Od tłumacza: W poniższym rozdziale znajdują się sceny, które pochodzą z jednej z książek JK Rowling. Nie posiadam ich polskiego wydania, jedynie angielskie oryginały, więc sceny te są również tłumaczone przeze mnie. Proszę więc nie pisać, że różnią się od tłumaczeń pana Polkowskiego ;)
Od autora: Standardowe zastrzeżenie: cały ten świat i postacie nie należą do nas. Po prostu używamy ich do zabawy na słonecznych plażach Acapulco. A tak serio to właścicielką tego wszystkiego jest JK Rowling.
Rozdział 2 – Imprezy, myśloodsiewnie i oświadczyny
Plany imprezowe
Po pojmaniu animaga ataki na Harry'ego ustały. Ku ogromnej uldze Molly, jego apetyt powrócił i wreszcie zaczął dochodzić do siebie. Mieli za sobą naprawdę ciężki tydzień, pełen zmartwień zarówno dla Molly, jak dla Ginny.
Wiedząc, że Harry czuje się lepiej, Molly zaczęła zwracać baczniejszą uwagę na swoją córkę. Co prawda właściwie udzieliła jej pozwolenia na seks z jej wybrankiem, ale to nie znaczy, że miała zamiar cokolwiek Ginny ułatwiać! Przez ostatni tydzień często rozmawiała o tym z Arturem i oboje musieli przyznać, że podzielają lęk ich córki co do przetrwania Harry'ego.
Przyznali też, że ich córka to nadzwyczaj zdeterminowana młoda kobieta, która nie boi się sięgać po to, czego pragnie. Molly wydawało się, że Artur będzie zły na Ginny, gdy powiedziała mu, że to Harry powstrzymywał ich córkę kilka razy nim sprawy zaszły za daleko, ale ku zaskoczeniu Molly jej mąż jedynie roześmiał się i powiedział, że jest dumny z Harry'ego! A miała ochotę go udusić, gdy stwierdził, że Ginny przypomina mu jej matkę, gdy była w tym samym wieku.
Artur często zaskakiwał Molly. Na pierwszy rzut oka wydawał się całkowicie przygnieciony pantoflem żony. Ale wcale nie był tak słaby, jakim się wydawał. Ich małżeństwo opierało się na prawdziwym partnerstwie. On wnosił znajomość męskiego sposobu myślenia, którego jej brakowało.
Artur przyznał, że Ginny prędzej czy później przezwycięży opór Harry'ego, ale nie wcześniej, nim młody mężczyzna będzie gotowy. Zwrócił tez uwagę, że w międzyczasie Harry cementował ich związek na mnóstwo sposobów, z których Ginny nawet nie zdawała sobie sprawy. Harry okazywał jej uczucia bardziej otwarcie i często zdarzało im się zdrzemnąć po południu na hamaku za domem. Włączał też Ginny w inne aspekty swojego życia.
Kiedy dwa dni wcześniej przybyła sowa od Remusa z pytaniami dotyczącymi jego majątku, Harry poświęcił kilka godzin, by wyjaśnić Ginny wszystkie aspekty sprawy i zapytać o jej zdanie. Artur zauważył, że Ginny będzie miała dostęp do całej fortuny Harry'ego i jej przyszły mąż powoli pokazywał jej, że znaczy to coś więcej niż tylko całkowita swoboda na zakupach. Po tych spostrzeżeniach Molly poczuła się znacznie lepiej. Oboje wiedzieli, że Ginny ma wyrobione poczucie odpowiedzialności. Harry wzmacniał je, włączając ją w podejmowane przez siebie decyzje. Pewnie nie zdawał sobie do końca sprawy z efektów swoich działań. Chciał jej po prostu pokazać, że ceni sobie jej zdanie.
Do dnia, gdy Harry osiągnie pełnoletniość i będzie miał pełen dostęp do swojej fortuny, zostały już tylko trzy dni i Molly odkryła, że w jednym aspekcie Harry zupełnie nie przypominał jej innych dzieci. Każde z nich, od Ginny do Billa, zaczęłoby już sugerować co chciałoby dostać na urodziny i kogo chciałoby zaprosić na przyjęcie urodzinowe. Ale Harry nie zająknął się na ten temat nawet słowem. Molly czuła się krańcowo sfrustrowana! Jak ona mogła przygotować uroczystość, skoro osoba, dla której wszystko miało zostać zorganizowane, wydawała się całkowicie obojętna? Przecież mieli świętować jego pełnoletniość! W końcu w desperacji udała się po pomoc do Ginny.
Znalazła córkę w jej pokoju, pogrążoną w lekturze książki, którą poleciła jej profesor Snape.
- Ginny, możesz mi poświęcić chwilkę?
- Jasne, mamo. Czego potrzebujesz?
- Chodzi o Harry'ego. Wiesz czemu nie wspomniał o jakiejkolwiek uroczystości z okazji jego urodzin? Nie powiedział mi na ten temat ani słowa, a zostały tylko trzy dni.
Ginny zastanowiła się, myśląc jak najlepiej to wyjaśnić. W końcu wzruszyła ramionami. Nie było sensu owijać w bawełnę.
- Nie powiedział słowa o imprezie, bo się żadnej nie spodziewa. Nie licząc kilku osób, jak Ron i Hermiona, nikt nie daje mu urodzinowych prezentów. Na pewno nigdy nie dostał żadnego od swojej „rodziny". Każdy prezent go bardzo zaskakuje. Nie pamięta swojego pierwszego i jedynego przyjęcia urodzinowego, a jego rodzice zostali zabici wkrótce potem. Od tego czasu nie świętował urodzin w żaden sposób. Dursleyowie nigdy nie robili niczego specjalnego na jego urodziny. Te skurwiele wysłały mu jedną chusteczkę na Boże Narodzenie na czwartym roku. Chusteczkę!
Molly była tak wstrząśnięta tymi informacjami, że po raz pierwszy nie zganiła córki za wulgarny język. Nie była zadowolona z tego co usłyszała, ale to faktycznie wiele wyjaśniało. No cóż, nie było innego wyjścia. Trzeba to było naprawić!
- No dobrze, Ginny – powiedziała z uśmiechem. – Może zorganizujemy twojemu facetowi niezapomnianą imprezę?
- Hermiona przyjeżdża jutro, na pewno nam pomoże. Ale będziesz musiała z nią o tym porozmawiać, nim Ron zaciągnie ją na pół dnia do jakiegoś kąta. A poza tym może doznać ciężkiego szoku, gdy dowie się, że Ron i Harry skończyli już swoje zadania domowe.
- Porozmawiam teraz z Ronem, a ty przygotuj listę osób, które należałoby zaprosić. Nie szalejmy, kilkoro przyjaciół, rodzina, może profesor Dumbledore. Potem będę musiała wymyślić, jak pozbyć się Harry'ego z Nory rano w dniu przyjęcia.
- To proste. Zaproś Neville'a Longbottoma i powiedz Harry'emu, że przychodzi. Mają urodziny prawie w tym samym dniu. Znam Harry'ego. Od razu będzie chciał iść na Ulicę Pokątną, by kupić Neville'owi prezent.
Obie kobiety wymieniły konspiracyjne uśmiechy i kontynuowały planowanie.
Powrót Hermiony
Następnego popołudnia samochód Grangerów zaparkował przed Norą. Hermiona ledwo zdążyła wysiąść, gdy dopadła do niej rudowłosa błyskawica, która uniosła ją w górę. Oczy Hermiony były wielkie jak spodki, gdy Ron delikatnie postawił ją na ziemi i przytulił.
Molly, Harry i Ginny stali przy wejściu do domu, pozwalając parze na kilka intymnych chwil. Dan i Emma Granger podeszli do Molly. Planowali zatrzymać się na kilka dni w pobliskim zajeździe, by móc spędzić więcej czasu z córką, jej chłopakiem i jego rodziną.
- Mionko! Tak się za tobą stęskniłem! Nie byłem w stanie wyrazić tego w listach.
Hermiona roześmiała się.
- Ja też za tobą tęskniłam. Wydawało mi się, że wakacje z moimi rodzicami będą super, ale okazało się, że nie były takie fajne bez ciebie.
Ron rozejrzał się wokół siebie.
- Mionko, mama i Ginny potrzebują twojej pomocy – wyszeptał. – Za dwa dni chcemy zorganizować przyjęcie niespodziankę z okazji urodzin Harry'ego! Mama była zła, że Harry w ogóle nie wspomina o swoich urodzinach, ale Ginny jej wszystko wyjaśniła. Ginny ma plan jak utrzymać Harry'ego z dala od domu, póki nie zacznie się impreza, ale obie liczą na twoją pomoc.
- Oczywiście, że pomogę – zapewniła podekscytowana Hermiona. – Wezmę tylko kufer i Krzywołapa i możemy iść do środka. A jak Harry? Pisałeś o tych ciężkich atakach…
- Już w porządku. Profesor Dumbledore odkrył, co stanowiło problem. Okazało się, że pewien animag szpiegował Harry'ego. Dumbledore, Remus i Tonks złapali animaga i przekazali go Ministerstwu. Od tego czasu nie ma więcej ataków. Ale poczekaj aż zobaczysz jego oczy! Trochę mi zajęło, zanim się do nich przyzwyczaiłem. Razem z Dumbledorem zrobili sobie zawody w gapieniu się. To była jedna z najśmieszniejszych rzeczy jakie widziałem. Myślę, że gdyby Ginny im nie przeszkodziła, to mogliby tak walczyć cały dzień.
Ron wziął kufer Hermiona, a jego dziewczyna podniosła Krzywołapa. Zaciekawiło ją to, o czym mówił Ron. Gdy weszli do domu puściła Krzywołapa, który, jak to kot, natychmiast zagarnął dla siebie najwygodniejszy fotel w pokoju. Ron zabrał kufer do pokoju Ginny, a Hermiona ruszyła do kuchni.
- Hermiona! Jak się masz, kochana? Ależ się opaliłaś! – Molly Weasley zamknęła ją w swoim słynnym uścisku.
Gdy Molly ją wypuściła, Hermiona uścisnęła Ginny, a potem ruszyła do Harry'ego, ale zatrzymała się widząc jego rozbawione spojrzenie. Harry się tego spodziewał. Jak na razie wszyscy reagowali tak samo na jego oczy. Ale jako że tym razem była to Hermiona, zrobił kilka kroków i przytulił ją.
- Miło cię widzieć, siostrzyczko – szepnął jej do ucha.
Odsunęła się nieco, by na niego spojrzeć, po czym odwróciła się do Ginny.
- O ja… Ginny, w następnym semestrze będziesz potrzebowała wielkiego kija. Chociaż w sumie możesz trzymać go na bardzo krótkiej smyczy, to też powinno wystarczyć.
Harry spojrzał na nią spode łba.
- Ej, nie jestem kawałkiem mięcha, od którego Ginny musi odganiać stado wygłodniałych psów.
- Ja tylko dbam o interesy mojej przyszłej bratowej. Chyba nic w tym złego? – spytała z szerokim uśmiechem.
Harry usiadł i mruknął coś pod nosem.
- Słucham? – spytała Hermiona przesłodzonym głosem.
- Nic takiego. Zastanawiałem się po prostu gdzie mogę kupić okulary przeciwsłoneczne na następny semestr.
Słysząc jego ponury ton, Ginny podeszła do niego i usiadła mu na kolanach. Odruchowo objął swoją dziewczynę.
- Harry, nie miałeś czasem pomóc Ronowi? – spytała Molly.
- A, jasne. Gin, możesz sobie wziąć krzesło. Ron ma problem z rzuceniem zaklęcia na pędzle, które mają pomalować warsztat twojego taty. Obiecałem mu pomóc.
Ginny podniosła się by go wypuścić. Harry pospiesznie przytulił ją i wyszedł. Gdy nie mógł ich już usłyszeć, Ginny i Molly wtajemniczyły Hermionę w swój plan. Nawet Emma zaproponowała kilka rzeczy.
