Naruto Phenex - Reborn of Existence
Rating: MA
Paring: Naruto x harem
Ostrzeżenie: harem, nagość, podteksty seksualne, sceny seksu, zabójstwa, zdrady, itd.
Jeśli wam się podoba, skomentujcie. To naprawdę pomaga przy pisaniu, widzieć że ludzie lubią moją historię;)
If you like it, then leave your comment. Seeing that people like my story really help during writing ;)
Rozdział 2
"Oświeceni"
Rok 2010, 1 kwiecień. - Czwartek, popołudnie.
Hokkaido - posiadłość Uzumaki.
- Ueda Murayama i Shimizu Katase... - zaczął Naruto, skrupulatnie przeglądając wręczone mu przez Sayę raporty dotyczące dwóch dziewczyn - Wysokie umiejętności szermiercze, Murayama-san wyspecjalizowana w ataku, Katase-san w obronie... Niski poziom energii magicznej... Dalekie pokrewieństwo rodziny Ueda z kapłanami Shinto... Rodzina Shimizu spokrewniona z dawnymi magami Onmyodo... - wyczytał. Jego wzrok momentalnie powędrował w stronę siedzącej przy stole czerwonookiej. Dziewczyna powoli jadła podaną jej pieczeń w ostrym sosie, co jakiś czas popijając herbatą. - Twoja umiejętność wyłapywania szczegółów bezsprzecznie zasługuje na wszelkie pochwały Saya...
- Dziękuję. - odszepnęła, wycierając chusteczką sos z podbródka.
- Nawet jeśli twoja dokładność jest czasem trochę przerażająca, nya~! - dokończyła złośliwie wypowiedź Phenexa siedząca na brzegu biurka Kuroka. Czując na sobie zaciekawione spojrzenie blondyna szybkim ruchem dłoni odebrała od niego dokumenty, a jej wzrok momentalnie wylądował na zauważonych wcześniej punktach na obu kartkach. - Murayama: 84-70-81. Katase: 78,5-65-79. - wyczytała z psotnym uśmieszkiem. - To już chyba podchodzi pod prześladowanie... A może... Saya-chan jest zboczona, nya~? - miauknęła złośliwie.
- Zboczona!? - ryknęła czarnowłosa, z impetem wstając z sofy - To nie ja jestem rozebrana!
- Dopiero co brałam kąpiel, a do tego zaraz będzie wieczór. Nie chcę się męczyć z ubieraniem mojego kimona, nya. - odpowiedziała oskarżycielskim tonem Kuroka. - Poza tym wiesz przecież, że śpię nago. Dlaczego miałabym się przejmować ubieraniem szat, które i tak za chwilę musiałabym zdjąć, nya~?
- N-niby racja... - wyszeptała, niechętnie przyznając rację kocicy. - Ale mogłabyś przynajmniej ubrać jakąś bieliznę...
- Nya~!? Bieliznę!? - miauknęła całkowicie zaskoczona. W obronnym geście zasłoniła piersi dłońmi i skrzyżowała nogi. - Saya-chan, sadystka! Wiesz jak niewygodne oraz ciasne są biustonosze i majtki!?
- Błagam cię, przecież sama noszę... - zaczęła, lecz szybko przerwała swą wypowiedź. Jej wzrok powędrował w stronę biustu kocicy. - Chociaż w twoim wypadku... - szepnęła zazdrośnie. Nekoshou zasłoniła piersi w taki sposób aby jeszcze bardziej je wyeksponować, sutki zasłaniając jedynie krawędziami palców.
- Nyaaaa~!?
Całe ciało Kuroki nagle napięło się niczym struna, a jej dłonie pod wpływem silnego dreszczu osunęły na boki aby podtrzymać równowagę.
- Ale kostiumy kąpielowe jakoś ci nie przeszkadzają, Kuroka. - zauważył Naruto, rozbawiony małą sprzeczką między dziewczynami. W dłoni ściskał rozdwojony ogon kobiety.
Czarnowłosa, która z nagłej przyjemności zacisnęła palce na krawędzi biurka, szybko odzyskała swoje uprzednie opanowanie, spoglądając przez ramię na swojego Króla.
- N-Naru... Bikini to co innego, wiesz o tym. J-jest mięciutkie i rozciągliwe. - miauknęła zarumieniona z zadziornym uśmieszkiem. Ten nagle zniknął z jej twarzy gdy zagryzła wargę, a przez jej ciało przeszedł kolejny, lecz znacznie silniejszy dreszcz. - Nyaaach~! - jęknęła przytłumionym głosem. Jej piersi poruszyły się ponętnie, niemal podskoczyły, prezentując niczym już nieograniczone wyprostowane ciemnoróżowe sutki.
Phenex poruszył palcami pod włosy ogona, wywołując u niej znacznie silniejszą reakcję niż poprzednio. Nie miał ani skrupułów, powodu czy zamiaru aby zaprzestać.
Już po krótkiej chwili oddech Kuroki stał się znacznie płytszy, a dreszcze przebiegające przez jej ciało intensywniejsze i liczniejsze. Mimowolnie ukradkiem zaczęła niecierpliwie pocierać o siebie udami.
- Mięciutki, tak? To co powiesz na yukatę albo szlafrok? - zaproponował, kontynuując pieszczoty. Z wyraźną satysfakcją przyglądał się coraz bardziej zdesperowanym ruchom kocicy. - Z tego co pamiętam to Jeanne nawet sprezentowała ci jeden jakiś czas temu. Może go ubierzesz? - poprosił stanowczo i szybko się podniósł, nachylając nad ramieniem czarnowłosej. Powoli przejechał językiem po krawędzi kociego ucha, niespiesznie przesuwając dłonią w górę jej ogona.
Kuroka zagryzła desperacko wargę. Nagle przez jej ciało przebiegł dreszcz silniejszy od poprzednich.
- Nyaaach~! - jęknęła dość głośno, po czym jakby opadła z sił, ciężko oddychając. - No dobra... Wygrałeś. - oznajmiła niechętnie, a następnie bez cienia sprzeciwu, choć wciąż drżąc z doświadczeń, zsunęła się z blatu biurka i zasłaniając piersi oraz krocze rękoma, pospiesznie opuściła pomieszczenie.
Czerwonooka z wyraźnym rumieńcem zażenowania podążyła wzrokiem za dziewczyną. Gdy ta zniknęła w drzwiach, przeniosła go na chłopaka.
- M-mógłbyś tego nie robić w salonie... i w dodatku na biurku. - powiedziała speszona, starając się skupić na pieczeni przed sobą.
- Święta się odezwała. - odparł natychmiastowo, spoglądając w jej stronę. - Miesiąc temu biurko jakoś ci to nie przeszkadzało... Zaraz, a może... jesteś zazdrosna? - zapytał chytrze, a rzucony przez wściekle rumieniącą się Sayę nóż jedynie utwierdził go w tym przekonaniu. - No wiesz co Saya... - żachnął, złapawszy sztuciec - Wiem że lubisz na ostro, ale żeby tak od razu nożem? Nie sądzisz że są jakieś granice?
- Aaaa! Nienawidzę cię! - ryknęła, ukrywając twarz w dłoniach opartych na stole.
Błękitnooki natychmiast wstał z fotela i powolnym krokiem podszedł do czerwonookiej, siadając na skraju stołu i oddając jej nóż. Dziewczyna praktycznie wyrwała sztuciec z jego ręki, wciąż chowając twarz w jednej dłoni.
- Też cię kocham. - zaśmiał się cicho. - Wciąż nie przywykłaś?
- Ha... Ciężko jest się przyzwyczaić do Kuroki. - odpowiedziała bez chwili namysłu. - To że większość czasu krąży nago po całej posiadłości to jedno, zdążyłam już przywyknąć do widoku tych jej podskakujących z każdym krokiem cycków. Ale kiedy czasami się odezwie...
- Masz ochotę zapaść się pod ziemię? - dokończył pytaniem rozbawiony Phenex.
- Tak...
