Jeżeli ktokolwiek czyta moje wypociny, to miałabym ogromną prośbę, by dać mi o tym znać, gdziekolwiek, tu, bądź na tumblerze. Wiele by dla mnie znaczyła świadomość, że choć jedna osoba jest zainteresowana. :D


This time no one's gonna say goodbye

Rozdział 2.

Wpadł do pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi. Całe szczęście Sebastiana nie było w sypialni. Idiota dostałby w twarz, gdyby teraz powiedział do niego chociaż jedno słowo.
Blaine warknął bez wyraźnego powodu, rozwiązał krawat, prawie się przy okazji dusząc, i rzucił go na podłogę, zaraz koło marynarki, która spadła tam kilka sekund wcześniej. Chłopak rzucił się na łóżko i ukrył twarz w poduszce. Wziął głęboki wdech i zaczął wrzeszczeć, najgłośniej, jak tylko potrafił. Mimo że jego głos był tłumiony, Blaine doskonale wiedział, że było go słychać na całym piętrze. W końcu przestał, czując się tak zmęczonym, jak gdyby właśnie przebiegł maraton. Warknął po raz kolejny, tym razem z innego powodu. Sam nie potrafił zrozumieć, o co mu chodziło. Był zły, bo był przeraźliwie śpiący, jednak wiedział, że kiedy zaśnie, będzie czuł się jeszcze gorzej, mimo że będzie bardziej wypoczęty. Był zły, bo dyrektor dał mu szlaban od którego nie było chuja się wymigać. Na domiar złego nie mógł zrozumieć, co stało się przed chwilą w pokoju sekretarskim. Jakiś chłopak miał zły sen. Wróć, miał koszmar, to było dość oczywiste. Blaine był uczynnym chłopcem, chciał więc pomóc człowiekowi w potrzebie, jednak nim miał okazję coś zrobić, tamten obudził się sam. Brunet zadrżał lekko na wspomnienie jego przerażonych oczu. Nie wiedział, jak on sam wyglądał zaraz po obudzeniu się, ale był pewien, że dość podobnie. Tyle że normalni ludzie nie zasypiają w ciągu kilku krótkich minut. Nie, jeżeli siedzą w jakimś gabinecie, a już na pewno ich sen nie zmienia się tak szybko w koszmar. Blaine nie mógł nic na to poradzić, ale czuł się nieco zaintrygowany. Minęło tyle lat, jednak on nie spotkał jeszcze nikogo, kto miałby taki sam problem. Jasne, kiedyś, kiedy jeszcze próbował doprowadzić się do normalności, rozmawiał z ludźmi, którzy mieli problemy ze snem, jednak to zawsze było coś innego.
Bo jesteś zjebem, idioto, i to normalne, że nikt nie cierpi na to samo.
Warknął znowu i uderzył pięścią w ścianę. Nie było mowy, żeby tamten chłopak przeżywał to, co on. Po prostu zasnął i przyśniło mu się coś złego. Może oglądał horror kilka godzin wcześniej.
Blaine spojrzał na swoją dłoń, teraz bolącą i zaczerwienioną od uderzenia. Jak to możliwe, że nie miał siły, by wysiedzieć w klasie bez zamykania oczu, ale kiedy jakiś debilny instynkt kazał mu bić się z przedmiotami martwymi, nagle zamieniał się w boksera?
Chłopak prychnął i rozebrał się do końca, tym razem już spokojniej. Krzyk mu pomógł, zawsze mu trochę pomagało, kiedy sobie powrzeszczał. Oczywiście znał też lepsze sposoby na wyładowanie złości, ale to nie było możliwe. Położył się do łóżka i nakrył kołdrą po samą szyję. Sięgnął po telefon, by nastawić sobie budzik, gdy drzwi się otworzyły.
- Idziesz spać? - spytał czyjś, nieco zdziwiony głos. Blaine zużył całą swoją cierpliwość, by nie odpowiedzieć wrednym i soczystym sarkazmem.
- Ta - mruknął tylko, rzucając telefon na szafkę nocną. Jeżeli sam się nie ocknie, urządzenie powinno obudzić go za trzy godziny.
- Chcesz, żebym cię jakoś...pilnował? - spytał Sebastian, patrząc niepewnie na Blaine'a i powoli rozwiązując swój krawat.
Chłopak westchnął ciężko i odwrócił się twarzą do ściany. Zamknął oczy, czując, senność dopada go w sekundę.