Wycieczka do Gringotta
Dwa dni później, gdy Harry zszedł na śniadanie, Molly wspomniała, że około 15.00 przyjdzie do nich Neville. Harry natychmiast spytał, czy mógłby zapytać Remusa, czy nie wziąłby go na Ulicę Pokątną. Molly i Ginny wymieniły zadowolone spojrzenia. Ginny spytała czy mogłaby się z nim zabrać, a Harry odrzekł, że jeśli Molly się zgodzi, to on nie ma nic przeciwko.
Molly była trochę zła. Harry nie wspomniał nikomu, że to jego urodziny i nie wydawał się jakoś poruszony tym, że nikt nie złożył mu życzeń. Przeklęła Dursleyów. Harry'emu mogło to nie przeszkadzać, ale ona czuła się z tym fatalnie.
Ginny i Harry aportowali się na Grimmauld Place koło południa. Wszyscy myśleli, że Harry chce coś kupić, ale on miał inne plany. Ostatnim razem zauważył coś wśród zgromadzonych w skrytce przedmiotów, co jego zdaniem było idealne dla Neville'a.
Remus towarzyszył im przy teleportacji z Grimmauld Place do Dziurawego Kotła, a stamtąd na Ulicę Pokątną.
Harry poprowadził Ginny i Remusa prosto do Gringotta. W środku poprosił jednego z goblinów o sprowadzenie Gryfka. Zaskoczony goblin poprosił ich, by zaczekali chwilę.
Po kilku minutach oczekiwania pojawił się goblin, który uśmiechnął się do Harry'ego, pokazując wszystkie zęby.
- Panie Potter, miło znów pana widzieć. Jak mogę panu dziś pomóc?
- Dziękuję, Gryfku. Ciebie również miło widzieć. Czy mogę prosić o zawiezienie moich przyjaciół i mnie do mojej skrytki. Numer 76.
- Oczywiście, panie Potter. Cała przyjemność po mojej stronie.
Goblin zaprowadził Harry'ego, Ginny i Remusa do wagonika. Remus nie wiedział, czemu Harry wybrał właśnie tę skrytkę. Znał zawartość wszystkich skrytek Harry'ego. Parę miesięcy temu otrzymał nawet szczegółowe zestawienie ich zawartości.
Gdy dotarli na miejsce Harry spojrzał na towarzyszących mu ludzi.
- Może mi to chwilę zająć – powiedział. – Chcecie iść ze mną?
Remus odmówił, ale Ginny postanowiła tym razem poddać się ciekawości. Podążyła za Harrym przez potężne drzwi, które bezszelestnie otworzyły się przed nimi.
Ginny zatrzymała się i patrzyła wstrząśnięta na wnętrze. Pomieszczenie było większe niż klasa w Hogwarcie, a jego połowę wypełniały galeony. Pozostałą część zajmowały meble i kufry.
- Harry?
- Hmmm? – spytał, grzebiąc w jednym z kufrów.
- Czy to całe twoje złoto? – spytała nieśmiało.
Harry przez moment rozglądał się po skrytce.
- Nie, większość z tego po prostu nie mieści się w innych skrytkach. To jest skrytka rodowa z cennymi przedmiotami. Są jeszcze trzy inne, w których są głównie pieniądze i skrytka rodowa Blacków.
- Harry, z tymi pieniędzmi mógłbyś mieć każdą dziewczynę w Anglii… nawet na świecie.
Harry zmarszczył brwi i podniósł się znad kufra, by na nią spojrzeć.
- Gin, ja nie chcę jakiejś tam dziewczyny. Chcę ciebie. Jeśli to wszystko miałoby nas rozdzielić, to zrzeknę się tych wszystkich pieniędzy.
Podszedł do niej, złapał ją za ramiona i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Zrozum, Ginewro Weasley, to wszystko co się tu znajduje to nic, jest bezwartościowe w porównaniu z tym, co otrzymałem od ciebie. Jeśli ci przeszkadza, zacznę to rozdawać organizacjom charytatywnym, biednym, komukolwiek, aż nic nie zostanie. To nie to czyni mnie bogatym – powiedział, wskazując ręką na pieniądze. – Tylko twoja obecność w moim życiu.
Przyciągnęła go do siebie i przytuliła się do niego z całej siły. W końcu spojrzała mu w oczy.
- Pieniądze nie są problemem. Wiedziałam, że tu są, po prostu nie uświadamiałam sobie tego tak naprawdę, dopóki nie zobaczyłam tego na własne oczy.
Delikatnie pogładził jej policzek.
- Któregoś dnia to będzie twoje. Ułatwi nam życie, ale to tylko pieniądze. Teraz pomóż mi znaleźć to, czego potrzebuję. Chodzi o zdjęcie rodziców Neville'a z moimi rodzicami i pewną książkę.
Przekopywali kufer jeszcze jakiś czas, nim Harry wreszcie znalazł to, czego szukał. Wstał, spojrzał na nią i powiedział delikatnie:
- Już niedługo wrócimy tu i wybierzemy ci jakąś ładną biżuterię na nasz ślub. Tam z tyłu są nawet meble dla dziecka. Ale na razie mam to, po co przyszedłem. Chodźmy.
Ujęła go pod ramię i razem wyszli ze skrytki.
Wszystkiego najlepszego, Harry!
Remus nalegał, by iść z nimi do Nory. Harry co prawda uznał to za dziwne, ale nie wnikał w szczegóły. Jednak gdy aportowali się do Nory i odkryli, że nikogo tam nie ma, zmrużył podejrzliwie oczy. Włoski na karku stanęły mu dęba. Czuł się, jakby ktoś go obserwował, a to mu się bardzo nie podobało.
Zanim Remus lub Ginny zdołali otworzyć usta, syknął:
- Zostańcie tu!
Jednym ruchem wydobył różdżkę, a drugą dłoń rozświetliła magia. Rzucił na siebie zaklęcie kamuflażu i zniknął z widoku. Kuchenne drzwi otworzyły się i zaraz zamknęły. Ginny wybiegła za nim, krzycząc:
- Harry! Wszystko w porządku! Nic nie rób!
Nagle Ginny uderzyła w jakiś niewidoczny obiekt, odbiła się mocno i wylądowała na zadku. Harry rozproszył kamuflaż i pojawił się. Nieco zawstydzony schował różdżkę.
Rodzina Weasleyów bez Charliego, Grangerowie, Tonks, Neville, profesor Dumbledore i Jack Parsons niepewnie patrzyli na młodego czarodzieja. Co prawda odłożył różdżkę, ale wciąż promieniowała z niego moc, która jeżyła włosy na głowie!
Remus pomógł Ginny wstać i położył dłoń na ramieniu Harry'ego
- Harry? Wszystko w porządku?
- Co się dzieje? – spytał Harry.
- Tylko go posłuchajcie! – zawołał George.
- Wiem, jest totalnie beznadziejny! – odkrzyknął Fred.
- Nawet się nie domyśla…
- … że to jest JEGO impreza urodzinowa.
Harry gapił się na nich z niedowierzaniem.
- Moja impreza urodzinowa?
- Czy wiemy na pewno…
- … że nikt nie upuścił go na głowę…
- … gdy był dzieckiem?
Hermiona i Ginny złapały po jednej dłoni Harry'ego i zaciągnęły go do stołu.
- Tylko ty jesteś w stanie tak użyć zaklęcia kamuflującego, żeby działało, gdy się poruszasz! – Tonks nie mogła wyjść z podziwu.
Molly mocno uściskała Harry'ego.
- Wszystkiego najlepszego, kochany!
Pchnęła go w stronę krzesła i kazała usiąść. Kiedy Dumbledore uniósł się i wzniósł szklankę, zapadła cisza.
- Jest kilka specjalnych momentów w życiu każdego czarodzieja i czarodziejki, które są prawdziwymi kamieniami milowymi naszego życia. Jednym z nich są urodziny przed pójściem do Hogwartu lub innej magicznej szkoły. Kolejnym te, które dziś świętujemy. Od dziś Harry jest pełnoletni. Harry, zgodnie z prawem i zwyczajami jesteś już dorosłym czarodziejem, któremu przysługują prawa i przywileje dorosłego. W związku z tym proszę wszystkich zebranych, by dołączyli do mnie w tradycyjnym „Sto lat".
Wszyscy z ochotą zaśpiewali tradycyjną piosenkę urodzinową i, jak nigdy, nikt nie fałszował. Gdy przebrzmiała piosenka, George odpalił cała serię premierowych fajerwerków z Czarodziejskich Dowcipów Weasleyów.
Fred wręczył Harry'emu szklaneczkę z płynem. Harry spojrzał na nią podejrzliwie, ale gdy Ron, który urodziny miał kilka miesięcy wcześniej, uniósł podobną szklankę, jubilat nieco się odprężył. Ostrożnie powąchał zawartość, a wreszcie wziął duży łyk, decydując się iść na całość.
Oczy zaszły mu łzami, a z uszu wystrzeliły kłęby dymu. Przez krótką chwilę jego normalnie rozczochrane włosy stanęły dęba. Zakrztusił się, łapiąc spazmatycznie powietrze.
- Co to jest? Smakuje jak coś, co piłem mając pięć lat.
Fred poklepał go po plecach ignorując niechętne spojrzenia kobiet.
- Harry, staruszku, to jest Mega Doładowana Ognista Whisky Mongosa, napój prawdziwych mężczyzn! Od tego rosną włosy na klacie!
Harry uśmiechnął się słabo i odpowiedział:
- Wydawało mi się, że twojej siostrze podoba się, że nie mam włosów na klacie.
Drżącą ręką odstawił szklankę i kontynuował pijąc piwo kremowe. Nie zdając sobie z tego sprawy, poprawił w ten sposób swoje notowania u wszystkich zgromadzonych kobiet. Nawet Dumbledore skinął głową z aprobatą. Dyrektor zdawał sobie sprawę z poziomu mocy, jaką dysponuje Harry. Pozostawanie trzeźwym było w tym kontekście bardzo istotne.
Siedzieli przy długim stole przez jakąś godzinę, póki młodzież nie zdecydowała, że czas udać się nad staw. Przebrali się szybko w domu, a potem wskoczyli do stawu, nurkując, chlapiąc na siebie, śmiejąc się i piszcząc.
Harry spoglądał na nich tęsknie z brzegu. Nie mógł pływać, póki nie znajdą sposobu na utrzymywanie wody z dala od jego blizny. Widok jego dziewczyny, która szalała w jednoczęściowym stroju kąpielowym, tak go pochłonął, że nie dostrzegł zakradających się za niego bliźniaków.
Gdy wyleciał w powietrze miał tylko tyle czasu, by zamknąć usta przed uderzeniem.
Anglia, nieznana lokalizacja
Voldemort był w paskudnym nastroju. Kilka dni wcześniej odpłacił Murphy'emu za jego porażkę, odsyłając jego głowę do Irlandii w pudełku. Poprawiło mu to trochę humor, ale ten dzień nie układał się pomyślnie. Zerwał więzi z gangiem, więc musiał znaleźć jakiś inny sposób na szpiegowanie tego bachora. Niestety żaden nowy pomysł nie przychodził mu do głowy, co sprawiło, że był jeszcze bardziej nerwowy niż zwykle.
Voldemort spędził większość dnia skupiając się na jego więzi z Harrym. Wiedział, że to specjalny dzień i z okazji pełnoletności zamierzał podarować mu specjalny prezent.
Teraz! Nagle więź stała się czysta. Uderzył z całą swoją mocą niczym jadowity wąż.
Przyjęcie urodzinowe
Harry wpadł do wody z głośnym pluskiem, na co większość zareagowała głośnym śmiechem.
Tylko Ginny się nie śmiała. Wrzasnęła, widząc, że bliźniacy wrzucają Harry'ego do stawu, ale było już za późno. Jednak jej krzyk zaalarmował dorosłych, że coś jest nie tak.
