Wow, dziękuję za miłe recenzje ^_^
Nawet nie wiecie jak mi to humor poprawiło ^_^
Zapraszam do kolejnego rozdziału
Jak zawsze postacie z Potter'a należą do ich twórczyni, a Komugi nadal do mnie ^_^
Rozdział 2
Harry szedł leniwie pustym korytarzem. Za kilka minut miał odbyć swój „szlaban" ze Snapem, więc nie było mu ani śpieszno ani wesoło. Jego ponure myśli, odnośnie braku zrozumienia ze strony wymagającego nauczyciela i dziwnej decyzji Dumbledore'a odnośnie nauczyciela oklumencji, zostały przerwane gdy tuż przed nim pojawił się Dobby niosący wielki worek czegoś, co wyglądało na siano.
- Hej Dobby - chłopak odezwał się grzecznie. - Na co ci to siano?
- Harry Potter, sir - skrzat na jego widok uśmiechnął się radośnie. - Siano jest dla profesora Snape'a i jego królika, sir.
- Królika? - Harry spojrzał zdziwiony.
- Tak - Dobby przytaknął. - Profesor Snape wrócił godzinę temu z jakiegoś spotkania z małym, białym królikiem i poprosił by mu przynieść kilka rzeczy.
Skrzat przystanął i rozejrzał się uważnie wokół.
- Pan Harry nikomu nie mówi, ale ten królik to bestia – skrzat spojrzał poważnie na nastolatka. - Próbował odgryźć Dobbiemu palce! A Dobby tylko mu marchewkę serwował! Zły królik to jest, oj zły.
Harry omal się nie roześmiał widząc poważną minę skrzata. Królik? Zły? Z tego co pamiętał króliki są trawożerne i uciekają jak się tylko człowiek ruszy. Poza tym nie są magiczne, więc po co Snape'owi królik? Może na potrawkę? Albo do eliksiru jakiegoś?
Harry otworzył drzwi do pracowni Snape'a by przepuścić Dobbiego, choć zdawał sobie sprawę że skrzat nie potrzebuje jego pomocy. Oczy Dobbiego jednakże zaświeciły się wdzięcznością i uwielbieniem na ten mały gest.
Chłopak omal nie przewrócił oczami widząc to, ale zanim zdążył usłyszał głos znienawidzonego profesora.
- Nie! Zostaw to! Komugi! Nie rusz!
Harry spojrzał zaskoczony w kierunku głosu. Na biurku Snape'a siedział mały, biały królik który nie przejmując się stojącym przed nim mężczyzną przeżuwał jeden z wielu pergaminów tam leżących.
Starszy czarodziej z westchnięciem podszedł i wyciągnął z pyszczka zwierza resztę papieru po czym podniósł królika i postawił na podłodze.
- Nie wolno! - powtórzył spokojnie. - Biurko nie jest dla królika! Pergaminy też nie! Nawet jeśli jest to wypracowanie... - spojrzał przelotnie na trzymany w ręku świstek i kąciki ust uniosły mu się lekko - …Pottera.
- Panie psorze, sir - Dobby odezwał się ostrożnie. - Siano dla królika, sir.
- Wspaniale - Snape odwrócił się w stronę drzwi. Nawet nie mrugnął zauważając Potter'a. - Połóż je w tamtym kącie.
- Panie Potter, rozumiem że nie dostał pan informacji iż dzisiejsza lekcja ze mną się nie odbędzie? - ciemne oczy mężczyzny utkwiły w uczniu.
- Nie, panie profesorze - Harry przełknął ślinę.
- Hmm - czarodziej przyglądał mu się intensywnie. - Skoro już pan tu jest to proszę mi powiedzieć czy przygotował się pan do dzisiejszych zajęć?
- Tak, panie profesorze - chłopak odparł cicho.
Snape tylko westchnął wyczuwając kłamstwo.
- Siadaj Potter - rzekł, po czym spojrzał w stronę gdzie ostatnio stała jego dodatkowa podopieczna.
Królik zdążył w tym czasie niepostrzeżenie zawędrować do worka z sianem, wpakować się do niego i zacząć zajadać przysmak.
Położone po sobie uszy Dobbiego wskazywały na jego przerażenie zaistniałą sytuacją. Lecz choć Snape uwielbiał, gdy uczniowie się go bali, to jednak mina skrzata przyjemności mu nie sprawiała.
- Dziękuję Dobby. Dobrze się spisałeś - pochwalił skrzata. - Możesz odejść.
Uszy stworzenia podniosły się radośnie na pochwałę.
- Do usług, profesora pana.
Snape skinął i gdy Dobby zniknął stworzył wokół królika metalowy płotek uniemożliwiający zwierzakowi wędrówkę bez nadzoru. A przynajmniej miał taką nadzieję, że uniemożliwiający.
Po czym podszedł do biurka i z szuflady wyciągnął książkę.
- To lektura dla ciebie, Potter. Marnowanie czasu, gdy Czarny Pan rośnie w siłę nie jest mądre - podał chłopakowi książkę i wrócił do swojego biurka.
Przez moment pomyślał nawet czy nie spytać Potter'a czy aby nie wie czegoś na temat królików, ale widząc z jaką miną nastolatek obserwował zwierza zdecydował, że to nie jest ani dobry pomył, ani odpowiedni kandydat. Granger może i by coś wiedziała, ale Potter?
Westchnął po raz kolejny i siadł w swoim wygodnym fotelu, by sięgnąć do stosu książek o królikach. Skoro ma się jednym zająć to trzeba wiedzieć jak to poprawnie zrobić.
Nie żeby sam się zgłosił, ale kto odmówi urokowi Voldemort'a?
