Zegarek na szafce nocnej w sypialni Sherlocka wskazywał 8:27 w chwili gdy John otworzył oczy. Rozłożył się wygodniej, przewrócił na drugi bok po czym nakrył się kołdrą, zaledwie po paru sekundach doszło do niego, że coś jest nie tak. Przetarł oczy i zauważył iż leży w sherlockowskim łóżku lecz samego detektywa nie ma obok niego. Pospiesznie wstał z łóżka z przerażeniem w oczach, ledwie stanął na nogi a w głowie mu się zakręciło lecz nie zwrócił na to uwagi po czym wybiegł z pokoju.
Johna ogarnęła panika, od momentu kiedy Sherlock powrócił do jego życia bał się stracić go z oczu nawet na sekundę przekonany, że jeśli tylko oderwie od niego wzrok on zniknie. Doktor sprawdził po kolei salon, kuchnię i łazienkę lecz nigdzie nie było nawet śladu Holmesa. Jego płaszcza także nie było. John szybko chwycił telefon do ręki i napisał do Sherlocka.
- Gdzie jesteś?
Wcisnął agresywnie "wyślij" lecz nie przestawał się wpatrywać w ekran aż do momentu kiedy pojawiło się powiadomienie o nowej wiadomości.
- Na Essex Road, staram się rozwiązać sprawę Lestradea. Zabrałbym cię ze sobą lecz nie chciałem cię budzić tak wcześnie rano. Wszystko w porządku? SH
- Tak wszystko w porządku. Wracaj prędko. Martwiłem się.
W tej samej chwili gdy John wystukał na klawiaturze odpowiedź wiedział, że jest to nie prawda. Nie chciał okłamywać Sherlocka lecz przecież nie powie mu, że prawie dostał zawału gdy zauważył, że znajduje się w łóżku sam. Nie mógł powiedzieć mu iż był przekonany, że jego przyjaciel odszedł po raz kolejny lecz tym razem nie wróci. Muszą o tym porozmawiać, koniecznie, lecz John nie chciał rozpoczynać tej rozmowy.
- Będę niedługo, jak wrócę to Ci to wynagrodzę - wyświetliło się na ekranie telefonu Johna. Doktor nie potrafił się domyślić co detektyw miał na myśli pisząc "wynagrodzę". Biorąc pod uwagę, że nadawcą smsa był Sherlock mogło to oznaczać cokolwiek Johnowi jednak kojarzyło się to tylko na jeden sposób. Jeśli Watson używał sformułowania "wynagrodzę Ci to " mówił to do swoich dziewczyn, a miał na myśli nic innego tylko seks lecz z Sherlockiem sprawa była o wiele trudniejsza.
John wciąż rozmyślał o treści ostatniego smsa pijąc kawę, a także piętnaście minut później biorąc mydląc włosy pod prysznicem lecz za nic w świecie nie potrafił zrozumieć co Sherlock miał na myśli.
Niecałą godzinę po ostatniej wiadomości Sherlock wrócił do mieszkania, jak zwykle wystrojony w swój płaszcz oraz ulubiony niebieski szalik. John leżał na sofie i oglądał jakiś nieciekawy program o kangurach na Discovery w chwili gdy detektyw wkroczył do salonu.
- Kłócenie się z idiotami ze Scotland Yardu jest okropnie męczące. Dałbyś wiarę, że uważali iż mordercą była sąsiadka ofiary? Przecież to oczywiste, że ona nie mogła w tym czasie popełnić zbrodni, a poza tym przestępcą był wysoki, tęgi, leworęczny mężczyzna - rzucił Holmes na powitanie siadając obok przyjaciela.
- Brakowało mi ciebie tam - zagadnął jeszcze raz jako, że John nie odpowiadał.
- Mi ciebie też Sherlocku - odparł niechętnie ponieważ wciąż był zdenerwowany na Holmesa.
- Nie możesz tak więcej robić. Nie możesz wychodzić sobie samemu rano i zostawiać mnie w łóżku - przemówił po chwili milczenia John przełamując się starając się aby jego głos zabrzmiał pewnie.
Sherlock nachylił się spokojnie nad Johnem i pocałował go prosto w usta uznając to za dobrą odpowiedź. John był początkowo niechętny lecz później odwzajemnił pocałunek. Był to pierwszy raz kiedy to zrobili od pamiętnego przedstawienia urządzonego na oczach pracowników Scotland Yardu.