Harry, zesztywniały od bólu, który eksplodował na jego czole, poszedł na dno jak głaz. Próbował oddychać, ale jego płuca wypełnił płyn, a przed oczami tańczyły kolorowe plamy. Poczuł, jak uderza o dno i ogarnęła go ciemność.
Ginny wyskoczyła ze stawu i popędziła do domu. Ron, który wspiął się na unoszącą się na wodzie platformę, dostrzegł Harry'ego i zanurkował po niego. Zdumieni bliźniacy stali na brzegu, nie rozumiejąc o co tyle hałasu. Wówczas przybyła Molly i reszta dorosłych.
Ron wyciągnął sztywne ciało Harry'ego z wody i ułożył go na trawie. Ginny wybiegła z domu z ręcznikiem i słoiczkiem maści. Wytarła jego czoło do sucha i zaaplikowała maść. Harry drgnął kilka razy spazmatycznie i rozluźnił się.
Ginny z ulgą usiadła na piętach. Przyjrzała mu się, by sprawdzić, czy nic mu się nie stało i dostrzegła, że nie oddycha. Spanikowana zaczęła wrzeszczeć na dorosłych, by coś zrobili.
Dan Granger przypadł do boku Harry'ego i obrócił go na brzuch. Siadł okrakiem na młodym mężczyźnie i mocno pchnął dół klatkę piersiowej, pomagając wodzie wydostać się z płuc. Powtórzył to kilka razy. W końcu przestał, gdy chłopak zakaszlał, zakrztusił się i zaczął kaszleć jeszcze mocniej.
Widząc, że kryzys opanowany, Molly popatrzyła na bliźniaków.
- CO WYŚCIE SOBIE MYŚLELI? – wrzasnęła na nich.
- Molly – dobiegł słaby głos za jej pleców. Harry usiłował usiąść, opierając się na Ginny.
- Tak, kochanie?
- Nie wiń ich. Nie wiedzieli o maści. Powinienem zostać przy stole, gdy oni poszli pływać.
Ginny pomogła mu wstać. Zachwiał się lekko i oparł się o nią. Molly ciągle miała ochotę zamordować bliźniaków, ale Harry miał rację. Nie wiedzieli o maści. Nie żeby to był jakiś wielki sekret, po prostu nie mówili o tym nikomu, kto nie musiał wiedzieć.
Ginny poprowadziła Harry'ego do stołu i usadowiła na fotelu ogrodowym wystarczająco dużym dla nich obojga. Wziął ją na kolana i głęboko odetchnął. Płuca trochę go bolały, ale chyba wszystko działało.
- Wiesz co – powiedział Harry szeptem, nachylając się do swojej dziewczyny. – Twój strój kąpielowy doprowadza mnie do szału. Gdyby twoi bracia wiedzieli, jakie mam nieprzyzwoite myśli na twój temat, to by mnie zabili!
Uśmiechnęła się po kryjomu. To znaczyło, że strój dał zaplanowany efekt. Pokręciła się trochę na jego kolanach, wywołując jęk pożądania, a potem wtuliła się w niego. Gdy się usadowiła, Harry przywołał prezent i pomachał do Neville'a.
- Neville, znalazłem to w mojej skrytce i pomyślałem, że może cię to ucieszyć. To jest wspólne zdjęcie naszych rodziców. Zrobiono je zaraz po ukończeniu przez nich Akademii Aurorów. To drugie to podręcznik aurora mojego taty. Wiem, że jest stary i przeterminowany, ale powinien być niemal identyczny z tym, którego używał twój tato.
Neville popatrzył szeroko otwartymi oczami na bezcenne pamiątki.
- Harry… ja…
- Neville, w porządku. Naprawdę.
Harry uśmiechnął się do Harry'ego i Ginny. Rozmawiali przez chwilę, wreszcie Remus wstał, wyczarował stolik, położył na nim jakiś przedmiot i poprosił wszystkich o uwagę.
- Słuchajcie. Mam tu coś zwanego myśloodsiewnią prezentacyjną. Potrafi pokazywać obrazy w skali 1:1. Co prawda myśloodsiewnię przeznaczone są do poważnych celów, ale często zdarza się, że podczas przyjęć dzieli się za ich pomocą jakimiś śmiesznymi albo radosnymi wspomnieniami. Jak wszyscy wiecie, Harry nie ma za dużo wspomnień swoich rodziców, więc chciałbym zacząć, dodając do tej myśloodsiewni kilka moich wspomnień. Kiedy skończymy je oglądać, będziecie mogli podzielić się swoimi. Po prostu podejdźcie tutaj, a ja pomogę wam je wyizolować. Pierwsze wspomnienie na zawsze pozostanie w moim sercu, choć byłem tam w najlepszym razie obserwatorem.
Nad myśloodsiewnią pojawił się ogromny obraz. Harry wstrzymał oddech.
James Potter stał przed młodszym Dumbledorem. U jego boku znajdował się Syriusz. Ojciec Harry'ego był niezwykle podobny do syna, poza oczami, i miał nieco wyraźniejsze rysy twarzy, które u Harry'ego wydawały się delikatniejsze. Widok przesunął się ku otwartym drzwiom z tyłu, przez które przechodziła Lilly Evans.
Była przepiękna.
Harry pociągnął lekko nosem i gwałtownie potarł oczy. Ginny złapała go za rękę.
Lilli była odziana we wspaniałą białą szatę, która przylegała do niej niczym druga skóra. Jej ciemnorude włosy spływały na plecy kaskadą loków. Błyszczące oczy utkwiła w Jamesie.
James z uczuciem patrzył na narzeczoną. Nie spuszczał jej z oka, gdy zbliżała się do stołu, na którym stała małżeńska czara.
Harry obserwował oczarowany. Ginny była rozdarta. Chciała patrzeć na to wydarzenie, ale jednocześnie pragnęła obserwować reakcje Harry'ego.
Gdy złożyli przysięgę, scena zmieniła się na wesele. Nie zdołali dokończyć swojego pierwszego tańca. Jakby planowali to wcześniej, ku rozbawieniu wszystkich gośc, w pewnym momencie przestali wirować i zamarli, patrząc sobie w oczy. James wyszeptał coś do Lilly i nachylił się, by ją pocałować. Powoli ich pocałunek nabierał żaru. Byli zupełnie nieświadomi widowni! Pogrążyli się w jakiś własnym świecie, gdzie byli tylko oni dwoje.
Nawet Ginny uroniła łzę na ten widok. Przypomniało jej to o ich pierwszym formalnym balu z Harrym. Kiedy scena zniknęła, Harry otrząsnął się i popatrzył ze smutnym uśmiechem na Remusa.
- To wyjaśnia czemu wybrał Ginny – zawołał Artur Weasley. – Lilly mogłaby być jej siostrą!
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Remus wstał i ponownie podszedł do myśloodsiewni.
- Harry, to był początek czegoś wielkiego, ale nikt z nas nie zdawał sobie sprawy jak wielkiego. Już jako dziecko dawałeś nam do zrozumienia, że nie zamierzasz być zwykłym czarodziejem. James był z tego dumny jak paw, ale szczerze mówiąc czasami doprowadzałeś rodziców do szału. Byłeś radosnym dzieckiem, ale jak pokaże następne wspomnienie, mieliśmy z tobą pełne ręce roboty.
Nad myśloodsiewnią pokazał się kolejny obraz.
Na środku typowego salonu siedział mały Harry. Zachwiał się nieco niepewnie, wpatrując się, niemal zezując, w Wąchacza, animagiczną formę swojego ojca chrzestnego.
Mały Harry wyciągnął dłoń, dotykając nosa Wąchacza, a potem krzyknął do niego:
- HAU!
Wąchacz wpatrywał się przez moment w dziecko, a potem szczeknął, co sprawiło że mały Harry upadł na plecy i zaniósł się chichotem, jaki może z siebie wydobyć tylko małe dziecko.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Ginny uśmiechała się szeroko, a bliźniacy spadli pod stół.
Nawet jako niemowlak miał te rozczochrane włosy i śliczne zielone oczy, pomyślała Ginny.
- Chłopiec, Który Przeżył to Chłopiec, Który Szczekał! – zawołał George.
Mały Harry usiadł z wysiłkiem i znów krzyknął „Hau!" do Syriusza, co zaczęło wszystko od nowa. W końcu Wąchacz odwrócił się, a Harry złapał go mocno za ogon, jadąc za nim po podłodze, chichocząc całą drogę.
Nagle Lilly pojawiła się w drzwiach i podniosła Harry'ego.
- Syriuszu, no naprawdę! Sama nie wiem kto z was jest gorszy. Ty go ciągasz po ziemi, a James wozi go na Rogaczu. Pomyślałby kto, że dorośli faceci!
Lilly przytuliła Harry'ego i zrobiła malinkę na jego brzuchu, co dziecko przyjęło głośnym śmiechem. Potem włożyła go do kojca, w nadziei, że dziecko zaśnie, a Wąchacz położy się obok i go popilnuje.
Harry zauważył Wąchacza i powiedział cicho:
- Piesio!
Ku zaskoczeniu Wąchacza „piesio" został wylewitowany do kojca, by służyć Harry'emu za miękką poduszkę. Harry wtulił się w niego i zaczął zasypiać, gdy Lilly weszła do pokoju.
Widzowie patrzyli z niedowierzaniem. Większość magicznych dzieci od czasu do czasu doświadcza niekontrolowanych przebłysków magii, ale to było ewidentnie świadoma, bezróżdżkowa magia.
- SYRIUSZ! – zawołała Lilly z rękami na biodrach.
Wąchacz ostrożnie wstał i wyskoczył z kojca. Jednak nie zdążył wylądować, gdy został z powrotem wylewitowany do kojca. Wąchacz zrobił coś, co wyglądało jak wzruszenie ramionami i przytulił się do Harry'ego, który wymamrotał „piesio" i wtulił się w animaga.
Lilly stała dłuższą chwilę, gapiąc się na tą parę. Nie mogła powstrzymać uśmiechu. Harry spał z głową opartą na wielkim psie. Syriusz obrzucił Lilly niepewnym spojrzeniem i udał, że również zasypia.
James wszedł do pokoju i podszedł do żony.
- Lils? Coś się stało? Czemu Syriusz jest z Harrym w kojcu?
- Harry wylewitował go do kojca. Chociaż czasami mam wrażenie, że Syriusz powinien mieć własny kojec. Ale Harry! Na Merlina! James, on już używa magii bezróżdżkowej!
- Lils, powtarzam ci to od miesięcy. Ale ty musiałaś przekonać się na własne oczy.
Scena rozpłynęła się. Harry miał rozmarzoną minę, a Ginny chichotała z wyczynów dziecka.
- Harry w pieluchach! To jest widok, który mogliśmy sobie darować! – zawołał Fred.
- Ginny powinienem cię ostrzec. Harry to zapewne najpotężniejszy czarodziej swojego pokolenia, a ty jesteś jedną z najpotężniejszych czarodziejek jakie znam. Wasze dzieci będą jeszcze gorsze niż on – powiedział Remus, budząc powszechną wesołość.
Fred podszedł do myśloodsiewni, a Remus pomógł mu wyizolować wspomnienia z dnia, kiedy przemalowali pokój wspólny Slytherinu na odblaskową żółć.
Artur podzielił się wspomnieniem pierwszego spotkania z Molly Prewett. Przez całe wspomnienie żona trzymała go za rękę.
Nawet Ron udostępnił wspomnienie pierwszego meczu Harry'ego w barwach Gryffindoru, podczas którego popisał się chwytem na pełnej prędkości z pozycji stojącej.
Hermiona pokazała wszystkim, jak Ron i Harry pokonali górskiego trolla, który zaatakował ją w łazience dziewcząt. Bliźniacy oczywiście droczyli się z młodszymi chłopakami, przestrzegając ich przed niebezpieczeństwami, jakie czają się w damskich toaletach.
