Tytuł: Seven Times
Autor: kerriclifford240879
Rodzaj: Angst/Drama
Rating: M
Status: Zakończone; tłumaczenie: 3/7
Zgoda: Jest
Beta: Sporo :D Pierwsza była Irlandka, po niej hope sprawdziła Fia. do połowy i na końcu kochana Wirka. :) Dziękuję Wam dziewczyny!
Podsumowanie: Siedem razy może znaczyć całe życie zmian.


Drugi raz, kiedy Draco Malfoy świadomie dotknął Hermiony Granger, miał miejsce prawie cztery miesiące później. Tyle zajęło mu zebranie tych cennych kawałków swojego umysłu, które rozsypały się przez krzyki Hermiony. I przez te cztery długie miesiące w świecie czarodziejskim zaczęło się zmieniać - ze złego na jeszcze gorsze. Dzień, w którym Draco Malfoy odzyskał kontrolę nad sobą, był dniem, kiedy wygrał walkę ze swoimi demonami przeszłości.

Przez cztery miesiące Draco leżał praktycznie w katatonii. Harry go kąpał, Ron karmił, a Hermiona nad nim czuwała. Jeżeli ktokolwiek próbował się do niego zbliżyć, natychmiast dostawał ataku histerii i paniki, dlatego też trójka stała się czwórką z czystej konieczności. Przeważnie spali w tym samym łóżku, przytulając i będąc przytulanym, podczas gdy Draco nadal mamrotał o składnikach eliksirów i strategiach Quidditcha. Wydrapywał formuły na podłodze, pisał je na ścianach i wyrywał sobie włosy z głowy, kiedy chociaż jeden schemat nie wyglądał tak, jak powinien.

Ron był pierwszym, który to rozszyfrował. Spóźnił się godzinę z przyniesieniem mu lunchu w miesiąc po tym, jak chłopak do nich dołączył. Znalazł kiwającego się Malfoya, siedzącego w rogu pokoju z pustą twarzą i paznokciami zakopanymi w dywanie. I kiedy Ron usiadł koło niego i zapytał co się stało, Draco ponownie się załamał. Długo nie trwało, a w jego ramiona wpadł szlochający Malfoy.

Wtedy Rona uderzył prawdziwy horror, który sprawił, że Draco znalazł się właśnie w tym punkcie w swoim życiu. Wstyd i poczucie winy zalały go z całą siłą, kiedy słuchał litanii błagań z tych opuchniętych, pogryzionych ust. Proszę, nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj mnie znowu w ciemności, będę dobry, pokonam Granger w Eliksirach, pokonam Pottera ze zniczem, tylko, proszę, nie zostawiaj mnie znowu, proszę, proszę, proszę.

Kołysząc Draco w swoich ramionach, Ron wrócił myślami do spalonej Nory i samej miłości, która otaczała jej ściany jak farba. Miłości, która zdefiniowała jego życie. Nigdy nie był zamknięty w swoim pokoju i pozostawiony głodny. Nigdy nie był pobity z powodu nie bycia najlepszym w czymś. I kiedy szloch zamienił się w pochlipywanie, Ron pomyślał o dniu, w którym Draco odwrócił się od swojej rodziny i pomógł im wszystkim uciec z Malfoy Manor. Ron zaczął wspominać chwilę, gdy sam wrzucił Draco do piwnicy i zamknął za nim drzwi na klucz - w tym momencie dowiedział się, że wstyd również może mieć smak.

Ktoś mógł powiedzieć, że zrobił to z powodu zmartwienia o Hermionę, jednakże ktoś inny mógł mu również przypomnieć, że była to czysta nienawiść. Głodził go, pozostawił w ciemności - ponieważ nie wiedział. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że głodzenie i zamykanie w samotności, w ciemności - było ulubioną metodą Lucjusza na ukaranie syna. Żadne dziecko na to nie zasługiwało.

Po tym jak łzy Dracona ustały, Ron nakarmił go i pomógł z powrotem położyć się do łóżka. Otulając, nachylił się nad jego uchem i powiedział najdelikatniej jak potrafił, dalej dławiony szczerymi emocjami:

— W szkole byłeś zwykłym durniem. Byłeś wszystkim czym ja nie byłem – bogaty, rozpieszczony i zepsuty. Zazdrościłem ci twoich zdolności do nauki, zazdrościłem ci talentu w Qudditchu. Ale teraz? Teraz pragnę zabić twojego ojca za to, co ci zrobił. Najnowsza miotła czy najlepsze buty ze smoczej skóry nie nadrobią za nadużycia. Mogłem być biedny, ale byłem kochany i o tym wiedziałem. Zostałeś złożony w ofierze przez mężczyznę, który powinien był cię chronić. Widziałeś rzeczy, których nigdy nie powinieneś oglądać. Jesteś biednym, złamanym przez nich draniem. Mimo wszystko, jeżeli mnie słyszysz, chcę byś coś sobie zapamiętał. Jesteś lepszy od swojego ojca, ponieważ dokonałeś wyboru. Pamiętaj to i niech to stanie się twoim powodem, dla którego go pokonasz, Draco.