Po paru chwilach detektyw leżał już całym ciałem na Watsonie delikatnie muskając koniuszkami palców po jego szyi przez do John drgał delikatnie. Długie, szczupłe nogi Holmesa oplatały nogi doktora, sofa była o wiele za mała na ich dwójkę lecz żadnemu z mężczyzn zdawało się to nie przeszkadzać, obaj byli zajęci sobą na wzajem. Pocałunki przerywali tylko po to aby nabrać oddechu po czym zatapiali się w sobie jeszcze bardziej. W przeciągu paru minut dwaj spokojni, ustatkowani mężczyźni przemienili się w młodych nastolatków odkrywających siebie nawzajem. John mógł się jedynie domyślać czy Sherlock miał kogoś przed nim ponieważ Sherlock nigdy nie miał ochoty na takie rozmowy lecz zdaniem Watsona był on jego pierwszym lecz nie przeszkadzało mu to ani trochę. Martwił się jedynie czy Holmes nie ma mu za złe jego niezliczonych przygód z kobietami lecz prędko odrzucił tą myśl z głowy nie chcąc aby ona rujnowała całą chwilę.
Włosy Holmesa pachniały cudownie, a zapach ten roznosił się w powietrzu jeszcze bardziej z każdym muśnięciem dłoni Johna po tych pięknych, ciemnych lokach. Gdy tylko usta Sherlocka dotykały jego ust John zapominał o całym świecie, liczył się on i tylko on. Z każdą chwilą ich pocałunki stawały się coraz namiętniejsze, coraz bardziej agresywne. Sherlock spokojnie wsuwał swoją chłodną, anemicznie bladą dłoń pod sweter Johna wciąż nie przestając obsypywać przyjaciela pocałunkami mrucząc przy tym spokojnie. John uznawał te dźwięki za okropnie pociągające choć sam starał się z całych sił panować nad sobą wypuszczając spokojnie powietrze pomiędzy zębami. Może i mógł panować nad tym co wydobywało się z jego ust, lecz nie miał żadnej kontroli na tym co działo się w jego spodniach, a te stawały się coraz bardziej obcisłe.
Wargi Sherlocka spokojnie całowały każdy fragment szyi Johna gdy ten leżał nieruchomo jedynie oddychając głośno po czym zniżały się w kierunku jego klatki piersiowej. Gdy usta Sherlocka zbliżały się niemiłosiernie do podbrzusza Johna tej juz wiedział, że nie wytrzyma ani chwili dłużej lecz także nie miał sił aby zatrzymać Holmesa.
Detektyw znany ze swoich umiejętności obserwacji i dedukcji dobrze wiedział, że nadeszła pora na chwilę przerwy pomimo tego iż John nie odezwał się ani słowem. Oderwał swoje usta od bijącej gorącem skóry Johna i spojrzał na niego przeszywając doktora spojrzeniem.
- Całkiem zapomniałem, że miałem ci powiedzieć iż idziemy dzisiaj razem na kolację - powiedział tonem, który miał sugerować, że dopiero teraz o tym sobie przypomniał choć tylko o tym potrafił myśleć od paru godzin. Byłby to pierwszy raz kiedy pójdą razem w publiczne miejsce i chciał aby ten wieczór był dla Johna wyjątkowy. Był mu to winien. - Obiecałem przecież, że Ci wynagrodzę poranne zamartwianie się.
Po kilku głębokich oddechach do Johna dotarło co powiedział Sherlock. Nie potrafił ukryć zaskoczenia, w życiu nie przyszłoby mu do głowy, że Sherlock mógłby go zaprosić na kolację. Ostatni raz kiedy był na kolacji było to z Jeanette przed świętami Bożego Narodzenia, dobrze pamiętał tą randkę, ponieważ było to parę dni przed ich rozstaniem za którym po części stał Sherlock. Czyli to oznacza, że oni idą na randkę?
- Sherlocku... masz na myśli randkę? - zapytał się John chcąc się dowiedzieć co tak właściwie miał na myśli Sherlock.
- Czy zawsze musisz wszystko tak szufladkować? Tak, miałem na myśli randkę jak już mamy nazywać rzeczy po imieniu - odpowiedział z nutą irytacji w głosie po czym położył głowę na klatce piersiowej Johna słuchając systematycznego bicia serca przyjaciela. Słowo chłopak brzmiało według niego co najmniej dziwnie, a kochanek kojarzyło mu się tylko wyłącznie z seksem. John był najważniejszą osobą w jego życiu, osobą której nie potrafił określić jednym słowem. Był jego Johnem.
W pokoju Sherlocka paliło się światło, a sam Sherlock stał przed lustrem zapinając swoją ulubioną fioletową koszulę odrobinę przyciasną przez co guziki wyglądały tak jakby miały zaraz się zerwać. Założył na siebie swój ulubiony czarny garnitur zostawiając ostatnie dwa guziki koszuli odpięte. Kilkanaście razy Holmes poprawiał swoje niesforne loki starając się prezentować jak najlepiej. Nigdy nie przejmował się wyglądem, na ubranie zwracał uwagę tylko i wyłącznie wtedy gdy miało mu to pomóc w rozwiązaniu jakiejś zagadki. Dzisiejszy wieczór stanowił wyjątek, wychodził razem z Johnem i chciał wyglądać najlepiej jak tylko się da.
