739 Roku Wiedźmy 7.21 9:23
Szok minął dopiero po chwili, ale ciągle nie do końca rozumiałam, co się właśnie stało. W jednej chwili kierowałam się na spotkanie z Ezem, a w drugiej otwierałam wrota Instytutu. Po oślepiającym błysku znikąd zostało tylko wspomnienie, a światło z jego oka zaczęło już słabnąć, jakby życie w tym czymś wygasało.
Nie wiedziałam czy to był dobry pomysł, ale nie mogłam bezczynnie stać i patrzeć. MUSIAŁAM coś zrobić.
Zaczęłam biec w stronę Tego. Z każdym kolejnym krokiem czułam czyjąś obecność. To narastające niepokojące uczucie wzroku na moich plecach było nie do zniesienia. Gdy tylko odwróciłam głowę uświadamiałam sobie, że nikogo tam nie ma. Krzyki dochodzące od Tego czegoś nie pomagały.
Gdy byłam już wystarczająco blisko stanęłam wryta w ziemię.
To coś było chłopakiem. Młodym, chłopakiem. Ale zdziwił mnie bardziej jego zakres ran niż to, czym był.
Jego koszulka była rozdarta, a jego spodnie i były w niewiele lepszym stanie. Rękawy były zupełnie zerwane i mogłam zobaczyć, że jego ręce były całe pocięte. Jego klatka piersiowa była w o wiele gorszym stanie niż reszta ciała. Prawa część klatki piersiowej była zdarta prawie do kości a jego boki były w licznych siniakach. Najbardziej przerażająca była rana ciągnąca się od prawego biodra do serca. Wydawałoby się, że jest niegroźna, po prostu paskudna, ale pozory mogą mylić. Nie jestem lekarzem. Przez cały czas z jego ciała wylewało się to... coś.
Lewitował. Niewysoko, ale jednak. Gdy zaczęłam do niego podchodzić kopuła otaczająca go zaczęła drżeć by następnie rozpaść się na drobne ziarenka piasku, które następnie wyparowały jakby nigdy ich tam nie było.
Wyciągnęłam rękę w jego stronę. Chyba mnie zauważył, bo przestał krzyczeć i spojrzał się na mnie tym święcącym czerwonym okiem. Dopiero teraz zauważyłam, że jego twarz była popękana, niczym porcelana. Jedyne, co mogłam zauważyć w jego oczach to agonia.
Nagle, chłopak przestał lewitować.
Starałam się go złapać, ale bezskutecznie. Patrzyłam się przez chwilę na jego bezwładne ciało z zaciekawieniem i lekkim ukłuciem strachu. Czy żyje? Sprawdziłam tętno tak jak uczyła mnie Soraka i czekałam. Po kilku sekundach, wyczułam słaby puls. Podniosłam go, zarzuciłam jego prawe ramię przez mój kark i zaczęłam kierować się w stronę Instytutu. Muszę go jak najszybciej zanieść do Szpitala. Mam nadzieję, że przeżyje. Ez mnie zabije jak zobaczy, że podtrzymuje jakiegoś chłopaka.
...
„Gdzie jest Lux, powinna być tu już od jakichś 15 minut. Pewnie znowu waha się, co założyć by dobrze wyglądać przez to pół godziny. Chociaż. Trochę ze mnie hipokryta. Sam ubrałem się jakbym za chwilę miał, iść na jakąś wyprawę górniczą" Pomyślał Ez trącając swoje nierozłączne gogle i zaczął powolnie iść w stronę dormitoriów Demacii. „Albo zaspała, to do niej też podobne. Albo może mnie zdradza." Gdy był już w połowie drogi do głównego korytarza zauważył, że drzwi od Instytutu są otwarte. „Dziwne, wrota powinny być zamknięte. Pewnie Delilah zatrudniła nowych Przywoływaczy albo służbę i zapomnieli zamknąć." Ezreal zignorował ruch przed Instytutem i dalej kierował się w stronę dormitoriów Demacii
...
Cholera. A więc jednak ma w sobie krew. I za chwile chyba się jej pozbędzie.
Sama go tam nie dotaszczę jest za ciężki. Muszę kogoś sprowadzić. ALE JAK?!
Jestem za daleko żeby po kogoś teraz pójść, każdy moment jest teraz decydujący.
Jak mam kogoś nagle tak?...
Czy to był Ez w oknie?
Z nieba mi spadł. Tutaj debilu, nie odwracaj się. Bogowie, co za idiota. EZREAL!
...
„Słyszałem swoje imię" Ezreal wyszedł od razu z zamyślenia. Liczył kroki jak to miał w zwyczaju. „Ktoś na pewno mnie wołał. Głos nadchodził chyba zza Instytutu"
Odkrywca z Powołania spojrzał się w okno by odszukać wzrokiem źródło dźwięku.
„Lux się znalazła. I nie jest sama. On krwawi, a ona wnioskuje, że woła o pomoc. Akurat nie mam ochoty na ratowanie komuś życia, ale ona mnie zabije jak ja go nie uratuje. Gdzie jest ten samozwańczy Obrońca Jutra, gdy jest potrzebny?..."
Z tą myślą Ez rzucił się sprintem w stronę Lux
...
Gdy Ez był już blisko Lux, wziął ramię chłopaka i przerzucił je przez swój kark.
-Coś czuję, że ON jest powodem, czemu się spóźniłaś hmm. Nie jest to teraz zbytnio ważne. Wszystko mi już opowiesz, gdy dotrzemy do Akali i reszty. Teraz tylko trzeba się pospieszyć. Nie jestem lekarzem, ale mogę stwierdzić, że umrze jak nie zdążymy.
-Załóż kiedyś te swoje gogle, co? Jesteś bardziej ślepy niż Lee.
-Oczywiście, złotowłosa.
...
-Ok jesteśmy. Jak podobała się panu wycieczka? - zapytał się chłopaka Ezreal.
-Ciekawe, czemu nie odpowiada.
-Idź po kogoś a nie żartujesz.
-Co ty nie powiesz? – Mruknął pod nosem Ez i otworzył drzwi do skrzydła szpitalnego - Wchodzę. Zostań tu z nim i sprawdź mu puls, bo wydaje mi się, że przestał krwawić, gdy minęliśmy stołówkę. Ezreal wszedł do Skrzydła Szpitalnego i zaczął rozglądać się za kimkolwiek, kto mógłby im pomóc.
-Akali? Soraka? Shen? Ktokolwiek?
Zza zasłony na końcu Sali wyłoniła się głowa Akali.
-Co tam blondasku? – Zapytała pielęgniarka rozbawionym tonem.
-Zobaczmy. Lux ciągle mną gardzi, Pantheon wisi mi 20 złota ORAZ przyniosłem umierającego chłopaka i czeka przed drzwiami.
Na wzmiankę o chłopaku Akali zerwała się z miejsca wołając do siebie Sorakę i obie wybiegły przed salę.
„Przyrzekam jak jeszcze raz nazwie mnie blondaskiem to zabiję ją z zimną krwią." - pomyślał Ezreal poprawiając grzywkę.
...
Dając fav oraz follow sprawiasz że moje serduszko rośnie!