- Eh, Saya... Coś ci doradzę. Kiedy jest złośliwa to zachowaj spokój, odpowiedz w podobnym tonie na jej żart i zakończ dyskusję. - poradził z uśmiechem. - Wiesz że Kuroka lubi psocić i dokuczać innym, szczególnie gdy rozmowy schodzą na intymne tematy.
- Zdążyłam zauważyć... Rok to jednak sporo czasu. - skomentowała kąśliwie. - Gdybyś poradził mi to zaraz po zostaniu twoją Wieżą ,zapewne uniknęłabym wielu... wstydliwych sytuacji. - warknęła, spoglądając na niego spod grzywki z istnym mordem w oczach.
- Liczyłem że akurat ciebie nie uda się jej wytrącić z równowagi... ale najwidoczniej każdy się zmienia. - stwierdził Phenex z uśmiechem zadowolenia formującym się na twarzy. - Nie muszę ci chyba mówić że cieszą mnie postępy, które poczyniłaś?
- To miał być komplement? - zapytała z wciąż wyczuwalną w głosie złością, połykając ostatni kawałek mięsa.
- Może... - odszepnął wciąż uśmiechnięty, powracając do biurka.
Kisaragi szybko wytarła usta z sosu i wstała, zabierając ze sobą teraz już pusty talerz i ruszając w stronę drzwi wyjściowych.
- Będę się zbierać. Na jutro muszę jeszcze napisać wypracowanie.
- Saya! - zawołał nagle Naruto, przykuwając uwagę dziewczyny która zatrzymała się w drzwiach. - Mogłabyś na weekend zaprosić do nas Murayamę-san i Katase-san?
- Oczywiście, ale... jutro jest piątek. Nie wiem czy zgodzą się pojechać na Hokkaido tak z dnia na dzień...
- Dobrze. Nic się nie stanie, jeśli to przełożysz. Ponadto... - zaczął, siadając za biurkiem. - Skup się jutro na nauce. Wyślę kogoś, by wyszukał tego bezpańskiego diabła. A po szkole nie musisz od razu wracać. Mam sprawę do załatwienia u Talvi i nie będzie mnie prawdopodobnie do późnego wieczora.
- Rozumiem. - odparła krótko, wychodząc z pomieszczenia.
Naruto wrócił do przeglądania dokumentów. Od razu dostrzegł na biurku dosyć obszerną wilgotną plamę, pokrywającą po części niektóre ze sprawozdań finansowych. Odczuł pewnego rodzaju złośliwą satysfakcją, przemieszaną z rozbawieniem i pewnego rodzaju zakłopotaniem.
Szybko przetarł ją papierowym ręcznikiem z jednej z szuflad, wyrzucił zużytą ścierkę do kosza ,a następnie ponownie zwrócił uwagę na teksty przygotowane przez Sayę. Poza raportami o dwójce dziewczyn z klubu Kendo sporządziła również kilka innych, które jednakowoż blondyn szybko odrzucał, po wcześniejszym szybkim przejrzeniu kilku kluczowych informacji.
- W Kuoh jest naprawdę dużo młodych talentów. Tylko że... - zaczął swe przemyślenia. - Duża ich część pochodzi ze znanych rodów, natomiast ci którzy nie są rozpoznawalni, posiadają Sacred Gear. Obie opcje wykluczają ich jako potencjalnych kandydatów. Cóż... powinienem się cieszyć że Sayi udało się znaleźć przynajmniej dwójkę niewyróżniających się osób z pewnym potencjałem.
- Saya-chan już poszła, nya~? - zapytała czarnowłosa kocica, wkraczając do salonu.
Błękitnooki natychmiast przeniósł wzrok na młodą kobietę. Jego uwaga została całkowicie zaabsorbowana, jednak nie przez zadane pytanie a przez jej wyzywający strój.
Miała na sobie jedynie biały szlafrok z miękkiej, jednak cienkiej tkaniny. Szata była obszerna i luźna, choć ubrana w wyjątkowo wyuzdany sposób. Ogromny dekolt który odsłaniał większość jej piersi, rękawy osunięte najniżej jak to tylko możliwe aby odsłonić ramiona i plecy, oraz dolne płachty materiału odsunięte na boki, aby ukazać zgrabne nóżki.
Jej gigantyczne piersi naprężały front stroju, a wyprostowane sutki delikatnie przebijały się przez materiał. Rozdwojony ogon wystawał z pod opadających na tył płacht. Rozpuszczone czarne włosy natomiast prawie dotykały podłogi, kołysząc się przy każdym jej kroku.
- Mhm. - odmruknął, niechętnie wracając do dokumentów.
- Niepotrzebnie się ubierałam, nya. - westchnęła zawiedziona, stając obok blondyna.
- Powinnaś się przyzwyczaić do noszenia odzieży. - odpowiedział, ponownie spoglądając na nią. - Możliwe że nasza mała rodzinka wkrótce się powiększy... a poza tym nigdy nic nie wiadomo.
- Raaany~! Wiesz przecież że nie cierpię jak materiał wpija się w moje cycuszki... Moja skóra jest delikatna, nya. - jęknęła i krzyżując dłonie pod biustem, zaczęła się dąsać.
- Nikt ci przecież nie każe od razu ubierać obcisłych strojów bojowych. - stwierdził, wracając wzrokiem do dokumentów. - Chcę tylko, abyś w każdej chwili była przygotowana... no i nie chcę speszyć tych dziewczyn.
- Ale ja jestem cały czas gotowa, nya~! - miauknęła, stając za Phenexem. Następnie szybko splotła ręce wokół jego szyi i oparła podbródek na jego ramieniu. - Ubrania nie są mi potrzebne podczas walki, nya~! - wyszeptała złośliwie, ignorując sprawę potencjalnych nowych członkiń.
- Ho? Czyżby? - odparł zadziornym pytaniem, nie otrzymując jednak żadnej odpowiedzi. - Cóż... Będę o tym pamiętał przy następnych treningach.
- Nie masz nic przeciwko, nya~? - zapytała z udawanym zdziwieniem.
- Oczywiście że nie! Który mężczyzna miałby coś przeciwko treningom z piękną nagą kobietą? - zapytał z uśmiechem. - Jednak podczas faktycznych walk... Cóż, bez wątpienia nago rozproszyłabyś większość przeciwników...
- Prawda, nya~?
- Ale jednocześnie odsłoniłabyś się całkiem przed przeciwnikiem. - dodał po chwili. - Twoje ogony podczas walki nie są co prawda tak wrażliwe, jednak twoje piersi i twoja... Wiesz, przeciwnik może nie mieć skrupułów. Widok roznegliżowanej czarnowłosej piękności, wymachującej swoimi... ogonkami potrafi być bardzo kuszący. - stwierdził, wypominając jednocześnie Królowej sytuację sprzed kilku minut. - Naprawdę... Powinnaś bardziej panować nad swoim ciałem, Kuro.
- Ach tak? - zapytała z błyskiem w oku.
Nim Król mógł w jakikolwiek sposób zareagować, czarnowłosa delikatnie liznęła blizny na jego lewym policzku, przesuwając jednocześnie smukłymi palcami po tych na prawym. Zaskoczony blondyn momentalnie zadrżał.
- K-Kuro... Proszę, nie teraz...
- Czemu, nya~? - zapytała z uśmieszkiem. Po raz kolejny przeciągnęła języczkiem po śladach na jego twarzy, a następnie drugą dłonią zaczęła powoli masować wilgotny lewy policzek. - Ty nie miałeś z tym problemów!
- Ty... - syknął, ciężko zarumieniony.
Kątem oka zdołał dostrzec poruszający się w pobliżu jego ręki ogon partnerki i niemal natychmiast przesunął powoli prawą dłoń w jego kierunku.
Dziewczyna wyczuła jednak ruchy swego Króla i złożywszy szybki, acz soczysty całus na jego policzku, gwałtownie się odsunęła, w ostatniej chwili unikając pochwycenia.
