Przedstawiam pierwszy rozdział. Wrzucam szybko, nie chcąc, żeby był jedynie prolog. Z pewnością zauważycie, że druga część to taki zmodyfikowany epilog z "Nowicjuszki". Ogólnie akcja dziać będzie się później, ale konieczny jest odpowiedni wstęp :) Za dużo Wam na razie nie zdradzę! Czytajcie i piszcie co sądzicie!

"Złość"

Trzymała w dłoniach kartkę zapisaną eleganckim, kształtnym pismem i wpatrywała się w nią ze złością. Przecież dopiero co trzy dni temu zjedli wspólną kolację, dlaczego znów ją zapraszał? Za jakie grzechy zmuszona będzie znosić jego obecność przez kolejną godzinę, lub nawet dłużej? Westchnęła głośno i w gniewie zgniotła trzymany liścik. Następnie rozluźniła palce, a papier zajął się samotnym płomieniem, który w przeciągu zaledwie kilku sekund strawił przeklęte zaproszenie na obiad, obracając w popiół piękne pismo Wielkiego Mistrza.

Gdy tylko jej dłoń dotknęła drzwi Rezydencji, poczuła dobrze znany jej niepokój. Serce natychmiast zaczęło szybciej bić na myśl, że pewnie już na nią czeka. A wraz z nim jego mroczne spojrzenie, przyprawiające ją o dreszcz. Zmarszczyła brwi, widząc puste miejsce w fotelu, które zwykle zajmował. Drzwi kliknęły za nią cicho, a ich echo rozniosło się po wysokim pomieszczeniu. Sonea wzdrygnęła się mimowolnie i rozejrzała nerwowo. Przeklęła się w duchu - chcąc nie chcąc, to był jej dom, a czuła się w nim jak intruz.

Jej uwagę przykuł odgłos cichych kroków ze strony kuchni. Po chwili zobaczyła znajomą twarz Takana. Ukłonił jej się lekko, choć z szacunkiem.

- Pani Soneo, Pan już czeka w jadalni - oznajmił.

Dziewczyna uniosła wysoko brwi, zaskoczona słowami służącego.

- Spóźniłaś się - dodał po chwili mężczyzna, widząc pytanie wypisane na jej twarzy.

Zacisnęła zęby i szybkim krokiem ruszyła w górę schodów, przeklinając swój braku poczucia czasu. Szczególnie, gdy spędzała go w towarzystwie książek. Wiedziała, że Akkarin nie przepuści okazji, by zganić ją za niepunktualność.

Pchnęła drzwi do środka i natychmiast poczuła nieprzyjemne ukłucie w żołądku. Nawet wyśmienity zapach potraw nie był w stanie wywołać u niej głodu, kiedy jego oczy patrzyły na nią w taki sposób. Akkarin siedział już po drugiej stronie stołu i obracał w dłoniach wypełniony do połowy kieliszek wina. Jego usta wykrzywione były w tym samym pogardliwym półuśmiechu, który budził w niej chęć natychmiastowej ucieczki. Mimo wszystko zmusiła się do grzecznego dygnięcia.

- Przepraszam za spóźnienie, Wielki Mistrzu - powiedziała tak spokojnie, jak tylko była w stanie.

Jakkolwiek zareagował na jej słowa, nie mogła tego widzieć, gdyż jej wzrok był utkwiony w dywanie pod jej stopami. Usłyszała szelest szaty, gdy podniósł się ze swojego miejsca. Odruchowo spięła się i niemal siłą powstrzymała się przez cofnięciem o kilka kroków. Wyczuła jego drażniącą obecność, gdy stanął naprzeciwko.

- Kazałaś mi na siebie czekać ponad kwadrans... - rozbrzmiał jego niski głos. - Soneo patrz na mnie, gdy do ciebie mówię - dodał po chwili.

Dziewczyna drgnęła i uniosła przestraszone spojrzenie, tylko po to by napotkać parę czarnych oczu, obserwujących ją bezlitośnie. Na wysokości serce poczuła lodową kulę, a na karku gęsią skórkę. Jedyne na czym mogła się skupić, to pragnienie, by mag w czarnej szacie odsunął się na bezpieczną odległość.

