W gabinecie dyrektora Hogwartu rozpacz dawno nie pokryła tak gęsto ścian, powietrza i mebli. Zawodzący jęk niczym rannego zwierzęcia przecinał równie przygnębiającą ciszę. Wszystko zdawało się pogrążyć w żałobie: obrazy umilkły z szacunku, kolory naokoło wyblakły, tykające przedmioty zdawały się jedynie niedosłyszalnie stukać, bezlitośnie wymierzając czas, w którym Lily Potter nie było już wśród żywych.
Severus Snape wyglądał jak wrak człowieka. Poszarzała, zapadła twarz, otwarte w niemym krzyku wąskie usta, szarpana dłońmi kurtyna ciemnych włosów opadająca na oczy, które płonęły niezdrowym blaskiem. Ale dyrektor wiedział, że póki płoną i są żywe, to jest jeszcze nadzieja dla tego człowieka. Nie było na świecie nic gorszego, niż puste, zapadłe oczy.
Albus Dumbledore otarł palcem samotną łzę, spływającą po jego pomarszczonym policzku. Z trudem powstrzymywał cały ich potok. Ci ludzie nie zasłużyli na taki los…
I nie mówił tylko i Lily i Jamesie. Oczywiście, uważał ich za cudownych, dobrodusznych ludzi, których spotkał straszny i niesprawiedliwy los, ale oni już odeszli. Zaznali spokoju, piekło zostawiając za sobą. Natomiast dla dwójki innych ludzi życie teraz stało się koszmarem i udręką, mimo, że Czarnego Pana już nie było.
Patrzył na Severusa Snape'a - człowieka, który zaufał niewłaściwej osobie i w niej położył swą młodzieńczą wiarę. A wszystko dlatego, że był samotnym, opuszczonym dzieckiem…
Trzeba będzie zrobić wszystko, żeby taki sam los nie spotkał Harry'ego Pottera. Chłopca, który stał się symbolem wyzwolenia, wolności i zwycięstwa, ale przede wszystkim małego, zagubionego dziecka pozbawionego rodziców.
Najważniejsze jest jednak zapewnienie mu bezpieczeństwa. Najpotężniejsza była starodawna magia, która roztaczała moc ochronną nad niepełnoletnim dzieckiem, jeśli mieszkało w domu razem z krewnym, w którym płynęła krew jego matki. To był jedyny sposób, w jaki mógł ochronić Harry'ego.
To będzie bardzo trudna decyzja. Wybrać pomiędzy doczesnym dobrem dziecka, a jego bezpieczeństwem. Westchnął ciężko, wiedząc, że dokonał już wyboru. Miał tylko nadzieję, że nie będzie to tak zła decyzja, jak jedna z tych podjętych dawno temu z Grindewaltem…
Popatrzył na człowieka przed sobą. Zaciskał długie, blade palce na oparciu krzesła. Jego twarz była wykrzywiona bólem tak wielkim, że aż żal ściskał serce na sam widok. Ale najgorsze były te oczy… Człowieka płonącego na stosie.
Poprosił go o to, co było konieczne. Severus musi pomóc mu chronić małego Harry'ego. Miał tylko nadzieję, że będzie potrafił zapomnieć, bądź chociaż nie widzieć w dziecku jego ojca, który wielokrotnie go wyszydzał…
Dlatego musiał posunąć się do wspomnienia Lily, chociaż brzydził się w tym momencie samym sobą. Wiedział, że to podziała. Rany Severusa były tak świeże, że wydawały się wciąż obficie krwawić.
- Chłopiec ma jej oczy, Severusie. Pamiętasz kształt i kolor oczu Lily Evans, prawda?
Szok i ból targnął twarzą Severusa, jakby został smagnięty biczem. I wtedy Albus już wiedział, że wygrał. Zdziwiła go jednak prośba mężczyzny.
- Nikt nie może się dowiedzieć – powiedział Severus cichym, zbolałym głosem.
- Mam nie ujawnić tego, co w tobie najlepsze?
Kiedy przez kilka kolejnych minut Severus zdawał się toczyć ze sobą wewnętrzną walkę, Albus bacznie go obserwował. Miał już jego słowo, ale tego mężczyznę wyraźnie coś dręczyło…
Severus wstał i skierował się do drzwi. Jednak zanim wyszedł, odwrócił się i w jego oczach płonęła desperacja.
- Pozwól mi zaopiekować się chłopcem.
Mało rzeczy potrafiło zszokować Albusa Dumbledore'a - przeżył w swoim bardzo długim życiu naprawdę sporo. Ale tego na pewno się nie spodziewał. Nie chcąc urazić Severusa, postarał się przybrać możliwie najbardziej neutralną minę.
- Nie mogę, Severusie. Chłopiec musi trafić do swoich krewnych, tylko wtedy będzie bezpieczny. – Albus naprawdę żałował, że nie może przekazać mu chłopca. Nie tylko Harry miałby kogoś naprawdę bliskiego, ale mogłoby to zmienić samego Severusa…
Na wspomnienie krewnych Harry'ego Severus wyraźnie się skrzywił, a przez moment w jego oczach zaskrzyła się potężna nienawiść, która wzburzyła jego wnętrznem jeszcze bardziej. Severusowi udało się jednak opanować i ponownie uszły z niego emocje, razem, jak się wydawało, z życiem.
- To chociaż pozwól mi się z nim widywać – w jego głosie brzmiała żałość, jakiej nigdy u niego jeszcze nie słyszał. Albus nie miał serca mu odmówić.
- Dobrze, Severusie, tylko…nikt nie może się o tym dowiedzieć. Gdyby Tom Riddle kiedykolwiek wrócił… Sam rozumiesz.
Severus przygasł jeszcze bardziej, ale przytaknął głową i po chwili bez słowa zniknął w drzwiach, które same się za nim zamknęły.
Albus z westchnieniem spojrzał na okno za sobą, gładząc długą srebrną brodę. Świtało. Nawet poranek wydawał się piękniejszy w obliczu pokoju.
Na niebie pojawił się niewielki kształt, który w miarę przybliżania się w stronę zamku robił się coraz wyraźniejszy i można już było zauważyć czerwono-złote pióra. Fawkes krążył nad Hogwartem, śpiewając pieśń zwycięstwa i radości.
Dyrektor miał jasne wrażenie, że chodzi nie tylko o odejście Voldemorta. Może właśnie dzisiaj zmieniło się na lepsze jeszcze więcej, niż mógł wcześniej przypuszczać.
