TRON: Geneza
Rozdział pierwszy: Dzień pierwszy.
Pierwszym co poczułam po powrocie do rodzinnego świata był brak uczucia obecności Trona. Na ułamek sekundy wpadłam w panikę ale potem poczułam zimno betonowej podłogi i czyjeś ręce na moich plecach. Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz mojego facet który próbował zaczerpnąć powietrza. Niewiele myśląc uderzyłam go lekko otwartą dłonią w okolice płuc. Brunet wziął pierwszy hast powietrza i zaczął kaszleć.
-Spokojnie, oddychaj spokojnie- powiedziałam powoli i zaczęłam gładzić go po plecach.
Dopiero wtedy zauważyłam że klęczymy na podłodze i że Tron jest zupełnie nagi.
-Bardzo... tu... brudno...- wykasłał brunet.
-To biuro taty, czego się spodziewałeś?- uśmiechnęłam się delikatnie- czego się spodziewałeś... a właściwie gdzie jest tata?- chciałam się obejrzeć ale tato głośnym "NIE!" udaremnił mój zamiar.
-Co się tam z tyłu dzieje?- zapytałam.
-Twój ojciec jest goły- powiedział rozbawiony Alan.
-Alan!- jęknął tato.
Zaczęłam się śmiać.
-To wcale nie jest śmieszne młoda damo!
Gdyby Tron mnie nie trzymał zaczęłam bym się turlać ze śmiechu.
-Oj tato- zaczęłam gdy się trochę uspokoiłam- czy ty myślisz że ja nie widziałam nagiego mężczyzny? Przecież nawet w tej chwili jednego widzę...
Alan zaczął rechotać.
-Dlaczego zmieniłeś kolor Flynn?- zapytał Tron.
Alan zaczął rechotać jeszcze głośniej przez co się nakręciłam.
-...no nie wiem czego się wstydzisz tato- kontynuowałam- przecież ja cie już gołego wiedziałam...
-CO!- wrzasnął tata.
-... nie pamiętasz jak babcia na ciebie psioczyła że wychodzisz po prysznicu z łazienki tylko w ręczniku? Jak biegłeś po schodach to on ci nie raz, nie dwa spadał...
Alan zaczął wyć ze śmiechu.
-Jak wygląda sytuacja?- zapytałam Trona.
-Flynn jest cały czerwony, a AlanOne zaczął robić się fioletowy... nie wiedziałem że Użytkownicy mogą robić się fioletowi... Sam, z czego ty się śmiejesz? Nie rozumiem was... Co jest takiego śmiesznego w tym że ktoś widział kogoś nago? No dobra Flynn wygląda trochę śmiesznie... Ale dlaczego ty i AlanOne macie ubrania a my nie?
-No właśnie?- zapytał tato.
-Nie mam pojęcia- wykrztusiłam z trudem- nie masz tu jakiś ciuchów na zmianę?
-Coś się znajdzie- usłyszałam odgłos kroków a następnie uderzenia ciała o ciało- a ty się stary przestań śmiać i pomóż mi wyszukać te cichy, gdzieś tu powinny być...
Co jak co ale dzień zapowiadał się nieźle.
Jakieś dziesięć minut później dostałam w głowę parą zakurzonych, starych dresowych spodni. Potem tato "udzielił mi zgody" na to żebym wstała i pomogła założyć mojemu chłopakowi spodnie które sięgały mu do kostek. Kiedy zakończyłam tą czynność odwróciłam się i zobaczyłam że tato ma na sobie identyczne spodnie oraz płaszcz będący własnością Alana który miał na sobie również spodnie od dresu tylko że w lepszym stanie oraz koszulkę której używał jako góry od piżamy.
-Cała wasza trójka wygląda jak menele- skomentowałam i włożyłam rękę do kieszeni mojej ulubionej skażanej kurtki z wymalowaną na plecach liczbą 89.
W odpowiedzi Alan rzucił we mnie jakąś starą koszulką. Złapałam ją w locie i przyjrzałam się jej dokładnie.
-Byłam przekonana że wszystkie stąd zabrałam- powiedziałam po czym spojrzałam na Trona- unieś ręce i jej wyprostuj.
Program posłusznie wypełnił moje polecenie dzięki czemu bez problemów naciągnęłam na niego koszulkę.
Program przez chwilę studiował nowe ubranie.
-Dlaczego na tym jest napis "Flynn"?
-Bo to moja koszulka- wyjaśnił tato.
Tron chciał coś powiedzieć ale w ostatniej chwili zrezygnował.