- Nie teraz, nya~! - miauknęła złośliwie. Oddalając się od Naruto zaczęła ponętnie poruszać biodrami i ogonem, powoli ominęła blat, a następnie usiadła na jednej z sof skierowanych w stronę biurka, krzyżując złośliwie nogi. - Naprawdę, nya... Powinieneś czasami nad sobą panować, Naru.
- Ja przynajmniej nie szczytowałem przez niewinna zabawę! - odgryzł z nikłym rumieńcem, delikatnie pocierając dłonią wciąż wilgotny policzek. - Na dodatek zrobiłaś to na moje sprawozdania finansowe... w obecności Sayi.
- Twoja wina! Trzeba było się oprzeć pokusie! - odpowiedziała z wyrzutem, rumieniąc się i pokazując mu zadziornie język. - Zmieniając temat... Talvi mówiła ci o czym chce porozmawiać? - spytała po chwili.
- Nie. Powiedziała jedynie że poczyniła znaczne postępy w swoich badaniach... i znalazła coś w starych zapiskach.
- Starych zapiskach, nya~? - zapytała, przymrużając oczy. - Jak starych?
- Eh... Nie mam bladego pojęcia. Cholera, nie wiem nawet kiedy i jak ona weszła w posiadanie takich dokumentów. - odpowiedział z ciężkim westchnieniem, odchylając się w tył. - A wątpię żeby te zapiski tak po prostu leżały sobie w jakichś starych zakurzonych archiwach, czekając aż ktoś je znajdzie.
- Chyba lepiej będzie ją o to wypytać... - wyszeptała. W jej głosie można było usłyszeć nutkę zatroskania.
- Tak, bezsprzecznie. - zgodził się, zamykając oczy w kontemplacji. - Ale nie powinnaś się o nią martwić. Jest silna.
- Komu jak komu ale mnie nie musisz przypominać o umiejętnościach tej... przerośniętej małpy. - odparła. Jej usta wykrzywiły się w grymasie.
- Ciągle sobie dogryzacie? - zagadnął, spoglądając na nią z rozbawieniem. - Słodkie... Dwie przyjaciółki nieustannie wypominające sobie wzajemnie swoją naturę.
- Ona zaczęła z tą "Nypho-kicią". - parsknęła niewzruszona, wstając z kanapy i przeciągając się. - Nyaaa~! Zgłodniałam... Ciekawe czy w kuchni zostało coś słodkiego? - miauknęła pod nosem, ruszając w stronę wyjścia. Czując na sobie wzrok swojego Króla uśmiechnęła się zadziornie, po raz kolejny złośliwie kołysząc biodrami i ogonem.
- Kuro. - zawołał nim dotarła do drzwi. - Proszę, zacznij nosić w domu kimono. Nie chcę speszyć tych dziewczyn już pierwszego dnia.
- Rozumiem, rozumiem... Postaram się. - westchnęła niechętnie na odchodne, zamykając za sobą drzwi.
- Ta kobieta... - westchnął z lekko wyczerpanym uśmiechem niebieskooki, ponownie odchylając się w tył. Po krótkiej chwili odpoczynku powrócił do przerwanego przeglądania dokumentów. W dłoń złapał dokumenty dwóch dziewczyn z klubu Kendo, chcąc upewnić się iż wyczytał już wszystko. Jednakże jego oczy zatrzymały się na karcie Murayamy, a konkretnie na jednym fragmencie zapisanego na niej tekstu. W miarę czytania jego oczy rozszerzyły się w szoku. - 'Rodzina Shimizu przygarnęła Murayamę po tragedii w wyniku której cała jej rodzina, wykluczając wyżej wymienioną, straciła życie. Państwo Ueda spłonęli w swoim domu w Kuoh, w pożarze siedem lat temu. Przyczyna pożaru: nieznana, spekulacje dotyczące eksplozji butli z gazem; choć Murayama zaprzecza istnienia w budynku jakiegokolwiek zbiornika gazu. Ciała: nieodnalezione.' - wyczytał i z wciąż szeroko rozwartymi oczyma, po raz kolejny odchylił się w tył. - Siedem lat temu!? Przecież to by oznaczało że...
~Reborn of Existence~
2 kwiecień, 2010 roku. - Piątek, popołudnie.
Honsiu - Akademia Kuoh, sala klubu Kendo.
- Yuhara-san? - zagadnęła cichym głosem Saya, zdejmując z siebie strój treningowy.
- Tak?
- Katase i Murayama nie przyszły dzisiaj do szkoły? - zadała szybko pytanie. - Miałam do nich sprawę, ale ani razu ich nie widziałam.
- Ach... Tak. Słyszałam że zwolniły się z dzisiejszych lekcji. - odparła blondynka, powoli ubierając jasny biustonosz. - Chyba miały jakieś sprawy rodzinne do załatwienia, lecz nie dam za to głowy.
- Rozumiem... Dziękuję. - podziękowała blondynce, ściągając z siebie biustonosz i majtki oraz sięgając po zamienną bieliznę. Jej wzrok nagle powędrował w stronę zaklejonej dziury w ścianie. - Znowu zakleiliście tą dziurę? Nie prościej było by tam przybić deskę... czy coś w tym stylu?
- Jasne że było by prościej, ale dyrektor nie wyraził na to zgody. - zauważyła Yuhara, zgrzytając zębami. - Poważnie... Czasami wydaje mi się że on stoi po stronie tych zboków...
- Nic dziwnego... Skoro zdaje sobie sprawę z tego co robią, a nie podejmuje żadnych środków zaradczych.
- Prawda?
- Ale z drugiej strony kto zabija kurę znoszącą złote jaja? - pomyślała Saya. - Matsuda: Tireless Whirlwind, Sacred Gear negujące zmęczenie użytkownika podczas biegu... Motohama, aka Zmora Dziewczyn: Analyzing Glance, Sacred Gear manifestujące się w formie okularów natychmiastowo analizujących sytuację wokół... w jego przypadku zmodyfikowane perwersją o dodatkową możliwość pomiaru kobiecych wymiarów... - przypomniała sobie, mimowolnie zasłaniając ramionami piersi. - Cóż, dobrze że wśród dziewczyn również jest osoba posiadająca ten Dar... - zauważyła, przypominając sobie pewną zboczoną dziewczynę o brązowych włosach splecionych w dwa warkocze. - No i Hyoudou Issei...
- Saya-san, zamknij proszę pomieszczenie gdy będziesz wychodzić. - przewodnicząca przerwała jej nagle rozmyślania.
- Ah... Tak, jasne. - odpowiedziała wychodzącej dziewczynie, szybko wkładając na siebie bieliznę i mundurek.
Gdy tylko skończyła się ubierać złapała za klucze i wyszła z sali, zamykając ją, po czym szybko opuściła teren szkoły. Idąc ulicą kierowała się na przedmieścia, w sobie tylko znanym kierunku.
Jej chód trwał kilkadziesiąt minut. W międzyczasie słońce zaczęło powoli opadać w stronę horyzontu.
Gdy czarnowłosa w końcu się zatrzymała, stała przed niedużym piętrowym domem. Szybko wzięła głęboki oddech, po czym podeszła do odrzwi i zadzwoniła. Wewnątrz budynku rozbrzmiał głośny dźwięk dzwonka, a już po krótkiej chwili usłyszeć można było głośne skrzypienie podłogi. Drzwi zostały otwarte przez mającą czterdzieści, może trochę więcej lat kobietę o jasnoróżowych włosach; siedzącą na wózku inwalidzkim. Kisaragi od razu rozpoznała ją, może ze względu na podobieństwo.
Matka Katase, Shimizu Ayao.
- Tak? Mogę w czymś pomóc? - zapytała uprzejmym głosem czerwonooką.
- Em... Jest może Katase lub Murayama?
- A... mogłabym zapytać kim pani jest?
- Najmocniej przepraszam... Nazywam się Kisaragi Saya, jestem ich przyjaciółką. - odparła momentalnie na pytanie kobiety.