- Mogłaś powiadomić mnie, że się spóźnisz. Jedzenie pewnie już wystygło - powiedział, nie spuszczając wzroku z jej twarzy.

- Przepraszam Wielki Mistrzu - mruknęła opuszczając głowę.

Mężczyzna odwrócił się i Sonea w końcu mogła nabrać do płuc swobodny oddech.

- Siadajmy - polecił i gestem dłoni zaprosił ją do stołu.

Posłusznie zajęła miejsce, lecz nie odważyła się podnieść spojrzenia. Wiedziała, że ją obserwował, jak zwykle. Lekko skrępowanymi ruchami, nałożyła sobie na talerz niewielką porcję jedzenia. Akkarin nie miał racji, było nadal ciepłe i do tego rozpieszczało jej nozdrza wspaniałym zapachem. Gdyby tylko chociaż raz miała apetyt w jego obecności... Machinalnie przeżuła pierwsze kęsy, prawie nie skupiając się na smaku potraw. W miarę jak kończyła swój posiłek, czuła rosnące poczucie nadziei, że lada moment będzie mogła opuścić jadalnię i zniknąć w swojej sypialni. Dopiero gdy odłożyła sztućce z cichym brzęknięciem, zdała sobie sprawę, że przez ten cały czas, Akkarin nie tknął ani odrobiny. Spięła się i zerknęła w jego kierunku.

- Jak minął mojej nowicjuszce ostatni Dzień Wolny? - pytanie padło zupełnie znienacka, sprawiając, że niemal zakrztusiła się wodą.

- Słucham? - wymamrotała, gdy zdołała już opanować zbliżający się atak kaszlu.

Akkarin westchnął cicho i potarł skronie palcami dłoni, w której nie trzymał kieliszka z winem.

- Pytam jak spędziłaś Dzień Wolny. Jeśli mam być bardziej precyzyjny, przypadał on dwa dni temu, tuż po naszej ostatniej kolacji - powiedział, nie przestając masować nasady nosa. - Mówiłaś wtedy, że chcesz odwiedzić rodzinę.

Zagryzła dolną wargę i skupiła się na dzbanku z wodą. O tym kłamstwie zapomniała. Dobrze, że jej przypomniał.

- Tak. Odwiedziłam ich w slumsach - odparła sucho.

- Czyżby? - zagrzmiał jego głos.

Sonea zamarła z dłonią wyciągniętą w stronę swojego kieliszka. Po jej plecach spłynął zimny dreszcz.

- Nie rozumiem - wyparowała, chociaż wiedziała, że i tak już przegrała. Wyprostowała się i zmusiła się, by spojrzeć na jego mroczną, beznamiętną twarz, z której ziało wyłącznie chłodem.

- Dlaczego odnoszę wrażenie, że nie mówisz mi prawdy?

Może dlatego, że sam jesteś kłamcą? Pomyślała, zaciskając dłoń w pięść. Kłamcą i mordercą.

- Ja... - zaczęła, lecz natychmiast zamilkła. Z całą pewnością wyczytał to z jej myśli. Ile by dała za możliwość ukrycia ich przed jego wścibskim umysłem.

- Widziałaś się z Dorrienem - stwierdził, wyraźnie zniecierpliwiony jej zbyt długim milczeniem.

Gwałtownie zadarła głowę i wbiła w niego zaskoczone spojrzenie. Skąd o tym wiedział? Akkarin obserwował ją spokojnym, lecz surowym wzrokiem, z którego jak zwykle nie dało wyczytać się żadnych emocji. Zdała sobie sprawę, że patrzy na niego z rozchylonymi ustami, więc szybko je zamknęła i odwróciła głowę w kierunku okna. Zacisnęła zęby, próbując pohamować rosnący gniew. Jak on to robił? Przecież spotkała się z młodym Uzdrowicielem w lesie i była pewna, że nikt więcej im nie towarzyszył. I dlaczego powiedział to takim tonem, jakby zrobiła coś złego?

