Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze :-) Wiem, że rozdział jest dość krótki, ale nie chciałam go sztucznie rozciągać. Myślę, że następne części będą dłuższe.


Rozdział pierwszy, w którym gryfoni się dziwią, a ślizgoni uśmiechają się po ślizgońsku.

Severus już od godziny przebywał w salonie na Grimmauld Place, gdzie właśnie odbywało się nadzwyczajne zebranie Zakonu Feniksa. W końcu zaginął Chłopiec - Który – Przeżył! Obserwował jak wszyscy biegają w tę i we w tę, przekrzykując się i obwiniając nawzajem. Dobrze, że dyrektor nałożył na dzieciaka zaklęcie monitorujące i dzięki temu wiedzieli, że Potter nie jest martwy i na ten moment jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Inaczej dopiero by wszyscy panikowali! On sam z trudem powstrzymywał uśmiech, który cisnął mu się na usta. Mimo, że był pewien, że sytuacja w końcu się wyjaśni, nie miał zamiaru być do tego czasu postrzegany jako ten, który cieszył się ze zniknięcia Złotego Chłopca. Oprócz niego w pomieszczeniu była jeszcze jedna spokojna osoba.

Neville Longbottom. Ten chłopak, a właściwie już młody mężczyzna był dla niego zagadką. Pamiętał nastoletniego czarodzieja jako jedenastoletniego przerażonego pierwszaka, który na sam jego widok reagował wręcz paniką. Jednak z biegiem lat dzieciak stawał się coraz bardziej opanowany i mniej fajtłapowaty. Severus odnosił jednakże wrażenie, że ta metamorfoza była zauważalna jedynie przez niego. Reszta nauczycieli i uczniów wciąż naśmiewała się z naiwnej nieporadności, lekceważąc chłopaka i mówiąc w jego obecności o wszystkim, nie dostrzegając przebiegłych uśmieszków i bystrego spojrzenia gryfona.

Jakby wyczuwając wzrok Snape'a, Longbottom spojrzał na niego, uśmiechnął się porozumiewawczo, a następnie mrugnął okiem, po czym znowu utkwił nos w swojej książce. Naprawdę dziwny chłopak.

Z zamyślenia wyrwał go wrzask Blacka.

- To na pewno wina Smarkerusa!

Snape podniósł się z fotela.

- Wiem, że nigdy nie grzeszyłeś inteligencją Black, ale… - nie dokończył, ponieważ ręce Syriusza zacisnęły się na jego kurtce.

- Tak! To na pewno twoja sprawka! Bo dlaczego się tak wystroiłeś? Macie dzisiaj jakąś śmierciożerczą imprezę, co?

- Syriuszu – zaczął Albus. – Ufam Severusowi tak jak sobie samemu… - przerwał widząc zielonooką postać w drzwiach.

- Panie Black! Co na Salazara robi pan panu Snape'owi?!

I w tej właśnie chwili kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie.

Syriusz odskoczył od Snape'a jakby ktoś uderzył go klątwą piekącą. Severus poderwał się i pobiegł do nowo przybyłego z okrzykiem: Profesor Henry! Na widok młodego mistrza eliksirów rzucającemu się w ramiona starszemu ekspertowi w tej dziedzinie Molly, która właśnie przynosiła herbatę, upuściła z wrażenia tacę. Dumbledore zakrztusił się cytrynowym dropsem. Minerwa próbowała mu pomóc uderzając go mocno w plecy. Zapanował ogólny harmider. Tylko Neville ukryty za swoją książką chichotał z całej tej absurdalnej sytuacji.

W końcu, gdy sytuacja trochę się opanowała, a życiu dyrektora przestało zagrażać niebezpieczeństwo profesor Peverell usiadł na kanapie, uśmiechnął się kpiącą i zapytał:

- Czy ktoś do Slytherina może mi wyjaśnić co tu się dzieje?

- Harry Potter zaginął – odpowiedział Severus, sadowiąc się na jego kolanach. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy, aż w końcu starszy mężczyzna przyciągnął do siebie młodszego nauczyciela i pocałował go namiętnie.

Kiedy w końcu oderwali się od siebie, aby zaczerpnąć trochę powietrza, Henry popatrzył na ich widownie i uśmiechnął się sarkastycznie. Członkowie Zakonu patrzyli na parę w szoku. Nikt nie spodziewał się, że Severus Snape z zarumienionymi policzkami, błyszczącymi oczami, siedząc na kolanach większego mężczyzny może wyglądać tak nieprzyzwoicie uroczo.

Po chwili do pomieszczenia powróciła pani Weaslay z nową tacą. Zaraz potem wznowiono naradę dotyczącą poszukiwań Pottera. Wszyscy byli tym tak przejęci, że nawet nie zwracali uwagi na dwóch uśmiechających się ironicznie ślizgonów.


A w następnym rozdziale…

…i tu mam do Was ogromną prośbę. Mam dwa pomysły na to, co może zdarzyć się w dalszej części opowiadania. Czy Dumbledore ma być złym manipulantem, czy też miłym starszym panem, który walczy o większe dobro? A Weasleyowie i Hermiona prawdziwymi przyjaciółmi Harry'ego, czy też oszustami udającymi przyjaźń z nim dla własnej korzyści? Liczę na podpowiedzi w komentarzach ;-)