- Czemu nie jesteś na lekcjach? - spytał w odpowiedzi, jakimś cudem wciąż będąc w stanie sformułować pełne zdanie. Pamiętał nawet, że właśnie trwała ich ostatnia lekcja, angielski. Wow, musiał być naprawdę bystry, skoro jeszcze nie zachowywał się jak niekontaktujący worek ziemniaków.
- A, to - wysoki i niemożliwie przystojny młody mężczyzna machnął ręką. Blaine nie mógł tego zobaczyć, jednak był pewien, że właśnie to się stało. Sebastian zawsze machał rękoma. Bez wyraźnego powodu. Machał nimi w dosłownie każdej sytuacji. Na początku było to nawet słodkie, jednak teraz wszyscy mieli ochotę po prostu je oderwać. Zresztą, wiele rzeczy związanych z Sebastianem można było uznać za słodkie. Choć chyba określenie 'seksowne' pasowało dziesięć razy lepiej. Chłopak był dobrze zbudowany, jednak nie wyglądał jak żaden głupi mięśniak. Miał dokładnie taką ilość mięśni, jaka była mu potrzebna, by zwalać z nóg zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Jego brudny uśmieszek, którego używał dość często, mógł doprowadzić ludzi do znalezienia w sobie pragnień, o których wcześniej nie mieli pojęcia. Gdyby Blaine zachowywał się jak każdy zdrowo myślący człowiek, już dawno wylądowałby na kolanach przed tym młodym mężczyzną. Na początku, kiedy się poznali, był nim nawet lekko zafascynowany, ale minęło mu, gdy poszedł spać. Z czego był bardzo zadowolony, bo Sebastian nie był dobrym materiałem ani na chłopaka, ani choćby na jednorazowego kochanka. Kiedyś przez przypadek znalazł jego gazety pełne sado-maso i nie potrzebował wiedzieć nic więcej.
- Jakiś nowy dzieciak się do nas przepisał, Kurt. Właściwie jest rok starszy, ale nie powiedziałbyś. Wygląda, jakby miał czternaście lat. - w końcu padła odpowiedź. - Wychodzi na to, że to trochę jakiś świr, bo podobno zaczął się rzucać i wrzeszczeć, gdy czekał na spotkanie z dyrektorem. Przysięgam, ta szkoła powoli zamienia się w psychiatryka, jeszcze jede...
- Zamknij się - Blaine warknął nagle. Sebastian usłuchał i zamknął usta, patrząc na swojego przyjaciela ze zdziwieniem. Jeżeli można było nazwać ich przyjaciółmi. Związek między nimi był naprawdę skomplikowany, jednak żaden z nich nie czuł potrzeby, by go definiować. Przynajmniej nie teraz, kiedy uporali się z przeogromnym zauroczeniem, którym Sebastian darzył Blaine'a przez cały ostatni rok.
- Nawet nie dałeś mi odpowiedzieć na twoje pytanie - chłopak mruknął ponuro, szukając swoich dresów wśród bałaganu w pokoju. Nie lubił, kiedy jego współlokator nagle wyskakiwał z czymś takim. Zdarzało się to dość często, ale nie sądził by kiedykolwiek mógł się przyzwyczaić. - Mógłbyś też czasem posprzątać - dodał lekko zirytowany, dostrzegając swoje spodnie, leżące wśród rozlanego napoju na podłodze. Z ciężkim westchnieniem wrzucił je do kosza na brudy.
Blaine spał.


Wiedział, że żadna z tych rzeczy nie była prawdą. Zdążył się tego nauczyć. Na początku był przekonany, że są częścią jego prawdziwego życia, jednak z biegiem czasu przekonał się, że twory jego umysłu znikają, gdy się budził. Ani trochę nie sprawiało to, że były choć pieprzoną odrobinę mniej przerażające. Od lat było to samo, ta sama historia. Czasami udawało mu się wybudzić wystarczająco szybko, nim scenariusz w jego głowie dochodził do punktu kulminacyjnego, jednak czasem, kiedy był naprawdę wyczerpany, jedyne co mógł zrobić, to spać i przeżywać wszystko od początku. Nigdy nie będzie dane mu zapomnieć, bo jego mózg był pieprzonym draniem i musiał zakodować wszystko ze szczegółami.
