Rozdział VI

„Wieszaki są wyginionym gatunkiem, ponieważ w wannach zabrakło żeli do higieny intymnej."

Łysa mamusia Gin robi wjazd na pokój Ulkjory, gdzie wraz z łysym tatusiem Ajzenem oglądali hard jałoji.

Joł ludzie, spadam z chaty! - Zawołał Gin.

Gdzie idziesz, och ty moja łysa klaczko(żeńska odmiana konia-klacz)? - Spytał zafascynowany Ajzen.

Jadę do Ciechocinka na maraton całej „Mody na sukces", więc z kilka tygodni mnie nie będzie, radźcie sobie sami, MUAHAHAHAHAHAHAHAHAHAH~~~! - Z szybkością kaszalota bez krocza wybyła z domu.

Ulquiorra poszedł do okna aby pomachać swojej łysej mamusi, lecz ona już była daleko, zapierdzielała na swojej pralce z napędem na 48 kół pięć kilometrów na godzinę.

Kto będzie spszontał? T.T – Zapytał Ulkjora.

Zadzwonię po sąsiadkę.

Ajzen wszedł do szafy Ulkjory (myśląc, że to budka telefoniczna) i wykręcił numer z wieszaka.

Joł, siema, mówi poczta głosowa sąsiadki Ajzena. - Można było usłyszeć głos z wieszaka. - jako iż nie mogę odebrać wieszaka, gdyż jestem w kościele zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału.

Ajzen czekał dłuugo...

i dłuugoo...

i długoo...

i jeszcze dłużej...

tak długo, że aż przegapił prenumeratę komiksu z „Tomka i przyjaciele" (w tym numerze stringi z Tomkiem! *.*)

Lecz sygnału nie było...

Wal się moherze! - Zawołał do wieszaka, wybiegł z szafy waląc drzwiami w pysk Ulkjory (przemoc w rodzinie! O.O) i wypieprzył ffjeżaga przez okno, usłyszał głębokie „AŁ" wydobywające się spod okna.

ŻULE TEŻ MAJĄ UCZUCIA! - Zawołał żul spod Kastoramy, wleciał po rynnie do pokoju Ulkjory w którym Ulkjora właśnie podnosił się z podłogi i rozpieprzył na całości jego mordy wieszak. - Wal się pralko na karczochy! - I wsadził pogryzione karczochy do ryja Ajzena.

Ulkjora w końcu wstał z podłogi z wieszakiem na mordzie i przywalił menelowi z kota.

RZUUUUUUUUT KOOOOOTEEEEEEEEEEEEEEEEM~~~~! - Zawołał.

Nieee! Jestem uczulony na żel do higieny intymnej! - Zawołał menel. Wyskoczył przez okno i zarył mordą o starszą panią spieszącą do kościoła.

O kochaniutki, masz cukiereczka. - Zawołała babcia i rypnęła go wanną.

Rozdział VII

„Harleeeeeeeeeeey dawidsoooooon~~~~!"

Ulkjora po tygodniu zaczął się robić głodny. Łysa mamusia nie wracała, a łojciec zjadł lodówkę, więc wszystkie zapasy jedzenia się zepsuły. Bidny Ulkjora zaczął szukać jedzenia po pobliskich prysznicach, koszach na śmieci i szafkach na stringi. W końcu znalazł w popielniczce stukilogramowy zapas masła.

JEEEEJ~~~~! BĘDĘ MIEĆ CO ŻREĆ! - Zawołał uradowany.

Po godzinie jedzenia masła pozostał jeden miligram tego zacnego czegoś.

Pieprzyć karczochy, masło się skończyło. – Zaczął szlochać Ulkjora. - ŁOJCIEEEEEEEC~~~~!

Czo? - Spytał łysy łojciec czytający nowy numer „Tomka i przyjaciele" w stringach na głowie.

Lezaj po masło, łysy idioto!