Następnie wyjęłam z kieszeni kurtki moją kartę pamięci i dzięki mojej przerobionej Noki (na której było ponad trzysta nieodebranych połączeń) przeniosłam na nią Sieć.
-Śpijcie dobrze przyjaciele- wyszeptałam po czym lekko ucałowała kartę i zawiesiłam ją sobie na łańcuszku na szyi.
Stworze nowy serwer i do was wrócę przyjaciele.
Potem wspólnie postanowiliśmy udać się do domu Alana by trochę się przespać, pomyśleć i zaplanować nasze dalsze działanie. Idąc przez schody do ukrytych drzwi cały czas trzymałam Trona za rękę. Wiedziałam jak ten świat różni się od Sieci i wiedziałam że mężczyznę może to przytłaczać. Doświadczenie nauczyło mnie że takie głupie trzymanie się za ręce bardzo podnosi na duchu. Gdy znaleźliśmy się w sali z automatami zgodnie z obietnicą złożoną cykl temu ucałowałam Trona, tatę, Alana i mój motocykl. Zażąda firmy postanowiłam sobie darować.
Przed wyjściem z budynku podeszłam do skrzynki z przełącznikami i przerzuciłam jedną z wajch. Gdy wyszliśmy na ulicę napis "FLYNN" powitał nas swoim żółtym blaskiem. Uśmiechnęłam się szeroko. Wróciłam. Wróciliśmy wszyscy i zmienimy świat. Może tylko odrobinę ale go zmienimy.
-Teraz już jestem pewny że do Jordan wybierała ci imię- powiedział Tron patrząc w moją stronę.
-Skąd wiedziałeś?- zapytał tato marszcząc brwi.
-Na ciebie wszyscy mówią "Flynn", to miejsce i jego odpowiednik w Sieci mają nazwę "Flynn" i na tym też jest napisane "Flynn"- wskazał swoją koszulkę- gdybyś ty wybierał imię dla Sam to pewnie nazywała by się Flynn- powiedział program bezpieczeństwa.
Znów zaczęliśmy się śmiać, a tata wyglądał na obrażonego ale uśmiechał się lekko. Bądź co bądź rozumowanie mojego chłopaka było całkowicie logiczne i prawdopodobne. Z tego co pamiętam tato również był egoistą.
Wsiedliśmy do samochodu Alana i pojechaliśmy do jego domu. Co prawda szkoda mi było zostawiać tu moje Ducati ale doszłam do wniosku że zostawienie Trona samego na tylnym siedzeniu nie jest dobrym pomysłem. Mimo tego że mężczyzna był bardzo spokojny wiedziałam że tak naprawdę jest zdenerwowany i zagubiony. Los Angeles nie było Siecią, tu nie było żadnych dyrektyw, pojazdów które można było nosić w kaburze na nodze ani dysków. Dla mnie brak ciężaru mojego dysku na plecach był wręcz okropny. Czułam się bezbronna. Nawet bez więzi wiedziałam jakie to straszne musi być dla programu bezpieczeństwa.
W trakcie jazdy wzeszło słońce. Gdy przejeżdżaliśmy przez most Tron patrzył na nie z mieszaniną szoku i fascynacji.
-Co to jest?- zapytał cicho i ścisnął mocniej moją rękę- czy to zagrożenie?
-Nie- uśmiechnęłam się- to jest właśnie słońce.
Gdy przejechaliśmy przez most i słońce zniknęło za budynkami mężczyzna objął mnie delikatnie w tali i przycisnął do siebie. Często tak robił gdy był zdenerwowany.
Kilkanaście minut później dotarliśmy na strzeżone osiedle na którym mieszkał mój chrzestny i kilka chwil później byliśmy już w domu. Merv powitał nas radośnie. Cieszyłam się że znów widzę tego małego skubańca. Tylko Tron tak jakoś dziwnie patrzył na szczeniaka.
-Co to jest?- zapytał.
-To jest właśnie Marvin- wyjaśniłam.
Mężczyzna spojrzał na niego sceptycznie.
-Jaka jest jego funkcja?
-Ma mnie kochać i teoretycznie ostrzegać przed intruzami ale w praktyce nigdy nie szczeka na obcych. Jak Alan się do mnie wkradł to nawet nie zszedł ze swojej poduszki.
Tata i Alan zaczęli się śmiać po czym tato przeszedł w głąb domu.
-Ładnie mieszkasz- powiedział tato i zaczął oglądać z zaciekawieniem wnętrze salonu- jaki cienki telewizor- powiedział na widok plazmy wiszącej na ścianie ale po kilku sekundach jego uwagę przyciągnął dyplom wiszący jakiś metr dalej- Zajęłaś pierwsze miejsce w olimpiadzie matematycznej?- wykrztusił.
