Rozdział drugi: Wsparcie
Mary i Isaac przyjechali do domu Sama już następnego dnia. Kobieta wydawała się być szczerze zaniepokojona stanem Bianki.
- I naprawdę żaden z tych lekarzy nie był w stanie jej pomóc? – spytała się Sama, gdy już przeprowadziła wstępne oględziny dziewczyny. Gdy Sam pokręcił przecząco głową, kobieta prychnęła głośno z obrzydzeniem. – To było łatwe do przewidzenia. Banda konowałów. O ile nie zapłacisz im fortuny, nie zajmą się tobą. Ale gdy przychodzi do nich stara, schorowana kobieta, to wymyślą jej jeszcze dziesięć innych chorób, których nie ma, byle tylko wybulić z niej więcej pieniędzy.
Sam nic na to nie odpowiedział. Wiedział, jak w tej chwili wygląda sytuacja w opiece zdrowia. Mary trafiła swoimi słowami w samo sedno jednego z najważniejszych problemów, jaki dotykał ten obszar.
- Oscar na pewno nigdzie się tu w pobliżu nie szwenda? – spytał się nagle kobiety. Ta w odpowiedzi spojrzała się tylko na niego z dezorientacją, nie do końca rozumiejąc, dlaczego Sam właśnie o to się spytał. Załapała wszystko dopiero po dłuższej chwili.
- Na pewno, masz na to moje słowo. – zapewniła go kobieta. – Chciał tu przyjść z nami, to fakt, ale wolałam nie ryzykować kolejnego załamania nerwowego Bianki. Dziewczyna już i tak zbyt wiele przeszła.
- Oscar nie zbliży się do niej aż do momentu, gdy ona sama tego nie chce. – dodał po niej jej syn, Isaac. Przeczesał następnie swoje proste, ciemne włosy, po czym oparł się nonszalancko o framugę wejścia do salonu. – Dopóki jej stan się nie polepszy i chociaż część wspomnień jej nie wróci, Oscar nie będzie miał prawa zbliżyć się do niej choćby na kilometr, a co dopiero podejść do niej na ulicy czy przyjść tutaj do niej do domu.
- I możesz mnie na sto procent zapewnić o tym? – Sam wciąż nie był co do tego z stu procentach przekonany. – On na pewno się tutaj nie zjawi?
- Sam tego dopilnuję. – odpowiedział mu na to ze spokojem Isaac. – Obiecuję ci to, Sam.
Te słowa nieco uspokoiły mężczyznę. Wciąż miał on pewne wątpliwości co do korzystania z pomocy Corbinów – jakby nie patrzeć, byli najbliższą rodziną Oscara, jaka mu została. Mogli przecież chcieć wykorzystać tę sytuację, aby pomóc swojemu krewnemu.
Z jakiegoś powodu wierzył jednak, że nie kłamią, i że naprawdę chcą im pomóc.
- Czy… czy my się znamy? – dobiegło ich nagle pytanie zadane przez Biancę. Cała trójka obróciła się w jej stronę w tym samym czasie. Dziewczyna podniosła rozkojarzone spojrzenie znad kominka, w który wpatrywała się od dłuższego czasu, i przeniosła je powoli na osobę Mary. – Nie kojarzę pani… czy my się skądś znamy?
- Poznałyśmy się dwa miesiące temu, kochana. – kobieta usiadła naprzeciwko blondynki, po czym powoli, ostrożnie, ujęła jej dłonie w swoje, przez cały ten czas patrząc się jej prosto w oczy. – Nie pamiętasz tego, oczywiście. – Bianca w tym momencie pokręciła przecząco głową. Jej dolna warga zadrżała nieznacznie, jak gdyby dziewczynie zbierało się na płacz. – Dość szybko się zżyłyśmy.
- Jesteśmy przyjaciółkami? – Mary po tym pytaniu tylko pokręciła przecząco głową, uśmiechając się przy tym słabo.
- Niezupełnie. – odpowiedziała jej po chwili milczenia. – Ale od razu wiedziałam, że jesteś ciekawą i interesującą osobą. Nie było nam dane spędzić dostatecznie dużo czasu, aby się ze sobą zaprzyjaźnić, ale szczerze wierzę w to, że teraz będzie to możliwe.