I kiedy Draco obudził się parę godzin później, pamiętał. I powoli, powoli, ponieważ to zajmuje czas, zaczął składać swój złamany umysł. Wiele kosztowały go próby zaprzestania szalonego mamrotania pod nosem oraz spróbowanie normalnej rozmowy, gdy obok byli jego opiekunowie. I pierwszego dnia, kiedy otworzył oczy i nareszcie wszystko widział wyraźnie, znalazł wpatrującego się w niego Harry'ego. Nie wiedząc jak zareagować lub co powiedzieć, Draco po prostu wydobył z siebie to, co powinien tyle lat temu.

— Cześć .

Zielone oczy zachmurzyły się na zachrypnięte przywitanie, ale usta posłały mu mały uśmiech.

— Cześć. Co powiesz na śniadanie w kuchni?

Harry od dwóch tygodni zadawał to pytanie, by otrzymać od Draco pokręcenie głową i zamknięcie oczu. Harry zgadzał się na to do czasu, aż w końcu nie mógł wytrzymać kolejnego nie za odpowiedź i siłą wyciągnął Draco z łóżka, w dół schodów. Pozostawiony bez wyboru Draco po prostu za nim podążył i kiedy wszedł do kuchni pełnej Weasleyów, Harry zwyczajnie chwycił jego dłoń i poprowadził do stołu.

— Molly robi najlepsze śniadania – powiedział Harry powodując tym samym u kobiety zawstydzenie. Popchnął Draco by usiadł przy stole.

— Pst, mów co chcesz, Harry, ale takie komplementy i tak nie zdobędą ci dodatkowej porcji kiełbasek i jajek!

Zanim Draco zorientował się, co się dzieje — został otoczony przez Weasleyów, a Molly już kładła przed nim pełen talerz, poganiając go do jedzenia, w końcu musiał przytyć! Blondyn jadł w ciszy, a jego stalowe oczy uważnie obserwowały przez cały następny tydzień to, jak Weasleyowie jedzą, śmieją się i rozmawiają ze sobą. Bez problemu wciągali Harry'ego w swoje dyskusje, jednak chłód, z jakim Molly zwracała się do Hermiony, był bardzo dobrze wyczuwalny w otoczeniu takiego ciepła.

Po zakończeniu śniadania Hermiona wstała, by zacząć po nim sprzątać, gdy pozostali wrócili do tego, co robili. Molly zwlekała, ostrożnie przyglądając się jak Draco uważnie kroił kiełbasę przed jej powolnym przeżuciem. Mimo, że go karmiła, dalej mu nie ufała i kiedy chłopak uniósł chłodne oczy, Molly skrzywiła się na lekką kpinę, którą w nich zobaczyła.

— Słówko, Hermiono? — mruknęła i Draco z zainteresowaniem patrzył jak ramiona Hermiony zesztywniały.

— Teraz nie czas i nie miejsce na tę rozmowę, Pani Weasley – mruknęła, a Molly, wychodząc westchnęła.

Gdy Hermiona myła naczynia, Draco w ciszy skończył swoje śniadanie. Myślał by po prostu zostawić talerz na stole, ale przed oczami mignął mu widok tej dziewczyny, skulonej na podłodze w jego starym domu. Dlatego też wstał i zaniósł naczynie do zlewu. Hermiona wystawiła po nie rękę i wszystko co mógł zrobić, to tylko gapić się na nią. Przyglądając się jej, zauważył cztery jasne blizny biegnące wzdłuż jej szczęki. Hermiona skrzywiła się i odwróciła wzrok.

— Kto to zrobił? — zapytał i Hermiona ponownie spojrzała na niego, tym razem z zaskoczeniem.

— Ty — odpowiedziała po chwili i teraz była kolej Draco na skrzywienie się.

— Kiedy? — wymamrotał, a Hermiona odłożyła z brzękiem talerz do zlewu.

— Kiedy zwariowałeś — powiedziała płasko.

Draco przygryzając wargę odwrócił wzrok, przed ponowną próbą:

— Jak długo mnie nie było? — zapytał. Hermiona spuściła głowę.

— Cztery miesiące. Pamiętasz cokolwiek?

Draco znowu odwrócił od niej głowę i cisza, która się pomiędzy nimi rozciągała, stała się bardzo ciężka. Hermiona w końcu zwróciła się ponownie do niego z pewnością płynącą z oczu i mocą w głosie.

— Twoja ciotka torturowała mnie w posiadłości twojej rodziny. Pamiętasz to?