Kilka osób poprosiło, żeby Harry podzielił się jakimś wspomnieniem. Harry wyglądał na zmartwionego. Ginny próbowała go uspokoić, ale on odezwał się cicho:
- Gin, nie rozumiesz. Moje najlepsze wspomnienia wiążą się z nami, a tych nie chcę z nikim dzielić. A pozostałe… nie są fajne.
Dumbledore wstał, wyczuwając jego dylemat.
- Harry, normalnie na przyjęciach ludzie dzielą się wspomnieniami, które są zabawne lub szczęśliwe. Rozumiem jednak, że nie masz zbyt wielu takich, którymi chciałbyś się podzielić, czego niezmiernie żałuję. Czasami w takich sytuacjach ludzie dzielą się wspomnieniem, które może nie być śmieszne ani szczęśliwe, ale zawiera coś, co odmieniło ich życie. Posiadasz wspomnienie z takiego wydarzenia. To coś, co dotyczy całej rodziny Weasleyów, a przez większość czasu byłeś jedyną przytomną osobą. Jeśli zechcesz, a Ginewra nie zgłosi obiekcji, może podzielisz się z nami tym, co naprawdę wydarzyło się w Komnacie Tajemnic?
Bliźniacy, Bill, Ron, a nawet Hermiona wyglądali, jakby nie mogli się doczekać. Nawet Artur był zaintrygowany. Molly czuła ciekawość, ale obawiała się tego oglądać. Grangerowie i Jack Parsons nie wiedzieli o co chodzi, ale również wydawali się zainteresowani.
- Ginny? – spytał delikatnie Harry. Kiedy Dumbledore wspomniał Komnatę, zacisnęła mocno oczy i zesztywniała. – Nie masz nic przeciwko? Powiedz tylko słowo, to nie pokażę niczego.
Otworzyła oczy i spojrzała na niego.
- Chyba jednak muszę zobaczyć jak go zabijasz. Podobnie jak moja rodzina.
Harry skinął głową i podszedł do Remusa, by wyizolować wspomnienie. Remus odczekał, aż Harry zajmie swoje miejsce i przytuli Ginny nim zaczął odtwarzać.
W komnacie panowały ciemności. Długi rząd wężowych posągów zapełniał środek pomieszczenia, do którego wkroczył dwunastoletni Harry Potter. Ruszył ku wielkiemu wężowi wyrzeźbionemu na ścianie po drugiej stronie. Dostrzegł Ginny i popędził w jej stronę. Bał się o nią tak bardzo, że nawet nie zauważył, gdy wypuścił różdżkę.
- Ginny! Ginny! Obudź się, proszę! – błagał niemal we łzach.
Jakaś ręka podniosła różdżkę Harry'ego.
Harry wstał i znalazł się twarzą w twarz z Tomem Riddle, Voldemortem, który powoli wysączał z Ginny energię życiową, karmiąc nią siebie.
Riddle chełpił się swoimi dokonaniami i ogłosił się najpotężniejszym czarodziejem na świecie. Opowiadał, że wkrótce Ginny umrze, a on powróci do życia.
- Przykro mi cię rozczarowywać, ale wszyscy mówią, że największym czarodziejem na świecie jest Albus Dumbledore…
- Wystarczyło zwykłe wspomnienie mnie, by Dumbledore'a przepędzono z zamku!
Przerwał, gdy nieziemska muzyka wypełniła Komnatę. Harry wyprostował się i stanął pewniej. Nagle na szczycie jednego z posągów pojawił się Fawkes. Feniks nadleciał nad Harry'ego i rzucił mu szmaciane zawiniątko. Tiarę Przydziału.
- I to Dumbledore wysyła swojemu obrońcy! Śpiewającego ptaka i stary kapelusz! Czujesz się odważny, Harry Potterze? Czujesz się teraz bezpieczny?
Za Riddlem rozległ się szelest bazyliszka wypełzającego ze swojego gniazda. Harry zamknął oczy, obrócił się i uciekł.
Widzowie sapnęli, gdy zorientowali się jak wielki był potwór.
- ZABIJ GO! – wysyczał Riddle do bazyliszka.
Bazyliszek ruszył w pościg. Fawkes wrzasnął i zanurkował ku jego oczom. Po chwili wielki wąż stracił oboje oczu i jego zabójcze spojrzenie nie stanowiło już dla Harry'ego niebezpieczeństwa.
- NIE! ZOSTAW PTAKA! ZOSTAW PTAKA! CHŁOPAK JEST ZA TOBĄ! MOŻESZ GO WCIĄŻ WYCZUĆ! ZABIJ GO!
- Pomocy, pomocy – wymamrotał Harry. – Ktoś… ktokolwiek…
Gdy ogon ślepego gada przesunął się pobliżu, zagarnął Tiarę Przydziału, która wylądowała na kolanach Harry'ego. W desperacji chwycił ją i nasunął sobie na głowę.
Harry skrzywił się i ściągnął Tiarę. Sięgnął do niej, wydobywając błyszczący srebrny miecz. Harry wstał i odwrócił się, gotowy stawić czoła bazyliszkowi.
Wszyscy wstrzymali oddech. Ginny wczepiła się w Harry'ego. Dygotała. Przytulił ją mocniej.
- Gin, to tylko wspomnienie – wyszeptał delikatnie.
- Wiem. Po prostu… - zamknęła oczy.
Usłyszała pomruk widzów i uniosła oczy, by zobaczyć jak Harry walczy z bazyliszkiem.
Machnął nieporadnie mieczem, ale to wystarczyło, żeby bestia nabrała respektu. Powoli wąż przypierał go do ściany. Bazyliszek uniósł się, gotowy do uderzenia. Harry ruszył do przodu, gdy uderzył potwór. Ostrze zagłębiło się w wężowe podniebienie, docierając do mózgu. Jedne z jadowitych kłów odłamał się i utkwił w ramieniu Harry'ego. Wąż gwałtownie odchylił się, wyrywając Harry'emu miecz z ręki, po czym padł na ziemię w przedśmiertnych drgawkach.
Ginny poskoczyła gwałtownie, gdy kieł węża przebił ramię Harry'ego. Hermiona z Ronem siedzieli przytuleni, wstrząśnięci rozgrywającą się przed nimi sceną. Molly łkała w ramionach Artura, ale nie odrywała oczu od wspomnienia.
Zatruty i obolały Harry uniósł spojrzenie na Riddle'a. Wyrwał kieł z ramienia i upuścił go.
- Jesteś martwy, Harry Potterze.
Ginny załkała cicho. Harry zmusił ją, by spojrzała mu w oczy.
- Kochanie, już wszystko dobrze. Fawkes mnie uzdrowił, pamiętasz? Ginny, już po wszystkim – uspokajał ją cicho.
Zabrzmiał szum skrzydeł. Fawkes przeleciał nad nim i coś spadło na kolana Harry'ego. Dziennik!
Harry porwał kieł bazyliszka z podłogi i wbił go w dziennik. Z książeczki wytrysnęła fontanna atramentu. Dźgnął ją jeszcze raz, kręcąc kłem w otworze, a Riddle ryknął z bólu.
Ginny odsunęła się od Harry'ego dysząc ciężko.
- ZDYCHAJ SKURWIELU! – wrzasnęła na wspomnienie.
Harry chwycił ją i mocno przytulił. Przez moment próbowała się wyrwać, ale w końcu się rozluźniła.
Promienie światła przebijały Riddle'a niczym włócznie. Wrzasnął jeszcze raz i nagle zniknął, a różdżka Harry'ego opadła na podłogę.
Ginny jęknęła i usiadła. Widząc to Harry przypadł do jej boku.
Po kilku chwilach wspomnienie zniknęło i wokół stołu zapanowała cisza. Ginny patrzyła na z podziwem na Harry'ego, jej oczy wypełniły się łzami.
- Nie wiedziałam – wyszeptała. – Słyszałam tę historię, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to tak wyglądało.
- Gin, to było dawno temu i wygraliśmy – odpowiedział jej delikatnie.
Wstali z fotela, który dzielili. Harry spojrzał zmartwiony po milczących widzach. Wszyscy spoglądali na nich bez słowa.
Dopiero bliźniacy przerwali ciszę.
- Hej! Skoro potrafił zrobić coś takiego, gdy miał dwanaście lat… - zawołał Fred.
- … to w wieku siedemnastu lat zmiecie Voldemorta! – dokończył George.
Nagle wszyscy stoczyli się wokół Harry'ego i Ginny. Dumbledore zamachał rękoma i ludzie powoli się uspokoili.
- Harry, opowiadałeś mi wcześniej o wszystkim co tam zaszło, ale chyba nie udało ci się oddać głębi niebezpieczeństwa i bólu, któremu musiałeś stawić czoło. Nie sądzę, by ktokolwiek, łącznie ze mną, zdawał sobie sprawę jak okropne było to przeżycie. Jestem pod wrażeniem i niezmiernie ci wdzięczny. Gdyby nie twoje czyny, Voldemort wróciłby dwa lata wcześniej.
- Ale panie profesorze! Ten miecz? – wtrąciła się Hermiona.
- Tak Hermiono, Harry naprawdę przywołał miecz Godryka Gryffindora. Nikt nie wie, gdzie znajdował się on przez ostatnich tysiąc lat. Obecnie spoczywa w moim biurze i o ile mi wiadomo Harry jest jedyną osobą zdolną nim władać. Miecz nie pozwoli nikomu sobą władać. Jedynie dziedzic Gryffindora, krwi lub ducha, może zrobić to bez narażania się na niebezpieczeństwo. Mogę go na moment dotknąć, by go przemieścić, ale nie mogę się nim posługiwać.
Artur podszedł do Harry'ego. Ginny trzymała swojego chłopaka, jakby nigdy nie zamierzała go puszczać.
- Harry… - zaczął Artur głosem ochrypłym od emocji. – Uratowałeś życie naszej małej dziewczynki, a potem oddałeś jej swoje serce. Nie znam nikogo, kto byłby dla niej lepszy niż ty. Synu, jestem z ciebie dumny i bardzo wdzięczny za to, czego dokonałeś.
Uściskał oboje. Gdy wypuścił ich z objęć, spojrzał Harry'emu w oczy, skinął głową i wrócił do Molly, która wciąż cicho płakała.
- Ginny, nic ci nie będzie? – spytał jej Harry. – To nie wywoła u ciebie żadnych koszmarów, prawda?
Uśmiechnęła się do niego.
- Zabiłeś go. Jeśli będę miała od tego koszmary, po prostu przyjdę do twojego pokoju, żebyś mnie przytulił.
Jack położył rękę na ramieniu Harry'ego.
- Harry, masz jaja wielkości kuli do kręgli! Znam weteranów wojennych co zmoczyliby gacie na widok tego węża!
Wszyscy poza Harrym popatrzyli z ciekawością na Jacka.
- Zrobiłem po prostu to, co było trzeba – odparł Harry.
- Jasne mały, ale i tak jesteś gość z jajami. Dobra robota.
Wkrótce potem przyjęcie zaczęło dogasać. Grangerowie wrócili do zajazdu, Neville poszedł do domu, a Bill, bliźniacy i Jack opuścili Norę.
Harry, bojąc się, że Ginny mogła ciężko znieść jego wspomnienie, trzymał się blisko niej przez resztę wieczoru. Dumbledore, Remus i Tonks zostali jeszcze trochę i całe towarzystwo przeniosło się pod dach.
Dumbledore powiedział Harry'emu, że planuje zaprosić do Hogwartu jego i jego przyjaciół w ciągu następnych dwóch dni. Zaproponował, żeby Remus ich odeskortował, ale Harry przypomniał mu, że może po prostu przenieść wszystkich jako Skrzydło.
Rodzinna posiadłość Knotów
Korneliusz Knot nie był szczęśliwym człowiekiem. Jego nieliczne kontakty w nowym rządzie poinformowały go, że dyrektor Shacklebolt jest bliski odkrycia informacji, które nie powinny wyjść na światło dzienne.