- To prawda - warknęła i zdziwiła się na dźwięk własnego głosu.

Usłyszała, jak Wielki Mistrz odstawił kieliszek na stół. Gdy niechętnie zerknęła w jego kierunku, zauważyła, że oparł się o blat i pochylił w jej stronę. Momentalnie przeszył ją zimny dreszcz, lecz zdołała zmusić się do utrzymania kontaktu wzrokowego. Akkarin posłał jej półuśmiech, a Sonea poczuła nieprzyjemny skręt na wysokości żołądka. Jego czarne, nieprzenikalne spojrzenie piekło jej skórę. Chcąc zachować nad sobą kontrolę, mocniej zacisnęła pięści, balansując na krawędzi bólu.

- Jestem ciekaw o czym tak długo rozmawialiście - mruknął.

Sonea wydała z siebie ciche westchnięcie. Jego tupet ją przytłaczał. Nie była nawet w stanie wymyślić żadnej sensownej odpowiedzi, podczas gdy Wielki Mistrz potrafił zbić ją z tropu kilkoma słowami. Nienawidziła się za swoją słabość. Nienawidziła jego. Tego wyrachowanego, bezwzględnego człowieka. Ukrywał się za maską obojętności, manipulując każdym, kto stanął na jego drodze. Pozbawił ją cennego kontaktu z Rothenem, zastraszył, biorąc za zakładników bezpieczeństwo jego, jak i jej rodziny.

- O niczym takim, Wielki Mistrzu - odpowiedziała lekko drżącym głosem.

- Soneo, czyżbyś zapomniała o naszej umowie? - spytał, przekrzywiając lekko głowę.

Całe jej ciało aż świerzbiło ją na myśl o możliwości posłania w jego kierunku uderzenia ogłuszającego. Wiedziała jednak, że nie miałaby z nim żadnych szans.

- O niczym nie zapomniałam.

- Odnoszę inne wrażenie. Mówiąc, że kiedy piśniesz chociaż słówko wszyscy, którzy są dla siebie ważni, mogą zapłacić za to życiem, nie miałem na myśli tylko Rothena i twojej rodziny w slumsach.

Jego słowa sparaliżowały ją do tego stopnia, że z trudem nabrała powietrze do płuc. Poczuła nagłą falę mdłości.

- Dorriena także to dotyczy - dokończył i wyprostował się.

Sonea siedziała z opuszczoną głową, powoli trawiąc to, co właśnie usłyszała. Z trudem dopuszczała do siebie jego słowa.

Wspomnienia z przed kilku dni powróciły nagłą falą. Na nowo poczuła na wargach przyjemny pocałunek, którym obdarzył ją Dorrien. Dziwne łaskotanie w żołądku niemal nie wywołało uśmiechu na jej ustach.

- Nie powinnaś więcej z nim rozmawiać - dotarł do niej jego chłodny głos.

- Co?! - krzyknęła, podrywając głowę i zapominając o zasadach dobrego wychowania.

Wielki Mistrz nie wydawał się być poruszony jej bezczelnym zachowaniem. Patrzył na nią tak jak zwykle - bez żadnych emocji, zero zaskoczenia, czy gniewu. Sonea nie raz miała ochotę wyprowadzić go z równowagi, tylko po to by w końcu zobaczyć na jego twarzy jakiekolwiek uczucia. Przecież on musiał coś czuć!

- Dlaczego?! - krzyknęła po raz kolejny.

- Aby uniknąć niepotrzebnych nieprzyjemności.

- Nic mu nie powiem! - jęknęła, zrywając się z miejsca. - Nie możesz zabronić mi... - zaczęła, lecz w porę ugryzła się w język.

Na widok lekkiego zdziwienia w jego spojrzeniu, poczuła nutkę triumfu.

- Dyskusja jest już skończona, Soneo.

Stała, drżąc na całym ciele. Opierała się o stół, wbijając w twardą powierzchnie paznokcie. Wściekłość dawała jej siłę, by wytrzymać intensywne spojrzenie pary czarnych oczu. W końcu jednak osłabła i niczym przegrany zwiesiła głowę. Oczy zaczęły ją szczypać i wiedziała, że musi jak najszybciej opuścić jadalnię.