Nie rozkazuj mi! - I walnął go czołgiem.

W końcu bidny Ulkjora wyszedł z domu z patelnią pod pachą, w ręce trzymał jeden miligram masła i zaczął go wąchać. Jego woń tak go onieśmieliła, że oparł się o pobliskiego żula i wąchał tak jeszcze przez dwa dni.

W końcu...

Naćpany, głodny, z patelnią pod pachą, poszedł się pomodlić do kościoła. Niestety ksiądz Natanek zauważył, że Ulkjora przyszedł niedysponowany, więc przywołał swoje stado moherów, które zaczęły nawalać go wannami. Nasz Murczjelago zaczął uciekać, a banda moherów poleciała za nim. Zaczęli hasać przez Kastoramę.

Ich bin gut żul! - Zawołał żul od wieszaka i uczepił się ogona Ulkjory.

Grupowy uścisk! Ja też chcęęę~~~*.* - Wywrzeszczała zafascynowana ekspedientka, wzięła śmietnik po pachę i dołączyła się do pościgu. Wybiegli z Kastoramy i przebiegli przez park, w końcu za nimi pobiegły trzy zapchlone koty i sfora zapyziałych psów, za nimi pobiegli właściciele czworonogów po czterdziestce i babcia bez nogi.

Oddawajcie forsę za firanki, złodzieje! - Zawołała, chwyciła do ręki motor harlej dawidson i pojechała za całą resztą.

Tak więc pościg składał się z: Ulkjory, bandy moherów, żula z kastoramy, ekspedientki ze śmietnikiem, trzema zapchlonymi kotami, sforą zapyziałych psów, dziwnych panów po czterdziestce i babcią bez nogi zapieprzającą na motorze.

Z kościoła dobiegł wszystkich głos dzwonów.

Do kościoła, marsz! - Zawołał jeden z moherów i (jak przystało na baranki boże) pobiegli na mszę.

Pościg się skończył. Mohery poszły do kościoła, ekspedientka poszła okradać klientów do Kastoramy, zapchlone koty pobiegły wychlipywać wodę z pobliskich bidetów, psy zaczęły gryźć swoich właścicieli po czterdziestce, a babcia bez nogi pobiegła do Kastoramy kupić firanki.

Tylko żul się nie odczepił od ogona Ulkjory.

Rozdział VIII

„Twój pies jest gejem i nawet o tym nie wiesz."

Ej, koleś, wypierdalaj z mojej kitki! - Powiedział namiętnie Ulkjora.

A-ale t-twój ogon jest taaaki mięciusi! - Menel spojrzał na niego. Ich oczy się spotkały, to była sekunda, lecz w tej sekundzie ważyły się losy świata! Ulkjora dopiero teraz zorientował się, że żul ma długie, kręcone blond włosy i zarost jak u wujka Hitlera (ideał!*.*). Oboje chwycili się za rękę i zaczęli się gwałcić w fontannie.

Chopie! A tak w ogóle, to jak ty masz na imię? Bo jakoś tak niezręcznie pieprzyć się z nieznajomym. - Stwierdził Ulkjoja pieprząc chopa.

Me imię to Tomasz Pecha, twój tęczowy kucyk ze snów! Jak ci na imię zacna dziewojo?

Ja jestem twoim puszystym chłopczykiem z gaju leśnego o nazwie raj! A nazywam się Ulkjora Murczjelago!

Ich dialog nie zakłócał ich pieprzeniu się, gdyż umieli rozmawiać i pieprzyć się jednocześnie.

Mamo, mamo, tamci panowie się chyba topią!

Jasiu, nie utrzymuj kontaktu wzrokowego.

Nagle do fontanny wskoczył tir, który jechał na swoim ujarzmionym kierowcy – Iczigo.

Siedzę na koniu! - Zawołał Tir. W powietrzu słychać było pioseneczkę z reklamy „Old Spajsa".