Knot w panice wrzucał wszystko do kufrów: obligacje, zwitki mugolskich banknotów, ubrania. Odkąd stracił pracę w Ministerstwie pewni ludzie, w zasadzie było ich całkiem sporo, chcieli z nim poważnie porozmawiać.
Knot nie był Śmierciożercą, ale identyfikował się z ich programem. Lucjusz Malfoy był jego głównym kontaktem wśród zwolenników Voldemorta i źródłem największego dochodu. Malfoy zawsze przychodził do niego prosić go o różne rzeczy, ale Knot zdawał sobie sprawę, że w rzeczywistości były to rozkazy.
Próbował domknąć jeden z kufrów, gdy eksplozja wyrzuciła drzwi do jego sypialni z zawiasów. Kilku Śmierciożerców wpadło do środka, złapało go za ręce i rzuciło na kolana.
W drzwiach pojawiła się postać.
- Wybierasz się gdzieś Korneliuszu? – spytał cicho Voldemort.
- Nie… nie.. nie, mój Panie – zająknął się Knot. – Po prostu chowałem w kufrze pewne niepotrzebne rzeczy.
- Jestem bardzo rozczarowany twoją postawą, Korneliuszu. Najpierw nie udało ci się utrzymać mojego powrotu w tajemnicy. Potem pozwalasz Dumbledore'owi utrzymać kontrolę nad szkołą. A w końcu pozwalasz, by Potter znów namieszał w moich planach!
- A… a… ale mój Panie! Próbowałem!
Knot słyszał wrzaski dobiegające z innych części posiadłości. Jego rodzina!
- Korneliuszu, jeśli próbujesz, ale nie udaje ci się, musisz ponieść konsekwencje. Pozwól, że ci zademonstruję – powiedział spokojnie Czarny Pan.
Nora
Siedzieli wokół stołu i rozmawiali. Dumbledore zaczął właśnie opowiadać Hermionie o bibliotece dyrektorskiej, ale nagle urwał.
Harry złapał słoiczek leżący przed Ginny. Lekko drżącą ręką zaaplikował więcej maści na swoją bliznę. Po chwili nałożył kolejną dawkę. W końcu odchylił się i westchnął z ulgą.
- Harry? Co się stało? – spytał dyrektor.
- Nie jestem pewien. Kiedy już nałożę maść, blizna rzadko daje mi się we znaki. Ale dzisiaj ból przepala się przez maść. Wydaje mi się, że on dzisiaj zabija kogoś osobiście. Powoli i czerpiąc z tego wielką satysfakcję.
- Remus, weź Tonks i zaalarmujcie Zakon. Ja udam się do Ministerstwa, by sprawdzić co się dzieje. Harry, przykro mi kończyć twoje przyjęcie urodzinowe w taki sposób, ale musimy podjąć działania dla ochrony ciebie i nas wszystkich.
- Rozumiem. Dziękuję, że pan dzisiaj przyszedł.
Rodzinna posiadłość Knotów
Ostatni Śmierciożerca opuszczający budynek splunął na drzwi. Odwrócił się i wycelował różdżkę w niebo.
- MORSMORDE!
Nora
Było już późno i Harry miał problemy ze snem. Blizna mu nie przeszkadzała, ale męczył go powód wcześniejszego bólu. Tej nocy, gdzieś w tym świecie rozciągającym się za jego oknem, Voldemort kogoś zabił. A on leżał sobie w łóżku i nic w tej sprawie nie robił.
W końcu zrezygnował ze spania i ubrał się pospiesznie. Wymknął się z pokoju i zszedł na dół. Wyszedł z domu i spojrzał w nocne niebo. Wyglądało niezwykle pociągająco – bezchmurne, gwiazdy świeciły tak jasno, uspokajająco.
Odruchowo zmienił się w Skrzydło i zerwał do lotu. Obleciał kilka razy dom, po czym zaczął wznosić się na spirali, intonując jednocześnie pieśń światła i nadziei. Osłony wokół domu zaczęły migotać w ciemnościach nocy, gdy potężna magia feniksa wzmacniała użyte przy ich rozstawianiu zaklęcia.
Ginny i Hermiona obudziły się na dźwięk tej pieśni i stały w otwartym oknie, obserwując osłony gdy Molly weszła do pokoju.
- Ginny? Wiesz co Harry robi?
- Wzmacnia osłony. Myśl o śmierci ludzi nie pozwala mu spać, więc pewnie postanowił zrobić coś pożytecznego. On odczuwa każdą śmierć, jakby osobiście za nią odpowiadał. Nawet jeśli są to ludzie, których nie zna. Pamiętam jaki był wstrząśnięty, gdy musiał zabić Pansy, choć ona nie dała mu wyboru.
Harry wciąż wznosił się, śpiewając swoją pieśń. Po niemal godzinie wrócił do Nory i przybrał normalną postać. Wspiął się po schodach do swojego pokoju. Ginny stała przy oknie wciąż patrząc na migoczące osłony.
- Ginny? Przepraszam, obudziłem cię?
Podeszła do niego i poprowadziła go do łóżka. Pchnęła go na nie i położyła się obok. On wciąż był w ubraniu, ale ona miała na sobie tylko koszulę nocną.
- Ale Gin, twoi rodzice…
- Cicho Harry. Potrzebujesz spać, a ja potrzebuję, żebyś mnie przytulił. Mama zrozumie, zwłaszcza, że oboje jesteśmy ubrani. Teraz śpij kochanie. Dziś w nocy zrobiłeś już wystarczająco dużo.
Gabinet dyrektora, Hogwart
Trzy dni po swoich urodzinach Harry przyprowadził Ginny, Rona i Hermionę do biura dyrektora. Ostatnio nie bardzo rozumiał co się dzieje. Absolutnie nikt, nawet Molly, nie powiedział złego słowa na temat tego, że Ginny sypia w jego łóżku. Wstrząsnęło nim to, że Ginny wróciła do niego kolejnej nocy i jeszcze następnej, a nikt tego nie skomentował. Nie robili nic poza spaniem. Ginny twierdziła, że potrzebuje, by Harry ją przytulał, a on był szczęśliwy mogąc spełnić jej życzenie, ale spodziewał się, że Molly z Arturem się wściekną.
W ciągu tych nocy Harry osiągał wyżyny samokontroli. Gdy wszedł do łóżka w spodniach, Ginny kazała mu je zdjąć. Nie ułatwiała mu tego wszystkiego. Oczywiście, całowali się i przytulali, ale Harry nie zamierzał pozwolić, by zaszło to dalej, ku rozczarowaniu Ginny.
Ona jednak czuła, że wszystko idzie zgodnie z planem. Chciała w ten sposób przyzwyczaić wszystkich, że wślizguje się czasem do pokoju Harry'ego, a jej rodzice nie robią jej z tego powodu scen. Była niemal tak samo wstrząśnięta jak jej rodzice, gdy zobaczyła co zaszło w Komnacie. Nikt nie wiedział, że było tak źle, nikt nie zdawał sobie sprawy, że gdyby Fawkes nie uznał go za godnego uzdrowienia, on tej nocy zginąłby, a ona żyła dalej.
Do pewnego stopnia ta świadomość dotknęła całej rodziny. Minęło tylko kilka dni, ale większość jej rodziny zrozumiała, że Ginny nie jest już dzieckiem. Żyła niemal rok z Voldemortem w głowie i została ocalona przez mężczyznę, którego planowała poślubić. Użyła nowego szacunku swojej rodziny, by dokonać kilku drobnych, ale istotnych zmian.
Spędzanie nocy z Harrym było jedną z nich. Nie zamierzała spać z nim codziennie, ale wystarczająco często. Wiedziała, że za kilka dni Harry formalnie jej się oświadczy i chciała, by jej rodzina rozumiała, że jest w stanie poradzić sobie z pewnymi aspektami swojego życia.
Dlatego właśnie Harry, który przyprowadził trójkę przyjaciół do gabinetu dyrektora, był taki wstrząśnięty.
Dumbledore uniósł głowę znad biurka słysząc ich przybycie. Skrzydło wyśpiewał powitalną pieśń, którą Fawkes odwzajemnił. Potem Harry zmienił się z powrotem w człowieka.
- Witajcie. Siadajcie proszę. Czy ktoś ma ochotę na cytrynowego dropsa? – spytał wesoło dyrektor. Kiedy uprzejmie odmówili, Dumbledore przeszedł do meritum: - Tak jak wam ostatnio wspominałem, biblioteka dyrektorska zawiera księgi, które dyrektor zgromadził w czasie pełnienia urzędy. Najczęściej po śmierci dyrektora zbiory te włączane są do głównej biblioteki Hogwartu. Jednak od czasu do czasu wchodzimy w posiadanie książek zbyt niebezpiecznych, by udostępnić je każdemu. Kończą one w mojej prywatnej bibliotece, do której dostaniecie dostęp.
Dumbledore podniósł się i podszedł do ściany pozbawionej wszelkich ozdób.
- Czekoladowe żaby – powiedział z ognikami w oczach.
Ściana zalśniła i pojawił się korytarz. Czwórka przyjaciół podążyła za Dumbledorem do luksusowego gabinetu, z którego przechodziło się do wielkiego pomieszczenia wypełnionego masą regałów z książkami.
Hermiona rozejrzała się oszołomiona.
- Od czego mamy w ogóle zacząć? – wyszeptała.
- Zastanawiałem się nad tym – odparł Harry. – Wydaje mi się, że wasza trójka powinna skupić się na zaklęciach, które możemy zaadaptować do obrony zamku. Ja przejrzę więzi, zaklęcia i nauki ścisłe, jak kryształy i alchemię.
Skinęli głowami i zaczęli przeszukiwać książki.
Po wielu godzinach Hermiona zapisała długi zwój pergaminu mnóstwem potencjalnie użytecznych zaklęć, a Harry odkrył jedną książkę i zawarł swoje notatki na jednym króciutkim zwoju. Wrócili korytarzem i odkryli, że Dumbledore wciąż pracuje przy biurku.
- Właśnie miałem po was iść – odezwał się dyrektor. – Czas na kolację w Wielkiej Sali. Będzie się różniła od tego co znacie z roku szkolnego. Wysłałem już wiadomość do Molly, że zjecie przed powrotem do Nory…
- Panie Potter! – przerwała mu nagle Tiara Przydziału. – Czy nie mówiłam, że świetnie pan sobie poradzi? Widziałam to już wtedy, a teraz widzę jeszcze lepiej!
Zaskoczony i zawstydzony Harry spojrzał na Tiarę.
- Eee… Dzięki.
- To co, panie Potter, jest pan gotów? – spytała Tiara.
- Przepraszam, ale na co mam być gotowy? – odpowiedział Harry.
Ku jeszcze większemu zdumieniu Dumbledore'a Tiara zaczęła śpiewać.
Musi się dokonać, z czterech do jednego,
zbliża się czas przydziału, przydziału niejasnego.
Uczniowie Hogwartu, do walki ruszcie razem,
nie wątpcie w światło, dążcie za miecza obrazem.
Cała piątka milczała zaskoczona. Dumbledore pierwszy się otrząsnął i szybko zanotował słowa Tiary Przydziału.
- Panie profesorze, o co chodziło?
- Nie jestem do końca pewny, panno Granger. To jedna z kilku zagadek, na które natknęliśmy się w te wakacje – odpowiedział Dumbledore, wstając z miejsca i wyprowadzając ich z biura. – Ale chodźcie, kolacja czeka, a wielu nauczycieli chce z wami porozmawiać. Możemy to omówić przy jedzeniu.
Gdy weszli do Wielkiej Sali, Harry zrozumiał co dyrektor miał na myśli. Zniknęły wszystkie stoły domów. Na środku pomieszczenia stał jeden wygodny stół, wokół którego siedziała większość nauczycieli i stało pięć pustych krzeseł.