- Czy mogę już odejść Wielki Mistrzu? - wydusiła z trudem ze ściśniętego gardła.

Akkarin westchnął głośno, lecz po chwili rzucił;

- Możesz.

Niemal biegiem wyszła z pokoju. W drzwiach minęła Takana, który patrzył na nią z pokrzepiająco. Jednak to nie pomogło. Gdy przekroczyła próg, poczuła silny zawrót głowy. Oparła się plecami o ścianę i zacisnęła powieki. Jej klatka piersiowa unosiła się jak po ogromnym wysiłku, gdy nabierała kolejne spazmatyczne oddechy. Zza plecami usłyszała stłumiony głos Wielkiego Mistrza;

- Jeszcze za wcześnie, Takanie...

Oderwała się od ściany i rzuciła w kierunku swojej sypialni. Najpierw zabronił jej kontaktować się z Rothenem, a teraz odebrał możliwość spotkań z kimś, kto był dla niej kimś znacznie więcej, niż przyjacielem. Nienawidzę cię Akkarinie! Krzyknęła, jednak wyłącznie ona mogła słyszeć własne myśli.


Wracała do Rezydencji pogrążoną w mroku alejką, wiodącą przez ogrody. Była wykończona po całym dniu spędzonym w Bibliotece. Egzaminy zbliżały się wielkimi krokami, a Sonea każdego dnia zdawała sobie sprawę z kolejnej luki w jej wiedzy, którą należałoby uzupełnić. Mimo, że była wykończona, odwlekała w nieskończoność moment powrotu do Rezydencji. Pomimo takiego czasu, który spędziła w towarzystwie Wielkiego Mistrza, nie czuła się w jego obecności ani trochę swobodniej. Wręcz przeciwnie. Z każdym kolejnym dniem, tłumiona wewnątrz złość rosła do niebezpiecznych rozmiarów. Już dawno strach przerodził się w coś znacznie większego - w czystą nienawiść. Sonea obawiała się, że pewnego dnia nie będzie w stanie dłużej jej kontrolować.

Dotknęła palcami klamki drzwi i zaklęła głośno, gdy zamiast wejść do środka, uderzyła boleśnie kolanem o twarde drewno. Zmarszczyła brwi i popchnęła je nieco mocniej. Już od progu wyczuła, że coś było nie w porządku. Rezydencja była spowita w całkowitym mroku i gdyby nie nagłe stuknięcie, które dobiegło do niej z piwnic, pomyślałaby, że jest kompletnie sama. Włosy zjeżyły się jej na karku, gdy wyczuła magiczne wibracje.

Nagle, ciszę przerwał czyjś krzyk. Stała jak porażona, nie mogąc zmusić stóp do oderwania się z podłogi, mimo, że widziała, że byłaby to najrozsądniejsza z możliwych decyzji. Ktoś znajdował się w podziemnych pomieszczeniach i najwyraźniej toczył walkę. Z Akkarinem? Czyżby ktoś dowiedział się o jego sekrecie? Być może było tam więcej osób? Poczuła słabą iskierkę nadziei, która dała jej odwagę, by ruszyć w kierunku co raz głośniejszych dźwięków.

Schodząc po schodach czuła drżenie nóg i wyłącznie jej własna ciekawość i upór sprawiały, że jeszcze nie zawróciła na pięcie. Gdy w końcu stanęła przed drzwiami, otoczyła ją przerażająca cisza. Jedynie serce głośno dudniło w jej piersi. Usłyszała męski głos, mówiący w obcym dla jej uszu języku. Odpowiedział mu drugi głos i Sonea niemal zachłysnęła się powietrzem, gdy rozpoznała jego właściciela. Akkarin mówił w tej samej tajemniczej mowie. Brzmiał zupełnie inaczej. Po raz pierwszy w jego tonie rozpoznała prawdziwą wściekłość i być może coś, co przypominało strach? Nagle dobiegł ją przeraźliwy krzyk.