Przez niebo przeleciały skrzydlate pralki, a wśród nich Ajzen na swoim sraczu.

Lecę do ciebie moja klaczko! - Zawołał i nagle dobił do wróbla.

Nieeeee! Kolejny Smoleńsk! - Zawołał Iczigo.

Ajzen zaczął spadać.

Niżej.

Niżej.

I jeszcze niżej.

Aż w końcu dobił do fontanny.

Tu się chyba coś robi! - Zawołał wkurzony Tomasz i nagle dostał z garnka.

Nie bądź egoistą! To publiczna fontanna! - Zawołał Tir.

W końcu Tomasz i Ulkjora zniechęceni wyszli z fontanny. Poszli z buta do Hongkongu i weszli na sam czubek wieży Eiffla.

To... Jesteśmy tutaj sami... - Rzekł Ulkjora z rumieńcem na twarzy.

Ty, patrz! Bo tam stoi jakaś dziewczynka i się na nas lumpi!

To Statua Wolności -.-

W Hongkongu? O.o

A gdzie miałaby być?!

Nie wiem...

Ukjora oparł się o barierkę z napisem: „Świeżo malowane" i westchnął cicho. Niebo malowało się na różowo i zapowiadała się noc bez ani jednej chmurki, na tym różowym obrazie leciały fioletowo-żółte sracze ze złotą spłuczką.

To był melancholijny obraz.

Bo wieszszsz... - Tomasz zaczął przybliżać się nieco do Ulkjory. - Ja... - Ich oczy się spotkały, wpatrywali się w siebie niczym Ajzen w swoje różowe stringi w serduszka.

Cii... Nic już nie mów, mój ty Romeo! - Zawołał puszysty Murczjelago. Ich usta przybliżały się do siebie, bliżej, bliżej...

I jeszcze bliżej...

Już prawie stały się jednością...

jeszcze trochę...

i trochę...

jeden milimetr...

Kle kle, boćku, kle kle. Witaj na polanie! Łąka ci szykuje, łąka ci szykuje żabki na śniadanie! Łąka ci szykuje, łąka ci szykuje, żabki na śniadanie! - Muzyczka ta dochodziła z tęczowych spodni Tomasza (które zwykł ubierać do kościoła).

Żul wyciągnął z majtek stacjonarny wieszak z zawieszką z Boku no Pico i odebrał.

CZEGO?! - Zawołał.

Czy chciałby Pan wziąć udział w tournée sławnych pianistów bez konkretnego powodu?

CHOLERA TAK! - Odpowiedział i rzucił wieszakiem w statuę wolności. Wieszak ten odciął jej rękę i jak bumerang powrócił do swego pana odcinając jej drugą rękę i trafiając w mordę Ulkjory, który padł na ziemię z napisem: „świeżo malowane".

Ulkjora podniósł się cały w różowej farbie, a napis: „świeżo malowane" przyczepił mu się do jego puszystej (Ach! Jakże puszystej!) dupy.

Tomaszu! Czy ty chcesz mnie zostawić?! - Zapytał

Niestety, ale tak! Moja kariera czeka! Moje pianino! Moi fani! Moja mamusia i tatuś! Moim przeznaczeniem jest zostać penistą!

Czyli wolisz pianino ode mnie?!

Wiesz, że cię kocham! Kocham tak namiętnie! Lecz pianino namiętniej od ciebie kocham!

A gówno! Spierdalaj! Nie chcę cię tu więcej widzieć! Ty penistyczny pedale! Idź! Idź do tego swojego pianina!

To idę. - Powiedział Tomasz i sobie poszedł.

Jeszcze tego pożałujesz! Zemszczę się na TOBIe! Obiecuję ci to!

Gdy Tomasz Pecha odszedł, Ulkjora rozpieprzył wieżę Eiffla i poszedł do domu oglądać pornole.

KONIEC TOMU 2