-I to pięć lat z rzędu- pochwalił się Alan.
Automatycznie pacnęłam go w ramię.
-Mówiłam ci że jestem dobra z matmy- mruknęłam do ojca.
-Ale nie mówiłaś że aż tak... mówiłaś że w liceum byłaś w drużynie lekkoatletycznej- ożywił się- Alan czy Sam mi jeszcze o czymś nie powiedziała?
-Mam w szafie kilka złotych medali za biegi- odpowiedział mój chrzestny z uśmiechem.
Nie wiem czemu ale coś mi mówiło że jeśli szybko tego nie przerwę zamieni się to w konkurs "kto był lepszym tatą dla Sam".
-Wiecie co kochani- zaczęłam pewnie- to był ciężki wieczór więc proponuje żebyśmy się teraz położyli, przespali kilka hexów i wtedy o wszystkim pogadali. Co wy na to?
-Co to są hexy?- zapytał Alan marszcząc brwi. Minę miał taką samą jak Tron kiedy czegoś nie rozumiał.
-Hex to to samo co godzina dla Użytkowników AlanOne- wyjaśnił uprzejmie Tron.
-Rozumiem i proszę mów mi po prostu Alan.
-Dobrze AlanOn... to znaczy Alan.
Parsknęłam śmiechem i oparłam głowę o ramię programu.
-Czy mój pokój jest zdatny do użytku?- zapytałam nie zmieniając pozycji- padam na twarz... w sektorze Gamma mieliśmy atak robaka... mowie ci jakie to było bydle... ze dwa razy prawie mnie zjadło...
-Wszystko jest tak jak było- usłyszałam kroki i po sekundzie poczułam jego dłoń na ramieniu- muszę ci coś ważnego powiedzieć.
-Tak?- obróciłam głowę i spojrzałam mężczyźnie w oczy.
-Masz naprawdę dobry gust co do mężczyzn- powiedział poważnie.
-Spadaj Alan- odpowiedziałam i poszłam na górę do swojego pokoju. Oczywiście Tron poszedł razem ze mną.
Gdy dotarliśmy do pokoju odkryłam że nie dość że wszystko było jak to zostawiłam to jeszcze pokój wyglądał jakby Alan przez cały czas oczekiwał mojego powrotu. Ściany były odmalowane, pościel świeża, a w szafie wisiało parę moich starych ubrań.
Wtedy przez mój umysł przemknęłam myśl że konkurs na "lepszego tatę" wygrał by Alan ale szybko ją odepchnęłam. Obaj staruszkowie byli dla mnie bardzo ważni i każdego kochałam tak samo. Obaj byli moimi tatusiami.
-Jak się czujesz?- zapytałam Trona siadając na łóżku po czym zaczęłam rozsznurowywać swoje wysokie "włamaniowe" buty.
-Dziwne- usiadł przy mnie i westchnął- ten świat jest takie inny od Sieci... i ten brak naszego połączenia...
-Też mnie to boli- zdjęłam jeden but, rzuciłam go pod ścianę i zabrałam się za następny- ale obiecuje ci że jak tylko załatwimy tu wszystkie sprawy i zbudujemy nowy serwer wrócimy do domu i będziemy tu tylko okazjonalnie wpadać- drugi but dołączył do pierwszego- żeby zmienić świat nie trzeba tu ciągle przebywać.
-Nadal trudno mi pojąc czemu nie powiedziałaś Flynnowi że nie chcesz opuszczać Sieci.
-A dlaczego ty się zgadzasz na moje niektóre szalone pomysły na spędzanie wolnego czasu?
-Bo wydają się ciekawe- odpowiedział i uśmiechnął się złośliwie.
Moją odpowiedzą było pacniecie go poduszką w twarz.
-Bo cię kocham- poprawił swoją odpowiedź i nachylił się żeby mnie pocałować kiedy ktoś zapukał do drzwi.
-Przyniosłem ci coś do spania Tron- powiedział Alan wychodząc do pokoju z niebieską, flanelową piżamą w ręku- mam nadzieje że będzie pasować.
-Dziękuje- powiedział program i spojrzał nie pewnie na ubranie.
Następnie mężczyzna życzył nam miłych snów i wyszedł. Wtedy pomogłam mojemu chłopakowi się ubrać ( to są spodnie Tron a nie "to coś" po domu chodziłeś w spodniach i koszulce, przecież te rzeczy wyglądają tak samo). Dół jako tako pasował ale góra była za mała więc zrezygnowaliśmy z jej zakładania. Gdy program bezpieczeństwa był już w łóżku szybko rozebrałam się do majtek i wciągnęłam jedną z koszulek wiszących w szafie po czym dołączyłam do swojego chłopaka. Było nam trochę ciasno w jednoosobowym łóżku ale jakoś daliśmy radę.