Usłyszał krzyk i szarpnął się, próbując uciec zarówno od niego, jak i od wszystkiego, co działo się w jego głowie. Kolejny krzyk. Ktoś trzymał go mocno i trząsł nim. Krzyk. Tyle, że ten brzmiał inaczej. Nie był aż tak przerażony i nie był głosem małego dziecka. Szarpnął się ponownie, chcąc ukryć się przed wszystkim, zniknąć i nie musieć przeżywać tego ponownie.
- Nie - szepnął jakiś głos, który brzmiał podejrzanie znajomo, i Blaine zachłysnął się. Wziął głęboki wdech i kaszlał przez chwilę. Cała jego twarz i górna część klatki piersiowej były pokryte zimną, mokrą cieczą.
- Co do kurwy? - wycharczał i otworzył oczy, w międzyczasie wstając do pozycji siedzącej. Nie minęła ani sekunda, gdy sobie przypomniał. Zimny dreszcz oblał jego ciało, a on instynktownie skulił się i zaczął się telepać.
- Spałeś naprawdę długo - ktoś szepnął, jednak Blaine znowu miał zamknięte oczy. Nie miał siły, by myśleć o tym, kto do niego przemawia.
- Ta, czuję - odpowiedział cicho, kręcąc przecząco głową, by wyrzucić z niej obrazy ze swojego snu. Nie pomagało. Złapał z całej siły za swoje nieco dłuższe czarne włosy i z pomocą dłoni szarpał się z całej siły, desperacko pragnąc się uwolnić. Wyjść z klatki, w której siedział od niewiadmo ilu lat.
- Blaine, przestań! - ktoś krzyknął niezbyt głośno, jednak chłopak nie słuchał. Przerwał dopiero, gdy brakło mu sił. Siedział przez chwilę w milczeniu, dysząc ciężko, i wciąż lekko się telepiąc. W końcu otworzył oczy i spojrzał na Sebastiana.
- Ile dokładnie spałem? - spytał drżącym głosem i wciąż się telepiąc, wstał z łóżka. Cała pościel była skopana i mokra od potu oraz wody, którą chłopak na niego wylał. Spojrzał na swój telefon, który był wyładowany. Nic dziwnego, że budzik nie zadzwonił.
- 6 godzin - odpowiedział jego współlokator, który siedział na krześle obok. Blaine spojrzał na niego ze zdziwieniem. - Tak, wiem - Sebastian dodał od razu. - Dawno nie spałeś tak długo. Ale dzisiaj wyglądałeś gorzej niż kiedykolwiek. Wiem, że nie powinienem, ale przysięgam, jeszcze chwila i poszedłbym po pomoc.
Blaine kiwnął lekko głową, właściwie bez wyraźnego powodu. Stał koło swojego łóżka, ledwo trzymając się na nogach i ogarniając wzrokiem pokój.
- Ale tu burdel - rzucił pod nosem i schylił się, by ściągnąć swoje bokserki. Dopiero teraz zauważył, że one także były mokre. Bez wzruszenia rzucił je do kosza. Już dawno przestał zawracać sobie tym dupę.
- Mógłbyś proszę nie? - spytał Sebastian, patrząc wprost na jego nagie ciało.
- Dlaczego? Będziesz miał do czego ostrzyć swojego miecza - odpowiedział, szukając gdzieś czystej bielizny. Musiał trochę podenerwować przyjaciela, potrzebował czegokolwiek, co oderwałoby jego uwagę od obrazów, które wciąż miał przed oczami.
- Nie będę się masturbował, myśląc o tobie. To byłoby dziwne. Twoje łóżko stoi dwa metry obok mojego. - mruknął i okazał obrzydzenie, wykrzywiając twarz. Oboje jednak wiedzieli, że udawał.
- Jakoś nigdy wcześniej ci to nie przeszkadzało - zauważył Blaine, wreszcie znajdując czystą parę bokserek. Posłał całusa w powietrzu do Sebastiana. - Możesz się zabawić teraz, jeżeli moja obecność ci przeszkadza. Ale i tak wiem, że to cię jeszcze bardziej podnieca - powiedział i wciąż nagi wyszedł z pokoju.
Zaraz obok były drzwi do łazienki, którą dzielili z pokojem obok. Całe szczęście nikt w nim nie mieszkał, wiec Blaine i Sebastian mieli ją dla siebie, co było ogromnym szczęściem. W ich internacie zazwyczaj wypadała jedna łazienka na dwa pokoje, ale w wielu sypialniach mieszkało po czterech, bądź pięciu uczniów. Chłopak jeszcze raz podziękował w myślach losu i wszedł do środka.