- Przepraszamy wszystkich za spóźnienie, ale Tiara Przydziału postanowiła w ostatniej chwili zamienić kilka słów z Harrym.
To zaskoczyło nauczycieli. Nawet ci nie zaangażowani bezpośrednio w zlecony przez Dumbledore'a projekt badawczy słyszeli o incydencie z Tiarą. A teraz kapelusz rozmawiał z Harrym?
Dumbledore nie chciał więcej rozmawiać o Tiarze przy uczniach. Uprzejmie poinformował ich, że w swoim czasie wszystko im wyjaśni, ale na razie muszą być cierpliwi. Poza tym mają inne rzeczy, nad którymi muszą się zastanowić i nie muszą dokładać sobie pracy.
Harry na razie przyjął tę interpretację. Faktycznie miał wystarczająco dużo do roboty. Oczekiwał jednak, że Dumbledore w pewnym momencie wyjaśni co się dzieje. Przypomniał Dumbledore'owi, że jedynym sposobem na współpracę była szczerość. Dumbledore przyznał, że z radością podzieli się z Harrym informacjami, jeśli tylko będzie wiedział coś poza kolejnymi pytaniami.
Spędzili resztę posiłku na przyjemnych rozmowach z nauczycielami i między sobą. Dopiero wtedy Hermiona odkryła, że Harry i Ron odrobili wszystkie letnie zadania domowe.
Zdenerwowana Hermiona od razu zaatakowała Rona:
- Co? I nie powiedziałeś mi o tym? Ronald, skąd wiesz, że wszystko jest dobrze? Zrobiłeś wszystko? Łącznie z czytaniem i wypracowaniami?
- Ale Mionko… - próbował się wtrącić skrzywiony Ron.
Harry położył dłoń na ramieniu Hermiony. Chciała nakrzyczeć też na niego, tak dla zasady, ale on odezwał się pierwszy:
- Hermiono, on nie zrobił tego, bo nie potrzebował twojej pomocy. Zrobił to, bo potrzebował ciebie. Robienie zadań domowych nim się pojawiłaś przypominało mu o tobie i dopingowało go do cięższej pracy, byście mieli potem więcej czasu dla siebie.
Hermiona nagle zorientowała się, że usunięto jej oparcie spod nóg. Oto właśnie to, czego w związku z Ronem obawiała się najbardziej. Bała się, że nie będzie jej potrzebował po szkole.
Ron nieśmiało ujął jej rękę.
- Mionko, zawsze będę cię potrzebował – rzekł po prostu, sprawiając, że się zarumieniła.
Nauczyciele z zainteresowaniem obserwowali tę scenę. Hermiona była ulubioną uczennicą wielu spośród nich. A Ron, no cóż, to miły chłopiec, ale niespecjalnie pilny uczeń.
Minerva McGonagall przerwała ciszę:
- Muszę powiedzieć panno Granger, że jeśli jest pani w stanie zmotywować Ronalda Weasleya do wcześniejszego ukończenia zadań domowych, to może powinnam postraszyć panią kilkoro innych uczniów – powiedziała, patrząc znacząco na Harry'ego, który uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Ale pani profesor, moje zadania domowe też już są skończone. Poza tym w pozostałe wakacje się nie liczą. Nie wolno mi było… - urwał i chwycił się mocno krawędzi stołu. Właśnie o mało nie powiedział im, że we wszystkie poprzednie wakacje siedział zamknięty w pokoju, a wszystkie jego rzeczy zamykano w komórce pod schodami.
Wszyscy to wiedzieli: przyjaciele, nauczyciele, ale nie rozmawiał o tym co stało się między nim i Dursleyami z nikim poza Ginny.
- Nie wolno było mi robić nic do szkoły, pani profesor – zakończył cicho.
- Wiemy Harry i cieszymy się, że nie jest już to problemem – odezwała się Serena, wybawiając Harry'ego i Minervę z niezręcznej sytuacji.
Harry skinął jej z wdzięcznością głową. Dumbledore przejął pałeczkę:
- Harry, profesor Flitwick jest na wakacjach, ale wysłał dziś rano sowę z modyfikacją zaklęcia bąblogłowego, która pozwoli ci moczyć głowę bez zmywania maści.
Podał pergamin Harry'emu, który dokładnie go przejrzał, a potem bez użycia różdżki rzucił zaklęcie na swoją szklankę z wodą. Przewrócił ją i obserwował, jak woda odbija się od niewidzialnej bariery i pozostaje w środku.
- Teraz będę mógł iść nad wodę – powiedział z uśmiechem. – Może nawet nauczę się pływać.
Gdy uniósł głowę zorientował się, że wszyscy patrzą na niego z niedowierzaniem.
- A… Ale Harry! – wyksztusił Ron. – A co z drugim zadaniem Turnieju Trójmagicznego w jeziorze? Nie umiałeś pływać?
Harry wzruszył ramionami.
- Nikt nigdy nie zabrał mnie w miejsce, gdzie mógłbym pływać. Wy zbudowaliście staw w poprzednie wakacje, a wtedy mnie tam nie było. A w Turnieju Trójmagicznym użyłem skrzeloziela.
Ron potrząsnął głową. Nie on jeden.
- Harry, mam nadzieję, że gdy to wszystko się skończy, pojedziesz na długie wakacje i będziesz cieszył się tym wszystkim, co do tej pory przegapiłeś – powiedział Dumbledore.
- Też mam taką nadzieję.
Po skończonym obiedzie cała czwórka podniosła się od stołu. Ron, Hermiona i Ginny złapali się za ręce, a Harry zmienił się w Skrzydło i zerwał do lotu. Wydobył z siebie pieśń feniksa i kilka razy okrążył Salę.
- Pozer – mruknął Ron.
Ginny i Hermiona zachichotały, gdy Skrzydło poleciał ku nim. Ron chwycił pióro z ogona i zniknęli w rozbłysku płomienia.
Dumbledore wrócił do pozostałych nauczycieli i rozdał kopie ostatniej piosenki Tiary Przydziału. Gdy wszyscy skończyli lekturę odezwał się:
- Zaczynam rozumieć co Tiara może chcieć powiedzieć. Jeśli się nie mylę, mamy poważny problem.
- Co masz na myśli? – spytał gwałtownie Severus.
- Przez ostatnie dwa lata ignorowaliśmy wezwania Tiary do zjednoczenia szkoły. Tak naprawdę Harry zrobił w tym kierunku więcej niż ktokolwiek z nas tu obecnych, nie wyłączając mnie. Boję się, że pierwsze dwa wersy mogą oznaczać, że Tiara odmówi w tym roku przydziału pierwszorocznych uczniów.
- Ale jak podzielimy uczniów, jeśli to się stanie? – spytała przerażona Minerva.
- Muszę przyznać, że ta cała sprawa z domami trochę mnie dziwi – wtrąciła się Serena. – Moja szkoła świetnie sobie radzi bez sortowania uczniów i nastawiania ich przeciwko sobie.
- Twój Karaibski Instytut Magii to dobra szkoła i masz prawo być z niej dumna – odrzekł Dumbledore. – Ale Hogwart to najstarsza szkoła magii i czarodziejstwa na świecie. Są pewne tradycje, których nie możemy tak po prostu odrzucić, niezależnie jak bardzo nam się nie podobają.
- Nie zrozum mnie źle – zastrzegła Serena. – Nie proponuję, by cokolwiek odrzucać. Proponuję jedynie, by zmniejszyć różnice między domami. Popatrz na to, czego dokonał Harry. Ma w swojej grupie ludzi ze wszystkich domów, a podczas bitwy złożył bezpieczeństwo zamku w ręce Ślizgonów. Harry powierzył im dobro szkoły i wszystkich uczniów. Wiem, że mieli rozkazy, które przewidywały ewakuację w razie porażki. Chcę tylko zwrócić uwagę, że może dobrze by było podążyć za tym przykładem.
- Albusie, muszę się zgodzić – poparł żonę Severus. – Co prawda lubię być opiekunem mojego domu, ale byłem naprawdę zaskoczony, gdy Harry powierzył im bezpieczeństwo zamku. Okazał im ogromne zaufanie, a oni zrobili wszystko, by być niego godnymi.
Dumbledore przez moment patrzył na nich oczami, w których migotały ogniki.
- Severusie, w służbie tej szkoły i w służbie światłu dokonałeś wielu wspaniałych rzeczy. Ale najwspanialszą było sprowadzenie do nas twojej żony. Dzięki swojej mądrości i energii była w stanie dotrzeć do Harry'ego, gdy ja nie byłem w stanie tego zrobić. Wszyscy wiele jej zawdzięczamy. Ale mamy jeszcze dużo rzeczy do omówienia. Wkrótce wśród nas pojawi się nowy nauczyciel, który nie jest czarodziejem…
Rezydencja rodziny Chang
Cho chodziła ze złością po pokoju. Zrobiła wszystko co trzeba, by dezaktywować zaklęcie Harry'ego, ale wiedziała, że ono nie zniknęło całkowicie. Została kompletnie upokorzona. Większość jej przyjaciół nie chciało mieć z nią nic wspólnego. Kilka propozycji pracy nagle stało się nieaktualnych! Wszystko przez Pottera i jego szmatę!
Wan Chang patrzyła na siostrę z niechęcią. Przez całe lato Cho szalała z wściekłości. Wan złościła się na siostrę, bo jej zachowanie było całkowicie nieodpowiednie. Z drugiej strony Harry Potter upokorzył nie tylko Cho, ale i cała rodzinę Chang. A wstyd był czymś, co każda orientalna kultura traktowała bardzo poważnie.
Wan położyła się na łóżku, starając się nie słuchać marudzenia siostry. Zdecydowanie lepiej było myśleć o dziewiętnastoletnim Dannym Wongu, który był tak bardzo nią zainteresowany. Puchonka z piątego roku zignorowała zupełnie siostrę i pogrążyła się w marzeniach o panu Wongu.
Nora, dwa dni przed urodzinami Ginny
Ginny przyzwyczaiła już rodziców, że spędza trzy, czasem cztery noce w tygodniu razem z Harrym. Harry wciąż nie pozwalał jej posunąć się za daleko, ale poskarżył jej się, że ma kłopoty z zaśnięciem w te noce, gdy do niego nie przychodzi. Nawet po rzuceniu zaklęć wyciszających nie posunęli się dalej niż pocałunki i obmacywanie, ale jego skargi upewniały ją, że jego opór słabnie.
Tego dnia Harry i Ginny siedzieli pod drzewem niedaleko stawu. Ron i Hermiona wciąż pływali.
Ginny próbowała nauczyć go pływać i gdy tylko Harry przywykł do widoku swojej dziewczyny w samym stroju kąpielowym, dość szybko pojął podstawy. Nie czuł się jeszcze zupełnie swobodnie w wodzie, ale robił szybkie postępy.
Ginny i Harry zrobili sobie przerwę, ale Ron i Hermiona wciąż się chlapali w wodzie, a odgłosy ich zabawy unosiły się na lekkiej bryzie. Harry nie zwracał na nie uwagi, bo sprawdzał osłony umysłu Ginny.
- Nieźle, Gin. Chyba można uznać, że opanowałaś Oklumencję. Robiłaś te ćwiczenia medytacyjne, o których ci mówiłem? Te, które umożliwią ci znalezienie formy animagicznej?
- Tak. Jestem prawie pewna, że znam moją formę, ale mam problemy z wyrwaniem jej z klatki. Po prostu nie wiem jak to zrobić.
- Spróbuj tak: pomyśl o najsilniejszym zaklęciu jakie znasz. Zamknij oczy i pozwól magii, która jest ci do niego potrzebna, wezbrać w tobie, ale nie uwalniaj tej mocy.
Zamknęła oczy i zmarszczyła brwi w skupieniu. Kilka minut później otworzyła oczy i spojrzała na Harry'ego.
- Czujesz to, Gin? Magię tuż pod powierzchnią, pragnącą się wyrwać?