Gdy się obudziłam pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było zerknięcie na budzik stojący na stoliku przy łóżku. Było kilka minut po dziewiątej. Leżałam chwilkę rozkoszując się bliskością mojego partnera gdy niespodziewanie zaburczało mi w brzuchu. Już zapomniałam jak to jest być głodną. Nagle dotarło do mnie że tu jest prawdziwe jedzenie. Niewiele myśląc sprawnie uwolniłam się z uścisku wciąż śpiącego Trona, ubrałam się szybko i trzymając buty w garści wymknęłam się z pokoju. Zeszłam cicho po schodach i dotarłam do kuchni w której zastałam Alana.
-Cześć Alan- powiedziałam wesoło.
-Cześć Sam- odpowiedział zamykając lodówkę- wyspałaś się?
-Spałam jak zabita.
-A Tron?
-Jeszcze śpi... masz coś dobrego do jedzenia? Umieram z głodu...
Mężczyzna się zaśmiał.
-To co mam starczy co najwyżej dla jednej osoby i chciałem właśnie pojechać na jakieś zakupy...- spojrzał na mnie niepewnie- pojedziesz ze mną?
-Jasne- uśmiechnęłam się.
Następnie wciągnęliśmy buty i pojechaliśmy. Gdy byliśmy już w supermarkecie zauważyłam że mężczyzna jest trochę przygaszony. Zapytałam go o to.
-Obiecaj że nikomu nie powiesz- powiedział gdy wybieraliśmy warzywa i owoce.
-Obiecuje- zaczęłam oglądać wiśnie.
-Gdy zobaczyłem ciebie z Tronem pomyślałem że tak to mogło by wyglądać gdybym miał więcej śmiałości...
Zatkało mnie.
-Czyli tą kobietą... to była... ty się kochałeś w mojej mamie?- wykrztusiłam.
-Tak- uśmiechnął się smutno- dobry jestem w ukrywaniu uczuć co? Nikt się nie domyślił...
-Przecież ty byłeś świadkiem na ślubie...
-No byłem... zostałem też twoim chrzestnym, to też bolało ale sobie poradziłem- położył mi dłoń na ramieniu- zawsze kochałem cię jakbyś była moim dzieckiem i nigdy sobie nie wybaczę tego co wtedy powiedziałem... jest mi tak bardzo wstyd... wstyd mi że ci nie uwierzyłem kiedy mówiłaś o Sieci i o tym że nie zauważyłem że będąc na studiach działa ci się krzywda. Dopiero kilka tygodni po twoim zniknięciu dowiedziałem się co tam zaszło...
-Przestań bo się zaraz poryczę...- powiedziałam pociągając nosem- ty sobie nawet nie zdajesz sprawy jakie ty i Tron macie podobne charaktery...
-Jest dla ciebie dobry?- zapytał staruszek zmieniając temat.
-Bardzo- uśmiechnęłam się lekko- na początku to nie odstępował mnie na krok i warczał na każdego mężczyznę który według niego był zagrożeniem... on jest strasznie terytorialny.
-Warczy?- zdziwił się.
-Pamiątka po przeprogramowaniu. Jak się wkurzy to warczy, a Tron na wkurwię wystarczy za całą armię...- uśmiechnęłam się- z czasem wszystkie programy zaczęły mnie rozpoznawać i zainteresowanie mną się zmniejszyło i Tron się trochę uspokoił- wytłumaczyłam.
-No tak...- westchnął- jesteś z nim szczęśliwa, prawda?
-No pewnie że jestem, nie musisz się martwić. To jeden z tych związków na całe życie... albo uzależnienie... nazywaj to jak chcesz bo na jedno wychodzi.
Alan zaśmiał się głośno.
-Niby wydoroślałaś a nadal wszystko po staremu- pokręcił przecząco głową.
-A weź nie wydoroślej w czasie prowadzenia wojny...- westchnęłam i zaczęłam nasypywać wiśni do woreczka- praktycznie sama zaplanowałam natarcie i wież mi straty były minimalne.
Dalsza część zakupów minęła nam spokojnie. Oprócz produktów spożywczych kupiliśmy jeszcze szczoteczki do zębów dla taty i Trona. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o moje mieszka żebym mogła wziąć trochę swoich rzeczy. Gdy wróciliśmy do domu zastał nas zabawny widok, a mianowicie tato ubrany w zieloną flanelową piżamę dobijał się do drzwi szafki na szczotki.
