O ile wcześniej takiej wielkości widniało pod ścianą wielkie akwarium, teraz... To była wielka, metalowa trumna z szybą. podłączoną do metalowych ścian licznymi, pękatymi rurami.

Blondyn kręcił się wokół niej, oglądając ją z każdej strony. Uniósł brwi.

- A wy tu co? - zdziwił się. Otworzyłam usta, by odpowiedzieć, ale na dobrą sprawę nie wpadłam na żadną dobrą odpowiedź, więc szybko je zamknęłam. Zamiast tego patrzyłam na... to coś. Podłapał mój wzrok, kręcąc głową.

- Widzę, że znalazłaś naszą mrożonkę? Kimkolwiek jest ten gość w środku, ma cholernego pecha. O ile oczywiście żyje...

Pokręciłam głową.

- Żyje - odpowiedziałam. Nie byłam pewna, skąd to wiedziałam i nawet przez moment przestraszyłam się, że jakoś użyłam moich mocy. Wolałabym tego nie robić.

Pietro spojrzał na mnie dziwnie. Z zakłopotaniem a nawet i lekkim, aspołecznym strachem spuściłam wzrok na własne, bose stopy.

- Żyje, nie żyje, nie jesteśmy w stanie go zabrać. Chyba, że któraś ma ochotę dzwigać ze sobą to coś - stwierdził z przekąsem.

Scarlett przestąpiła z nogi na nogę. Coś chyba miała na myśli, ale cięzko było cokolwiek odgadnąć z rybiej twarzy. Odetchnęłam.

I skupiłam się. Moja moc był niestety bardzo, ale to bardzo trudna do okiełznania. Musiałam dokładnie wyobrażać sobie, jaką przybrać moc. Potęga, owszem tak można określić to co potrafiłam. Ale wszystko ma swoje wady.

Oprócz wiedzy. Owszem, czasem większości rzeczy nie wiedzieć.

Oboje patrzyli na mnie z zaskoczeniem, a ja poczułam, że element losowy, jak sama nazywałam to rzeczą dodatkową.

Czym był mój dar? Manipulacją mocy. Mogłam dodać sobie lub innym nowe zdolności. Umiejętności może nie, ale zdolności na pewno. Miało to jednak dużo wadę - efekt losowy dotyczący mojego wyglądu.

Tak jak teraz.

Podniosłam wyżej dłonie, chcąc zobaczyć, co się dzieje. Nie byłam pewna, co dokładnie się stało. Czułam niemal szum informacji, buzującej w głowie i potrzebowałam dobrej chwili, by zrozumieć, co się wokół dzieje. Miliony niepotrzebnych informacji zalało moją głowę w sekundę, a niestety organizm nie był na to przygotowany tak, jak powinien.

Myślałam, że za moment dostanę wylewu, jednak przed oczyma widziałam kolejne pisane kursywą słowa, które wykazywały, że to nie zawał.

Zaklęłam szpetnie, kiedy spostrzegłam, że moje dłonie są całkowicie niebieskie. Zamiast pazurów miałam jasne, niemal perłowobiałe pazury, kształtem pasujące do kogoś, kto powinien mruczeć i miałczeć.

A potem mnie cofnęło. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się tego co ujrzę. Bardziej przypominałam skrzyżowanie kota i człowieka, niż swoją poprzednią pulchną wersję.

Dlaczego tylko byłam niebieska?

- Co to ma być? - syknęła Scarlett, kręcąc głową tak gwałtownie, że wodorostowe włosy wyglądały jakby falowały.

Zmarszczyłam brwi i syknęłam.

- Przyganiał kocioł garncowi. - Prychnęłam. Skupiłam się jednak nad maszyną w której uwięziony był człowiek. Szukałam informacji, mrużąc oczy i wpatrując się w szkło z niezadowoleniem. I to, co tam znalazłam było...

- O w mordę. Nie ma mowy, zostawiamy go. Ten gość to zabójca, dodatkowo mający problemy z pamięcią i psychiką. Stany depresyjne, lekowe, o nim pisząc niejeden psycholog czy tam psychiastra mógłby zostać profesorem, poważnie, jest śmiertelnie niebezpieczny. Ja podziękuję.

Zaczęłam usuwać z siebie moc wiedzy, czując przy okazji drobne mrowienie skóry na całym ciele, mówiące mi, że wszystko wraca do normy, a ja znów będę kłopotliwie zaróżowiona, ale przyznajmniej nie niebieska.

Pietro przez moment otwierał to zamykał usta.

- Zaraz. Moment - w końcu wydusił, unosząc brwi. Wydawał się całkowicie zbaraniały. - Co to miało być?! Zamieniasz się w zmutowaną kobietę-kota, a potem od razu nawijasz o tym gościu?

Potrząsnęłam głową. Nie miałam ochoty mówić wszystkiego, ale wiedziałam, jak to wyglądało. Właściwie właśnie tak, jak określił to białowłosy mężczyzna.

Westchnęłam.

- Nie ty jeden potrafisz zrobić coś, co inni nie potrafią. Zresztą, jakoś nie widziałabym, byś się czepiał tej syrenki za dychę - Nie wiem, skąd wzięła się złość na Scarlett. Może te spojrzenia, może strach, może stres, a może wszystko to raz spowodowało, że potrzebowałam sygnału, czegoś co pozwoli mi się wziąć w garść - I naprawdę mniejsza o to - ostrzegłam, kiedy rybia kobieta otworzyła bezwargie usta, by przemówić - Nie mamy czasu. Wiem teoretycznie, jak to coś otworzyć z gościem w środku, ale... Nie radzę. Naprawdę nie radzę.

Przez chwilę nastąpiła cisza. A wiedziałam jedno - im dłużej tu zostaniem, tym więcej możemy mieć kłopotów.

I nim tak naprawdę coś zdecydowaliśmy, ściany zaraz obok głowy Pietro wybuchły, zasypując wszystko dookoła pyłem, cegłami i fragmentami zaprawy.

Wrzasnęłam, kaszląc. Znów wzniósł się pył, przez który nie mogłam oddychać.

- No, no, no... Co my tu... - Ktoś nowy, kto się odezwał, zamilkł gwałtownie.

Och szlag. Widziałam tą zbroję w telewizji. Iron Man we własnej osobie, i to w wydaniu czerwono-złotym, unoszącym się nad ziemią.

Maska uniosła się, a słynny milioner gapił się na Pietro z takim zdumieniem, że nie wiedziałam, co powinnam zrobić.

- A niech mnie - powiedział.