Skinęła głową.
- To dziwne uczucie, jakby coś leżało mi na żołądku.
- Dobrze. Teraz spróbuj wzmocnić to uczucie. Pozwól magii wzrastać na coraz wyższy poziom. Skup się na tym, by moc w tobie wzbierała. Ale nie uwalniaj jej. Kiedy poczujesz, że jest jej tyle, że więcej się nie pomieści, postaraj się ją odepchnąć, obniżyć jej poziom, aż zniknie.
Ginny powtórzyła ćwiczenie kilka razy. W końcu była w stanie szybko przywołać swoją magię.
- Harry, to niesamowite! Czy to przypomina to, co czujesz?
- Nie, ale jeśli chcesz przekażę ci to uczucie innym razem. Teraz skupmy się na tobie. Jednak zanim pójdziemy dalej powiedz mi, jaka jest absolutnie pierwsza i najważniejsza rzecz, którą musisz zrobić, gdy ci się uda?
- Zwalczam zwierzęcy instynkt, badam moją postać i zmieniam się z powrotem. Tak?
- Dobrze! Twoja forma jest w klatce, tak jak niegdyś moja. Musisz sprawić, by twoja magia wezbrała, koncentrując się na swojej zamkniętej postaci. by zniszczyć klatkę rzuć w nią całą magię jaką posiadasz. Możliwe, że będziesz musiała zrobić to kilka razy, nim zupełnie zniszczysz klatkę. Gotowa? Nie musisz tego robić. Nie zniósłbym myśli, że utknęłaś pod postacią zwierzęcia.
Ginny spojrzała mu w oczy i dostrzegła w nich strach, ale i tak chciała kontynuować.
- Nic się nie stanie, kochanie. Ty przeszedłeś przez to sam. Ja mam ciebie do pomocy.
Ginny
Siedziała przez chwilę koncentrując się tak, jak nauczył ją Harry. Potem zaczęła przywoływać magię. Czuła, że zaraz eksploduje od zgromadzonej mocy. Skoncentrowała się na obrazie klatki i pomyślała o tym, co powiedział jej Harry. Mówił o zniszczeniu klatki. Ale może wystarczy zrobić dziurę, na tyle dużą, by zdołała uciec? Czy to nie da tego samego efektu?
Skupiła uderzenie magii na kilku wybranych punktach klatki. Po kilku chwilach jedna ściana zapadła się i młoda kobieta poczuła, że się zmienia.
Biegać, wspinać się, polować! pomyślała. Jej niezwykle czuły słuch pozwalał jej skupić się na łupie. Obróciła się, nachyliła uszy i zaczęła się skradać.
Harry
Szybkość transformacji zaskoczyła Harry'ego. Ginny nie pracowała nad zniszczeniem klatki zbyt długo.
Hmm, jest jakimś dzikim kotem. Nakrapianym, z czerwono-pomarańczowym futrem. A jej uszy! Ma pędzelki na końcach uszu!
Patrzył, jak uszy kota drgają, nasłuchując. Nagle poczuł przerażenie. Coś było nie tak! Widział, jak zwierzę przejmuje kontrolę.
Nie wiedział co robić. W desperacji posłał zwierzęciu jedną myśl.
GINNY! NIE!
Ginny
GINNY! NIE!
Okrzyk przeszył jej umysł. Ten krzyk wyrażający niewypowiedzianą stratę wstrząsnął nią do głębi. Ginny gwałtownie skupiła się, walcząc z odczuwanymi przez siebie instynktami. Powoli zaczęła je opanowywać, pozwalając przejąć kontrolę ludzkiej inteligencji.
Spojrzała na Harry'ego. Cały dygotał, a na jego twarzy widziała wstrząśniętą, przerażoną minę. W tej chwili zrozumiała co się stało. Pozwoliła zwierzęciu przejąć kontrolę i jedynie jego krzyk pozwolił jej ludzkiej świadomości na jej odzyskanie. Ale on tego nie wiedział. Myślał, że ją stracił. Szybko zmieniła się w człowieka i uklękła przy nim.
- Harry, strasznie przepraszam. Gdybyś mnie nie zawołał, zatraciłabym się!
Zarzucił jej ramiona na szyję i przycisnął ją do siebie. Czuła, jak stopniowo uchodzi z niego straszne napięcie. Trzymała go, głaszcząc po nagim barku.
- Już w porządku, wyciągnąłeś mnie.
Obejrzał ją dokładnie, a potem pocałował. Włożył w ten pocałunek cała swoją miłość i ulgę. Kiedy wreszcie oderwali się od siebie, oboje ciężko oddychali.
- Harry, czy będę na to przechodziła za każdym razem, gdy się zmienię? – spytała cicho, przestraszona.
- Nie, kochanie, tylko za pierwszym razem. Wiesz czym jesteś?
- Eee… jakimś kotem. Ale nie jak profesor McGonagall.
- Jesteś jakimś nakrapianym kotem, jakby miniaturowym gepardem. Co oznacza, że masz idealną ksywkę Huncwota. Niniejszym ogłaszam cię KROPKĄ.
Ginny zachichotała.
- Kropka. podoba mi się. Niech no tylko Ron i Hermiona się dowiedzą!
Harry spojrzał na nią z błyskiem w oku.
- Masz ochotę się trochę zabawić?
Ginny potaknęła.
- Kiedy klepnę cię w ramię, przemień się. Na razie po prostu idź za mną.
Oboje podążyli do stawu. Ron i Hermiona leżeli na dryfującej platformie i trzymali się za ręce.
- Ej! Ron, Mionko, podejdźcie tu na moment!
Ron i Hermiona spojrzeli w ich kierunku, a następnie podpłynęli do brzegu.
- Co tam, stary? – spytał Ron.
- Mam ważne pytanie do twojej dziewczyny. Hermiono, czytałaś kiedyś książkę o kotach?
- O kotach? Oczywiście. I to kilka. Ale co to ma… - urwała, gdy Ginny transformowała się.
- To dobrze! Jaki to gatunek? – spytał Harry, wskazując swoją dziewczynę.
Ronowi opadła szczęka.
- Tra… tra… transformowała się – wyjąkała Hermiona. – Ale ładna! Ale jaki to gatunek?
Zmarszczyła brwi i zaczęła obchodzić Ginny, oglądając ją z każdej strony.
- Harry, to chyba serwal. Serwale są bardzo rzadkie i czasami nazywa się je „gepardami biedaków" z powodu podobieństwa obu gatunków. Nie są duże, podobne rozmiarami do rysia. Jeśli chodzi o szybkość i skradanie się, potrafią być zabójcze. Jeśli dodasz do tego zęby i pazury, to jest to naprawdę niebezpieczne zwierzę.
Kropka podeszła do Harry'ego i otarła się o jego nogę mrucząc głośno. Harry wyciągnął rękę, by podrapać ją za uszami. Uniosła głowę, dając znać, że chce mocniejszej pieszczoty.
Harry miał ją podnieść, kiedy zmieniła się z powrotem w człowieka i uśmiechnęła się szeroko.
- No dobra, Ginny już opanowała trening animagiczny. teraz popracuję z Mionką nad jej magią bezróżdżkową. Wiem, że masz wciąż problemy ze zrobieniem czegokolwiek bez różdżki. Ale to będzie musiało poczekać. Zajmiemy się tym po urodzinach Ginny.
Hermiona z wdzięcznością skinęła głową.
- Harry, zamierzasz się oświadczyć mojej siostrze w jej urodziny? Tak przy wszystkich? – spytał Ron.
- Tak, zamierzam się oświadczyć w jej urodziny. Ale nie, zrobię to w odosobnieniu. Chciałbyś mieć widownię, gdy będziesz oświadczać się Hermionie?
Ron zmarszczył brwi, a Harry i Ginny ruszyli w stronę domu. Nie zauważyli złośliwego błysku w oczach najmłodszego z braci Weasleyów, który odprowadzał ich wzrokiem.
Tego wieczoru dwa listy zostały wysłane z Nory…
Lunatyku!
Skrzydło z ogromną radością melduje zakończenie okresu czeladnictwa Rudowłosej. Od tej pory znana jest jako Kropka! Proszę o oficjalne włączenie jej w poczet Huncwotów.
Skrzydło
Drugi list nie był tak niewinny.
Bracia Weasleyowie!
Dotarła do mnie wieść, że nasza siostra zaręczy się w swoje urodziny TYLKO jeśli jej przyszły mąż zdoła odnaleźć miejsce na tyle prywatne, by zadać jej to pytanie. Wyczuwam tu okazję, może nie do psoty, ale na pewno do doprowadzenia jej i Harry'ego do szału. Postarajmy się być wszyscy obecni i ani na moment nie dać im chwili odosobnienia. Macie ochotę na zabawę we Wkurz Przyszłego Pana Młodego?
Ron
Następnego ranka Harry otrzymał gratulacje od Remusa.
Do Rona dotarły cztery odpowiedzi.
Ulica Pokątna
Wan Chang siedziała ze swoim chłopakiem Dannym Wongiem w ogródku lodziarni Floriana Fortescue, rozkoszując się podwójnymi lodami czekoladowymi z karmelem, które jej kupił, podczas gdy on mówił o wstydzie, jaki spłynął na jej rodzinę. Wstydzie, który ściągnął na nich półkrwi czarodziej! Kiwała głową, zgadzając się z nim. Był taki przystojny i taki mądry!
Tak, nawet ona widziała hańbę swojej rodziny. Rozumiała, gdy Danny jej to wyjaśniał. Teraz wydawało się to takie proste.
Powoli zaczęły w niej wzbierać gniew i niechęć wobec Harry'ego Pottera. Paskudny półkrwi czarodziej, popierający szlamy!
Wszystkiego najlepszego, Ginny!
Poranek w dniu urodzin Ginny okazał się ciepły i słoneczny. Harry wstał wcześnie i wziął poranny prysznic. Starannie dobrał najlepsze spośród nieoficjalnych ubrań. Miał przy sobie prezent dla Ginny, który wybrał dla niego Remus. Po raz dziesiąty sprawdził czy na pewno ma w kieszeni pierścionek. Nie był pewien kiedy będzie miał okazję zostać z Ginny sam na sam. Zapewne jakoś rano, bo przyjęcie było zaplanowane na popołudnie.
Wyszedł z sypialni i ruszył na dół. Ku swojemu zdziwieniu w kuchni odkrył Freda, George'a, Percy'ego i Rona szczerzących się do niego od ucha do ucha.
Niepewnie położył prezent dla Ginny koło prezentów od innych. W tym momencie Molly odwróciła się od kuchenki.
- Harry, kochany, usiądź i zjedz śniadanie. Wszyscy moi chłopcy przyszli wcześniej, by spędzić czas siostrą w tym jej specjalnym dniu! Czy to nie wspaniale?
Harry poczuł, że znalezienie się sam na sam z Ginny może okazać się znacznie trudniejsze niż mu się wydawało. Profesor Trelawney byłaby niezmiernie dumna z profetycznych talentów jej ucznia, bo jego przepowiednia okazała się w stu procentach sprawdzona!
Po śniadaniu Harry i Ginny postanowili polatać na miotłach. Nagle wszyscy chłopcy Weasleyowie chcieli latać z nimi. Kiedy zaczęli ustalać składy do quidditcha, Harry i Ginny uznali, że jednak wolą pójść popływać. Tak więc mecz quidditcha został odwołany na rzecz pójścia nad staw.
Nim nadszedł obiad, Harry zaczął się mocno irytować. Ginny świetnie to widziała. Hermiona z rosnącym przerażeniem obserwowała tę dziwną grę w Podążaj-Za-Parą. Nim zaczęło się przyjęcie, Harry i Ginny nie mogli znaleźć chwili spokoju. W jakim kącie by się nie zaszyli, podążali za nimi jej bracia. Czasem jeden, czasem dwaj, a czasem wszyscy.