Bianca uśmiechnęła się słabo po jej słowach. Sam odetchnął z ulgą, widząc to. Nie będzie kolejnego ataku. – pomyślał, zerkając przelotnie na Isaaca, który w milczeniu przyglądał się rozmowie swojej matki z dziewczyną. To było jego pierwsze spotkanie z Biancą. Wcześniej widział ją tylko przelotnie, w szpitalu, już po tym, jak rodzice chłopaka pomogli Samowi zawieźć Biancę do szpitala. – Dzięki Bogu. Wszystko będzie z nią w porządku.
- My też się poznaliśmy już wcześniej? – dziewczyna zapytała się nagle Isaaca. Ten w odpowiedzi pokręcił głową.
- Nie, nie mieliśmy takiej okazji. – przyznał otwarcie. – Widzieliśmy się co prawda jeden raz przelotem, ale nie mieliśmy wtedy szansy się sobie przedstawić.
- Dlaczego? – dociekała dalej Bianca. – Co takiego się wtedy stało?
Isaac zamarł w tej chwili. Nie wiedział, co może jej powiedzieć. Spojrzał się tylko na swoją matkę, która od razu przystąpiła do akcji dywersyjnej. Oboje w tej chwili woleli, aby dziewczyna nie dowiadywała się takich rzeczy, dopóki nie zacznie sobie czegoś przypominać.
- Opowiadanie ci o tym nie miałoby w tej chwili większego sensu. – powiedziała jej Mary, gładząc przy tym jej długie za pas, proste, jasne blond włosy. Bianca przeniosła powoli na nią spojrzenie i zmarszczyła brwi w dezorientacji. Nie przerwała jednak kobiecie. Słuchała jej uważnie, nie odrywając od niej wzroku nawet na moment. – Przyjechaliśmy tutaj w pewnym celu. Sam chciałby, żebyśmy spróbowali przywrócić ci wspomnienia, które utraciłaś te dwa miesiące temu.
- To było wtedy, gdy… – dziewczyna nie zdołała dokończyć tego zdania. Reszta słów zaginęła jej w połowie drogi. Bianca przełknęła ciężką gulę, jaka ugrzęzła jej w gardle, po czym zamrugała intensywnie powiekami, starając się odpędzić tym łzy, jakie zaczęły się formować w kącikach jej oczu.
- Tak, wtedy. – powiedziała Mary. – Mogę spróbować poprzez hipnozę pobudzić te wspomnienia, aby do ciebie wróciły. Pozostaje jednak jeszcze jedno ważne pytanie.
- Jakie? – Bianca spytała się po dłuższej chwili milczenia, gdy była już pewna, że ma swoje emocje pod pełną kontrolą.
- Czy ty tego chcesz. – Kobieta w tym momencie spojrzała się dziewczynie prosto w oczy. – Wszystko zależy od twojej decyzji. Jeśli się zgodzisz, wtedy zajmiemy się tym. Jeśli jednak nie jesteś na gotowa i tego nie chcesz, wtedy zajmę się jedynie… pomożeniem ci z uporaniem się po stracie bliskiej osoby. – Głos kobiety zadrżał nieznacznie przy tej ostatniej części zdania.
Bianca dość długo zastanawiała się nad tą decyzją. W milczeniu siedziała w wysłużonym, miękkim fotelu, opatulona grubym, ciepłym kocem, wpatrując się w przestrzeń przed sobą. Osobom postronnym mogłoby się wydawać, że dziewczyna „zawiesiła się w próżni" i zwyczajnie przestała kontaktować. Tak jednak nie było. Myślała ona intensywnie nad tym, co odpowiedzieć Mary. Którą opcję powinna teraz wybrać. Czego tak naprawdę chce. I czego tak naprawdę teraz potrzebuje.
- Chcę tego. – odpowiedziała wreszcie. – Chcę odzyskać swoje wspomnienia. Nie interesuje mnie, jakie one są. Czy są dobre, czy są złe. Nie obchodzi mnie to. Chcę je z powrotem, jakiekolwiek by one nie były. Chcę to wszystko znów pamiętać.
Mary uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona z tej decyzji.
- Bardzo dobrze. – powiedziała cichym głosem. – Niech zatem tak będzie. Zaczniemy, gdy tylko będziesz gotowa.
- Chcę zacząć już jutro. – przerwała jej w tym momencie Bianca. – Nie ma sensu czekać na najbardziej odpowiednią do tego chwilę. Chcę to rozpocząć najszybciej, jak to jest tylko możliwe.
