Białystok, sierpień 2012

Białystok, sierpień 2012

List z zagranicy nie budził już takich emocji jak przed wieloma laty, lecz był zawsze obiektem zainteresowania.

Zwłaszcza tego dnia, gdy list ten otrzymała piętnastoletnia dziewczyna.

-Możesz mi wyjaśnić – zaczęła jej matka – Kto to jest ten Roy Mustang, który do ciebie pisze?

Magda zaczerwieniła się. Nie powiedziała matce o prawdziwej przyczynie wycieczki do Krakowa, więc zanosiło się na długie wyjaśnienia.

Po nich chwyciła list i go otworzyła. Z koperty wypadły bilety kolejowe (pospieszny Białystok-Kraków i Eurocity Kraków-Centrala, tam i z powrotem) i zaproszenie. Magda przeczytała zaproszenie.

Zaproszenie na ślub Naczelnika! No, tak, miał się niedługo odbyć, ale nie aż tak „niedługo", żeby nie zdążyła dojechać, nawet, jeśli musiała jeszcze w międzyczasie kupić sukienkę.

Tenże czas, Kraków

Ola również otrzymała zaproszenie, z tą różnicą, że nie dostała biletu do Krakowa, gdyż przebywała w tym pięknym mieście. Uśmiechnęła się leciutko i od razu usiadła przy komputerze, żeby skontaktować się z Magdą.

Stanęło na tym, że Magda pojedzie do Krakowa dwa dni wcześniej, nawet jeśli nie będzie miała odpowiedniej sukienki, bo w Krakowie znajdzie się taką byle gdzie.

Kilka dni później dziewczyny spotkały się na dworcu. Magda miała już sukienkę – ładną, obcisłą, czerwoną – więc spędziły te dwa dni, jak to dziewczyny, plotkując, dzieląc się wspomnieniami i snując rozważania, jak będzie wyglądała sukienka panny młodej.

Wsiadły w pociąg do Centrali, ten o siódmej dwanaście. Miały rezerwację na sypialny i były tylko we dwie.

-To teraz mamy dwa dni jazdy. – stwierdziła Ola. – A potem wesele. Mam nadzieję, że ktoś nas odbierze z dworca w Centrali.

-A ja mam nadzieję, że nie będzie to Armstrong. – dodała Magda i obie się roześmiały.

Droga była długa, ale dziewczyny się nie nudziły. W końcu jest tyle ciekawych rzeczy, które można robić w pociągu…

Na przykład rozwiązywanie krzyżówek, albo czytanie.

W końcu dojechały. Ku uldze obydwu, na peronie czekał na nie Havoc. Zaprowadził je tam, gdzie miały nocować – tam, gdzie nocowały jeszcze w czerwcu. Następnego dnia miało odbyć się wesele, więc nie miały dużo czasu – akurat, żeby się wykąpać i przespać, co też uczyniły.

Następnego dnia wyszykowały się na pełną galę, bo w końcu wesele Naczelnika to nie byle co. Na ceremonii niewiele zrozumiały, bo nie odbywała się po polsku, ale zawsze wiedziały, kiedy trzeba romantycznie westchnąć, a kiedy pociągnąć nosem.

A potem już nikt nie zwracał uwagi na narodowość, bo zaczęło się wesele. W drzwiach sali balowej Roy uściskał obie dziewczyny.

-Dziękuję, że przyjechałyście. I za wszystko. Dzięki. – szepnął, cmoknął każdą szybko w oba policzki i poszedł tańczyć z żoną.

Trzeba przyznać, że panna młoda wyglądała prześlicznie, aż wszystkie kobiety, łącznie z gośćmi honorowymi, poczuły narastającą zazdrość.

Ale zaraz i one zostały łamaną polszczyzną poproszone do tańca, więc nie miały już czasu na zazdrość.

I kto chciał, to jadł, a było co jeść i co podziwiać; kto chciał, to tańczył, a było z kim tańczyć; i kto chciał, rozmawiał, bo było z kim i o czym rozmawiać.

I ja też tam byłam, świeże mleko piłam, a co tam widziałam, tu wam opisałam.