Przez ostatnie dwie godziny Harry niemal migotał od wezbranej mocy. Jednak to ewidentne ostrzeżenie dla braci Weasleyów zostało zignorowane. Jakby tego było mało, Ginny kilka razy była na skraju łez i jedynym co ocaliło chłopaków był fakt, że łzy ostatecznie nie popłynęły.
W połowie imprezy Harry wyciągnął Hermionę z dala od reszty.
- Hermiono, wiedziałaś coś o tym? – spytał szeptem.
- Nie. Jestem niemal tak samo wściekła na Rona jak ty.
- Przykro mi, bo dostaniesz rykoszetem naszą zemstą. Jeśli będziecie mieli szczęście, może będziecie mieli w tym roku parę chwil na osobności z Ronem, ale nie liczyłbym na to specjalnie – powiedział ze złością Harry.
Hermiona popatrzyła na niego wstrząśnięta. Jednak zaraz zorientowała się, jak ważne było to dla nich i jak bardzo Ron zrujnował im ten moment.
- W porządku – odparła z determinacją. – Nie tylko rozumiem, ale i pomogę wam w tym!
Gdy wrócili na przyjęcie, Ron dosiadł się do Hermiony, objął ją ramieniem i wyszczerzył się do Harry'ego. Mina mu jednak zrzedła, gdy Hermiona zrzuciła jego rękę i przez resztę wieczoru trzymała między nimi co najmniej metr dystansu.
Molly posprzątała ze stołu, by dać Ginny miejsce na otwieranie prezentów. Harry wstał, rzucił serię zaklęć przylepca i obrócił się do Molly.
- Molly, czy możemy cię na moment przeprosić? Chciałbym spędzić parę chwil sam na sam z Ginny. Będziemy z powrotem za niecałą godzinę.
Molly zerknęła szybko na dłoń córki i skinęła głową.
- Oczywiście, kochany. Jak wrócicie napijemy się herbaty i zjemy tort.
Harry ujął Ginny za rękę i poprowadził ją przez kuchenne drzwi w chłód nocy.
W domu pięciu braci Weasleyów usiłowało zerwać się z krzeseł. Po minucie, gdy zaklęcie się wyczerpało, popędzili do drzwi. Molly zaczęła krzyczeć za nimi, a Hermiona siedziała wściekła przy stole z rękami skrzyżowanymi na piersiach, patrząc na braci spode łba.
Pięciu młodych mężczyzn wypadło na dwór, ale jedyne co ujrzeli to znikająca kula ognia na tle nocnego nieba.
Harry zabrał Ginny na szczyt Wieży Astronomicznej w Hogwarcie. Zarzuciła mu ręce na szyję, gdy tylko powrócił do ludzkiej postaci i rozpłakała się.
- Harry, jak oni mogli być tacy okropni?
- To przez Ronalda. Rozmawiałem już o tym z Hermioną i zapowiedziałem jej, że będą mieli szczęście, jeśli znajdą w tym roku choć dwie minuty dla siebie. Zapewniam cię też, że pozostali nie wymigają się tak łatwo. Te błazny zapłacą za to, co zrobili. Ale teraz mamy ważniejsze sprawy.
Zaprowadził ją do ławki i posadził. Ujął jej obie dłonie.
- Ginewro Weasley… wyjdziesz za mnie?
Ginny odgarnęła mu włosy z czoła.
- Tak, Harry Potterze. Wiesz, że tak.
Harry wyciągnął pudełeczko z kieszeni i wydobył pierścionek zaręczynowy. Potem zsunął jej z palca pierścień obietnicy, i zbliżył do niego pierścionek zaręczynowy. Rozbłysły na moment i na jego dłoni pojawił się pojedynczy pierścionek z pojedynczym, dużym diamentem, który pulsował tak jak wcześniej pierścień obietnicy. Potem wsunął nowy pierścień na jej palec i pocałował ją.
Gabinet dyrektora, Hogwart
Albus Dumbledore dojrzał błysk na szczycie Wieży Astronomicznej i z uśmiechem wyjrzał przez okno. Domyślał się co się dzieje. Akurat w tym miejscu doszło już do niejednych oświadczyn. Wyciągnął różdżkę i wymruczał inkantację, która spowiła szczyt Wieży Astronomicznej w setkach małych światełek.
Dumbledore zamknął okno i wrócił do pracy, ale uśmiech nie schodził z jego twarzy.
Wieża Astronomiczna
Harry i Ginny przerwali pocałunek i zachwytem przypatrywali się migoczącym wokół nich światełkom.
- Harry, to twoja robota?
- Nie, Gin – odpowiedział Harry ze zdumionym uśmiechem. – Wydaje mi się, że to prezent od tego cwanego kozła, naszego dyrektora. Musiał zauważyć, że tu przybyliśmy i pewnie domyślił się celu naszej wycieczki.
Ponownie pocałował swoją narzeczoną w świetle tańczących świateł.
Nora
Czterdzieści pięć minut później wrócili do Nory i weszli przez drzwi kuchenne, trzymając się za ręce. Artur, Molly i Hermiona rzucili jedno spojrzenie na twarz Ginny, drugie na jej dłoń i uśmiechnęli się szeroko. Harry nie zaszalał specjalnie z kamieniem, to były skromne trzy karaty.*
Tymczasem chłopcy nie byli zbyt szczęśliwi. Gdy para zniknęła, Hermiona szczegółowo wyjaśniła Molly i Arturowi co ich synowie zrobili Harry'emu i Ginny. Reakcja Molly była straszna, ale nawet tak zwykle opanowany Artur był wściekły.
Podczas gdy Molly, Artur i Hermiona rozmawiali z Ginny i zachwycali się pierścionkiem, Harry spojrzał na pięciu braci i powiedział niebezpiecznie cichym głosem.
- Cała piątka! Do salonu! Biegiem!
Wyśliznęli się z kuchni, a Harry podążył za nimi.
- Siad! – warknął Harry.
Bracia pospiesznie zajęli miejsca. Oczy Harry'ego płonęły, a magia migotała wokół niego. Piątka Weasleyów przypomniała sobie nagle, że to jest mężczyzna, który zabił dwudziestometrowego bazyliszka. Nagle zorientowali się, że to nie był tylko Harry, ale i ich przyszły szwagier i udało im się doprowadzić go do szału.
- Zraniliście Ginny. Jest to dla mnie nie do przyjęcia. Gdybyśmy nie byli rodziną, byłbym na was naprawdę wściekły. Ale i tak uważam, że należy się wam nauczka.
Harry przeszedł wokół pokoju i dotykał każdego z nich jaśniejącą ręką. Pod jego dotykiem zaczęli się transmutować.
Bill zmienił się w łysego mnicha buddyjskiego.
Fred stał się smutnym klownem, trzymającym trąbkę rowerową.
George został kobiecym klownem z potężnym biustem.
Percy przekształcił się w aktora z epoki elżbietańskiej* z kostiumem z epoki, łącznie z gigantyczną kryzą.
Fred spojrzał na braci, a potem na Rona, który zachował swoją postać i zawołał:
- Ale PIIP co z nim PIIP?
George miał już wybuchnąć śmiechem, ale iskry wyskoczyły z czubków jego piersi, a z każdego ucha wysunęła się flaga Wielkiej Brytanii. Jego nos zaczął wściekle migotać wszystkimi kolorami tęczy.
Harry przez chwilę przyglądał się Ronowi.
- Jego dziewczyna osobiście wymierzy mu karę. Uznajcie to za ostrzeżenie. Nie będę tolerował, gdy ktokolwiek krzywdzi moją narzeczoną.
Bill ponuro pokiwał głową.
- Jeśli dbać o siebie nawzajem nie będziemy, któż pozostanie, by o mnie dbać?
Przerażony zatkał sobie usta.
Percy spojrzał smutno na braci.
- Obecne lęki to zaliż jeno cień potwornych wyobrażeń.
Oczy rozszerzyły mu się ze zdumienia.
Harry wrócił do kuchni. Wszyscy przyglądali mu się niepewnie. Młody czarodziej uśmiechnął się, wzruszył ramionami i usiadł, sadzając sobie Ginny na kolanach.
- Harry, gdzie chłopcy? – spytała zaniepokojona Molly.
- W salonie. Zastanawiają się nad swoimi czynami. Zawołaj ich, jeśli chcesz.
Molly uniosła brew, ale zawołała:
- CHŁOPCY! Chodźcie tutaj!
Ron wszedł i usiadł koło Hermiony, która natychmiast przesiadła się obok Harry'ego.
Następny wyszedł Percy, szokując wszystkich swoim strojem. Odwrócił się, by spojrzeć na swoich braci pozostających w salonie i rzekł:
- Napełnijcie swe serca odwagą, a nie grozi nam upadek – wzruszył ramionami i zajął miejsce, mamrocząc: - To próba a nie czyn wprawia nas w zdumienie.
Artur miał na twarzy zaczątki uśmiechu. Molly zmrużyła oczy:
- GEORGE! CHODŹ TU NATYCHMIAST!
Do kuchni wkroczył George szurając stopami. Ginny i Hermiona zgięły się w pół ze śmiechu. Piersi George'a przy każdym kroku wydawały odgłos, jakby ktoś człapał po błocie. Jego sukienka była za krótka, ale przepięknie migotała. Miał coś powiedzieć, ale z czubka piersi wystrzeliło więcej iskier, więc załamany usiadł obok Percy'ego.
Ginny miała problemy ze złapaniem oddechu. Włożyła pięść do ust, by nie wyć ze śmiechu.
Następnie wkroczył Fred. Na miał na sobie sięgający ziemi krawat, który nieustannie sztywniał i podrywał się do góry, uderzając go w twarz.
- Harry PIIIP to nie jest PIIIP śmieszne!
Artur śmiał się tak, że musiał trzymać się Molly, by się nie przewrócić. Molly z całych sił próbowała się nie śmiać, ale nie dawała rady.
Bill wszedł ostatni. Z łysą głową, bosymi stopami i pomarańczową szatą wyglądał wspaniale.
Na ten widok Ginny, Hermiona, Artur i Molly nie wytrzymali i wybuchnęli głośnym śmiechem.
Bill spojrzał na nich karcąco i rzekł:
- Cóż to za radość, cóż to za śmiech, niczym płomień co was ogarnia? Czyż nie czas szukać lampy, gdy spowiły was ciemności?
Wszyscy się śmiali, nawet Ron. W końcu Molly zdołała opanować się na tyle, by spytać:
- Harry, kochany, a co z Ronaldem?
Harry uśmiechnął się złośliwie.
- Za to odpowiada osobiście Hermiona.
Ron przełknął ślinę i spojrzał niepewnie na swoją dziewczynę, która opowiedziała mu wściekłym wzrokiem.
- Harry, jak długo pozostaną w tej postaci? - spytał Artur, wycierając łzy z oczu.
Harry nagle zaczął wyglądać niepewnie.
- Wiesz, byłem tak zły przez to co zrobili, że sam nie pamiętam czy użyłem dwutygodniowej czy czterotygodniowej wersji zaklęcia.
Percy wbił przerażone oczy w Harry'ego.
- Co się stało już się nie odstanie?
Fred zatrąbił smutno, a jedna z piersi George'a sflaczała jak przekłuty balon z głośnym odgłosem puszczanych wiatrów.
Reszta rodziny zawyła ze śmiechu.
Słowniczek:
„Skromne trzy karaty" to 0,6 g. diamentu warte ok. 300 000 PLN. Właściwie nie ma o czym mówić ;)
„Epoka elżbietańska" to przełom XVI i XVII wieku, czasy panowania Elżbiety I. W Anglii jest uznawana za złoty wiek. Tworzył wówczas . William Shakespeare (Szekspir).
Od autora: Zdajemy sobie sprawę, że pierwsze rozdziały to znacznie większe stężenie romansu. Na razie nieco ograniczamy dramat i wprowadzamy pewne problemy przed nadchodzącym rokiem szkolnym. Zajmie to trochę czasu.