- Co do kurwy? - szepnął cicho, marszcząc brwi i patrząc na prysznic. Szkło było zaparowane, a za nim zdecydowanie ktoś stał. Dźwięk lejącej się wody słychać było w całym pomieszczeniu, co sprawiło, że słowa wypowiedziane przez Blaine'a były niesłyszalne. Poza prysznicem można było usłyszeć czyjś delikatny śpiew. Nie rozpoznawał tego głosu. Nie przypominał sobie nikogo, kto by tak brzmiał, nie w tej szkole, nie w tym świecie. Stał jak zahipnotyzowany, patrząc na cień człowieka za nieprzejrzystą szybą. Zamknął oczy i wziął głęboki wdech, wdychając zapach róż i jaśminu. Woń była intensywna, ale nie za mocna. Idealna. W pokoju pachniało jak na najpiękniejszej łące, w dodatku było niemożliwie gorąco i chłopakowi zrobiło się trochę słabo. Otworzył oczy i oparł się plecami o ścianę, wpatrując się w postać kilka metrów dalej. Blaine wyraźnie dał do zrozumienia innym mieszkańcom internatu, żeby trzymali się z dala od jego łazienki. Pobił ostatniego osła, którego przyłapał, korzystającego z jego i Sebastiana prysznica. Nie było mowy, żeby ktoś próbował ponownie.
Czuł się prawdziwie zrelaksowany i spokojny. Był wyspany i mimo że dawno nie zaznał tak mocnych koszmarów, stanie tutaj, wśród cudownych zapachów i niebiańskiego śpiewu, sprawiało, że nie myślał o niczym złym. To było dla niego zupełnie coś nowego. W końcu, to właśnie dlatego powstrzymywał się od snu. Nie chodziło o same koszmary, które znikały z momentem, kiedy się budził, ale o to, że nawet będąc świadomym, nie mógł o nich zapomnieć. Im dłużej spał, tym więcej pamiętał, kiedy się budził. Inna sprawa, że zazwyczaj nie potrafił przespać spokojnie kilku godzin.
Wpadł nagle na pomysł i podszedł do prysznica. Korzystając z tego, że osoba za szkłem była odwrócona tyłem, złapał dwa ręczniki przewieszone na górze i wrócił do swojej pozycji pod ścianą. Zanurzył nos w materiale i wziął głęboki wdech. Pachniało tak samo, jak powietrze w łazience, tyle że jeszcze intensywniej. Poza różami i jaśminem mógł wyczuć także coś innego, co sprawiało, że mieszanka była jeszcze ciekawsza i piękniejsza.
Woda w końcu przestała się lać, człowiek po drugiej stronie szkła przestał śpiewać i w łazience zrobiło się cicho. Można było usłyszeć jedynie pojedyncze, spadające krople. Chłopak nagle poczuł się trochę niepewnie. Czuł, że nie powinien był tutaj być. Wcześniej nigdy nie zawracał sobie dupy tym, czy coś powinien, czy nie. Nawet o tym nie myślał. Teraz jednak do cudownie pachnącego powietrza wplątała się jakaś dziwna atmosfera.
- Szlak - Blaine usłyszał nagle i drgnął zaskoczony. Ten sam głos, który chwilę temu śpiewał cudowne dźwięki, teraz brzmiał bardziej znajomo. Brunet drgnął ponownie, nagle uświadamiając sobie, kto stał obok. Uśmiechnął się szeroko i złośliwie, choć wiedział, że nikt nie mógł tego zobaczyć.
- Szukasz czegoś? - spytał, przewieszając sobie ręczniki przez ramie i ponownie podchodząc bliżej. Tak, jak się spodziewał, Kurt zaczął piszczeć i odsunął się jak najdalej mógł, chowając się w przeciwległym rogu prysznica.
- Intruz! - chłopak wrzasnął. Zadziwiające, jak jego głos zmienił się z cudownego śpiewu, poprzez ciche, zirytowane przekleństwo do przestraszonego krzyku. - Wyjdź! Wyjdź, wyjdź natychmiast, wyjdź...proszę - Kurt przestał się wydzierać, jego głos zaczął bardziej przypominać cichą, błagalną prośbę. Chlipnął, wciąż próbując się schować.
- Hej, mały niepukany, co świrujesz? - Blaine przewrócił oczami i przerzucił mu ręczniki z powrotem przez prysznic. Kurt natychmiast je złapał, potykając się w mokrym brodziku, jednak złapał równowagę, łapiąc się ściany. Brunet ponownie przywrócił oczami.