John w tym samym czasie przeczesywał swoją szafę w poszukiwaniu czegoś co może ubrać na dzisiejszy wieczór. Większość jego szafy zajmowały swetry o przeróżnych wzorach i kolorach, a nie było to coś co chciał ubrać na dzisiejszy wieczór. W końcu udało mu się znaleźć starą koszulę w karmazynowym kolorze, której nie nosił od prawie dwóch lat, założył ją pospiesznie na siebie. Przeklinał się w duchu za to, że nie posiada niczego co mógłby ubrać na taką okazję. Sherlock zawsze nienagannie ubrany zapewne będzie miał na sobie garnitur, a ja ubieram jedyną normalną koszulę, którą w dodatku kupiłem na wyprzedaży!
Doktor wciąż nie mógł się przyzwyczaić do myśli iż on i Sherlock są parą, w końcu zaprzeczanie takim pogłoskom było jednym z zajęć Johna przed udawanym samobójstwem. Ile razy musiał się tłumaczyć przed dziewczynami czy ludźmi poznanymi podczas spraw w których pomagał Holmesowi choć ten sam sobie dawał radę. Nawet pierwszego dnia na Baker Street Pani Hudson wzięła ich za parę. Teraz cały świat zawalił się Johnowi na głowę, sam nie wiedział co ma myśleć lecz za radą Sherlocka starał się tego nie roztrząsać ani nie katalogować.
Taksówką dotarli na miejsce, a Holmes bacznie obserwował twarz Johna w oczekiwaniu na reakcję. Nie był pewien czy wybrał dobre miejsce, nie znał się ani trochę na romantycznych restauracjach. Maggie Jones's znalazł w internecie i wydawało mu się, że trafił w gusta Johna lecz nie był tego pewien.
Kolacja była udana w stu procentach, John zamówił rissotto, Sherlock natomiast dziwne danie, którego nazwy lekarz nie potrafił wypowiedzieć. Obaj mężczyźni czuli się w swoim towarzystwie wspaniale, żartując co jakiś czas popijając białe wino.
John jeszcze nigdy nie był na tak udanej randce, nie było żadnego napięcia czy stresu, nie musiał zabawiać swojego partnera płytkimi dowcipami, nie było także potrzeby na wyszukiwanie wymyślnych tematów do rozmów. Wszystko było idealne, zbyt idealne jak na gust Johna jako nie uważał się za dobrego w randkowaniu czy chociażby utrzymywaniu związków.
- Właściwie to od kiedy pijesz alkohol Sherlocku? Wiedziałem, że palisz, a właściwie to rzucasz palenie lecz nigdy nie widziałem cię pijącego - zagadnął Sherlocka John
- Dziś jest pierwszy raz, nie jestem zwolennikiem alkoholu w przeciwieństwie do Mycrofta.
- Mycroft... on wie, że nie jesteś martwy?
- Tak, byłem u niego parę dni temu. Nie był zbytnio zaskoczony tym faktem, ale wydaje mi się, że nie jest to dobry temat do rozmowy. Wolałbym raczej się dowiedzieć co masz zamiar teraz robić - zmienił temat Sherlock, ponieważ nie miał ochoty rozmawiać o swoim sfingowanym samobójstwie.
- Co masz na myśli?
- Ostatni raz gdy mieszkaliśmy razem pracowałeś w przychodni lecz wiem też, że się zwolniłeś parę dni po mojej śmierci. Masz zamiar tam wrócić?
- Nie wiem Sherlocku, naprawdę nie mam pojęcia - odpowiedział John. To było dobre pytanie, nie pracował od roku, za mieszkanie płacił Mycroft, a John utrzymywał się z tego co pozostawił po sobie Sherlock. Powinien znaleźć pracę już dawno temu lecz nie potrafił się do tego zmusić.
- Tak się składa, że sporo o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że Londyn jest dużym miastem i z pewnością przyda mu się dwóch konsultujących detektywów - powiedział Holmes, a w chwili gdy skończył zdanie na twarzy Johna pojawił się uśmiech. Sherlock uznał to za dobry znak, a także za pozytywne rozpatrzenie jego propozycji.
