz?

Popatrzył na Harry'ego ze zdumieniem.

-To aż tak widać?

-Tak. I jak myślisz jak ona musi się czuć jeśli to zauważyła?

-Nie sądzę żeby zauważyła.

-Ale zauważy prędzej czy później.

-Ja, nie wiem po prostu nie wiem. Jak mam jej powiedzieć że ją kocham? Przecież ona kogoś ma - Harry parsknął.

-A niby kogo?

-No, np. Cormac McLaggen! Nie, to...to chyba przesada. Ale! Cały czas jest jeszcze Krum!

-Ron, ty w to wierzysz!? Nie sądziłem, że jesteś takim tłumokiem. Prawdą jest, że nikogo nie ma. Bądź Gryfonem a nie jakimś strachliwym Puchonem!

Popatrzył na niego spode łba.

-Obiecaj, że nic jej nie powiesz! Muszę być pewien! - krzyczał - A kiedy jej powiem... Muszę się do tego przygotować. Obiecaj!

-Obiecuję.

Hermiona wreszcie się uspokoiła.

-Czyli sądzisz że nie kontaktuje się z Lavender? Że jej nie kocha?

-Nie, nie kocha jej.

-Na pewno?

-Tak.

-Obiecaj mi jedno. Nie możesz powiedzieć mu o naszej rozmowie. Muszę mieć pewność. Chcę się przygotować. Obiecaj.

-Obiecuję.

"Mam dejá vu. Dobrze chociaż, że Ron nie próbował mnie całować"

-Dziękuję, Harry. Bardzo mi pomogłeś.

Uśmiechnęła się. Po czym wyszła.

"O ile życie byłoby łatwiejsze gdyby ludzie odważniej mówili o uczuciach. Ale oni mimo swojej niepewności i smutku mają jakieś życie. Jedyne co mnie zajmuję to wyznania czternastolatka"

Tęsknił za Ginny, za jej towarzystwem, pocieszeniem. Nie mógł ryzykować kontaktowaniem się z nią. Dlatego coraz bardziej wciągał się w pamiętnik Toma. To była dla niego namiastka prawdziwego życia. Z jego smutkami, troskami i radościami. Chociaż ostatnio jedyne co dostrzegał to złość na przemian z chłodnym opanowaniem. Coś z Tomem było nie tak.

-Hermiono! - zawołał i zbiegł po schodach za nią - Mam coś co może cię zająć. To może być bardzo ważne.

Odwróciła się i przeczytała.

23 maja 1941

Wojska zebrane przez Grindelwalda podążają w głąb Europy. Przyświeca im szczytna idea zniewolenia mugoli oraz wytępienia szlam. Mimo że na razie nic nie wskazuje na to by jego siły zaatakowały Anglię postanowiliśmy stworzyć coś na kształt oddziału w Hogwarcie. Jeśli tu dotrze my otworzymy bramy Hogwartu i wpuścimy go by dokonał dzieła zniszczenia. Wypędzi szlamy i wprowadzi nowy porządek. Nazwaliśmy się śmierciożercami. Na razie jest nas tylko garstka. Mimo wielu osób z podobnymi poglądami, nie możemy wtajemniczyć wszystkich Ślizgonów. Nasza misja będzie delikatna, niestety w Slytherinie domu intryg nie można mieć pewności co do intencji. Ktoś może nas wydać.

Na razie jestem pewien kilku osób:

1) Avery (jak na razie jest najlojalniejszy. Jesteśmy razem na roku więc go znam)

2) Mulciber (również lojalny, trzeba uważać jednak na jego porywczość)

3) Maximé (odważny, dobry intrygant, od razu go polubiłem)

4) Carl (czystokrwisty, jako jedyny ze swojej rodziny wylądował w Slytherinie, byłbym jednak ostrożny)

5) Walburga Black (rok starsza, ma odpowiednie podejście do spraw krwi, jednak wolałbym na razie jej nie wtajemniczać)

6) Alphard Black (jednak nie, mimo przynależności do wielkiogo rodu Blacków nie przywiązuje wagi do sprawy krwi)

7) Lucretia Black (jednak nie, ma taki sam stosunek do krwi co Alphard, jej kuzyn)

8) Orion Black (jedenastolatek, można wywierać na niego spory wpływ)

9) Cygnus Black (rówieśnik Oriona, można wywierać na niego spory wpływ)

Postawiłem na Blacków i kilku moich najbliższych sług współpracowników.

Niech wreszcie dokona się wielkie dzieło Grindelwalda!

-O cholera. Harry...


Tradycyjnie proszę o komentarze i mam nadzieję że się podobało.

P.S. Polecacie książkę "Felix, Net i Nika"? Byłam niedawno na filmie (wiem, błąd, powinnam zacząć od książki) i nie wiem czy kupić czy nie. Ok to tyle.