- Pragnę zauważyć, że to ty jesteś intruzem - zaczął, obserwując wciąż przez zaparowaną szybę, jak chłopak próbuje wytrzeć swoje ciało, jednocześnie cały czas będąc przykrytym materiałem. Efekt był taki, że ręczniki mu spadały, a on w pośpiechu próbował je łapać, więc żaden z jego celów nie był osiągnięty. - To łazienka moja i Sebastiana. Nie wiem, gdzie masz pokój, ale korzystaj z tej, która jest przydzielona do ciebie. Masz szczęście, że jesteś nowy, to dostaniesz tylko ostrzeżenie - dokończył, czując się jak najlepszy anioł stróż na warcie. Mógł sprać tę cnotkę niewydymkę na kwaśne jabłko, jednak...sam nie wiedział. Nie miał ochoty. Może to te róże z jaśminem.
- A-ale...ale...to też moja łazienka. - chłopak odpowiedział cicho i wciąż ze strachem. Wreszcie udało mu się powycierać, więc tylko stał niepewnie, cały obwinięty ręcznikami.
- Niby dlaczego? - Blaine spytał ze zmarszczonymi brwiami. Mógł zauważyć lekkie wzruszenie ramion za szkłem.
- Mieszkam w pokoju obok - padła odpowiedź. Młody Anderson przez całą rozmowę był zaintrygowany, jednak teraz był w lekkim szoku. Powodem, dla którego on i Sebastian mieli łazienkę tylko dla siebie był fakt, że drugi pokój, do którego należała, był pojedynczą izolatką. Prawie zawsze pustą, bo nigdy nie było powodu, by ktokolwiek miał w niej mieszkać. Blaine spędził już trochę czasu w Dalton Academy i tylko kilka razy zdarzało się, że zamykali tam chłopców, którzy wyjątkowo wchodzili nauczycielom na głowę. Zawsze jednak było to tylko na jedną noc, nigdy na stałe. On także spędził tam jeden dzień. Nie było to traumatyczne przeżycie, ot, zwykły pokój, tyle, że brzydko urządzony. Poza tym zawsze lepiej było mieć u boku Sebastiana, nawet, jeżeli wchodził mu do dupy.
- Wow - skwitował w końcu. Pierwszy raz od dawna nie wiedział co powiedzieć. Prawdopodobnie jego przyjaciel miał rację i Kurt faktycznie był świrem. - W sensie tak...na stałe? - dopytał, przekrzywiając głowę.
- Nie chcę być niemiły, czy jakiś problematyczny, ale średnio prowadzi mi się tę rozmowę, będąc odzianym jedynie w dwa ręczniki - chłopak za szkłem odpowiedział.
- Och, o to się nie martw, ja nie mam na sobie nic - Blaine machnął ręką i wzruszył ramionami, kodując w głowie, że obok niego na sto procent stoi gej. Normalny facet aż tak by się nie wstydził drugiego mężczyzny. Uśmiechnął się do siebie pod nosem, bo w tej szkole była to bardzo przydatna wiedza.
Kurt nie odpowiedział jednak nic, prawdopodobnie czując się jeszcze gorzej z tą świadomością. Blaine westchnął ciężko. - Okay, niech będzie. Wyjdę. Czy to sprawi, że poczujesz się lepiej?
- Naprawdę muszę na to odpowiadać? - mruknął chłopak. Brzmiał już zdecydowanie lepiej. Nie wydawał się być już aż tak przerażony, choć słychać było, że wciąż nie czuje się komfortowo.
Blaine wyszedł z łazienki i oparł się o ścianę pod drzwiami. Nie miał nawet krótkiej chwili, by przemyśleć całą sytuację, bo nagle usłyszał huk w pomieszczeniu, z którego właśnie wyszedł.
- Em...wszystko w porządku? - spytał niepewnie i zapukał do łazienki. Odpowiedziała mu cisza. - Tak, wiem, że masz na sobie jedynie ręczniki, ale jak nie odpowiesz, to wchodzę - powiedział. Nie miał czasu zastanawiać nad motywami, które nim kierowały, ale nie chciał, by Kurtowi coś się teraz stało. W jakiś dziwny sposób czułby się odpowiedzialny.
Dalej nikt nie odpowiadał, więc otworzył drzwi i wszedł do środka. Wszystko wyglądało tak, jak minutę temu, z tym wyjątkiem, że Kurt zamiast stać schowanym pod prysznicem, leżał nagi na podłodze.