- Ah... Ty jesteś Saya-chan? Dziewczyny mi sporo o tobie mówiły.
Na policzki Sayi momentalnie zawitał ledwo widoczny rumieniec.
'Saya... -chan?' - zapytała samą siebie, lekko zawstydzona.
- Wejdziesz? - kobieta zaprosiła ją do środka gestem ręki.
- T-tak... - odszepnęła, wchodząc do budynku. Zaraz po przekroczeniu progu ściągnęła buty, ustawiając je pod ścianą. - Przepraszam za najście...
Różowo włosa zaprosiła ją do kuchni, gdzie po szybkim zaparzeniu i rozlaniu herbaty do filiżanek przysunęła się do stołu naprzeciw Sayi. Bez chwili namysłu wzięła także niewielki łyk naparu.
- Musisz mi wybaczyć... Nigdy nie byłam dobra w parzeniu herbaty. - przeprosiła momentalnie kobieta.
- N-nie... Jest pyszna! - odpowiedziała, również biorąc nieduży łyk.
- Cieszę się... Więc, Saya-chan, o co chciałaś zapytać moje córki?
- Cóż, widzi pani... Mój przyjaciel niedawno wrócił do Japonii i zaprosił mnie na weekend na Hokkaido. - skłamała. - Powiedział że jeśli chcę to mogę ze sobą zabrać przyjaciół... I pomyślałam że może...
- Katase i Murayama będą chciały pojechać? - dokończyła pytanie za dziewczynę.
- T-tak.
- Cóż, nie mam nic przeciwko i wątpię by dziewczyny odmówiły. - stwierdziła bez chwili namysłu. - Ale będziesz musiała je zapytać kiedy już wrócą.
- Wrócą?
- Tak. Widzisz... Mój mąż nadzoruje renowacje starych budowli, ale czasami zdarza mu się nie wrócić na noc. - powiedziała. - To nic niezwykłego, taka praca... Ale rano Murayama i Katase poprosiły mnie żebym zwolniła je z dzisiejszych lekcji.
- To trochę... dziwne.
- Cóż, może z perspektywy osoby z zewnątrz. - odpowiedziała ze smutnym uśmiechem. - Murayama... Sporo przeszła w życiu i pewna nadopiekuńczość oraz troska nie jest w jej przypadku niczym dziwnym... Poza tym to nie pierwszy raz kiedy prosi mnie o zwolnienie z lekcji by pojechać zobaczyć się z ojcem.
- Rozumiem... Cóż, pani wybaczy ale muszę się już zbierać... - przeprosiła, odstawiając pustą filiżankę. - Herbata była pyszna.
- Cieszę się... Odwiedź nas jeszcze kiedyś. - poprosiła, odwracając wózek i odprowadzając czarnowłosą do drzwi.
Dziewczyna szybko ubrała buty i otworzyła drzwi.
- Oczywiście. Do widzenia! I jeśli mogę prosić, niech pani przekaże dziewczynom że jeśli się zgodzą to będę na nie czekać jutro na stacji. - odparła z niewielkim uśmiechem, wychodząc.
- Nie ma sprawy, Saya-chan. - rzuciła na pożegnanie, zamykając za nią drzwi.
Czerwonooka przeszła kilka kroków, po czym zatrzymała się na ulicy i spojrzała na dom przyjaciółek z delikatnym rumieńcem zdobiącym twarz.
- Chyba nigdy nie przywyknę do zdrobnień... - westchnęła ciężko, odwracając się i udając w sobie tylko znanym kierunku.
Przez kolejne minuty kroczyła powolnym krokiem przez uliczki Kuoh, co jakiś czas zmieniając kierunek chodu, zupełnie jakby krążyła bez celu pogrążona w rozmyśleniach. Słońce znajdowało się już nad horyzontem, emitując żółto-pomarańczową poświatę.
Gdy w końcu zbliżała się do niewielkiego mostu nad jedną z dróg, z odrętwienia wyrwała ją rozmowa dwójki uczniów na moście.
- Proszę! Umówisz się ze mną? - zapytała głośno czarnowłosa dziewczyna w czerwonym mundurku brązowowłosego chłopaka.
Saya przez moment zatrzymała się pod niewielkim drzewkiem, przyglądając wyraźnie zakłopotanemu, choć jednocześnie uradowanemu chłopakowi. Rozpoznała w nim Hyoudou Isseia, jednego z Trójki Zboczeńców z Kuoh. Mimo początkowego szoku jej twarz momentalnie przybrała wyraz skupienia, a wzrok padł na dziewczynę naprzeciwko zboczeńca.
- Upadła, co?
- Taa... Zaraz, co!? - syknęła z niechęcią. Nagle jej oczy zwęziły się w szoku, a sama odskoczyła kawałek na bok.
Obok niej stała ubrana w pomarańczowe kimono z wzorami fal młoda dziewczyna o niemal sięgających ziemi, brązowych włosach spiętych dopiero w okolicy bioder. Stopy miała bose, natomiast jej śnieżnobiałe oczy wpatrywały się w parę na moście.
- Hanabi...
- Yo, Saya-chan! - zawołała radośnie, odwracając się i machając do dziewczyny.
- Więc Naruto przysłał ciebie... - szepnęła. - Więc co sprowadza cię do mnie?
- Hmm... Zauważyłam z tego kierunku ciekawą aurę i chciałam po prostu sprawdzić co to takiego... - odparła, spoglądając z pełną powagą na czarnowłosą dziewczynę na moście. - Nie spodziewałam się Upadłej.
- Cóż, ostatnio kilkoro z nich pojawiło się na terenie miasta... Chociaż na razie nie sprawili zbyt wielu kłopotów. - zauważyła czerwonooka.
- Marne szanse żeby tak zostało, biorąc pod uwagę nagromadzenie posiadaczy Sacred Gear... a zwłaszcza jego obecność. - wyszeptała kasztanowo włosa, przerzucając wzrok na rozmawiającego z Upadłą Anielicą ucznia. - Z początku wydawało mi się że to najzwyklejszy Twice Critical, ale z takiej odległości... Boosted Gear?
- Tak. Choć wątpię żeby ta Upadła to odkryła. Nawet ja miałam problem z dojściem do tego.
- Nic dziwnego. Jego poziom mocy mistycznych jest tak niski że osłabia nawet aurę emanowaną przez Sacred Gear... - zauważyła Hyuuga. - Nie będąc sensorem zauważenie tego jest niezwykle trudne.
- Nie musisz mi tego mówić, sama doskonale zdaję sobie z tego sprawę... - odpowiedziała młodszej, spoglądając na dwójkę uczniów. Dziewczyna pożegnała się z Isseiem i odeszła w swoją stronę, podczas gdy on ruszył biegiem w swoją. - Tak sobie tu dyskutujemy... Ale czy ty czasem nie miałaś jak najszybciej odszukać tego zdziczałego diabła, Hanabi?
- Diablicy.
- A skąd ty niby...
- Już ją znalazłam. W międzyczasie zdążyłam nawet zjeść deser... - stwierdziła jak gdyby nigdy nic. - Nie miałam pojęcia że tu są tak dobre cukiernie. Musimy kiedyś przejść się tu wszyscy, razem z Naruto.
- Znalazłaś ją i zamiast tam iść, to stoisz i ze mną dyskutujesz? - zauważyła, powracając do właściwego tematu.
- Cóż... We dwójkę pokonanie jej, utrzymanie przy życiu i przeniesienie do posiadłości powinno pójść znacznie szybciej i łatwiej niż gdybym robiła to w pojedynkę, nie uważasz? - wysunęła tezę. - Poza tym pierwotnie była to twoja misja, a że nie dałaś sobie z nią rady...
- Eh... Oszczędź mi tego wykładu. - westchnęła zrezygnowana czarnowłosa. - Niech ci będzie.
- Świetnie. Tylko... - szepnęła z radosnym uśmieszkiem, zaczynając nisko podskakiwać na palcach. - Nadążysz?