Draco gwałtownie przytaknął głową i Hermiona chłodno się uśmiechnęła.

— Pamiętasz w jak ogromnym byłam bólu? Pamiętasz stanie tam i patrzenie na to?

Draco odwrócił się by wyjść, ale zatrzymał go mocny chwyt Hermiony na swoim ramieniu.

— W razie gdybyś nie pamiętał, uratowałeś mi życie – wysyczała, wbijając paznokcie w jego skórę. — Użyłeś Klątwy Zabijającej na Bellatrix. Wyniosłeś mnie stamtąd i oszalałeś. Kiedy się obudziłam, już byłeś szalony. Wtedy to zrobiłeś — wyszeptała, dotykając blizn. — Podrapałeś mnie, tak mocno, jak mogłeś, i wtedy powiedziałeś mi, że moja krew jest taka jak twoja. Zawdzięczam ci moje życie, durniu i nie wiem, czego bardziej nienawidzę — bycia twoim dłużnikiem czy po prostu generalnie ciebie. Teraz, zostaw mnie samą — wysyczała i wróciła do naczyń.

Chwilę później zaskowyczała, czując jak jego dłoń wplątuje się w jej włosy i szarpie mocno jej głowę w tył. Przewyższając ją, spojrzał w dół na jej wypełnione gniewem oczy. Unosząc dłoń, prześledził palcami blizny i delikatnie skwaszony, uśmiechnął się.

— Wydaje się, że teraz jesteśmy kwita za trzeci rok, Granger. I nie jestem już szalony... naprawdę. Widzę, co dzieje się dookoła mnie. Nie jestem ślepy na fakt, że Molly Weasley próbuje poczuciem winy wymusić twój powrót do jej syna, kiedy jest jasne jak słońce, że tego nie chcesz. Przestań! — ostrzegł, kiedy próbowała się wyrwać. — Posłuchasz. Nie jestem ślepy na fakt, że on również nie chce być z tobą w ten sposób, ale jesteś jedyną, która jest za to karana. Nie jestem ślepy, by nie widzieć tego, że to po prostu, by wam nie wyszło i nawet już w szkole każdy o tym wiedział. Ślepy jestem tylko dlatego, że nie widzę, dlaczego cię to obchodzi. Dlaczego pozwalasz jej, by wzbudziła w tobie poczucie winy, kiedy nie zrobiłaś nic, by je czuć.

Hermiona spojrzała na niego na tyle, na ile mogła i lekko parsknęła.

— Ponieważ ona kocha swoje dziecko, Malfoy. Jest to uczucie, którego na pewno ci brakuje.

Teraz była kolej Draco do szarpnięcia się i Hermiona przygryzła zawstydzona wargę, kiedy szok spowodował odpłynięcie resztki kolorów z jego twarzy. Zanim zdążyła przeprosić, Draco nagle ją puścił i ruszył w kierunku drzwi. Zatrzymał się przed opuszczeniem kuchni by bez patrzenia na nią powiedzieć:

— Siedem razy. Pamiętam, że krzyczałaś siedem razy. Powinienem usłyszeć, jak krzyczysz tylko raz, ale krzyczałaś siedem. Życie za życie. Dług życia. Masz rację, według prawa czarodziejów, jesteś moim dłużnikiem.

Draco spojrzał wtedy na nią i przełknął ślinę przed ponownym odwróceniem się.

— Jesteśmy kwita — wyszeptał.

Po tym już go nie było i Hermiona odwróciła zamglone łzami oczy ponownie w stronę zlewu. Jego słowa wstrząsnęły nią, ale jeszcze bardziej jego obserwacje. W ciszy myła pozostałości naczyń i kiedy się odwróciła, Ron stał w drzwiach, wahając się, by wejść, jednakże niezdolny też, by zawrócić. Widząc łzy na jej policzkach, westchnął ciężko i spuścił swoje oczy.

— Mama znowu na ciebie naskoczyła? — niezręcznie zapytał i Hermiona pokręciła głową.

— Tak... nie... Po prostu... Malfoy coś powiedział — wymamrotała, a Ron ponownie westchnął.

— Chcesz wiedzieć, co zawsze denerwowało mnie w tej fretce? — zapytał i kiedy Hermiona przytaknęła, uśmiechnął się krzywo. — Zawsze był genialny w mówieniu prawdy. Po co kłamać skoro prawda bardziej boli?

Hermiona drgnęła. Ron przytaknął powoli głową, gdy jej oczy podniosły się, by spotkać jego.

— Może powinniśmy przeprowadzić z mamą małą rozmowę, co? — zapytał i kiedy Hermiona zaczęła się śmiać, cała niezręczność, która ich otaczała, rozpłynęła się.

Splatając ramiona, skierowali się w poszukiwaniu Molly by zakończyć przyszłość, której ona tak desperacko dla nich pragnęła.