- Kurwa - Blaine przeklął pod nosem, czując, jak krew odpływa mu z twarzy. - Pierdole, stary, wstawaj - powiedział, czując, jak dopada go lekka panika. Delikatnie kopnął Kurta w ramie. Głowa chłopaka odwróciła się bezwładnie i Blaine mógł zobaczyć jego zamknięte oczy. Chciał się schylić, telepnąć nim, wziąć go na ręce i zanieść do kogoś, kto mógłby mu pomóc, ale nie potrafił się do tego zmusić. Po prostu stał, mając nadzieję, że jakimś cudem Kurt sam wstanie i powie, że nic się nie stało.
- Kurwa - mruknął ponownie i odwrócił się, by pójść i zawołać kogoś, kto mógłby pomóc. To było najlepsze rozwiązanie. Już prawie wyszedł z łazienki, gdy usłyszał ciche jęknięcie. Odwrócił się natychmiast, by zobaczyć, że Kurt w pozycji siedzącej masuje tył swojej głowy. Jego oczy były otwarte. Wyglądał jak zwykły człowiek, który w coś przywalił.
- Co do kurwy?! - szatyn krzyknął, nie rozumiejąc kompletnie nic. To prawda, chciał, by chłopak po prostu wstał i orzekł,, że wszystko w porządku, ale nie wydawało mu się to realną możliwością. Kurt spojrzał na niego z przerażeniem i znowu zaczął krzyczeć.
- Wyjdź, wyjdź! Miałeś wyjść! - wrzasnął, rzucając się po podłodze i szukając ręczników. W końcu je znalazł i ponownie przykrył swoje ciało, tak dokładnie, jak tylko pozwalał mu na to materiał. Teraz jednak, kiedy Blaine nie był przerażony faktem, że jakiś martwy chłopak leży w jego łazience, mógł dostrzec inną rzecz. Ciało Kurta, dokładnie jego biodra i żebra, pokryte były dużymi siniakami. Nie wyglądały na świeże, część z nich powoli znikała, jednak wciąż było to bardzo widoczne.
- Postanowiłem zmienić zdanie, kiedy usłyszałem jakiś hałas i okazało się, że twoje ciało postanowiło na chwilę przestać reagować na jakiekolwiek bodźce - warknął w odpowiedzi. - Wybacz, że chciałem zapobiec śmierci w MOJEJ łazience, do której nie masz prawa wchodzić - dodał, nagle czując się okropnie zirytowanym. Nic z tego nie rozumiał.
- Powiedziałem ci już, ta łazienka jest też moja. Mieszkam w pokoju obok - chłopak na podłodze odpowiedział, patrząc do góry wielkimi, wciąż przestraszonymi oczami. Blaine zirytował się jeszcze bardziej. Co to pierdolone spojrzenie miało znaczyć?
- Cóż, jakby ci to powiedzieć, nie. Ta łazienka zawsze była moja i Seby, więc znajdź sobie inną - warknął ponownie. - A teraz wyjdź, bo przyszedłem się umyć, a ty zabrałeś mi już zbyt dużo czasu - dodał i bez zbędnych ceregieli wyciągnął z szafki swoje kosmetyki. Przewiesił swój ręcznik przez prysznic, wszedł do środka i odkręcił wodę. Kurt jeszcze coś mówił, ale on już go nie słyszał. Pozwolił wodzie spływać wzdłuż jego ciała, czując się, jakby brał udział w dziwnym eksperymencie, sprawdzającym, ile rzeczy może odczuć w krótkim czasie. Minęło może pół godziny odkąd się obudził z jednego z najgorszych snów, jakie miał od dłuższego czasu. Na początku był przerażony, potem cała sprawa z pieprzonymi zapachami i cudownym śpiewem, który wciąż grał z tyłu jego głowy. Kurt go niemożliwie zaciekawił, jednak następnie nagle zdecydował, że bycie nieprzytomnym przez kilka sekund jest zupełnie w porządku. Blaine przeraził się więc ponownie, jednak był to zupełnie inny strach, niż ten, którego doświadczył po obudzeniu się. Nie potrafił wskazać różnicy. Po prostu czuł się inaczej.
Westchnął zirytowany i wycisnął sobie na rękę trochę żelu do mycia ciała. Rozsmarował go na swoich ramionach, żałując, że nie pachnie jak róże i jaśmin.