- Wątpię. - odparła beznamiętnie. - Nie mam w zwyczaju zwalniać tempa podczas biegu.
- Świetnie... - stwierdziła, wykonując nieco wyższy skok. - Promocja: Skoczek. - szepnęła, a całe jej ciało na krótki moment zalśniło delikatnym błękitnym blaskiem.
W chwili gdy ponownie dotknęła palcami ziemi razem z Sayą wybiła się i ruszyła w przód z niesamowitą prędkością, wywołując silny podmuch wiatru.
Przez kilkanaście minut obie dziewczyny biegły uliczkami, co jakiś czas przeskakując również po dachach, aż w końcu zatrzymały się przed dużą opuszczoną budowlą na obrzeżach miasta. W okolicy nie było praktycznie żadnych innych budynków
- To tutaj? - zapytała czarnowłosa, przyglądając się zrujnowanemu domostwu.
Brakowało drzwi, a większość okien została wybita lub nie było ich wcale. Tynk już dawno zaczął odpadać od popękanych ścian.
- Tak. - odpowiedziała krótko Hanabi.
Błękitna aura po raz kolejny na krótko otoczyła jej ciało, dezaktywując efekt Promocji.
- Czego możemy się spodziewać?
- Nie mam bladego pojęcia. - stwierdziła młodsza, wytężając wzrok. Dookoła jej oczu uwypukliły się liczne nerwy, schodząc nawet na policzki. - Jak na zdziczałą jest całkiem kompetentna. Zasłoniła wnętrze budynku ledwo wyczuwalną barierą, nałożyła nań iluzję oraz stłumiła swoje moce magiczne. - podsumowała. - Z moimi oczami jestem co prawda w stanie przejrzeć przez barierę i jej magię, choć wszystko co widzę jest rozmazane.
- Rozumiem... Nie traćmy więc czasu... - zaczęła Saya, podchodząc do wejścia. - Ty to zrobisz czy ja?
- Pozwól że ja... - odszepnęła niepewnie Hyuuga, stając obok starszej przyjaciółki. - Jesteś za mało subtelna, Saya-chan.
Powiedziawszy to brązowowłosa wystawiła prawą rękę, jakby dotykając niewidzialnej ściany, jednocześnie lewą wykonując kilka znaków. Jej wyciągnięta dłoń momentalnie zaczęła emanować jasną aurą, która szybko utworzyła niewielkie załamanie pola ochronnego.
Obydwie dziewczyny szybko wkroczyły do środka, zamykając za sobą utworzone przejście.
- Krew. Świeża... - zauważyła niechętnie Kisaragi, zasłaniając nos palcami dłoni. - I ludzka.
- I jest jej dużo... - dokończyła za przyjaciółkę, dostrzegając pokrywającą część podłogi i ścian posokę.
Gdzieniegdzie ujrzeć można było również resztki wciąż świeżych ludzkich szczątków.
Obie dziewczyny ruszyły w głąb pomieszczenia, które najwidoczniej służyło niegdyś jako miejsce spotkań, lub magazyn. Nagle Saya zatrzymała się, przyklęknęła i podniosła z ziemi zalaną krwią fotografię.
- Zdjęcie? - wyszeptała, przecierając je kciukiem.
Po chwili odbitka bezszelestnie wysunęła się z pomiędzy bezwładnych palców dziewczyny, ponownie lądując w szkarłatnej kałuży. Przedstawiała czteroosobową rodzinę - starszego siwego człowieka, kobietę na wózku oraz dwie nastolatki; jedną o krótkich różowych włosach a drugą o długich brązowych, spiętych w kucyk. Saya z szeroko otwartymi oczami i niedowierzaniem wpatrywała się w zabarwiony przez krew obrazek.
- Ah... Nowy posiłek? - odezwała się nagle istota z wnętrza budowli. Niemal na środku pomieszczenia, w ciemnościach siedziała naga od pasa w górę młoda kobieta. Jednakże bardziej niż jej kształty uwagę przykuwała jej dolna, zmutowana część ciała, przypominająca mieszaninę ciała konia z łapami wilka. Powoli zaczęła się podnosić, stając na wszystkich czterech łapach. - Szkoda... Dopiero co przetrawiłam poprzednich, a jeszcze chciałam skosztować miękkiego mięska tych dziewczynek nim sczezną... - westchnęła złowrogo, spoglądając w dół. Pod jedną z jej łap leżała zakrwawiona brązowowłosa dziewczyna. Naprzeciwko, pod ścianą w pobliżu wejścia, w pozycji siedzącej znajdowała się druga dziewczyna, o różowych włosach miejscami przebarwionych przez krew spływającą z jej czoła i głowy. Obydwie były nieprzytomne i blade jak sama śmierć. - No nic... Na zimno będę lepsze na deser...
- TY KURWO! - ryknęła wściekle Saya, unosząc lewą rękę.
W pobliżu jej dłoni momentalnie pojawiły się krążące wokół siebie karmazynowe pierścienie zapisane przedziwnym alfabetem runicznym. Dziewczyna gwałtownie wsunęła ramię w magiczną sferę, wyciągając z wnętrza katanę w karmazynowej pochwie; zapieczętowaną dodatkowo czymś co przypominało rzędy zaciskających się na sobie zębów. Pierwszy rząd umiejscowiony był na skraju pochwy, drugi natomiast spełniał rolę tsuby. Czerwonooka bez chwili namysłu złapała prawą ręką za rękojeść, a zakleszczające się na sobie blokady katany jednocześnie się otworzyły. Nim jednak zdążyła wysunąć ostrze stojąca do tej pory obok niej Hanabi szybkim skokiem skróciła dystans między sobą a zdziczałą diablicą. Demon bez chwili zastanowienia uniósł łapę, do tej pory przygniatającą nieprzytomna nastolatkę.
- A więc drugie danie zaczniemy od delikatnego, młodego mięska. - syknęła z satysfakcją zmutowana kobieta, wykonując duży zamach prawą kończyną w dziewczynę.
- H-Hanabi! - krzyknęła zaskoczona Saya.
Cios zdziczałej z impetem uderzył brązowowłosą, wznosząc w powietrze niewielką chmurę pyłu.
- Huh? - westchnęła zaskoczona, czując pod łapą silny opór.
- Promocja: Wieża. - syknęła Hanabi będąc przez krótką chwilę otoczona błękitną poświatą. Lewym ramieniem powstrzymywała wciąż napierający szpon zdziczałej. Jej stopy nieco wbiły się w kamienne podłoże, tworząc liczne duże pęknięcia. Gdy tylko dziewczyna przestała sunąć pod wpływem impetu uderzenia, lekko ugięła kolana i zbierając w otwartej prawej dłoni dużą ilość energii magicznej, wymierzyła szybki prosty cios w czarnowłosą bestię. Ta odruchowo zasłoniła twarz rękoma, lecz potężny podmuch wiatru wywołany atakiem Hyuugi okazał się wystarczający by posłać ją z krzykiem na tył sali. - Saya! - krzyknęła nagle w stronę przyjaciółki nastolatka.
Kisaragi momentalnie oprzytomniała i z całych sił zaciskając zęby w gniewie, ponownie zamknęła blokady trzymanego miecza. Następnie wystawiła do przodu prawą dłoń, w której zaczęły wirować wokół siebie liczne magiczne pieczęcie o karmazynowej barwie. Oczy nastolatki momentalnie rozbłysły czerwonym blaskiem. Zaklęcie zaczęło powoli zwiększać swoją objętość aż nagle, w momencie gdy otoczyło dziewczynę, pękło i rozsypało się po pomieszczeniu z głośnym trzaskiem tłuczonego szkła, co przykuło uwagę zdziczałej diablicy.
- Próbuje zwiać z tymi dziewczynami? - wyszeptała, analizując zachowanie czerwonookiej. - Jakbym ci na to pozwoliła! - ryknęła, formując rękoma magiczny okrąg.
