Aomine obudził się następnego dnia o godzinie dziesiątej dwanaście z potężnym bólem głowy w mieszkaniu Satsuki. Kiedy udało mu się jakoś podnieść z wielkiego różowego łóżka, które, nawiasem mówiąc, wprawiało go w lekki dyskomfort, i nie zabić pod prysznicem stwierdził, że odniósł naprawdę duży sukces jak na jeden poranek i postanowił coś zjeść. Na stole w przestronnej kuchni czekała na niego karteczka oznajmująca, że Momoi pojechała do pracy, śniadanie ma sobie odgrzać, a na samym dole widniała pochwała jego umiejętności wokalnych i podziękowanie za serenadę "tylko ona jedyna swoje ciało wciąż wygina, tylko ona jedyna kocham ją" oraz bis w postaci "hej czy ty wiesz, kochanie za chwilę spotka cię cud, to będę ja". Aomine podrapał się po głowie, zastanawiając się o co chodzi. Wzruszył ramionami i wyrzucił karteczkę do kosza, po czym zjadł odgrzane śniadanie, nie żałując sobie aspiryny.
Wszedł do budynku gdzie nagrywali swoje wysokiej klasy filmy na pół godziny przed rozpoczęciem. Wszyscy byli tym tak zaskoczeni, że początkowo nie chciano go wpuścić, gdyż uznano, że to ktoś podszywający się pod niego. Dopiero po pokazaniu dokumentów goryle wpuścili go do środka. Czym prędzej skierował się do gabinetu szefa, mijając po drodze innych aktorów i członków ekipy filmowej, którzy witali go skinieniem głowy lub półuśmiechem. Ledwo dotarł do drzwi prowadzących do pokoju przełożonego, gdy usłyszał rozmowę i cichy szloch. No kurwa no nie, zaklął po nosem, po czym gwałtownie je otworzył. Wszyscy obecni popatrzyli się na niego ze zdziwieniem, chociaż w większości owe zdziwienie było wywołane nie tym, że Aomine wtargnął do pokoju bez pukania, tylko tym, że nie spóźnił się. On jednak wpatrywał się zszokowany w źródło płaczu, drobnego blondynka, niemal topiącego się w za dużej o kilka rozmiarów bluzie, który spoglądał na niego przestraszonymi złotymi oczami, wypełnionymi łzami.
- Żartujecie sobie? - wydarł się w stronę szefa. - Mam jego przelecieć? Boże ja nie jestem pedofilem!
- Panie Daiki, uważam że ten ton jest wielce niepotrzebny - uciszył go mężczyzna, którego Aomine dopiero teraz zauważył. Typek najprawdopodobniej odpowiadał za dzieciaka, stał blisko niego i trzymał rękę na wątłym ramieniu blondynka. Daiki zaraz pożałował, że zwrócił na niego uwagę. Mężczyzna nie był zbyt wysoki, miał spięte w krótki kucyk czerwone włosy, niektóre niesforne kosmyki wyślizgnęły się z gumki i opadały mu na twarz. Ubrany był w krwistoczerwoną koszulę, pasującą do koloru włosów i czarny garnitur. Kiedy stał tak za chłopaczkiem siedzącym na bogato zdobionym czerwonym fotelem wyglądał jak typowy gangster z amerykańskich filmów. Albo biskup doradca. Tylko taki niebiskupi biskup. Do tego widać było, że ma broń, a jego oczy, na cycuszki Horikity Mai, jego oczy były dwukolorowe. Jedno czerwone, drugie podchodzące bardziej pod pomarańczowy albo złoty. Były przerażające. Daikiemu zaraz stanęła przed oczami lista wszystkich psychopatycznym morderców z heterochromią, o których kiedykolwiek czytał albo o których widział filmy. I te straszne oczy wpatrywały się w niego z jawną, lecz zarazem wysublimowaną agresją. Mówiły same za siebie - nie posłuchasz się, nie będziesz miał już więcej okazji. Aomine przeszedł po plecach zimny dreszcz, przełknął głośno ślinę ale dalej wpatrywał się hardo w gangstera. - Nazywam się Akashi Seijuurou, nie wiem czy zna mnie pan, ale to raczej dobrze, jeśli nie. Widzi pan, nastała sytuacja, na której nie tylko ja i Ryouta możemy skorzystać - ścisnął ramię blondynka. - ale również pan. Wystarczy że zrobi pan, panie Daiki, co do pana należy i niczym innym nie musi się pan martwić. Ryouta wyraził na to dobrowolnie zgodę, mimo że teraz można zobaczyć po nim pewne, cóż, wątpliwości, to ręczę za niego, że nie będzie sprawiał problemów.