Z jej ust wydarł się zduszony okrzyk, gdy drzwi otworzyły się gwałtownie i ujrzała w nich znajomą twarz Takana. Zakryła usta obiema dłońmi na widok sceny za jego plecami. Na ziemi leżał mężczyzna ubrany w proste odzienie. Tuż nad nim klęczał Akkarin, z dłonią przyciśniętą do jego karku. Z pomiędzy jego długich palców wypływała krew. Usłyszała chrząknięcie z ust służącego. Jej żołądek wykręcił się boleśnie, gdy Wielki Mistrz odwrócił głowę i skrzywił się na jej widok.

Odruchowo wycofała się o kilka kroków, lecz ku swojemu zdziwieniu napotkała za plecami przeszkodę. Z przerażeniem odnotowała, że to magiczna bariera powstrzymuje ją przed ucieczką.

- Soneo - warknął Akkarin z nieukrywaną irytacją. - Podejdź tutaj.

Zaprzeczyła ruchem głowy, lecz nie mogła się cofnąć. Musiała patrzeć na szkarłatną ciesz spływającą po jego dłoni. Akkarin, jakby czytając w jej myślach, wytarł krew w skrawek materiału, podsunięty mu przez Takana. Dopiero wtedy mogła spojrzeć w jego czarne oczy, które przyglądały jej się uważnie. Przystąpiła krok do przodu, nie rozumiejąc skąd nagle tyle w niej odwagi.

- Ten człowiek... To zabójca... - zaczął Akkarin zmęczonym głosem.

- Zupełnie taki sam jak ty - warknęła ze złością. Skryty w niej potwór wyciągał swoje szpony.

- ... przysłany by mnie zlikwidować - dokończył.

Podszedł do niej, lecz Sonea nie dbała o to, że stał zdecydowanie za blisko.

- Jesteś mordercą - wycedziła, rzucając przelotne spojrzenie w stronę martwego mężczyzny.

Akkarin zatrzymał się i uniósł wysoko brwi.

- Uważasz, że nie powinienem był się bronić?

- Uważam, że powinieneś był oddać go w ręce Gildii, kimkolwiek był - powiedziała oschle i odwróciła się na pięcie.

Powstrzymała ją dłoń na jej nadgarstku. Siłą została zmuszona, by się odwrócić. Zderzyła się z jego czarnym spojrzeniem, gdy te bezlitośnie omiatało jej twarz. Zacisnęła zęby, próbując kontrolować gniew. Wyrwała rękę z jego uścisku, czując falę obrzydzenia.

- Nie dotykaj mnie - warknęła.

- Soneo, zaczekaj - powiedział ostrzegawczym tonem. - Nie rozumiesz.

Skrzyżowała ramiona na piersi.

- Możesz mnie zastraszać. Grozić mi i moim bliskim. Zakazywać rozmawiać z ludźmi, z którymi mnie coś łączyło - powiedziała przez zaciśnięte zęby. - Ale nie chcę słuchać twoich kłamstw.

- Ten człowiek był szpiegiem - przerwał jej, podchodząc jeszcze bliżej.

Cofnęła się o krok z walącym sercem.

- Nie obchodzi mnie to. Kiedyś odpowiesz za to wszystko. Wiem o tym. - Odwróciła się, nie mogąc znieść siły jego wzroku. I tak powiedziała już zbyt wiele. Nie wytrzyma ani chwili dłużej.

Ku jej zdziwieniu, Akkarin pozwolił jej dojść do drzwi.

- Soneo. - Zatrzymał ją dźwięk jego głosu. Nawet na niego nie spojrzała. Pragnęła po prostu wyjść. - Pamiętaj, że jeśli piśniesz chociaż słówko...

- Wiem - ucięła. - Nie martw się Wielki Mistrzu - powiedziała ironicznie. - Nie zdradzę twojego sekretu.

Szybkim krokiem zaczęła wspinać się po schodach.

- Jeszcze nie... - szepnęła ledwie słyszalnie.