Klienci przybywali do restauracji, rozkoszowali się pysznymi daniami i opuszczali małą restaurację znajdującą się przy Old Court Place podczas gdy John i Sherlock spędzili tam parę godzin popijając wino wybrane przez detektywa, rozmawiając o ich młodości, pracy oraz oczywiście o ich wspólnej przyszłości. W znacznym stopniu była to zasługa wypitego wina, lecz Sherlock także się zmienił. W przeciągu ostatniego roku stał się bardziej ludzki, a John nie wiedział komu lub czemu ma za to dziękować. Wciąż był on kierującym się logiką i gardzącym uczuciami detektywem lecz jego piorytety się zmieniły, praca i rozwiązywanie zagadek nie było teraz najważniejszą rzeczą w jego życiu. Najważniejszy był John i tylko on się liczył.
Na dworze się już ściemniało gdy John i Sherlock wracali spacerem na Baker Street, taksówką zajęłoby im to niecałe dwadzieścia minut lecz teraz gdy obaj spokojnym krokiem kierowali się w stronę mieszkania ich podróż trwała prawie godzinę. Po drodze wstąpili także do małego sklepiku po kolejną butelkę wina na którą uparł się Holmes. Obaj szli nierównym krokiem, kołysząc się od lewej strony krawężnika do prawej i z powrotem trzymając się pod ręce. Wieczory w Londynie były cudowne, w szczególności w taką pogodę i para detektywów rozkoszowała się spokojem i ciszą o którą nie łatwo w tak dużym mieście.
Obaj mężczyźni starali się jak najciszej wejść pod 221B nie budząc pani Hudson lecz nogi Sherlocka odmawiały mu posłuszeństwa.
- Panuj nad kończynami Sherlock, to tylko parę schodów! - starał się jak najciszej wyszeptać John lecz sam nie mógł się powstrzymać od śmiechu. Długie nogi Sherlocka nad którymi ich właściciel nie potrafił zapanować potykały się co rusz o stopnie schodów. Alkohol najwidoczniej nie służył słynnemu detektywowi.
- Idę John, idę, nie poganiaj mnie - syknął Sherlock denerwując się sam na siebie. Po chwili udało mu się dotrzeć na szczyt schodów, zrzucił z siebie płaszcz i zawiesił na wieszaku kierując się prosto do kuchni. Wyciągnął dwa kubki z szafki hałasując przy tym niemiłosiernie. John już zdążył się rozsiąść wygodnie na kanapie.
-Do dyspozycji mamy jednie kubki i próbówki. Doszedłem do wniosku, że z kubków będzie wygodniej - powiedział Holmes nalewając wina starając się nie rozlać do dookoła na co John tylko parsknął śmiechem.
Sherlock zasiał obok Johna ze szklanką w ręce i oparł głowę na klatce piersiowej Johna. Cisza w mieszkaniu była przeszywająca lecz żaden z mężczyzn nie czuł potrzeby na więcej rozmów. Po kilku minutach John puścił cicho starą płytę Beatlesów którą nabył będąc jeszcze młodym. Dźwięk rozpływał się po mieszkaniu gdy John delikatnie przesuwał palcami po włosach Holmesa co jakiś czas popijając wino z kubka na którym znajdowała się flaga Wielkiej Brytanii.
John i Sherlock opróżnili całą butelkę parę minut przed drugą w nocy.
- Chodź do łóżka Sherlocku, muszę się wyspać jeśli mam jutro być użyteczny jako detektyw - odezwał się John jako pierwszy powoli wstając na nogi. Był on przyzwyczajony do alkoholu w przeciwieństwie do Sherlocka. Sherlock zachwiał się niepewnie stając na nogach.
- Chyba... nie powinienem tyle pić - wymamrotał próbując utrzymać pionową pozycję.
Lekarz chwycił przyjaciela pod rękę i zaprowadził go do jego sypialni. Właściwie była to już ich wspólna sypialnia, noce spędzali we wspólnym łóżku, pokój Johna był używany teraz jedynie do składowania jego ubrań.
Sherlock usiadł na łóżku pozwalając Johnowi na rozpięcie jego koszuli. Materiał delikatnie osunął się z jego ramion i John rzucił koszulę na podłogę, to samo zrobił ze spodniami detektywa gdy udało mu się już odpiąć guzik. Podczas gdy John się rozbierał Holmes już rozłożył się wygodnie na łóżku zajmując dwie trzecie jego powierzchni.
- Znajdzie się też miejsce dla mnie czy mam pójść spać do siebie? - zapytał się John w duchu licząc na tą pierwszą opcję.
Zamiast odpowiedzieć Sherlock przesunął się na swoją połowę łóżka robiąc miejsce dla John. Po chwili gdy Watson już leżał na łóżku detektyw spokojnie położył swoją dłoń na klatce przyjaciela. Nie była ona tak blada jak jego własna lecz równie chłodna. Leżeli chwilę w milczeniu rozkoszując się własnym towarzystwem.
- Kocham Cię - szepnął Sherlock do ucha Johnowi delikatnie wsuwając swoją dłoń pod gumkę od jego bielizny.