-Co ty wyprawiasz?- zapytałam kładąc torby z zakupami na blat gdy poczułam coś pod nogami. Spojrzałam w dół i zobaczyłam rozsypany na podłodze cukier.
-Coś ty narobił Flynn?- zapytał Alan- i dlaczego na podłodze jest cukier?
Patrzyłam tępo w rozsypane kryształki. Przypominały trochę kostki które zostawały po zdezerowaniu programu. Tron wiedział co to kuchnia i jeśli to zobaczył...
-Tron to ja- jednym susem zbliżyłam się do schowka- to nie jest to co myślisz, to tylko przypomina skasowany program... proszę wyjdź... przecież wiesz że nikt ci tu nic nie zrobi...
Drzwi otworzyły się ostrożnie i ze schowka wyszedł lekko speszony program bezpieczeństwa.
-To na pewno nie jest program?- zapytał.
-Oczywiście, to tylko cukier. Jesteś pierwszym programem w Świecie Użytkowników kretynie.
Potem bez problemów przygotowaliśmy śniadanie. Na może z małym incydentem związanym z toaletą. Alan zaoferował że Tronowi wszystko wytłumaczy. Gdy mężczyźni wrócili z łazienki mój chłopak był lekko zielony na twarzy. Zapytany o co chodzi odpowiedział :"Tą samą końcówką co przy interfasie, obrzydliwe". Tata zachłysnął się z wrażenia mlekiem które popijał z kartonika.
Po skończeniu swojej drugiej kanapki ( Tron zabierał się już za dziesiątą i wciąż był głodny) spojrzałam poważnie na mężczyzn siedzących przy stole i zaczęłam.
-Trzeba wymyślić co powiemy prasie na twój nagły powrót tato.
-Racja- tata pogładził się po brodzie- Zastanawiałem się nad śpiączką, co ty na to?
-Nawet logiczne... będzie można wytłumaczyć czemu nie jesteś na bieżąco... góra dwa dni a załatwię ci wszystkie papiery i zeznania dwudziestu światków...
-Żałujcie że się nie słyszycie- powiedział Alan i wziął łyk kawy- dwóch geniuszy w jednym pokoju, że też świat nie eksplodował...
-Zamknij się Bradley-powiedzieliśmy z tatą równocześnie. W tym czasie Tron był zajęty swoją dwunastą kanapką.
-I o tym właśnie mówiłem- skwitował.
-O nie dąsaj się stary- ojciec poklepał mojego chrzestnego po plecach.
-Wy naprawdę jesteście dziwni- westchnął Tron i za jednym zamachem opróżnił szklankę soku.
Jak na dobrą partnerkę życiową przystało nalałam mu kolejną porcję.
-Dobra, tata załatwiony, teraz musimy wymyślić jakąś przykrywkę dla ciebie- zmierzwiłam włosy programowi bezpieczeństwa.
-Może powiemy że Tron to nieślubny syn Alana i Lory?- zaproponował tato.
W odpowiedzi kopnęłam ojca w kolano.
-Moim zdaniem to nie jest taki zły pomysł- powiedział Alan i spojrzał na Trona- co ty na to Tron?
Mój facet tylko siedział i się gapił na swojego twórcę.
-Byłbym zaszczycony AlanOne... to znaczy Alan- powiedział cicho.
-No to w spisek wplątujemy ciocie Lorę ... będzie wesoło...
-A to niby czemu?- zapytał tato.
-Nie byłeś na weselu jej kuzynki- mruknęłam.
-Sam nawet sypała na tym ślubie kwiatki, mam zdjęcia, później ci pokarze...
-Alan, a ni mi się wasz pokazywać komukolwiek tych zdjęć!
-Daj spokój Sammy- uśmiechnął się tata- ty mi wszystkiego nie powiesz, a w ten sposób mogę się dużo o tobie dowiedzieć.
-Czuje się jak w kiepskim anime- jęknęłam.
-Po tym co przeżyłaś to powinnaś się czuć jak w Sword Art Online- skomentował Alan- dalej jest twoim ulubionym?
-Sword Art Online nie jest kiepskie... dobra, po tym co przeżyłam wole bardziej Ao On Ex...- nagle coś do mnie dotarło- Skąd ty wiesz jakie jest moje ulubione anime? Wśród moich przyjaciół nie ma żadnych fanów, pisałam o tym tylko z FlynnLive...
-Bo to jestem ja- odpowiedział nieśmiało.