Po krótkiej chwili z formuły zaklęcia w stronę Sayi wystrzelił pocisk ciemnozielonej cieczy. Szybko jednak został zepchnięty ze swego kursu przez kolejny podmuch wiatru, lądując na ścianie i wypalając w niej dziurę. Biało oka szybko wykonała delikatny obrót, przybierając pozycję bojową między przyjaciółką a przeciwniczką.
- Magia Toksyn i Kwasu... Czyli nasze przypuszczenia były dobre. - szepnęła, skupiając na sobie wzrok przeciwniczki.
- Ty mała... - warknęła, rozglądając się po pomieszczeniu. Czarnowłosa jak i dwie nieprzytomne nastolatki zniknęły. - Heh... Widzę że twojej towarzyszce udało się zwiać. Poświęcić się żeby inni mogli uciec... to szlachetne. - stwierdziła. - Będę miła i zaoferuję ci szybką śmierć! - ryknęła, szarżując na brązowowłosą. Hanabi jednak jedynie delikatnie się uśmiechnęła po czym, wraz z kolejnym obrotem wykonała cios. Fala wiatru uderzyła w czarnowłosą, powstrzymując jej natarcie. - Magia Powietrza... Upierdliwe...
- Będziesz miła i zaoferujesz mi szybką śmierć? - zapytała nagle zdziczałą. - Czyżby odezwały się jakieś stare wspomnienia... Viser-san?
- Skąd ty... Gha... - zaczęła diablica, lecz nagły ucisk wokół szyi przerwał jej wypowiedź. - Co... Ghu.. Gha... Co do... - warknęła z trudem, szamotając się we wszystkie strony. Dopiero po chwili poczuła zaciskające się na jej gardle kobiece ramię. Z szokiem wypisanym na twarzy odwróciła głowę, kątem oka dostrzegając krwistoczerwone oczy o pionowych źrenicach. - Jak ty...
- Hanabi! - krzyknęła nagle Kisaragi, z jeszcze większą siłą zaciskając rękę na karku Viser.
Biało oka momentalnie zebrała w rękach dużą ilość energii, pod wpływem której powietrze wokół jej dłoni zostało sprężone i przesycone magią, do poziomu w którym zadawało się zakrzywiać widoczny przez nie obraz. Bez chwili zastanowienia doskoczyła do przeciwniczki i z całą siłą uderzyła dłonią w jej nagi brzuch.
- Gha... Aaa... - zdziczała czarnowłosa jęknęła resztką sił .
Brak tlenu i atak brązowowłosej okazały się zbyt dużym wyzwaniem do przetrzymania. Jej oczy powoli zatoczyły się w tył głowy, a ciało bezwładnie osunęło na podłogę. Saya szybko zeskoczyła z grzbietu kobiety, lądując obok młodszej przyjaciółki.
- Koniec... - szepnęła brązowowłosa, klękając na chwilę przy nieprzytomnej przeciwniczce i sprawdzając palcami jej puls.
- A teraz się pospieszmy! - warknęła Kisaragi, unosząc prawą rękę i pstrykając palcami.
Cały obraz dookoła momentalnie, niczym szkło, rozpadł się z głośnym trzaskiem, ujawniając dwie dziewczyny wciąż leżące w tych samych miejscach co wcześniej.
- Racja... - skinęła biało oka, analizując rany dziewczyn. - Nie będą w stanie przeżyć jeśli oddamy je w ręce ludzkich lekarzy... Musi się nimi zająć Iona! - stwierdziła, wstając i spoglądając we wciąż jarzące się magią oczy towarzyszki. - Zajmiesz się teleportacją?
- Pewnie. - odparła, lecz jej oczy szybko powędrowały do ledwo trzymającego się pola ochronnego wokół pomieszczenia. - Ale bariera ledwo się trzyma. Użycie zaklęcia teleportującego dla pięciu osób mogłoby ją złamać, a ja wolałabym żeby Rias-san i Sona-san nie nabrały podejrzeń że w mieście jest diabeł spoza ich parostw.
- Trzeba było nie przyzywać Totsuka no Tsurugi. - syknęła Hanabi. - Ale trudno, co się stało to się nie odstanie... Zajmę się przepływem twojej magii... To powinno wystarczyć by nie zniszczyć bariery do czasu aż stąd znikniemy.
- Dzięki Hanabi. - odparła czarnowłosa zamykając oczy w skupieniu.
Młodsza dziewczyna szybko podeszła za przyjaciółkę i położyła obie dłonie na jej plecach. Po chwili oczy Sayi ponownie rozbłysły karmazynowym światłem, a na podłodze pomieszczenia pojawiła się magiczna pieczęć zapisana nieznanym alfabetem. Wkrótce z krańców pieczęci wyłoniło się kila pierścieni zapisanych identycznym językiem. Okręgi zaczęły się obracać wokół centrum zaklęcia. Po krótkiej chwili wszystkie obecne w pomieszczeniu osoby znikły pomiędzy pieczęciami, które po krótkiej chwili rozpadły się wraz z otaczającą wnętrze budowli barierą.
~Reborn of Existence~
Rok 2010, 2 kwiecień. - Poranek, w tym samym czasie.
Północna Norwegia - stary dwór.
Przed dużą posiadłością położoną u stóp góry w pobliżu klifu pojawiło się kilka magicznych zielonych pierścieni. Wyłoniły się z nich dwie osoby; dziewczyna i chłopak.
Dziewczyna miała może siedemnaście lat i była piękną blondynką, o długich opadających za plecy włosach i błękitnych oczach. Miała na sobie białą kurtkę, całkowicie zakrywającą ramiona i uda, oraz skórzane buty za kolana z niewielkim obcasem, zapięte pasami o dolną krawędź kurtki.
Chłopak natomiast miał ciemniejszy odcień blond włosów oraz błękitnych oczu. Ubrany był w prostą czarną koszulę i spodnie, oraz skórzane buty.
- Jestem ci wdzięczny za dotrzymanie mi towarzystwa, Yumi. - podziękował z wdzięcznością.
- Niepotrzebnie, Naruto-sama. - odpowiedziała z uśmiechem. - To mój obowiązek jako twojej sługi! Poza tym... i tak miałam tu dzisiaj przyjść.
- Mimo wszystko dziękuję ci. - powtórzył, ruszając w stronę ogromnych odrzwi willi. - Zobaczymy się za jakąś godzinę.
- Zrozumiałam. - odrzekła kierując swe kroki w przeciwną stronę, do gęstego, iglastego lasa.
Młody Phenex szybko wspiął się po kilku stopniach, stając przed ciemnymi drewnianymi wrotami. Bez chwili namysłu nacisnął znajdujący się przy framudze włącznik. Wewnątrz budowli rozległ się głośny dźwięk dzwonka. Po upływie kilkudziesięciu sekund ciszy chłopak jedynie ciężko westchnął.
- Znowu zasnęła przy księgach? A może po prostu czyta przy muzyce... - wysunął natychmiast wniosek, spoglądając na odrzwia. - No nic. - szepnął, unosząc zaciśniętą prawą pięść. - To powinna przynajmniej poczuć. - dodał, wykonując uderzenie w twarde drewno. Jednak ku jego zaskoczeniu cios nie wywołał silnego wstrząsu i huku, a jedynie z impetem rozchylił odrzwia. Dłoń blondyna momentalnie opadła. - Były otwarte? - niepewnie zapytał sam siebie, wkraczając do posiadłości.
Mimo iż nie szedł tymi korytarzami po raz pierwszy zachowywał wyjątkowo wysoką czujność. Każde mijane drzwi lustrował wzrokiem, każdą odnogę korytarza mijał ze szczególną ostrożnością. Przez dłuższą chwilę przechadzał się po dworku, mijając najróżniejsze pokoje, aż w końcu stanął przed znacznie większymi drzwiami na końcu korytarza na piętrze. Prowadziły one do biblioteki. Naruto na chwilę zatrzymał się przed odrzwiami a następnie pchnął je ze znaczną siłą, wkraczając do środka. Sala była ogromna; wysoka na dwa piętra i przestronna niczym niewielki magazyn. Na podłodze w centrum sali wyryty był ogromny magiczny okrąg. Ściany na boki od wejścia przerobione zostały na wielkie regały wypełnione księgami, natomiast naprzeciw drzwi ścianę zastępowało ogromne okno pod którym stało przestronne biurko, a przed nim kwadratowy stół i dwie kanapy. Nagle oczy Phenexa rozszerzyły się w szoku.