- Tu nie chodzi o to, że będzie robił problemy, kurwa! Przecież on wygląda jakby zaraz miał paść ze strachu! - wydarł się Daiki. Wpatrywał się ze złością na zmianę na Akashiego i na Takeuchiego, który siedział cicho przy biurku. Genta należał do tego typu ludzi, którzy udają, że dbają o wszystko i na wszystkich im zależy, ale tak naprawdę są zimnymi skurwysynami i obchodzi ich tylko własny tyłek. Aomine tymczasem, chcąc czy nie chcąc, był dokładnym przeciwieństwem swojego przełożonego. Już miał kontynuować wyrażanie swoich opinii, gdy słaby głos momentalnie go uciszył.
- To... To w porządku, naprawdę - po raz pierwszy odezwał się blondynek. Podniósł dotychczas spuszczony wzrok i popatrzył Aomine w oczy. - Ja potrzebuję tych pieniędzy, panie Aomine, dlatego proszę spróbować jakoś to wytrzymać . To nie potrwa raczej aż tak długo - powiedział cichutko. Daikiemu odebrało mowę. Chłopak wydawał się taki kruchy i drobny, że miało się wrażenie, że przy nieco mocniejszym dotyku zrobi mu się krzywdę, a co dopiero podczas seksu.
- No, to mamy ustalone, tak? - przerwał ciszę Genta. - Aomine, możesz iść się przygotować do siebie. A pana, panie Seijuurou razem z Ryoutą zapraszam za mną, zaprowadzę was do drugiej garderoby - zakończył temat mężczyzna, po czym wyszedł z pokoju razem z przybyszami. Aomine został w pomieszczeniu sam. Uderzył ze złością pięścią w ścianę. Nie chciał tego, dalej nie chce, nie chce skrzywdzić tego dzieciaka, który już wydaje się być wystarczająco skrzywdzony, jeszcze po tym co powiedział, z tym że potrzebuje pieniędzy. Daiki chciał mu pomóc, sam nie wiedząc czemu, najchętniej zabrałby go stąd gdzieś daleko, w bezpieczne miejsce i postarał się zapewnić jako taki dostatek. Ale nie mógł. Zrezygnowany poszedł do garderoby. Kilkanaście minut później stał już w pomieszczeniu gdzie nagrywali, w samym szlafroku, spoglądając na stojące trochę dalej trzęsące się chude ciałko blondynka. Zastanawiał się, czy chłopak miał dreszcze bardziej z zimna, czy bardziej ze strachu. Przywołał go do siebie. Blondynek podskoczył, rozejrzał się dookoła i podszedł do niego niepewnie.
- T-tak? - spytał, nie patrząc na starszego mężczyznę. - Chciał pan coś?
- To będzie twój pierwszy raz, prawda? - Aomine popatrzył na niego smutno. Chłopak po chwili lekko przytaknął. - Dlaczego to robisz? Dlaczego tak sobie marnujesz ten moment? Co na to twoi rodzice?
- Nie mam rodziców - odparł cicho chłopak. - Jedyną bliską mi osobą jest pan Seijuurou, ale nie będę mógł już dłużej z nim zostać. On mnie przygarnął, ale powiedział, że kiedy skończę 15 lat mam sam zacząć zarabiać na siebie.
- Matko jedyna, to ile Ty masz lat?
- Trzy dni temu skończyłem właśnie piętnaście - powiedział jeszcze ciszej, obejmując się szczelniej ramionami. - Więc potrzebuję sporo pieniędzy na start.
- Kurwa jego mać, jestem dwa razy od ciebie starszy. Kurwa jego mać nie będę mógł w nocy przez to spać - westchnął Aomine. - Teraz już i tak nie ma odwrotu, gdyby był, nigdy bym się na to nie zgodził. A i jeszcze jedno, tak w ogóle jak masz na imię? Ryouta jak?
- Po prostu Ryouta - blondynek uśmiechnął się słabo. Momentalnie jego uśmiech jednak zgasł, kiedy Arnold, kamerzysta, oznajmił że za chwilę zaczynają kręcić. Chłopak znowu zaczął się okropnie trząść, a w oczach zebrały mu się łzy. Aomine widząc to pokręcił głową, wściekły i zrezygnowany.
- Przepraszam, Ryouta - wydusił. - Za to co zaraz ci zrobię.
Tak jak się spodziewał, następne godziny były najgorszymi w jego całym życiu.