Na drewnianym blacie leżała młoda dziewczyna o długich białych włosach i bladej cerze. Jej ubrania, zwiewna koszulka i spodnie, mimo iż były czarnego koloru, to od krwi przebarwiły się głęboką czerwienią.
- Talvi! - krzyknął, rzucając się w kierunku nieprzytomnej dziewczyny.
- Radziłbym ci się zatrzymać, jeśli cenisz sobie jej życie. - oznajmił siedzący za biurkiem zakapturzony chłopak, przeglądając jedną z ksiąg. Spod płachty materiału wystawały pasemka srebrnych włosów.
Naruto momentalnie przystanął, wbijając wzrok w intruza.
- Ktoś ty? - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Byłem zaskoczony, kiedy dziewczyna znana jako "absolutne zero" była w stanie dotrzymać mi kroku. - kontynuował niewzruszony. - A teraz jeszcze okazuje się że ta "nieudacznica" zawarła pakt z diabłem! Doprawdy, ona coraz bardziej mnie intryguje...
- Pytam kim jesteś!? - powtórzył, kipiąc gniewem.
- A czy to ważne? - odpowiedział nonszalancko, podnosząc się z fotela i obchodząc biurko. - Te informacje i tak na nic ci się nie zdadzą...
- Przestań sobie pogrywać!
- Dobrze, dobrze... Pod taaakim naporem chyba muszę uchylić rąbek tajemnicy~! - stwierdził, uśmiechając się z politowaniem. - Widzisz... czarodziejka z którą zawarłeś pakt, Talvi Syvanmeren, jakiś czas temu poprosiła o udostępnienie kilku ksiąg z naszych zbiorów... - zaczął, przesuwając powoli dłonią po jej śnieżnobiałych włosach. - Ja po prostu przybyłem by wyegzekwować cenę za oddaną wiedzę. - dodał gdy jego ręka zaczęła przesuwać się po odsłoniętym ramieniu nastolatki.
- Nawet nie próbuj...
- Strasznie żeś nerwowy! - zauważył, wyraźnie rozbawionym. - Nie martw się, nic jej nie zrobię. Małpy nie są w moim typie. Przybyłem tylko po wyniki jej badań... Jednak, jako że nie miała zamiaru oddać ich dobrowolnie, muszę zabrać ją ze sobą.
- I myślisz że tak po prostu pozwolę ci ją porwać? Po moim trupie! - warknął, zaciskając pięści i ruszając w stronę przeciwnika.
- Da się załatwić. - odparł z rozbawieniem, unosząc prawą rękę.
W jego otwartej dłoni momentalnie pojawił się biały magiczny okrąg. W tej samej chwili wyryta w podłodze posiadłości pieczęć zaczęła emanować ogromną ilością energii.
- To jest...
- Bum~!
- Cholera!
Potężna eksplozja wstrząsnęła całą okolicą. Zachodnia część willi została dosłownie rozerwana na strzępy przez istny tajfun płomieni, a fala uderzeniowa rozrzuciła fragmenty ścian i szyb na cztery strony świata. Po dłuższej chwili z powoli przygasającego inferna wyłonił się zakapturzony, w lewej dłoni dzierżąc otoczone magicznymi kręgami książki i notatki, prawą natomiast trzymając za włosy wciąż nieprzytomną Talvi. Para czarnych diabelskich skrzydeł wyrastających z okolic jego bioder momentalnie uniosła go wysoko w powietrze.
- Hah... Ha ha ha~! Ta dziewczyna ciągle mnie zaskakuje! - zauważył, przyglądając się wnętrzu zdemolowanego pomieszczenia. Wypełnione księgami regały po bokach pokoju przetrwały eksplozję. Niektóre książki były otwarte i unosiły przed półkami, a litery wcześniej formujące tekst zdawały się tworzyć coś na kształt prowizorycznego pola ochronnego wokół reszty zbioru. - Żeby prowizoryczna bariera była w stanie przetrwać takie zaklęcie...
- Często ją wyśmiewano, nabijano się z jej badań... Talvi nie wyróżnia się w tłumie tych wszystkich genialnych czarodziei, jednak w teorii magicznej oraz improwizacji nie ma sobie równych.
- Co!? - zakrzyknął zszokowany chłopak, spoglądając we wciąż szalejące resztki inferna. Ogniowa burza zaczęła coraz szybciej tracić na sile, aż w końcu całkiem zagasła. W jej dawnym centrum znajdowała się sfera pięknego błękitnego ognia, która po chwili rozstąpiła się, ujawniając nienaruszonego przez eksplozję Naruto. Jego płomienie skupiły się na plecach, tworząc parę olbrzymich skrzydeł.
- Nie spodziewałem się że spróbujesz wzmocnić własne zaklęcie jej magicznym okręgiem... - rzekł, lustrując zakapturzonego wzrokiem. - Jesteś całkiem utalentowany.
- Ha ha... Ha ha ha ha ha~! A ja muszę przyznać, że nie spodziewałem się że to przeżyjesz! Do tego te błękitne płomienie... Wygląda na to, że nie jesteś pierwszym lepszym diabełkiem. - stwierdził z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Każdy jest na swój sposób wyjątkowy.
Uśmiech momentalnie zniknął z twarzy zakapturzonego.
- Słowa przegranych, wypowiadane jedynie w celu wyzbycia się wrażenia bycia bezwartościowym. - stwierdził, pozwalając zabranym księgom unieść się jeszcze wyżej i wystawiając lewą rękę w stronę Phenexa. W jego otwartej dłoni pojawiła się biała magiczna pieczęć z symbolem podobnym do trójkąta w centrum. - Moglibyśmy zapewne długo dyskutować o naszych poglądach, ale raczej nie doszlibyśmy do konsensusu.
- "Słowa przegranych", tak? - wszeptał, jednak dostatecznie głośno by zakapturzony go usłyszał. - Też tak uważasz, Yumi?
Blondynka pojawiła się znikąd za plecami srebrnowłosego, wykonując zamaszyste cięcie olbrzymim europejskim mieczem, otoczonym przez strumienie zielonego ognia. Ostrze broni miało ponad dwa metry długości i prawie dwadzieścia centymetrów szerokości, a u podstawy zamocowany był podłużny kamień runiczny z trzema przedziwnymi symbolami.
- Ty... - syknął, w ostatniej chwili zauważając niebieskooką. Wiedząc iż nie zdoła skontrować ataku momentalnie wykonał obrót w stronę przeciwniczki, zasłaniając się własnymi skrzydłami, przez które popłynęła jego magiczna moc. Yumi uderzyła trzymanym ostrzem, a fala płomieni popędziła w stronę chłopaka i trafiła w czarną nietoperzową błonę, przesuwając się po jej powierzchni i otaczając właściciela. Mimo swojej sytuacji ten jedynie się uśmiechnął i gwałtownie rozpostarł szeroko skrzydła, rozpraszając okrążający go ogień. - I to wszystko? To ma być ogień? - zapytał z uśmiechem.
- Spadaj. - odszepnęła, wskazując palcem w dół.
Nim srebrnowłosy mógł w jakikolwiek sposób zareagować, jego skrzydła, zupełnie jakby nagle zaczęły ważyć kilkaset kilo, pociągnęły go z impetem ku ziemi. W szoku wypuścił z uścisku ręki białowłosą czarodziejkę, co wykorzystała Yumi i szybkim manewrem przechwyciła dziewczynę, lądując obok swojego pana. Zakapturzony natomiast uderzył z dużą prędkością o glebę, wzniecając chmurę pyłu.
- Gha! Co to... ma być? - jęknął z bólu, starając się podnieść.
- Naruto-sama. Proszę wygaś swe płomienie. - poprosiła blond włosa, kładąc nieprzytomną Syvanmeren u stóp Phenexa. Jej wzrok powędrował ku uziemionemu przeciwnikowi. - Ja uporam się z tym diabłem. Nie ma powodu żebyś...
- Skoro był w stanie pokonać Talvi, to nie dasz sobie z nim rady. - odparł z powagą w głosie, ruszając ku dawnej szybie pokoju. - Osobiście się nim zajmę. - dodał, stając na krawędzi budowli w miejscu dawnego okna i rozkładając szeroko ręce. Jego dłonie spowiły błękitne płomienie, wewnątrz których można było dostrzec niestabilne tajemne symbole.
- Czyżby? - zapytał srebrnowłosy, prawą dłonią formując przed sobą kilka magicznych okręgów z których natychmiast wystrzeliły pociski energii.
Phenex jednak wydawał się nie przejmować nadciągającym uderzeniem, zaczynając powoli zataczać okrąg obiema dłońmi. Jedynie zamachnął się swoimi skrzydłami, posyłając grad małych błękitnych płomieni naprzeciw magicznej kanonadzie. Energia zakapturzonego zaczęła przytłaczać atak blondyna, przebijając się w jego kierunku, lecz im dłużej zaklęcia napierały, tym bardziej ognie Naruto zdawały się przybierać na sile, aż w końcu całkowicie pochłonęły magię przeciwnika i runęły na ziemię.
Chłopak widząc nadciągające inferno zgromadził dużą ilość magii w prawej dłoni i wykonał kilka zamachów, rozpraszając chmurę ognia za pomocą ostrzy wiatru.
- Użycie ataku pozbawionego magicznej energii... Mądrę posunięcie. - zauważył z uśmiechem Naruto.
- Teraz czas na mój kontratak. - stwierdził, unosząc obie dłonie w kierunku blondyna.
- Niestety ta walka kończy się w tym momencie - odpowiedział tajemniczo Phenex. Jego ręce po zatoczeniu pełnego okręgu skrzyżowały się przedramionami na wysokości klatki piersiowej, a płonące runy przybrały stabilną postać.
- O czym ty... - przerwał nagle, gdy pozostałości z rozproszonego inferna uformowały wokół niego krąg, który szybko wypełnił się kolejnymi błękitnymi płomieniami.
- Odpocznij... Zaśnij tam, gdzie spoczywa wszelkie życie. - wyszeptał, niemal jak na pożegnanie. - Spocznij w głębinach oceanu.
- Ghaaa! Co to... jest!? - ryknął z bólu, zaczynając się zapadać w uformowany okrąg. Jego nogi i skrzydła zostały szybko pochłonięte przez zabójczy błękit, czemu towarzyszył nieopisany ból. Tracąc równowagę spróbował się podeprzeć lewą ręką, lecz ta podzieliła los dolnej części ciała, zaczynając powoli się zapadać. - Ja... mam skończyć w taki sposób!? - krzyknął gniewnie, unosząc i gromadząc energię w prawej dłoni. W tym samym momencie z jego pleców wyrosła druga para skrzydeł. - Niedoczekanie!
- Co!?
Naruto nie miał czasu na dłuższe oględziny zakapturzonego, bowiem błękitny okrąg eksplodował z niesamowitym impetem, wzniecając chmurę pyłu. Po chwili wyłonił się z niej ranny, lecz wciąż żywy srebrnowłosy. Jego jasnoniebieskie oczy spoglądały z gniewem na Phenexa.
- Jak to możliwie!? Przecież coś takiego... - szepnęła Yumi, zasłaniając palcami otwarte w szoku usta.
- Ta dziewczyna... odkryła to... a mimo tego ukryła przed Kościołem. Więc jestem pewien że też wiesz... - zaczął, ciężko dysząc. Jego nogi oraz lewa ręka wydawały się całe pomarszczone i wysuszone od wpływu błękitnych płomieni, jednak w prawej trzymał prosty miecz uformowany z czystego białego światła. - Boga nie ma już wśród nas. A to oznacza że istoty takie jak ja mają prawo bytu! - ryknął, rozpościerając szeroko swoje skrzydła, czarną dolną parę diabelskich skrzydeł oraz śnieżnobiałą górną parę anielskich.
- Pół-anioł, pół-diabeł? - wyszeptał wciąż niedowierzający błękitnooki.
- Jak widać! Też nie należę do 'zwyczajnych diabełków'... - syknął, choć w jego głosie dało się wyczuć coś na podobieństwo satysfakcji. Następnie spojrzał na wciąż nieprzytomną, zakrwawioną Talvi. - Odpuszczę sobie dziewczynę... lecz księgi i notatki zabieram, zgodnie z umową! - dodał, przyciągając do siebie prace dziewczyny. Pod jego stopami natychmiast pojawił się magiczny okrąg teleportujący.
- Talvi jest pod moją opieką! - oświadczył Phenex. - Jeśli jeszcze raz się do niej zbliżysz, to nie skończy się to na przypaleniu!
- Ha ha ha... - roześmiał się, powstrzymując na chwilę swoje przeniesienie. - Powiem ci coś, Naruto. - zaczął, przecierając nadpaloną rękę. - Mam na imię Luvien. Przegrałem, więc pozwalam ci zabrać dziewczynę. Niestety jest to tylko moja decyzja, a ona nie ma żadnego znaczenia... Nie w przypadku odgórnych rozkazów. Prędzej czy później otrzymasz ich odpowiedź na swe działania...
- Więc nie działasz sam... Kto podejmuje decyzje? Komu służysz? - zapytał, lustrując przeciwnika wzrokiem.
- Jesteśmy Illuminati. - oznajmił, otoczony przez jasną aurę z okręgu teleportującego. - Służymy Maou, którzy stworzyli Zaświaty... Nie akceptujemy porażek!
Wraz z ostatnim wyznaniem hybryda anioła i diabła zniknęła z formułą zaklęcia.
W ruinach posiadłości na zapanowała cisza, po krótkiej chwili zmącona przez Phenexa.
- Gha, gha... Bhu, ghe... - zanosząc się ostrym kaszlem, błękitnooki momentalnie przykląkł i zasłonił dłonią usta. Spomiędzy jego palców wypłynęło nieco krwi.
- Naruto-sama! - krzyknęła zaniepokojona blondynka, klękając przed swoim panem.
- Nic mi nie jest! - uspokoił ją, unosząc prawą rękę i otwierając błękitny okrąg, identyczny co wykorzystany przeciwko Luvienowi. Płomienie zaczęły powoli z niego wypływać, by następnie wniknąć w skórę Phenexa, który z każdą chwilą pochłaniania energii zdawał się odzyskiwać siły. Po kilku sekundach zamknął okrąg i wstał, ruszając w kierunku Yumi oraz nieprzytomnej Talvi. - Z takimi obrażeniami nie ma żadnych szans na przeżycie... - stwierdził, biorąc białowłosą w ramiona. - Yumi! Zabierz nas do Iony! Natychmiast!
- Z-zrozumiałam! - odparła, składając ręce niczym do modlitwy. Następnie rozpostarła je, formując obracające się magiczne pierścienie które szybko otoczyły całą trójkę.
- Illuminati... - błękitnooki mimowolnie zacisnął zęby. Wzrokiem szybko zlustrował dawną posiadłość, analizując zniszczenia dokonane przez wybuchowe zaklęcie zakapturzonego. - Cholera... Wygląda na to, że Kuroka będzie musiała przywyknąć do noszenia ubrań. Musimy być przygotowani.
Po chwili trójką zniknęła wśród inkantacji.
Chapter zaktualizowany!
Lekko zmodyfikowałem sceny i sprawiłem, że sytuacja z Kuroką i Naruto jest bardziej... dosadna XD
.
Pomóż mi proszę w pisaniu i skomentuj, nawet jeśli tylko uwagą o błędach.
Dzięki za przeczytanie!
